piątek, 27 września 2013

Percabeth story: Rozdział 30 - 'Uklęknąłem i pocałowałem swoją narzeczoną, a jednocześnie córkę..."

Bardzo wazna notka pod rozdziałem!

Annabeth

               Spokój. Cisza. Zero walki. Tak właśnie  minął nam tydzień w naszym domku. Rany rannych herosów były prawie zagojone dzięki abrozji i nektarowi. Chejron i Pan D. postanowili zabrać ich do obozu, by  w spokoju mogli się przygotować do bitwy. My natomiast powoli zaczęliśmy się pakować. Grecja. O Bogowie! Nie mogę uwierzyć, że lecimy do Grecji. Zawsze o tym marzyłam. Ahh już sobie wyobrażam tę architekturę i morze. Zero treningów, wojny i misji. Po prostu odpoczynek z narzeczonym i przyjaciółmi.
          Stałam w garderobie już prawie godzinę, zastanawiając się co mam spakować na wyjazd. No na pewno kostium kąpielowy, ale....który? Przecież mam ich siedem. Jestem dziewczyną i nie potrafię od tak
wybrać. Ehh...beznadzieja. Wiedziałam, że bez pomocy eksperta nie dam sobie rady, tak więc chwyciłam złotą drachmę i zadzwoniłam Iryfonem do Sieleny. Dlaczego nie telefonem komórkowym? Gdy tylko go włączę, potwory od razy zlokalizują moje miejsce pobytu. Przyznam, że utrudniało to życie. Po około minucie oczekiwania na połączenie, pojawił się obraz, a w nim córka Afrodyty.
- Annabeth? Coś się stało? - zapytała zaskoczona moim Iryfonem.
- Tak! Wyruszamy dzisiaj do Grecji i nie mam pojęcia co spakować.
- A tak. Ja już jestem całkowicie gotowa. Rozumiem, że potrzebujesz mojej pomocy?
- To ty też jedziesz?
- Tak. Charlie zaprosił mnie jako swoją partnerkę.
- To super. Naprawdę nie mogę się doczekać.
- Oj uwierz, że ja też. A wiesz, że Clara i Tony są parą. Wszyscy w obozie byli bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyli ich razem. Ale w sumie to fajnie, że wśród herosów rozwija się miłość.
- Wiesz Sieleno, musisz mnie odwiedzić. Pomożesz mi się spakować i opowiesz, jak tam w obozie. - Podałam przyjaciółce dokładny adres zamieszkania i rozłączyłam się. Za cztery godziny lot do Grecji.

Percy

             W oczach Annabeth widziałem ekscytację. Już samo lotnisko w Atenach zrobiło na nas ogromne wrażenie. Annabeth miała rację. Architektura w Grecji naprawdę zachwyca. Ja jednak marzyłem tylko o jednym, a mianowicie lądowaniu. Jak najszybciej potrzebowałem zejść na ziemię. Jako syn Posejdona źle
znosiłem podróże lotnicze.
        Po kilku minutach w końcu wylądowaliśmy. Przeszliśmy przez bramki, wzięliśmy swoje bagaże i wyszliśmy na parking, gdzie czekał na nas wielki, czarny samochód. Już w samolocie ustaliliśmy, kto z kim

będzie w pokoju. Mieliśmy do dyspozycji cztery pokoje, a w każdym znajdowało się łóżko małżeńskie.
W jednym miałem zatrzymać się ja wraz z Annabeth, w drugim Clara z Tonym, w trzecim Charles i Sielena a w ostatnim Nico wraz z Thalią, co musiało być dla nich naprawdę niekomfortowe, bo przecież nie są razem.
       Jechaliśmy około trzydziestu minut do miejsca zakwaterowania. Hotel był równie piękny, co cała reszta w Atenach. Wnętrze było zaprojektowane na starożytność. Obrazy i rzeźby przedstawiały bogów. Kolumny podtrzymujące fundamenty równie urzekały. Muszę przyznać, że robiło to na nas ogromne wrażenie. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy posiadał ogromny basen, co naprawdę mnie uszczęśliwiło.
- Chodźmy do recepcji i zakwaterujmy się. Później pójdziemy się rozpakować, coś zjemy i możemy się gdzieś przejść. - Zaproponowała Sielena.
- Dobry pomysł.
 

Thalia

            Gdy tylko zobaczyłam duże, małżeńskie łóżko z baldachimem, poczułam dziwne skrępowanie. Przez najbliższe dwanaście dni będę tutaj spała wraz z synem Hadesa.
O naszym pocałunku nie wiedział nikt.
Dziwiłam się, że przy nim zapominam o chłopaku, którego zaledwie zapominałam o chłopaku, którego zaledwie półtora tygodnia temu kochałam. Czyżby to Afrodyta postanowiła namieszać w moim życiu? Jak ludzie wytrzymują tę całą miłość? Gdyby nie Nico, na pewno bym się przez nią zabiła. Razem z synem Hadesa rozpakowywaliśmy się w swoim pokoju. Towarzyszyły nam promienie słońca, które ocieplały wnętrze błękitnego pokoju oraz cisza. Oboje się krępowaliśmy. Oboje nie wiedzieliśmy jak rozpocząć rozmowę. Bałam się, że Afrodyta sprawi, że się w nim zakocham. Chyba tego nie chciałam. No właśnie. Chyba. yhh...moje życie jest do bani.
- Thalia... - Odezwał się. Jego mroczny głos sprawił, że po moim ciele zaczęły przechodzić dreszcze. Odwróciłam się, spoglądając mu prosto w czarne jak otchłań oczy. 
- Co? - zapytałam, mając nadzieję, że brzmi to groźnie.
- Czy to twoja koszulka? - W ręku trzymał czarny T - shirt z nadrukiem i napisem Green Day.
- Tak. Dzięki.
- Spoko...i....
- I...?
- Już nic.
- Okej.
- Znaczy. - Powiedział, po czym na chwilę zamilkł i odwrócił się do mnie plecami. Co on próbował powiedzieć? - Ten pocałunek...wiem, że powinniśmy o nim zapomnieć, ale ja tego nie chcę. Wolę o tym myśleć i mieć nadzieję, że się kiedyś powtórzy. - Powiedział szepcząc. Odwrócił się, posłał mi swój łobuzerski uśmiech i wyszedł na balkon. O Bogowie! Co ja mam teraz zrobić? Co?! Afrodyto daj mi jakąś radę.
Nie wiedząc, co dokładnie robię, wstałam z łóżka i poszłam na balkon. Stanęłam w wejściu, wpatrując się w odwróconego do mnie plecami Nica, jak w obrazek.
- Próbujesz mnie zabić, czy może się skradasz? - zapytał odwracając się.
- Nie. Wole cię mieć całego.
- Co masz na myśli? - Zapytał mrużąc oczy. Zrobiłam trzy kroki do przodu, po czym wtuliłam się w chłopaka, ciesząc jego ciepłem. Po chwili odwzajemnił uścisk, wywołując na mej twarzy pełen szczerości uśmiech. Czy to oznacza, że Luke miał rację? Czy to oznacza, że zakochałam się w synu Hadesa? By odpowiedzieć  na to pytanie, muszę przypomnieć sobie tę noc, w którą chciałam się zabić. Pocałunek. Co wtedy czułam? Byłam...wydawało mi się, że byłam szczęśliwa, bezpieczna. Afrodyta sprawiła, że go pokochałam.
- Wiesz, Thalia? Odkąd jesteś dla mnie miła, to wydajesz mi się naprawdę słodka. Odkąd Sandy...gdy okazało się, że jest zdrajczynią...poczułem jakieś ukucie w sercu, ale nie kochałem jej. To płytkie z mojej strony. Wiem, że to brzmi tandetnie. Chodziłem z dziewczyną, której tak naprawdę nie kochałem, ale wiesz, dlaczego? Bo ty byłaś z Luckiem. Jeszcze jak Łowczynie miały swoje zasady, podobałaś mi się. Podobał mi się twój styl. Gdy dowiedziałem się, że możecie angażować się w związki i jesteś z synem Hermesa, no zdenerwowałem się i zacząłem spotykać się z Sandy. Wiem, że to brzmi, jakby była dla mnie tylko odskocznią, ale chyba właśnie tak było.
- Do czego zmierzasz? - zapytałam spoglądając w jego ciemne tęczówki.
- Chce ci powiedzieć, że cię kocham. - I nagle poczułam, jakby moje serce stanęło i znów zaczęło bić ze zdwojoną prędkością. Czy byłam szczęśliwa, gdy usłyszałam te słowa? Owszem. Czy go kocham? Tak. I jestem tego całkowicie pewna.
Nie wiedziałam jak mam odpowiedzieć na jego wyznanie. Potrafiłam zrobić tylko jedno. Wspięłam się na palce i złączyłam nasze usta w długim, pełnym namiętności pocałunku. Zaczynałam być szczęśliwa.

Percy

              Widziałem minę Annabeth, gdy tylko weszła na balkon. Była zachwycona widokiem morza i przyznam, że ja również.
Cieszyłem się z tego, co mam. Wspaniałe wakacje z narzeczoną, z którą spodziewam się dziecka. 
Po rozpakowaniu się, zeszliśmy na dół, do restauracji, gdzie czekali na nas pozostali oprócz Thalii i Nica.
- Gdzie reszta? - zapytała Clara. Znów musiałem ruszyć swoje cztery litery i iść do pokoju nieobecnej dwójki, by ich troszkę pośpieszyć. Zapukałem raz - cisza. Drugi - znów cisza. Pociągnąłem za klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środka. Było pusto. Gdzie oni są? Balkon był szeroko otwarty. Wyszedłem na zewnątrz i wtedy ich zobaczyłem. Siedzieli na plaży, rzucając kamyki do morza. Nagle Thalia wstała krzycząc: "Wygrałam!". 
- Hej! - krzyknąłem. Na mój głos nasi poszukiwani odwrócili się. - Może raczycie towarzyszyć nam przy obiedzie? 
- Sorry. Zaraz do was dojdziemy. - Kiwnąłem głową na znak porozumienia i wróciłem do reszty przyjaciół. 
               Po smacznym, greckim obiedzie postanowiliśmy iść nad morze. Słońce powoli zachodziło, więc ludzie zaczęli opuszczać plaże, co wywołało na naszych twarzach uśmiech. Od razu zdjąłem koszulkę oraz spodnie i wbiegłem do ciepłej wody. Annabeth stała na brzegu rozkładając koc. Skorzystałem z okazji. Chwyciłem ją za rękę i wciągnąłem do morza.
- Percy! - Krzyknęła Annabeth. Nie pozwoliłem jej dokończyć. Nachyliłem się i złożyłem na jej ustach słodki pocałunek. 
- Kocham cię, Annabeth. 
- Ja ciebie też Glonomóżdżku. 
              Na niebie pojawił się księżyc, a my nadal siedzieliśmy na plaży, lecz tym razem przy ognisku. Nagle zaczęła pojawiać się gęsta mgła śmierdząca potworami.
- Nie podoba mi się to. - Powiedział Charles.
- Nam także. - Byłem przekonany, że znów czeka nas niezapowiedziana misja.
Spojrzałem się na Nica. Czy on trzymał Thalię za rękę? Nie. Na pewno nie. To pewnie są tylko przywidzenia.
- Patrzcie tam! - Krzyknęła Annabeth. Na morzu pojawiła się mała wyspa. Przysięgam, że jej wcześnie nie było.
- Co robimy? - zapytałem.
- Chyba musimy tam iść.
- Dzisiaj? Teraz jest trochę za późno. Nie jesteśmy przygotowani. - Powiedziałem.
- Percy ma rację. Lepiej, jeśli pójdziemy tam jutro, a teraz wracajmy do hotelu bo jeszcze zaatakuje nas jakiś potwór.
               Każdy udał się do swojego pokoju. Razem z Annabeth nie byliśmy zmęczeni, więc siedzieliśmy na balkonie, spoglądając w niebo. Nawet tutaj - w Grecji było widać gwiazdy ustawione w naszą podobiznę. Tak już będzie do końca świata, zawsze. To był prezent dla nas od Artemidy. Wiem, że oświadczyłem się Annabeth naprawdę szybko, ale nie żałuję. Wiem, że to ona jest właśnie tą jedyną.  To z nią zakładam rodzinę.
Spojrzałem na swoją dziewczynę. Zaciskała powieki i prawą ręką kurczowo trzymała się brzucha. Nasza córcia ewidentnie dawała jej popalić. Po kilki minutach Ann wstała i podeszła do barierki. 
- Myślisz, że wszystko będzie dobrze? - Zapytała. Podszedłem i objąłem ją w tali, jednocześnie całując w policzek.
- Tak. Wiem, że będzie dobrze. Wiem, że wygramy. - Ann znów położyła dłoń w miejscu, gdzie rozwijała się nasza córeczka.
Położyłem rękę na jej dłoni i poczułem ruchy naszej Elizabeth. Po chwili uklęknąłem i pocałowałem swoją narzeczoną, a jednocześnie córkę w brzuch. Annabeth uśmiechnęła się. Była szczęśliwa. W głębi duszy błagałem, by nasza Lizzy już się urodziła. Chciałem potrzymać ją na rękach, popatrzeć jak raczkuje, a z czasem mówi do mnie "tato".
- Jestem zmęczona. Chodźmy spać.
- Okej. - Wziąłem szybki prysznic, położyłem się obok Ann i zasnąłem.
W mojej głowie przez całą noc gościł jeden obraz, a mianowicie nasza tajemnicza wyspa. Wyczuwałem od niej naprawdę silną energię. Nie istniało na niej życie. Na środku znajdował się duży wulkan, z którego uchodził szary dym. Naprawdę nie znoszę tych swoich proroczych snów.
               Obudziłem się około godziny dziesiątej. Annabeth już nie spała. Leżałam obok, gładząc ręką mój nagi tors.
- Hej kochanie. - Powiedziała całując mnie w policzek.
- Hej. Jak się spało?
- Niesamowicie. - Nagle po naszym pokoju rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Jak zawsze musiał nam ktoś przeszkadzać.
- Proszę! - Krzyknąłem poirytowany.
- Hej gołąbeczki. Chyba pora wstawać. Mamy na dzisiaj dużo roboty. Dziewczyny wymyśliły dla siebie zakupy, natomiast my zrobimy sobie taki męski dzień.
- Zaraz, zaraz. A co z tą wyspą. - Zapytała Ann.- Mieliśmy...
- Tak, ale ta wyspa zniknęła.
- Co? Jak to zniknęła? - zapytałem zaskoczony.
- Normalnie. Już jej nie ma. - Szybko zerwałem się z łóżka i pobiegłem na balkon. Tony miał rację. Wyspy już nie było.
- Cholera. Ten świat jest dziwny.

***

               Ten dzień również można było zaliczyć do udanych. Dziewczyny poszły na zakupy, natomiast my oddaliśmy się męskim rozrywką, czyli serfingowi. Nikomu nie wychodziło, ale mnie tak. Przecież serfing jest sportem wodnym, a ja jestem synem Posejdona. 
               Wieczorem znów zorganizowaliśmy sobie ognisko na plaży. Siedzieliśmy i wspominaliśmy sobie śmieszne chwile w obozie. Było dużo śmiechu. 
- Thalia. Czy ty i Nico jesteście parą? - Coś mnie ugryzło, by o to zapytać. 
- Nie. Dlaczego tak uważasz? - Widziałem minę córki Zeusa. Kłamała, a to oznaczało, że ona i Nico byli razem. 
- Nie wychodzi ci kłamanie. Lepiej powiedzcie od kiedy?
- Od wczoraj - odpowiedział Nico obejmując swoją dziewczynę. 
- No to gratuluję. Thalia szybko się pozbierałaś...podziwiam cię. - Powiedziała Sielena. 
I nagle znów pojawiła się cuchnąca mgła, a zaraz po niej nasza tajemnicza wyspa. 
- Chyba znalazła się nasza zguba. 
- I co mamy teraz zrobić? - zapytała Thalia patrząc prosto na mnie.
- Sądzę, że powinniśmy wybrać się na wycieczkę. 
- Kiedy?
- Teraz.
Tony wraz z Charlsem pobiegli do hotelu po broń i latarki. My postanowiliśmy poczekać na nich około dziesięciu minut, po czym wszyscy razem poszliśmy na przystać załatwić motorówkę. Niestety wypożyczalnia byłą zamknięta. Co się dziwić. Przecież jest około północy. Jednak jedna łódź była delikatnie przymocowana do molo i bez problemu można by ją ukraść, choć ja wolałem termin "pożyczyć". 
- Płyniecie na tę wyspę, prawda? - Odwróciliśmy się. Przed nami stała staruszka. Widac było, że wie kim jesteśmy lub to czuje. 
- Tak. 
- Musicie wiedzieć, że jestem tym kim wy. Dwa pokolenia temu szkoliłam się w obozie. Jestem córką Demeter. Ta wyspa pojawia się tutaj od pół roku. Wielu herosów, w tym mój syn wyruszyło na obchód, jednak żaden nie powrócił. Musicie uważać. Czyimi jesteście dziećmi?
- Ja i Tony jesteśmy synami Hefajstosa. Annabeth i Clara to córki Ateny. Sielena jest dzieckiem Afrodyty. Natomiast Thalia, Nico i Percy...
- Percy i Annabeth? To oni pokonali Kronosa?
- Tak. 
- Czyli Thalia, Nico i Perseusz są dziećmi wielkiej trójki?
- No właśnie o to mi chodziło. - Powiedział Charlie.
- Widzę, że jesteście silni. Niech Bogowie mają Was w swojej opiece. Powodzenia młodzi herosi. 
- Dziękujemy za ostrzeżenie. - Powiedzieliśmy, po czym staruszka znikneła.
- Czy wam też się wydaję, że to było mega dziwne? 
- Tak. Ta babcia wydaje się podejrzana, pokręcona i trochę nienormalna. 
- Trafne ujęcie. 
- Lepiej już wyruszajmy. Nie mam ochoty tracić wspaniałych wakacji na jakiejś magicznej wyspie, na której znikają ludzie. - Powiedziała Annabeth z nutą irytacji w głosie. 
- Ann ma rację. Lepiej już płyńmy.

___________________________________________________

No kochani moi. Już skończyłam i wyrobiła się z rozdziałem punktualnie. 
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
Teraz chciałabym obgadać z wami pewną sprawę. Na paskach bocznych bloga (wygląd nadal czeka na szablon), a dokładniej na lewym pasku pojawił się pewien napis. Zastrzegam sobie prawa autorskie....Dlaczego? Co mnie do tego doprowadziło?
Otóż wszystko, co pojawiło się w moim opowiadaniu (nie zważając na to, że jest to moje "alternatywne zakończenie" serii PJ) jest tylko moim pomysłem czyli np. misje, sny, przepowiednie (oprócz tej o wielkiej siódemce) ciąża, zaręczyny. Nie życze sobie, by ktoś mi te pomysły kradł na swojego bloga czyli np. sny. Jeśli napotkam, że ktos złamała moją zasadę bez ostrzeżenia będę działała, ponieważ jest to złodziejstwo i kopiowanie, a blogerzy istnieje coś takiego jak regulamin! Droga osoba, która dostałaś ode mnie ostrzeżenie! Lepiej spraw, bym nie musiała działać.
No dobra to teraz zła Dżerr wynocha z mojej osobowości.
Oki. 
Miśki moje bardzo wam dziękuję, za wszelkie komentarze i za te ponad 36 tysięcy *.* odwiedzin bloga. Statystyka z każdym dniem mnie zaskakuje. Jesteście wspaniali i kochani. <3 <3 Kocham Was (a nie rzucam słów na wiatr).
Jest jedna rzecz, o której musicie pamiętać. Nie przepadam, gdy wszystko się układa. Lubie smutne zakończenia :D Czyli jest tak jakby...Cisza przed burzą :D 
Oki. Teraz tak. Niech każdy kto przeczyta zostawi po sobie ślad. To dla mnie ważne. Chociażby jakaś minka, ale bym wiedziała, że czytacie. Pod tym rozdziałem ma być co najmniej 20 komentarzy! Serio. Inaczej nie napiszę kolejnego tak szybko, tylko bede miała meeega urlop. Więc pliska 20 komci :D 
Ściskam Was
Dżerrka :***

czwartek, 19 września 2013

Percabeth story: Rozdział 29 - "Jak mogło do tego dojść?! Niesteś nieodpowiedzialna..."

Hejka. 
Zastanawiam się czemu każdy rozdział zaczynam o słowa "Hejka"
To jest naprawdę jakieś dziwne. 
Na samym początku chciałabym Wam serdecznie podziękować za tak wspaniałe komentarze. 
Gdy czytałam to na mojej twarzy pojawiał się wielki uśmiech i za to wam naprawdę dziękuję.
Ten rozdział chciałabym dedykować jednej osobie.
Jako pierwsza z czytelników do mnie napisała w styczniu i z czasem stała się jedna z moich kochanym przyjaciółek. Nie wiem, czy jeszcze tutaj zagląda, ale i tak dedykuję rozdział WIECE!
DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE JESTEŚ!


Percy

- Jak to? Jak to możliwe? Jakie poronienie? - zapytałem zdenerwowany. Co to wszystko miało znaczyć? Siedziałem sobie tak jak wszyscy w pawilonie jedząc obiad, gdy przybył Hermes, mówiąc, że wzywają mnie na Olimp, ponieważ Annabeth jest bliska poronienia.
- Obecnie znajdowałem się w salonie w domu Ateny wraz z Chejronem. Clarisse, Rachel, Dannym, Panem D. i pozostałymi bogami. 
- Percy, uspokój się. Zatrzymałem poronienie i udało mi się uratować wasze dziecko. 
- Ale jak do tego doszło? - zapytałem patrząc na Clarę, która najwidoczniej była świadkiem całego zdarzenia. 
- Była bardzo zdenerwowana, płakała. Gdy miałyśmy już wychodzić wywróciła się i zaczęła krwawić. 
- Na co była zdenerwowana? Przez co/kogo płakała?
- Przez Atenę. Dowiedziałyśmy się, że...że...ja i Annabeth jesteśmy bliźniaczkami dwujajowymi. Przez to obydwie zaczęłyśmy się kłócić z matką.
- To twoja wina! To wszystko przez ciebie! Ty śmiesz się nazywać boginią mądrości?! Chyba na głowę upadłaś! Dlaczego nie powiedziałaś dziewczynom całej prawdy? Obiecuję, że jeśli stanie się coś Annabeth lub Elizabeth to pożałujesz! Jesteś żałosna - krzyknąłem patrząc Atenie prosto w oczy.
- Perseuszu nie przeciągaj....
- Nie! - wtrąciła Atena - Posejdonie , on ma rację. Gdybym nie ukrywała prawdy nic by się nie stało. Przepraszam.
- Co rozumiesz za słowem "przepraszam"? Czasem to nie wystarczy. Najczęściej trzeba zapłacić za swoje czyny. Ty zapłacisz w taki sposób, że przez najbliższy czas żadna z dziewczyn nie powie do ciebie
"mamo"!. - Powiedziałem, to jedno, krótkie, ale pełne prawdy zdanie, po czym wyszedłem z pomieszczenia. Postanowiłem pójść do Annabeth i dowiedzieć się, jak się czuje.
           
 Annabeth leżała w tej samej sali, co kilka tygodni temu. Zapukałem do drzwi i wszedłem do środka. W sali na dużym łóżku leżała moja dziewczyna.  Mimo tego, co wydarzyło się zaledwie godzinę
temu, Annabeth była uśmiechnięta.
- Hej Percy - powiedziała spoglądając w moją stronę.
- Hej kochanie, jak się czujesz? - zapytałem siadając obok niej.
 - W sumie dobrze. Wiem, że ty i Clara przy mnie będziecie.
- Tak. Już słyszałem. To naprawdę niezwykłe. Tyle lat byłaś sama, a tu nagle dowiadujesz się, że masz siostrę bliźniaczkę.
- Rzeczywiście. Przynajmniej nie jesteśmy do siebie wrogo nastawione.
- Racja
Nagle do pokoju wszedł Apollo. Zanim szły cztery kobiety niosące dziwną maszynę z kabelkami i monitorem.
- Myślę, że czas na USG. Percy, czy zechcesz towarzyszyć Annabeth?
- Nie zapowiada się groźnie, więc tak. - Usiadłem na krześle, podczas, gdy Ann leżała na łóżku, spoglądając prosto w moje oczy. Bóg posmarował brzuch Annbeth dziwnym płynem, po czym zaczął go "masować
dziwnym urządzeniem".
- Spójrzcie teraz oboje na ekran. Popatrzcie tutaj. Mogę stwierdzić, że wasza córka rozwija się tak szybko, że wygląda na siódmy miesiąc. - Na monitorze było widać małego człowieka. Obraz był czarno biały. W
moich oczach pojawiły się małe krople. To był naprawdę cudowny widok.
- Mam dla was pewne propozycję. Obecnie jesteś na tabletkach maskujących ciąże prawda, Annabeth? Skoro już wszystcy wiedzą o dziecku, to może sprawimy, by twój brzuszek się ujawnił. Co ty na to?
- Spojrzałem na swoją narzeczoną. Ten pomysł ewidentnie jej się podobał i przyznam, że mi również.
- Jestem za - powiedziała Ann.
- W takim razie wypij to. Ten lek sprawi, że twoja ciąża nie będzie dużej ukrywana.

Annabeth

               Razem z Percym postanowiliśmy nie wracać do obozu prosto z Olimpu. Stwierdziłam, że miło by było, gdybyśmy odwiedzili Sally i Paula. 
Percy był zachwycony widząc mnie z dużym brzuszkiem, w którym rozwijała się malutka istotka. Ludzie na ulicy patrzyli na nas z uśmiechem, natomiast inni patrzyli z odrazą myśląc "Tak młodzi ludzie, a już się dziecka spodziewają". My jednak nie przejmowaliśmy się ich zdaniem. Byliśmy szczęśliwi.
               Weszliśmy do kamienicy, w której mieszkała mama Percy'ego wraz z mężem. Zapukaliśmy do drzwi, po czym weszliśmy do domu.
- Hej mamo! - Krzyknął mój chłopak.
- Percy? Czy to ty? Jak ja się za tobą stęskniłam. - Powiedziała Sally przytulając swojego syna i spoglądając na mnie.
- Ja za tobą też mamo. 
- A więc na pewno nie jesteście tutaj przypadkiem, prawda? - Powiedziała patrząc na mój brzuch.
- Zgadza się. Nie wiem, czy wiesz, ale razem z Ann spodziewamy się dziecka. - Sally był bardzo zdziwiona, ale także zadowolona.
- Macie może ochotę na herbatę i ciastka? Myślę, że musimy porozmawiać.
- Z chęcią. - Powiedziałam. Usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy wszystko opowiadać.
- Nie zaszłabym w ciążę, gdyby nie magiczne prezenty od Posejdona. Jak się okazało będziemy mieć córkę. Już dość dawno wybraliśmy dla niej imię - Elizabeth. Niestety wobec naszego dziecka są poważne wymagania. Zbliża się wojna z Gają i Uranosem. W ciągu jednego miesiąca byliśmy już  na kliku poważnych misjach. Herosi giną lub przechodzą na złą stronę. Istnieje przepowiednia, mówiąca o dziecku dwójki herosów. O dziecku, które ma pokonać Uranosa i pomóc nam uratować świat. To mowa o Elizabeth. Przyznam, że nie koniecznie podoba mi się jej przeznaczenie.
- Dobrze. Wiecie już może, jak będzie wyglądała wasza przyszłość?
- Nie do końca. Znaczy rozmawiałam z Posejdonem i Ateną. Obiecali nam pomóc, ale sądzę, że Atena wycofa się ze swojej obietnicy, ponieważ się pokłóciłyśmy. Jeśli chodzi o mieszkanie. Po drugiej stronie jeziora herosów, przy zatoce Long Island znajduje się dom. Tam będziemy mieszkać. Co do nauki, niestety nie wiem.
- Chyba wiem, jak wam pomóc. W czasie, gdy wy będziecie chodzić na lekcje, bo z tego co wiem, oboje będziecie uczęszczać do tego samego liceum, ja będę do was przychodziła i opiekowała się wnuczką. Później myślę, że sobie poradzicie, jeśli chodzi o pracę. Ty Annabeth chcesz być architektem i jeśli pogodzisz się z matką, to ona ci pomoże. Ty, Percy chcesz pracować tam, gdzie czujesz się najlepiej. Nie bój się prosić ojca o pomoc. - Miły czas spędzony z mamą Percy,ego dobiegł końca, ponieważ Iryfonem zadzwoniła do nas Clarisse informując, że coś się dzieje nie tak w obozie.
- Annabeth, ja wracam do obozu, a ciebie odwiozę na Olimp. Nie ma mowy, abyś w takim stanie i w tym momencie wróciła ze mną do obozu. To zbyt niebezpieczne. - Nie miałam żadnego wyjścia. Musiałam się
zgodzić.

Percy

               To, co działo się w obozie było naprawdę nieprawdopodobne. Nie atakowała nas armia, lecz...Ares. Co on sobie wyobrażał?!
- Tato, co ty wyprawiasz? - Krzyczała Clarisse, leżąc na ziemi i opatrując sobie ranę. Wielu herosów leżało na ziemi, wogóle się nie ruszając. To był naprawdę okropny widok.
- Jesteście żałośni.   Pomyślcie. Myślicie, że jesteście tacy silni? Mylicie się. Zobaczcie. Jestem sam, a kilku z was już zginęło próbując się bronić. Pomyślcie, co będzie, gdy dojdzie do wojny? Gaja i Uranos  wygrają. Takie jest przeznaczenie.
- Dlaczego nas atakujesz? - spytałem patrząc bogowi w oczy.
- Bo ten świat wcale nie ma sensu. Tylko Zeus, Hades i Posejdon mają władzę. A ja...nic. Jedyne  co mam na Olimpie, który tak naprawdę, nic nie znaczy. Gaja mnie odwiedziła. Obiecała prawdziwą władzę.
Pomyślałem "czemu nie". Jest jednak pewien warunek - Muszę was zniszczyć. Przez okres póki ona się do końca nie obudzi, niestety jestem śmiertelny, ale to i tak nie zmieni faktu, że was pozabijam.
 - Myślisz, że Gaja naprawdę da ci władzę? Mylisz się! Jesteś zdrajcą. Zdradziłeś swoją rodzinę tylko dla władzy. Jesteś naprawdę żałosny.
- Jak śmiesz się do mnie odzywać nędzny, śmiertelny robaku. - Ares chwycił miecz i natarł na mnie z całej siły. Przyznam, że bardzo trudno jest unikać ataków Boga wojny. Chwyciłem swój długopis, który
po chwili zmienił się w Orkan. Najlepszą obroną jest atak. Próbowałem walczyć, ale czułem, że przegrywam. Od śmierci dzieliły mnie zaledwie centymetry. Jednak postanowiłem się nie poddawać. Szybko natarłem na Aresa, co najwidoczniej było dla niego dużym zaskoczeniem. Walczyłem jako jedyny, gdy reszta bandażowała swoje rany i patrzyła się na to, co robię. Powoli zacząłem tracić siły. To okropne uczucie
wiedzieć, że za chwiĺę znajdziesz się w Hadesie przed sądem ostatecznym. Nagle nad głową Boga pojawił się złoty sztylet, który zaczął go atakować.  Nikt nie wiedział co się dzieje. Jednak technika, którą nóż atakował wroga wydawała mi się bardzo znajoma. Zamiast sterczeć i patrzeć, postanowiłem pomóc Annabeth, która walczyła w swojej magicznej bejsbolówce, dzięki której była niewidzialna. Byłem
na nią trochę zdenerwowany, ale stwierdziłem, że to nie czas i miejsce, by o tym myśleć.
Walka była masakrycznie trudna. Po dziesięciu minutach kilku herosów postanowiło nam pomóc. W końcu udało nam się powstrzymać Aresa, ale tylko dzięki Zeusowi, który strzelił w swego syna piorunem, zabijając
go na śmierć. Dzieci Aresa nie wiedziały jak mają się zachować. Czy z powodu ojca wszyscy będą spostrzegać ich jako zdrajców?
- Annabeth - powiedziałem chowając orkan do kieszeni spodni. - Prosiłem, żebyś została na Olimpie. Nie możesz walczyć w takim stanie.
- Wiem, Percy. Wybacz. Po prostu mam dość tego, że nic nie mogę robić.
- Wiem kochanie. Musisz jednak dbać o siebie i Elizabeth.
- Dobrze
               Dalsza część dnia była równie męcząca co jego początek. Odbył się ostry trening, a zaraz po nim wyścig kajaków. Tak naprawdę marzyłem tylko o jednym. - Gorącym prysznicu, jajecznicy oraz ciepłym
łóżku z Annabeth obok. W dzisiejszy dzień włożyłem mnóstwo wysiłku. Po wygranych wyścigach razem z Annabeth i Clarisse zostaliśmy wezwani do wielkiego domu. W środku czekali na nas instruktorzy oraz Hermes, który miał wszystko przekazać na Olimpie pozostałym Bogom.
- Musimy wiedzieć co dokładnie się stało? Dzieją się dziwne i niewiarygodne rzeczy. Dzisiejszego popołudnia zginęło czterech herosów, a dziewięciu jest w stanie krytycznym. Kto mi powie co się
tutaj wydarzyło? - zapytał Pan D. Od czasu balu, który został dla niego przygotowany, zmienił się. Pamięta nasze imiona i interesuje się obozem. Ten Dionizos jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. - Clarisse? Może ty mi powiesz co się tutaj wydarzyło? - Córka Aresa wyglądała na wystraszoną.
- Ja...ja nie mogę. Ares. Zaatakował nas ojciec.  On był zdrajcą. Teraz my też jesteśmy. - powiedziała dziewczyna jąkając się.
- Nie, Clarisse. Wy nie jesteście zdrajcami. To, że Ares przeszedł na złą stronę, wcale nie oznacza, że wy też musicie. - Powiedziała Ann przytulając dziewczynę.
- Dzięki Annabeth.
- Kogo straciliśmy? - zapytałem Chejrona.
- Nastazię od Afrodyty, Mie od Hekate, Alexa od Aresa oraz Patt od od Hermesa. - W myślach wyliczałem straty. Nastazia czarowała innych swoją mową, była jedyną córką Afrodyty, która to potrafiła. Mia była
świetną czarodziejką. Jej posługiwanie się magią Hekate było mistrzowskie. Alex umiał zabijać kilku wrogów jednocześnie. Był zastępcą Clarisse. A Patt? Dziewczyna była bardzo szybka i świetnie odwracała uwagę przeciwników.
- Straty są poważne. Każdy z nich był na swój sposób wyjątkowy. Jestem pewny, że nie zginęli, ponieważ się bronili. Atak na obóz był tylko po to, by zabić właśnie ich.
- Wyjąłeś mi to z ust, Percy. - Powiedziała Annabeth z powagą w głosie.
- Nie możemy już nic zrobić. Wojna zbliża się wielkimi krokami. Pozostaje nam tylko czekać na narodziny Elizabeth. Po kolacji odbędzie się spalanie całunów. Następnie przenosicie się do waszego domu. Tutaj nie jesteście bezpieczni.
- A co z tymi rannymi? Oni też prawie zginęli. Też byli ważni, prawda?
- Tak. Obecnie znajdują się w pawilonie szpitalnym.
- U nas jest bezpiecznie. Przeteleportujcie ich do nas. Tam nikt ich nie będzie atakował, a obóz będzie bezpieczny. - Powiedziałem.
- Percy ma rację. To świetny pomysł.
- No dobrze. W takim razie niech tak będzie. Pomieścicie się? - zapytał.
- Myślę, że z tym nie będzie problemu. - Powiedziała Annabeth.

                   O godzinie dziewiętnastej była kolacja, a zaraz później przyszedł czas na ognisko i spalanie całunów. Wszyscy ze smutnymi minami kierowali się w stronę obozowego teatru. Na samym przodzie, w
miejscu, gdzie wszystko było widoczne znajdowały się cztery stojaki, na których leżały całuny. Na jednym wyszyty był mały obrazek przedstawiający błyszczące nutki i napis "Nastazia". Na drugim, obrazek przedstawiał złote iskry, z których układał się napis "Mia". Na trzecim były wypisane wszystkie wspomnienia związane z Patt, a na czwartym były wychawtowane dwa miecze i napis "Alex". Właśnie teraz nadszedł czas, by pożegnać czwórkę wspaniałych herosów.
- Dzisiejszego popołudnia straciliśmy wspaniałych wojowników. Po naszych policzkach płyną łzy symbolizujące smutek i rozpacz. Jednak czeka ich nowe, być może lepsze życie w Elizjum. Nie ma co się smucić. Ich duchy są z nami i będą nas wspierać podczas wojny. - Powiedział Daniel, po czym spryskał całuny olejem oliwnym i podpalił. Zapadła cisza, a z naszych oczu uwalniały sie ostatnie krople łez.
                 Znów zebranie w wielkim domu. Chyba tej nocy nie uda mi się zasnąć. Tym razem towarzyszyli mi herosi z wybranej siódemki.
- Bogowie doszli do wniosku, że potrzebne są wam wakacje, dlatego wysyłają was na obowiązkowy wypoczynek do...Grecji. Waszym zadaniem jest zagłębienie się w naszą religię i kulturę. Wyruszacie, za
tydzień, a teraz idźcie odpoczywać. Annabeth i Percy, wy wracacie do swojego domu. W obozie meldujecie się dopiero za tydzień.
____________________________
Oki. Chciałam napisać dłuższy rozdział, ale niestety nie mogę, ponieważ wyjeżdżam na biwak  było mało czasu. Przyznam, że nie czuję tego rozdziału :( Nie podoba mi się :( Jednak to wy decydujecie :D 
Liczę na komentarze. 
Chciałabym pozdrowić Mroczną i zaprosić was na jej bloga o Percabeth. Mnie się spodobał. Trafiłam na niego przypadkiem. Także serdecznie zapraszam i polecam! Kliknij Tutaj - Blog Mrocznej
No i jeszcze zapraszam tutaj:
Stronka na temat bloga i o mnie na facebooku, gdzie często są nowe wiadomości dotyczące tego bloga KLIK
I serdecznie zapraszam na fanpage o Percym Jacksonie, gdzie jestem razem z Merr właścicielką stronki :D Ja jestem tam już od bardzo dawna. Masz ADHD i dysleksję? Nie martw się nie jesteś debilem tylko herosem
Chciałabym widzieć co najmniej 16 komentarzy :D
Co do wyglądu bloga to.......nadal czekam na szablon :D
Ściskam i całuję
Dżerrka

środa, 11 września 2013

Percabeth story: Rozdział 28 - "Tragedia. Jeden istny koszmar".... "Nienawidzę ciebie i ojca!"

Hjecia!

Także powracam do Was z rozdziałem 28. Już bardzo dawno planowałam zrobić to, co wydarzy się właśnie teraz. Rozdział pisany jest z punktu widzenia trzech osób i nie ma w tym Annabeth.
Wiem - dziwne, bo ostatnio prawie każdy rozdział był pisany z punktu widzenia córki Ateny.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i chyba jest troszkę dłuższy niż kilka poprzednich, prawda?
Chciałabym abyście przeczytali notkę pod rozdziałem i pamiętali, że nie mam speeda w rękach a dziennie czas przed komputerem mam ograniczony do jednej godziny.
 Proszę o komentarze


Thalia

               To wszystko co się wydarzyło...tragedia. Jeden istny koszmar. Piekło. Tartar. Co ja najlepszego wyprawiam? Ehh...głupoty. 
1. Chciałam się zabić. 
2. Całowałam się z Nico.
3. Przecież my nawet nie jesteśmy razem. 
To, co wydarzyło się dziesięć minut temu, tak naprawdę nic nie znaczyło. Wiedziałam to ja i wiedział to Syn Hadesa. Pozostaje jedno pytanie. Dlaczego go pocałowałam? Odpowiedź jest dość prosta. Działałam pod wpływem emocji. W moich żyłach płynęła adrenalina. Potrzeba czułości.
Obecnie siedziałam w obozie przy Pięści Zeusa, razem z Nico. Chyba po raz pierwszy normalnie z nim rozmawiałam. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że jest dość dziwny. Chyba się myliłam. 
- Zachowałaś się jak totalna pesymistka. Chciałaś si zabić bo co? Bo twój chłoptaś nie żyję? Pomyśl. Czy ja się zabiłem, gdy dowiedziałem się, że Sandy jest zdrajczynią? Nie! Czy płakałem? Nie! A wiesz dlaczego? Bo jestem twardy! Bo jestem synem Hadesa! Dzieckiem Boga wielkiej trójki! Ty, ja, Percy! Nie możemy okazywać słabości. A już szczególnie ty. Jesteś córką Zeusa i łowczynią Artemidy. Pokaż, że jesteś twarda! Zainponuj innym herosom. Niech się ciebie boją. Niech mają do ciebie szacunek. Pokaż, że jesteś silna.
- Jestem silna! - powiedziałam zdenerwowana. Nie sądziłam, że kiedyś usłyszę taką reprymendę.
- Udowodnij to! Póki co nie widać. Spójrz na swoje życie z zupełnie innej strony. Każdy dzień cię czegoś uczy. Każdy błąd jest naszą lekcją. Ty się obwiniasz, ale o co? O to, że pokłóciłaś się z Luckiem i nie zdążyłaś powiedzieć mu "Kocham Cię"? Jeśli tak, to jesteś totalną pesymistką. Życie sprawia, że upadamy, ale to od nas zależy czy się podniesiemy.
- Po co mam żyć, jeśli nie mam  żadnego celu?
- Nie wierzę w to! Na pewno masz kogoś dla kogo warto żyć. To jest twój cel.
- A ty? Po co żyjesz? Jaki ty masz cel? - zapytałam dociekliwie.  Przekazanie potomstwu wszystkiego, co wiem. Moim celem jest zostanie wspaniałym ojcem i mężem.
- Jaki filozof - Powiedziałam rzucając kamieniem w najbliższe drzewo. Ten chłopak zaczynał mnie mocno irytować.
- Thalia, ile ty masz tak właściwie lat? - zapytał, choć spodziewałam się kolejnej reprymendy.
- Wyglądam na siedemnaście, ale gdyby nie to, że przez kilka lat byłam sosną i jestem niestarzejąca się łowczynią, to miałabym dwadzieścia parę, a co?
- Nic. - Uff. Żadnego głupiego komentarza. Bogowie, dzięki! - Zachowałaś się jak trzynastolatka. - A jednak. Nie chwal dnia, przed zachodem słońca.
- Dzięki za rady. Będę już szła. Jestem zmęczona. - Powiedziałam, po czym ruszyłam  w stronę domku Zeusa. Nienawidziłam tego miejsca. Białe, zimne ściany i wielki posąg ojca przyprawiały mnie o dreszcze. Gdy weszłam do środka dostałam niezłego szoku. Przede mną stał Zeus wraz z Herą i Artemidą.
- Dłużej nie mogłaś rozmawiać z Synem Hadesa? - zapytała żona mojego ojca sarkastycznie. Bogowie! Jak ja jej nienawidziłam. Zresztą nie tylko ja.
- Nie twój interes - powiedziałam przechodząc obok niej i "przypadkowo" szturchając ją łokciem.
- Gdzie twoje maniery? Jak śmiesz mnie dotykać?!
- Przestań marudzić, bo mi się nie dobrze robi. Najlepiej wyjdź z mojego domku i idź popasać krowy. - W oczach Hery widziałam gniew. Bogini mnie nienawidziła. Jestem pewna, że gdyby tylko mogła, na pewno strzeliła by we mnie piorunem.
- Dość! - powiedział Zeus. - Hero. Jeśli możesz to wyjdź i poczekaj na mnie na Olimpie. A ty Thalio wyjaśnij mi, co chciałaś zrobić dzisiejszej nocy.
- Nie twój interes. - odpowiedziałam kładąc się do łóżka.
- Słucham? - zapytał poirytowany.
- Głuchy jesteś? Mówię, że nie twój interes.
- Chciałaś popełnić samobójstwo. Dlaczego? Czo ty sobie wyobrażasz?!
- Dobranoc.
- Jak ty się wyrażasz?!
- A co cię to obchodzi? Dopiero teraz sobie o córce przypomniałeś? Uwierz mi. Jesteś najgorszym ojcem na świecie. Nienawidzę być twoją córką. - Te słowa powiedziałam patrząc prosto w oczy Zeusa. Chciałam, by zrozumiał, że nigdy więcej nie chcę go widzieć.

Percy 

               Podziemia. Styks. Łódź. Charon. Tak jak zawsze byłem obserwatorem swojego własnego, proroczego snu. Jednak tym razem wydawał się on taki...żywy, prawdziwy. 
Wsiadłem na pokład, z kieszeni spodni wyjąłem kilka złotych drachm i podałem je Charonowi. Po chwili dobiłem do brzegu tuż przy zamku Persefony i Hadesa. Ewidentnie w całym pałacu jest jakieś zamieszanie. Powoli wszedłem do zamku. Szedłem w głąb korytarza, gdy nagle przede mną pojawił się Ceber.
- Bez obaw. - powiedział znany mi głos. Odwróciłem się. Był to Nico. 
- Co ty tutaj robisz? - zapytałem zaskoczony jego obecnością. 
- To samo co ty. Śnie sobie. Wygląda na to, że ktoś chciał byśmy byli tutaj razem.
- Na to wygląda. 
               Doszliśmy do wielkich, czarnych drzwi z drewna bukowego, które szybko się otworzyły, zachęcając nas, by wejść do środka. 
W pomieszczeniu pełno było duchów, które krzyczały coś w podobie "tak" lub 'nie". Na samym środku sali, znajdował się wysoki, mosiężny tron, na którym siedział Hades. Ku mojemu zdziwieniu po prawej stronie, wśród duchów znajdowała Clara z Annabeth. Z każdą sekundą ten sen stawał się coraz bardziej dziwny. 
- O co tu chodzi? - zapytałem Annabeth siadając tuż obok niej. 
- Nie wiem. Próbowałam się obudzić, ale coś mi się nie udało. 
Nagle zapadła cisza.
- Wprowadźcie ją - powiedział Hades wstając ze swojego krzesła. Do sali weszła niewysoka, bardzo młoda dziewczyna o długich, czarnych włosach, na których znajdował się perłowy wianek - oznaka łowczyń. Wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętaliśmy. Nic się nie zestarzała. Nico, aż wstał, ponieważ nie mógł uwierzyć w to, co widzi. To była jego siostra. Bianca Di Angelo. 
- Witaj ojcze - powiedziała oddając mu pokłon, na co Bóg odpowiedział uśmiechem.
- Jesteśmy tutaj wszyscy, by się naradzić.  Chodzi o ciebie Bianco. Według niektórych Bogów będziesz potrzebna wśród żywych, by walczyć z Gają i Uranosem. Inni zaś twierdzą, że twoje miejsce jest tutaj. Jednak to nie ja będę sędzią dzisiejszej rozprawy. Nie ja, lecz oni - powiedział Władca Podziemia zwracając się w naszą stronę. -  Najlepsi herosi. To oni zdecydują, czy twoja pomoc przyda się w obozie. Jednak ich głos nie jest ostateczny. To duchy innych herosów również podejmują decyzję. Daje wam dziesięć minut na wszelkie zastanowienia.
Wszystkie duchy pisały coś na małych karteczkach. My oczywiście nie musieliśmy nawet uzgadniać. Od razu wiedzieliśmy, że Bianca nie może, lecz musi wrócić do obozu.
Po około siedmiu minutach, dwóch sługusów Hadesa podliczało głosy.
- 160:160. Złożyło się równo. Decydujący głos!- wykrzyczał Hades wskazując palcem prosto na mnie.
- Bianca Di Angelo wraca do obozu i do łowczyń. Tam jest jej dom i tam jest jej miejsce. - Odpowiedziałem przywódczym tonem, który się włączał tylko w takich sytuacjach.
Połowa duchów radowała się, a reszta klneła coś pod nosem. Bianca biegła w naszą stronę, patrząc tylko na swojego młodszego (choć teraz wyglądał na starszego) brata. Mój sen powoli zaczął się rozmazywać, a ja wróciłem do słodkiej i nic nie znaczącej ciemności.
              Obudziłem się około godziny siódmej. Annabeth już nie spała. Stała naprzeciw szafy i wybierała ubrania.
- Hej kochanie - powiedziałem podchodząc do niej i dając całusa w policzek.
- Hejka. Musimy szybko się szykować, ponieważ mam dziwne przeczucie, że ktoś na nas czeka nad jeziorem.
- Okej. To ja idę pod prysznic - odpowiedziałem kierując się w stronę łazienki, gdy nagle Annabeth mnie zatrzymała.
- O nie misiu. Dzisiaj ja idę pierwsza.
- A co powiesz na wspólną kąpiel? - zapytałem śmiesznie poruszając brwiami, na co Ann parsknęła śmiechem.
- Hmm...no dobrze - powiedziała po czym wziąłem ją na ręce i ruszyłem do łazienki.
               Romantyczny, słodki, rozkoszny poranek. Tego nam brakowało przez ostatnie tygodnie. Jest już koniec lipca. Kto by pomyślał, że ten czas tak szybko leci?
Razem z Annabeth szliśmy w stronę jeziora. Oboje zastanawialiśmy się, czy to, co wydarzyło się w naszym śnie, już się odbyło, czy dopiero wydarzy?
Jednak nasze wszelkie rozmyślenia rozwiał widok Bianci rozmawiającej z Clarą i Nico. Była uśmiechnięta i szczęśliwa.
- Annabeth, Percy! - krzyknęła, dostrzegając nas z oddali. - Chodźcie szybko, muszę wam coś powiedzieć!
- Słuchamy - powiedziałem, gdy podbiegliśmy bliżej.
- Nie wyszłam z Elizjum tylko dzięki wam. Gdy zginął Luke w Podziemiach udał się do mojego ojca. Powiedział, że jest ofiarą, a to znaczy, że umarł, by ktoś mógł wrócić do świata żywych. Razem z Hadesem wybrali mnie. Później pojawiliście się wy. Tak powróciłam do świata żywych. Dziękuję.
- Naprawdę nie masz za co.
              Jeszcze przez pewien czas siedzieliśmy i rozmawialiśmy z Biancą. Jednak późniejsze obowiązki wzywały.
Wszyscy byli mocno zaskoczeni, gdy zobaczyli córkę Hadesa. Jednak widać, było, że Chejron, Pan D., Danny i reszta instruktorów są z tego powodu naprawdę dumni.
- Herosi! Jak zauważyliście powróciła do nas heroska. Ci, którzy jeszcze jej nie znają mają szansę poznać teraz. Jest to łowczyni Artemidy. Córka Boga Podziemia, starsza siostra Nica Di Angelo - Bianca. Fata sprawiło, że jej życie potoczyło się w Elizjum, ale powróciła. Jesteśmy z tego powodu zadowoleni. Podaję do wiadomości plan dnia:
8.00 - 9.00 - śniadanie
9.00-10.00 - sprzątanie w domkach
10.00 - 10.30 - inspekcja
11.00 - bitwa o sztandar
13.00 - Zawody treningowe "Kto pierwszy, ten królem". Do godziny 11.00 zgłaszacie reprezentantów, którzy wezmą udział w zawodach. Może być tylko jedna osoba z domku.
15.00 - obiad
16.00 wyścigi kajaków
18.00 - trening łucznicy i szermierski
19.00 - kolacja, a dalej czas wolny. Jak widzicie plan zmienił się diametralnie. Od dzisiaj będziemy trenować po kilka godzin. Dlaczego? Nie mam zamiaru kłamać. Bogowie chcą przemilczeć tę kwestię, lecz  prędzej, czy później wy i tak się wszystkiego dowiecie. Zbliża się wojna herosi. Będziemy walczyć. Tym razem jednak nie przeciw Kronosowi. Mamy do pokonania dwójkę stworzycieli - Uranosa i Gaję. To chyba koniec ogłoszeń. Smacznego. - Powiedział Pan D. To było dość dziwne. On nigdy nic nie ogłaszał. Przeważnie robił to Chejron.
               Bitwę o sztandar jak zawsze wygraliśmy. Teraz przyszedł czas na coś, czego nigdy nie robiliśmy. Zupełnie coś nowego - zawody. Oczywiście domek Posejdona reprezentowałem ja. Annabeth bardzo chciała wziąć udział w treningu, ale nie dopuszczono jej z powodu ciąży.
Cała rywalizacja tak naprawdę toczyła się między mną, Mattem - reprezentantem Ateny, Clarisse i Tonym. Nasz tor wyglądał miej więcej tak: ścianka wspinaczkowa, zbiornik pełen gorącej wody, strzelanie z łuków, przepłynięcie kajakiem na mała wysepkę po środku jeziora, na której mieliśmy odnaleźć flagę i z powrotem wrócić do obozu. Kto wróci pierwszy ten wygrywa. Jak zawsze zamierzałem wygrać.
- Start! - krzyknął Chejron. Szybko rzuciliśmy się w stronę ścianki wspinaczkowej. Pozostali herosi dopingowali nas, głośno krzycząc i bijąc brawa.
Pierwsza stacja. Pokonałem ją jako pierwszy, a to oznacza, że  bez problemu. Jednak powoli zaczął doganiać mnie Matt. O nie! Nie pozwolę by wygrał. Szybko pokonałem kolejne przeszkody, aż w końcu dotarłem do swojego kajaka. Nikt nie zabronił mi korzystania z moich mocy panowania nad wodą, także....to dało mi dużą przewagę i....wygrałem. Gdy wróciłem do obozu nigdzie nie widziałem Annabeth. Chejron powiedział, że została wezwana do matki na Olimp. Pozostało mi tylko czekać.

Clara

               Percy wygrał zawody i tak naprawdę nie jest to nic nowego. Gdy tylko wróciłam, nauczyciel szermierki - Danny, powiedział mi, że Atena oczekuje mnie u siebie.  Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i poprosiłam naszego obozowego strażnika o podwózkę na Olimp. 
               Z domu mojej matki dochodziły krzyki. Ewidentnie był to głos Ateny i Annabeth. Miałam dziwne wrażenie, jakby to już się wydarzyło. Wszystko działo się identycznie, jak w moim śnie. To było troche przerażające. 
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Dlaczego to przede mną ukrywałaś?! Nienawidzę Cię! Ciebie i ojca! Nie chcę Was znać! - Dochodził krzyk Annabeth. To musiało być naprawdę coś poważnego. Weszłam do pokoju, by móc wszystko dokładnie widzieć i schowałam się za wysoką szafą z malowanego drewna bukowego. Spojrzałam na Annabeth. Dziewczyna była cała zalana łzami. 
- Jak możesz tak mówić?! 
- Normalnie. Przez całe życie mnie okłamywałaś! Ukrywałaś prawdę! Dlaczego dopiero teraz ją ściągnęłaś? Czemu nie zrobiłaś tego zaraz po tym, jak przybyłam do obozu?! Jestem pewna, że Clara też cię znienawidzi! 
- Nie mów tak! - krzyknęła Atena, po czym uderzyła Annabeth prosto w policzek. 
- Co tutaj się dzieję? O co tutaj chodzi? Za co mam cię znienawidzić? - Zapytałam wychodząc z ukrycia. 
- Otóż już ci wytłumaczę. Zastanawiałaś się kiedyś, gdzie jest twoja rodzina? Czy masz jakiekolwiek rodzeństwo? 
- Wiele razy
- Ja już poznałam odpowiedź na to pytanie. Masz ojca, macochę i dwóch przyrodnich braci mieszkających w San Francisco. - Już wiedziałam co będzie dalej. Do oczu wzbierały mi się łzy, ale jednak pozwoliłam jej dalej mówić. - Masz nawet siostrę bliźniaczkę, ale dwujajową, również heroskę, która trafiła do obozu w wieku siedmiu lat. Przez cały czas obydwie byłyśmy okłamywane. Nikt nam nie powiedział, że jesteśmy siostrami biologicznymi.
- Wiesz, Ateno, Annabeth miała rację. Po poznaniu prawdy z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że cię nienawidzę. 
- Auuuu! - Krzyknęła Annabeth upadając na ziemię po której zaczęła płynąć krew. 
- Szybko wezwij Apolla, zanim dojdzie do poronienia! - Krzyknęła Atena. 

_______________________________________

Oki doki. Tak więc kto z Was przypuszcał, że Annabeth i Clara są siostrami bliźniaczkami? 
Planowałam to zrobić od dawna.
No rozdział starałam się zrobić dłuższy.
Pojawił się wcześnie, ponieważ w piątek wyjeżdżam na weekend do Skierniewic na wesele wujka. Także kolejny rozdział w następny piatek pod warunkiem, że będzie 

15 komentarzy.

Wygląd bloga w zmianie ponieważ czekam na szablon z szabloniarni :D 
Sorka za błędy w notce, ale spieszę się :D
Dziękuję za 32 tysiące odwiedzin bloga :D
Jesteście kochani :D 
Dżerrka
 




sobota, 7 września 2013

Czuje się już lepiej...ale jeszcze...

Hejcia kochani bogowie tęsknie.
Cóż....byłam chora, ale jest juz lepiej. 
Jednak teraz nie dam rady dodać rozdziału. Pojawi się on w piątek oki? 
Obiecuję, że będzie zdecydowanie dłuższy niż  poprzednie. 
Jednak jeszcze nie jest gotowy. Musze go dobracować. Chcę by był perfekcyjny. 
Poczekajcie do piatku. Obiecuję, że będziecie zadowoleni. :)
Dżerr
Wygląd bloga nadal nie jest ostatecznie zmieniony. Czekam na szablon bądź baner od kolegi z klasy. Musze jeszcze znaleźć kogoś, kto ładny wygląd zrobi :)

poniedziałek, 2 września 2013

Heej. Tu blogerka Niuniaa...=)

Cześć ! Jestem Julie i pisze za Dżerkę. Pisze za nią ponieważ stało się coś okropnego. Dżerka ma chory wyrostek i nie jest w stanie napisać. Mamy nadzieję ,że będzie w formię i już nie długo pojawi się następny rozdział ;-) Życzmy jej wszyscy zdrowia ;-)

 W imieniu Dżerki Julie Jackson :*

piątek, 30 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 27 - "Thalia upadła na ziemię, klęcząc i podpierając się rękami. Małe, wredne krople spadały z jej policzków uderzając o ziemię. Nie powstrzymywała płaczu"

Ten rozdział chciałabym dedykować Lucy oraz Merr

Annabeth

               Ból. Okropny ból przeszywał moje ciało. Wszyscy mocno uderzyliśmy o ziemię. Spadliśmy z wysokości wieżowca. Powoli wstałam i oparłam się plecami o głaz. Jedyne o czym teraz myślałam, to zdrowie mojej córki. Szybko przyłożyłam rękę do brzucha, by wyczuć, czy Eizabeth żyję. Na szczęście odetchnęłam z ulgą. Lizzy jest cała. 
- Nic wam nie jest? - zapytał Percy. 
- Wszystko w porządku. Zamknijmy te wrota i wracajmy do domu. Nie mam ochoty tutaj zostawać choć minutę dłużej. Mam dość przygód jak na pewien czas. - odpowiedziałam.
- Teraz tylko musimy znaleźć to czego szukamy. 
- Ja chyba wiem, gdzie to jest! - powiedziała Clara wskazując palcem w górę. Nad nami znajdował się nasz pożądany obiekt. 
               Wnętrze Tartaru wyglądało naprawdę koszmarnie. Wszędzie płynąca lawa, skały i przerażający ryk potworów, który wywoływał na moim ciele gęsią skórkę. Nigdy, ale to przenigdy nie chciałabym tutaj trafić. 
- Musimy się wspiąć na górę. Inaczej nigdy nie uda nam się zamknąć tych drzwi i nigdy nie wrócimy do domu. 
- Do dzieła. 
Powoli każdy z nas zaczął wspinać się po wysokiej skale. Dla mnie nie było to zbyt wielkim wysiłkiem. Codziennie w obozie trenowaliśmy wspinaczkę. Z każdą sekundą znajdowaliśmy się coraz bliżej szczytu.
- Jak teraz zamkniemy wrota? One dalej są nad nami.
- Normalnie...- Ze swojego plecaka wyjęłam linę, po czym spróbowałam uczepić ją o wystające z drzwi druty. Udało mi się! - Teraz tylko musimy wspiąć się po linach, połączyć siły i zamknąć te drzwi.
- Do dzieła.
           
  Wszystko szło pomyślnie, aż do pewnego momentu. Pod nami znajdowała się armia potworów. Strzelali do nas z łuków, a przyznam, że strasznie trudno jest unikać ataków, wisząc na linii. Nawet gdyby udało nam się zamknąć Wrota Śmierci, nie miałam pomysłu jak wydostaniemy się z Tartaru.
- Działajmy dalej! Pokażmy im, że niczym się nie przejmujemy! Damy radę! - wykrzyczała Clara.
Z ogromnych, czarnych drzwi zaczęły wychodzić nowe, paskudne potwory. To nie ułatwiało nam jakże żałosnej już sytuacji.  Jednak nie poddawaliśmy się. Od nas zależą losy całego świata. Wszyscy na nas liczą.
Wspięliśmy się na sam szczyt. Każdy z nas chwycił za klamkę. Z całej siły przyciągaliśmy drzwi do siebie. Wysiłek, jaki musieliśmy w to włożyć by nieziemski. Nie mieliśmy siły, ale wiarę.
Udało się! Wrota śmierci zostały zamknięte! Thalia podeszła do zamka i posypała go złotym proszkiem. Dzięki temu nikt, nigdy nie otworzy Wrót Śmierci. Przepowiednia w połowie się spełniła. Możemy wracać do obozu. No niestety ja nie wiedziałam jak. Spojrzałam na Percy'ego. Ze swojego plecaka wyjął kilka magicznych pereł. Wszystkie potwory powoli się do nas zbliżały. Każdy wiedział co robić. Po chwili zaczęliśmy znikać.

***

              W obozie pojawiliśmy się w środku nocy. Nie sądziłam, że czas w Tartarze tak szybko mija. Dla nas cała misja trwała cztery dni, a jak się okazało nie było nas dwa tygodnie. Przez ten czas nie daliśmy żadnych oznak życia. Wszyscy zapewne bardzo się martwili.  Gdy Grover zobaczył, że wróciliśmy, szybko pobiegł po Chejrona i Dionizosa, budząc przy tym cały obóz. Wszyscy przybiegli to pawilonu, gdzie siedzieliśmy na trawie głodni, brudni i zmęczeni. 
- Annabeth! - krzyknął Chejron szybko do nas podgalopowywując. Każdy z niecierpliwością chciał usłyszeć wynik misji. - Jak poszło? Udało się? - odpowiedziałam wolnym kiwnięciem głowy. Nie miałam siły nic mówić. Wszyscy zaczęli się cieszyć, choć tak naprawdę nie mają z czego. Może nam się udało, ale i tak wojny nie unikniemy. 
- Siadajcie do stołu. Jesteście głodni. Zaraz wyruszę na Olimp poinformować Bogów. - Powiedział Pan D. Chyba po raz pierwszy był dla nas miły. 
- Charlie! - krzyknęła Silena szybko do niego podbiegając. Widać było, że bardzo się martwiła. 
- Jak było? Jak przebiegła misja? - zapytała
- Ciężko
- A dokładnie? 
- Wiemy kim jest zdrajca. To Sandy. Oni wiedzą. Gaja i Uranos wiedza o dziecku. Wrota Śmierci są zamknięte, ale to nie oznacza, że będzie kolorowo. 
- O co chodzi? Jakie dziecko? - zapytał heros od Afrodyty. 
- Mądrość po matce
Siła po ojcu
Najpotężniejsze
Pokona Stworzyciela - Powiedziała Rachel delfickim głosem.
- Chodzi o dziecko, które pokona Uranos. Dziecko dwójki herosów. Będzie to córka Percy'ego i Annabeth.
- Kiedy ma się narodzić?
- Za kilka miesięcy. W łonie Annabeth rozwija się młody, potężny heros.
- Luke! - krzyknęła Thalia zmieniając temat.- Gdzie jest Luke?!
- Thalia. Musisz się uspokoić.
- Gdzie on jest?!
- Zaginął około tygodnia temu. Szukaliśmy go, ale to na nic. Postanowiliśmy zaczekać na Was.
              

Nagle wśród nas pojawiła się zdrajczyni.
Każdy zastanawiał się co ona tutaj robi? Jak śmie się jeszcze tutaj pokazywać?
- Szukacie kogoś? Może Luke'a? Taka mała informacja. Chłopak wiedział zdecydowanie za wiele. Musiałam się go pozbyć. Krótko mówiąc nie żyje. Żegnajcie herosi. Jeszcze się zobaczymy.
              Thalia upadła na ziemię, kucając i opierając się rękami. Małe, wredne krople spadały z jej policzków uderzając o ziemię. Dziewczyna nie powstrzymywała płaczu. Przed chwilą dowiedziała się, że chłopak, którego kochała został zamordowany, a ona wcale się z nim nie pożegnała.
Nagle wiatr zaczął mocno wiać. Przed nami pojawiła się postać. Był to syn Hermesa.
- Thalio, nie płacz. - powiedział ocierając jej mokre od płaczu policzki. - Widocznie tak musiało się stać. Niedługo o mnie zapomnisz. Zaczniesz się zakochiwać w innym herosie. Jeszcze będziesz szczęśliwa. Tylko nie myśl o mnie. Ja już nie wrócę. Raz powróciłem do życia, ale moje miejsce jest w Elizjum. Być może kiedyś się tam zobaczymy, ale ty będziesz szczęśliwa z kimś innym u boku. Nie ze mną. Żegnaj Thalio. Do zobaczenia na polach Elizejskich. - Luke podszedł do córki Zeusa i złożył na jej ustach pocałunek pełen czułości, a po chwili zniknął wraz z podmuchem wiatru. Szybko podbiegłam do przyjaciółki i mocno ją objęłam. Dziewczyna była bardzo przygnębiona i załamana. Nigdy nie widziałam, by płakała, więc ten widok bardzo mnie zaskoczył. Thalie znałam prawie dziesięć lat. Gdy umierała za mnie, Grovera i Luke'a na naszych oczach, czułam jakby ktoś wbijał mi tysiące małych igiełek w serce. To było naprawdę okropne. Teraz muszę być przy niej.
- Miśku, choć. Pójdziemy do twojego domku lub na spacer. Nie możesz tak tutaj klęczeć i płakać przez całą noc. Chodźmy stąd.

*Artemida*

               Po raz pierwszy złamałam przysięgę, którą niegdyś złożyłam. Przysięgłam iść przez nieśmiertelne życie bez mężczyzny, jako wieczna dziewica. W czasach, gdy imperium greckie było potęgą, karałam wszystkie dziewczęta, które złamały obietnicę wiecznego dziewictwa. Dopiero teraz zrozumiałam, że przed miłością nie ma ucieczki. Mężczyzna, którego pokochałam nie jest zwyczajnym śmiertelnikiem. Jest to heros, który obóz skończył pokolenie temu. Jeszcze, gdy był nastolatkiem urzekło mnie jego postępowanie co do świata przyrody. Nigdy nie pozwolił, by jakiekolwiek zwierzę cierpiało. To właśnie było piękne. 
               Pewnego dnia spotkałam go na polowaniu. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Na początku traktowałam go z dystansem, jak każdego mężczyznę. Z czasem jednak zaczęłam oddawać się miłości. Teraz w swoim łonie noszę owoc tego związku. Razem z Thomasem jestem szczęśliwa. Jednak obwiniam się o cierpienie jednej z łowczyń. Gdybym nie zmieniła swych upodobań życiowych, Thalia by teraz nie cierpiała. Chłopak, którego darzyła mocnym uczuciem chodzi po Polach Elizejskich. Obwiniam się o cierpienie swoich łowczyń. 

Thalia

               To, co działo się w moim życiu to jeden, istny koszmar. Na początku byłam szczęśliwa, ale teraz moje życie odwróciło się  do góry nogami. Dlaczego się zakochałam? Po co mi to było? Teraz nie potrafię się na niczym skupić. Zbliża się wojna, Annabeth oczekuje narodzin dziecka, a ja co robię? Użalam się nad sobą i wylewam łzy do poduszki. Ann mówi, że na moim miejscu zrobiła by to samo. Przyznała się, że gdyby go straciła, sama rozważałaby próbę samobójczą. Jej słowa dały mi domyślenia. W momencie, gdy cały obóz zasnął, a na nogach pozostali tylko wartownicy, wymknęłam się z domku i wyszłam poza granice obozu. Czułam, że ktoś mnie śledzi, ale tak naprawdę już mnie to nie obchodziło. Szłam przed siebie nie zważając na nic. Moim celem była ruchliwa ulica. Pragnęłam śmierci. 
               Stanęłam na ulicy na przeciw rozpędzonego samochodu. Byłam gotowa. Od śmierci dzieliły mnie zaledwie centymetry, gdy nagle poczułam, jak ktoś przyciąga mnie do siebie. Moje plany zniweczył Nico. Z jednej strony byłam mu wdzięczna, a z drugiej miałam ochotę mu przywalić. Jednak adrenalina wzięłam w górę. Mocno go objęłam i złączyłam nasze usta w pocałunku. 


__________________________

Co najmniej 12 komentarzy ! 
Nie miałam pomysłu na końcówkę. 
Miłego wieczoru
Dżerrka

czwartek, 22 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 26 - "Stoisz taki mały, bezbronny na przeciwko milionowej armii. Jak się czujesz? Ja się czułam okropnie..."

 Zanim zaczniesz rozdział koniecznie przeczytaj tę notkę!

 Hejka wszystkim.
Po tytule już pewnie wiecie, że przybywam do was z kolejnym rozdziałem - 26.
Dla mnie ten rozdział jest zdecydowanie lepszy niż poprzedni, ale ja nie zawszę muszę się z wami zgadzać.
Opinię pozostawiam w waszych rękach.
Chciałabym, abyście wybrali swojego ulubionego bohatera, z tych: Nico, Charles, Annabeth, Clara, Sandy, Tony, Percy, Thalia i wyobrazili sobie, że właśnie nim jesteście i właśnie wy, macie takie przygody, jak w moim opowiadaniu. To sprawi, że wczujecie się w sytuację i być może  rozdział Wam się spodoba.
Notkę 26 dedykuję:
Marcia P, Lucy, Grócha, Paula (bez konta google), Agacia sb, Patka, Ola Brodziak, Kikolka, Tudlodera, Ignis i wszystkim anonimowym, którzy się nie podpisali, ale czytają.


Annabeth

- Dziwnie się czuję. - Powiedziałam, gdy zbliżaliśmy się do małego domku. Trudno mi było uwierzyć w to, że Sandy może być zdrajczynią. Nico był tym faktem bardzo załamany. Nie codziennie dowiadujesz się, że twoja dziewczyna tak naprawdę pracuję dla Gai. 
Gdy upewniliśmy się, że w pomieszczeniu jest w miarę bezpiecznie, postanowiliśmy wejść do środka. Z każdym krokiem czuliśmy się bardziej zmęczeni.
Wnętrze budynku nie wyglądało wcale najlepiej. Wszędzie stare meble, zawalony dach i mnóstwo pajęczyn. Jeśli jest pajęczyna, to są i pająki, czyli najgorsze robactwo świata.
               Ze środka pokoju wydobywały się kolorowe iskry.
- Co teraz? - zapytał Charles.
- Jak to co? Nic. Schodzimy do środka i zamykamy Wrota Śmierci. Jednak nie będzie to takie proste, na jakie się wydaję. W podziemiach na pewno będzie mnóstwo niebezpieczeństwa. Wrót Śmierci strzeże gromada sługusów Gai. Obawiam się, że może tam wydarzyć się coś naprawdę złego.
- Co masz na myśli? - zapytała córka Zeusa.
- Mam na myśli śmierć. Wszystko może się zdarzyć, miejmy nadzieję, że wszyscy cali i zdrowi wrócimy do obozu.
- Będzie dobrze Annabeth. Jest z nami Percy, Thalia, Nico i ty. Z opowieści herosów wiem, że dokonaliście czegoś naprawdę niezwykłego. Pokonaliście niezliczoną ilość potworów, a nawet samego Kronosa. Nie widziałam tego, ale jestem pewna, że to było naprawdę wielkie przeżycie. Wierzę, że sobie poradzimy.
- W takim razie do dzieła. Dziękuję za te słowa. To naprawdę wielkie wsparcie. Czas w końcu odnaleźć to, czego szukamy! - powiedziałam. Nico uderzył nogą w podłogę, a pod nami ukazał się wielki tunel. Każdy z nas po kolei zszedł w głęboki dół.
Z każdym krokiem coraz bardziej wyczuwaliśmy obecność potworów. Byliśmy zmęczeni, głodni i brudni. Wszędzie śmierdziało wilgocią i było strasznie chłodno. Zdawać by się mogło, że tunel nie ma końca. Musieliśmy odpocząć, bo w razie gdyby ktoś nas zaatakował nie mielibyśmy szans na wygraną.
- Potrzebujemy odpoczynku. Musimy się gdzieś położyć. - powiedziałam.
- Nie mamy gdzie. W każdym momencie ktoś może nas zauważyć.
- Sądzę, że mogę temu zaradzić. - powiedział syn Hadesa. Podszedł do jednej ze ścian, przyłożył rękę i zamknął oczy. Po chwili w skale pojawił się otwór i kolejny tunel. - Zapraszam do środka. - Posłusznie weszliśmy w nowo powstały zaułek. Nico, wejściem do naszej kryjówki zakrył wielkim głazem.
Powoli na ziemi zaczęliśmy rozkładać swoje śpiwory. Z plecaka wyjęłam butelkę wody i kanapkę z serem. Widocznie nie tylko ja uznałam ten moment za właściwy do posilenia się, ponieważ każdy coś jadł.
Percy rozłożył się obok mnie i mocno przytulił, sprawiając, że robiło nam się cieplej. Powieki zaczęły mi ciążyć i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
               Na początku widziałam tylko ciemność. Nagle z nicości pojawiła się Sandy. Uśmiechała się do mnie złowieszczo. Następnie zobaczyłam siebie. Leżałam na dużym łóżku w Olimpijskim szpitalu. Na rekach trzymałam malutką postać. To była Elizabeth. Moja kochana córeczka. Była taka śliczna, maleńka i delikatna. Na mojej twarzy królował uśmiech. Po chwili sceneria znów się zmieniła. Znów widziałam szyderczy uśmiech córki Aresa. Było jasne, że to właśnie ona jest zdrajczynią. Obok niej pojawiła się moja córeczka. Wyglądała, jakby miała pięć lat. Oczy miała Percy'ego, natomiast włoski moje. Była naprawdę piękna. Ręce miała związane. Teraz zrozumiałam. Lizzy została uprowadzona. Zdrajczyni porwała moją córkę. 
               Obudziłam się cała zdyszana. To był naprawdę straszny sen. Zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę się zdarzy.
Nagle usłyszałam potężny głos dochodzący zza ściany.
- Percy- powiedziałam szturchając go w ramię, by się obudził. - Wstawaj. Ktoś tu idzie.
Syn Posejdona szybko podniósł się na nogi i pobiegł w stronę głazu, które traktowaliśmy jak drzwi.
- Gaja niedługo się obudzi, a Uranos ukrywa się na jednej ze swoich wysp. Pokonamy Olimpijczyków i nareszcie będzie tak jak powinno być.  - Razem z Percym uważnie przysłuchiwaliśmy się rozmowie sługusów Gai.
- Czujesz to? 
- Herosi. Pewnie są gdzieś w mieście. Sanduella ostrzegała nas, przed nimi. Nie ma czym się przejmować. 
- Pewnie masz rację. Chodźmy do kuźni. 
Spojrzałam niepewnie na Percy'ego. Mieliśmy rację. Sandy była zdrajczynią.
Wszyscy powoli zaczęli się budzić. Opowiedzieliśmy im o całym zdarzeniu. Nico był wyraźnie zaskoczony, ale i opanowany, co sprawiło, że byłam naprawdę zdumiona.

Nico

               To naprawdę dziwne uczucie, gdy dowiadujesz się, że osoba, którą kochasz, tak naprawdę robi wszystko, by cię zabić. Musiałem spojrzeć w jej piwne oczy. Nie zamierzałem płakać, czy użalać się nad sobą. Sandy na pewno nie jest jedyną dziewczyną, w której się zakocham. 
               Zebraliśmy wszystkie swoje rzeczy i ruszyliśmy dalej. Czułem się, jak w labiryncie Dedala. Wszędzie ciemność, zero dostępu do światła i świeżego powietrza. Mnie to nie przeszkadzało, ponieważ jestem synem Hadesa, Boga Podziemi. 
- Widzicie to? Patrzcie! - krzyknęła Annabeth, pokazując przed siebie palcem. Naprzeciw nas znajdowały się wysokie, złote, mosiężne drzwi. Liczyły około czterech metrów wysokości. Na tysiąc procent, a nawet więcej coś się za nimi znajdowało. 
- Musimy tam wejść, nie zważając na konsekwencję. Na tym polega ta misja. Chcemy czy nie, musimy zajrzeć do środka. - powiedziałem, patrząc na pozostałą szóstkę. 
- Wchodzimy - odpowiedzieli, popychając wielkie drzwi. 

Annabeth

               Miliony potworów pracujących nad wytworzeniem nowej broni. Były tutaj minotaury, cyklopy, byki i wiele innych, okropnych stworzeń. Nie widziałam tak dużej armii, nawet podczas bitwy o Olimp na Manhattanie. 
               Miliony par oczów były zwrócone ku nam. Uczucie, jakie temu towarzyszyło nam w tym momencie, było naprawdę nie do opisania. Siedmioro nastolatków stojących przed ogromną armią kilkumetrowych potworów. Czułam strach, ale i adrenalinę, płynącą w moich żyłach. W każdym momencie ktoś może wyciągnąć łuk i z wielką łatwością nas zabić, ale jednak nikt nie atakował i chyba właśnie to przyprawiło mnie o wielkie zdumienie. Wszyscy w spokoju stali i przyglądali się naszej siódemce. 
Nagle przed nami pojawiła się czarnowłosa nastolatka. Na jej twarzy królował szyderczy uśmiech. Spojrzała się na jednego ze swoich sług i w mgnieniu oka pojawiło się wielkie krzesło, które swoim wyglądem przypominało tron. Usiada na nim, uważnie się nam przyglądając. 
- Czekałam na was. Przyznam, że dotarliście tutaj dość szybko. Zaskoczyliście mnie. Nie sądziłam, że się odważycie tutaj wejść, a szczególnie ty, Annabeth, ponieważ nosisz w swoim łonie najpotężniejszego herosa wszech czasów. Tak, tak, wiem. Zastanawiacie się skąd o tym wiem. Cóż. Bardzo łatwo jest być szpiegiem. Wystarczy stanąć pod drzwiami ze szklanką w ręku i w ciągu kilku minut dowiadujesz się największych tajemnic. 
- Czemu, czemu nas zdradziłaś? - zapytał Nico, patrząc dziewczynie prosto w brązowe tęczówki. 
- Czemu? To przecież proste. Gdy Ares zapłodnił moją matkę, ciąża była zagrożona. Mama zmarła zaraz po porodzie. Nikt nie wiedział, co ze mną zrobić. Żadnej rodziny nie miałam. Mogłam przecież zamieszkać w obozie, ale cóż, "mój kochany tatuś" nie wyraził na to zgody. Stwierdził, że muszę sobie radzić sama. Znalazły mnie potwory. Pomyślały, że mogę im się przydać. Wychowałam się na wyspie Uranosa i co więcej powiem wam, że walczyłam przeciw Olimpijczykom na Manhattanie, ale byliście na to zbyt głupi, by mnie dostrzec. Gaja mi ufa. Życie tak się potoczyło, że teraz znajduję się tutaj. Posmakowałam miłości oraz władzy. Taka jest moja historia. Tak jakby co, Wrota Śmierci znajdują się w prawym roku sali. Można je zamknąć tylko z drugiej strony czyli ze strony Tartaru. Macie wybór. Albo zabijemy was teraz, albo kilka minut później. Jedno jest pewne. Nie wrócicie do obozu żywi. Przykro mi, Percy, ale nie doczekasz się córeczki. 
- Jeszcze się przekonasz! - krzyknął syn Posejdona, rzucając się w kierunku Wrót Śmierci. Nie wiedząc, dlaczego, zrobiliśmy to samo. Z łatwością udało nam się uniknąć wszelkich ataków. Wszyscy złapaliśmy się za ręce i razem wskoczyliśmy w wielki otwór w ścianie, szybko spadając w dół. 

______________________________________
Więc jak się Wam podobał. Miał zostać dodany jutro, ale cóż. Dzień wcześniej, może się ucieszycie. 
10 komentarzy inaczej w następny piątek nie będzie rozdziału :( To już zależy tylko od Was.
I jeszcze jedno. Wszelkie blogi, gdzie ludzie podszywają się po de mnie, tylko dlatego, by ludzie ich czytali, mają być usunięte w tym momencie! Jeśli nie to zgłaszam to do administratorów bloggera! 
Dziękuję za uwagę!
Wasza Dżerrka

niedziela, 18 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 25 - "Nagle dziewczyna poślizgnęła się i spadła, uderzając o ziemię i tracąc przytomność"

Annabeth

               Szliśmy późną nocą przez ciemny i gęsty las, mając ze sobą jedynie latarki i pochodnie wykonane z drewna i kawałka materiału. Nikt nie wiedział, gdzie może znajdować się Clara. Każdy obawiał się najgorszego. Zanim wyruszyliśmy na misję, Rachel powiedziała mi, że w najbliższym czasie ktoś zginie i będzie to najmniej spodziewana osoba. Co jeśli to właśnie Clara? Nie! To na pewno nie ona. Potrzebujemy całej siódemki do odnalezienia wrót śmierci.
Nagle po lesie rozległ się głośny ryk.
- Coś tutaj jest! - Krzyknął Charlie.
Nie mogłam się skupić, a to wszystko przez zapach spalonych drzew. Zaraz, zaraz. Wiem co to jest!
- To Byk Kreteński.
- A tak dokładniej, Annabeth?
- Byk Kreteński: jako piękne zwierze wyłaniał się z morza u brzegów Krety. Miał zostać złożony ofierze Posejdonowi przez Minosa. Ten jednak zamienił go na inne zwierzę. W zemście, Posejdon zesłał na Byka szaleństwo, w wyniku czego pustoszył Kretę i inne państwa, paląc wszystko buchającym z nozdrzy ogniem.
- Czyli jest nie najlepiej.
- Musimy jak najszybciej znaleźć Clarę. Miejmy nadzieję, że udało jej się uciec i gdzieś ukryć. - Widziałam minę Tony'ego. Bał się, ale mimo wszystko trzymał się dzielnie. Wierzył, że uda nam się ją uratować. Ja nie wierzyłam, ale miałam nadzieję. Jeśli Bogom zależy, to nam w jakiś sposób pomogą.
Szliśmy przed siebie w ciszy. Zastanawiałam się, jak pokonamy potwora, skoro ten nie boi się ognia, ani wody. Szczerze to nie miałam żadnego pomysłu
               Ryk byka był  coraz głośniejszy. Spojrzałam w lewo na oczy Percy'ego. Już wiedział, że jesteśmy prawie na miejscu.
- Walka z nim nie będzie miała sensu - powiedziała Thalia. - Tylko kilka osób będzie wiedziało co z nim zrobić. Trzeba będzie go wysłać do obozu  łowczyń.
- Thalia. Myśl logicznie. Jesteśmy w Indiach. Jak niby będziesz chciała to zrobić? - zapytał Nico.
- Jestem jedną z łowczyń i wiem, jak wysłać pozostałym potworka. Czasem, gdy nie mogłyśmy sobie poradzić, właśnie tak postępowałyśmy. Jednak sama nie dam rady. Wy musicie odwrócić jego uwagę.
- Jak zawsze.
- W takim razie wiemy, co mamy robić. Do dzieła.
               Stanęliśmy za drzewami, by zobaczyć potwora. Najpierw wybiegł Nico. Przebiegł dziesięć metrów, po czym schował się za krzewami. Byk zdezorientowany podszedł do kryjówki syna Hadesa. Wtedy wybiegłam ja. Zrobiłam to samo, co mój poprzednik. Gdy Thalia dała nam znak, ujawniliśmy się i zaczęliśmy biegać wokół potwora. Po sześciu okrążeniach z powrotem ukryliśmy się za drzewem. W tym czasie córka Zeusa wyrzuciła przed siebie złotą sakiewkę z proszkiem, a po  kilku sekundach Byk Kreteński zniknął.
- Dobra. Jesteśmy bezpieczni, ale gdzie jest Clara?! - zapytał zaniepokojony Tony.
- Jestem utaj! - powiedział cichy i przerażony głos, dobiegający z góry. Na gałęzi drzewa stała wysoka blondynka, - Już schodzę.
Nagle dziewczyna poślizgnęła się i spadła, uderzając o ziemie i tracąc przytomność.

Clara

               Ciemność. Wszędzie ciemność. Moje ciało psrzenikł dziwny dreszcz. Zupełnie jakby Zeus uderzył we mnie piorunem. Nagle sceneria się zmieniła. Znajdowałam się na Olimpie i byłam obserwatorką kłótni Annabeth z Ateną. Obydwie były zalane łzami. Po kilku minutach pojawiłam się ja. Annabeth zaczęła mi wszystko tłumaczyć. W moich oczach pojawiły się słone krople. Chwyciłam Ann za rękę i wybiegłyśmy z pomieszczenia.

Annabeth

               Dziewczyna leżała na ziemi. Była cała blada i prawie wcale nie oddychała. Jej puls był dramatycznie słaby. Bałam się. Bardzo się o nią bałam. Niby nie znamy się za długo, ale bardzo się z nią zżyłam. Ona musiała się obudzić. 
- Clara! Clara, proszę obudź się! - mówił Tony błagalnie. Blondynka powoli zaczęła otwierać oczy. 
- Co się stało? - zapytała nieprzytomnym głosem. Każdy odetchnął. Dziewczyna żyła.
- Spadłaś z drzewa. Czy wszystko w porządku? 
- Tak. Tylko głowa mnie trochę boli. Miała bardzo dziwny sen. Kłóciliśmy się z Ateną. Żałuję tylko, że nie słyszałam o co chodziło, ale sądzę, że może się kiedyś zdarzyć. 
- Lepiej o tym nie myślmy. Wracajmy do obozowiska. 
              Reszta nocy minęła bardzo spokojnie. Dawno nie byłam na takiej misji, jak ta. Ukrywanie się w lesie. Zero luksusów. Ostatni raz taką przygodę miałam dwa lata temu, podczas misji w labiryncie. od tego czasu wiele się zmieniłam. nawet ja. Zmieniła mnie miłość. Już nie jestem tą samą Annabeth. teraz jestem zupełnie inna. dawniej umiałam poradzić sobie z prawie wszystkim. teraz jedynie co potrafię płakać i bać się.jestem żałosna. muszę się zmienić.


Thalia

               Dobrze wiem, co się dzieję z moją przyjaciółką. Każdy uśmiech na jej twarzy jest tylko przelotny. Dlaczego chodzi przygnębiona i smutna? Ja mam na to bardzo proste wytłumaczenie. Annabeth ma zaledwie siedemnaście lat, a już przeżyła tak wiele. Niedawno próbowała popełnić samobójstwo i dowiedziała się, że jest w ciąży. Boi się, że nie poradzi sobie z macierzyństwem. Jeszcze ta przepowiednia ją przytłacza. Boi się, że jeżeli się ona spełni, Percy zostanie ze wszystkim zupełnie sam. Obiecałam sobie, że będę ją wspierać, jak przystało na przyjaciółkę.
               Tej nocy prawie wcale nie spałam. Wolałam na spokojnie porozmyślać. Mam dziwne przeczucie, że wśród naszych obozowiczów jest zdrajca. Nie powiedziałam o tym nikomu, ponieważ nie miałam jeszcze żadnych dowodów. Jedynie przypuszczenia. Poza tym wydawało mi się, że zdrajczynią jest dziewczyna Nica - Sandy. Dlaczego tak sądzę? Zawsze sprawdzam nowego herosa. Jest to rozkaz Artemidy.  Niestety mój ojciec tego nie pochwala. Ja jednak bardziej czuję się łowczynią, niż córką Zeusa. Jeszcze ten mój lęk wysokości....yhh. Wracając do rzeczy. O przeszłości córki Aresa nic nie wiadomo. Pojawiła się jakby znikąd. Często znika, a pod jej łóżkiem znalazłam tajemniczą książkę. Jak się okazało były to starogreckie hołdy i zaklęcia dla Gai i Uranosa. Dla mnie ta dziewczyna albo jest zdrajczynią, albo jest zdrowo stuknięta.


Percy

               Zaczął się kolejny dzień. Dziś mieliśmy rozpocząć poszukiwania Wrót Śmierci. Przed nami mnóstwo spacerowania. W lesie, gdzie się zatrzymaliśmy, nie czuliśmy żadnej energii. 
Postanowiliśmy się rozdzielić na trzy grupy. W pierwszej Nico, Charles i ja, w drugiej Annabeth i Thalia, a w trzeciej Clara i Tony. Razem z chłopakami postanowiliśmy przeszukać wschodnią część miasta. Jednak do cywilizacji są dwie godziny drogi. Po drodze śpiewaliśmy przeróżne piosenki "Herbata stygnie, zapada zmrok, a pod piórem ciągle nic. Obowiązek, obowiązkiem jest, piosenka musi posiadać tekst. Gdyby chociaż mucha zjawiła się. Mógłbym ją zabić, a później to opisać..." Tak naprawdę ta piosenka nic nie znaczyła, ale sprawiała, że czas płynął zdecydowanie szybciej. 
                Po kilku godzinach ciężkiej wędrówki byliśmy na miejscu. Bombaj był naprawdę piękny. Znając Annabeth, pewnie teraz zachwyca się architekturą. 
Szliśmy długimi, kamiennymi drogami, tak naprawdę nie wiedząc, gdzie jest nasz cel. Po prostu lataliśmy po mieście, jak idioci, poszukując dziwnego uczucia. Najłatwiej by było podejść do kogoś i się spytać: "Joł. Razem ze swoimi ziomkami poszukuję miejscówy, gdzie dzieję się coś dziwnego. Wiesz może, gdzie to jest?" Dlaczego się nie zapytam? No cóż. To śmiertelnicy. Jeszcze by nas zamknęli w pokoju bez klamek. Co ja mówię? Przecież moje życie to pokój bez klamek. Totalny psychiatryk.
Dostrzegając uroki miasta, dostrzegłem wysoką brunetkę, która wydawała mi się znajoma. Gdy się odwróciła, spostrzegłem, że jest to córka Aresa. Co Sandy robiła w Bombaju? Powinna teraz trenować w obozie. Jak dla mnie coś tutaj nie gra.
Dziewczyna przechodziła obok małego, zawalającego się domku. Właśnie w tym momencie stanęliśmy jak wryci. Przez nasze ciało przeszła dziwna fala energii. Poczuliśmy jak z naszego ciała uchodzi cała siła. To musi być to miejsce. To musiało być tutaj. Odnaleźliśmy Wrota Śmierci. Szybko pobiegłem do pobliskiej fontanny i wrzuciłem złotą drachmę, prosząc boginię tęczy o kontakt z pozostałymi herosami z naszej siódemki.

_______________________________________
Tak więc dzisiaj jest 18 sierpnia. Dzisiaj jest również ważny dzień :D Jaki? URODZINY PERCY'EGO HEROSI.
Nasz Glonomóżdżek obchodzi dzisiaj swoje urodziny.
Ten rozdział mnie osobiście się nie podoba. Uważam go za bardzo nudny :(
Niestety taki mi wyszedł. W kolejnym rozdziale będzie więcej akcji i według mnie kolejny jest udany. Mam go napisanego w zeszycie, a teraz pozostało mi przepisać na ekrany blogspota.
Jeszcze jedna rzecz. 15 czerwca wieczorem pojawiła się bardzo ważna notka. Dotyczyła ona pomocy.
Krew dla trzynastoletniej Klaudii jest potrzebna. Popytajcie rodziców. Może byłaby możliwość, by ktoś oddał dziewczynie troszkę krwi 0RH-. Jest to córka kolegi mojego taty. Pokażcie, że herosi to też ludzie.
Jeśli ktoś z was lub z waszych rodziców zdecyduję się pomóc tutaj jest kontakt ze mną: dzerr98@gmail.com
Także do dzieła!
Pod rozdziałem ma się znaleźć 10 komentarzy!
Kolejny rozdział w piątek 23 sierpnia. Od tego dnia wszystkie rozdziały będą się pojawiały regularnie w piątki :)
Z poważaniem
Dżerrka
A teraz tak! Kto był już w kinie na Morzu potworów?
Kto nie był niech lepiej tego nie czyta, bo jest to spam!
Więc tak. Dla mnie film był dobry. Zdecydowanie lepszy niż pierwsza część. Zdecydowanie lepiej trzymali się powieści. Jednak zabrakło akcji z Yangcy Academy. :( Płakałam, gdy na początku pokazano, jak zginęła Thalia. Brakowało mi Percy'ego jako świnki morskiej :( Ale jestem zadowolona. Był Grover w sukni ślubnej. Jeszcze 3D dodawało super odczuć.
Płakałam na końcu, gdy Thalia ożyła, oraz płakałam, gdy Annabeth umierała. Film mi się podobał :D

niedziela, 4 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 24 - "Ona jest do mnie dramatycznie podobna, nawet dzieciństwo miała do bani"

 Tak więc kochani. Dzisiaj jest 5 sierpnia. Jest to dla mnie taki w miarę ważny dzień, ponieważ mam dziś urodziny., Także mam nadzieję, że spodoba wam się rozdział. Miłego czytania.

Annabeth

- Dobijamy do portu - krzyknął Percy.
- Super. Teraz wystarczy dotrzeć na lotnisko i wpakować się w samolot. 
- Wcale mnie to nie cieszy. Zdecydowanie wolałbym podróż drogą morską - odpowiedział mój chłopak z zasmuconą miną. 
- Jesteś synem Posejdona. To u ciebie normalne. 
- No wiem
              Szliśmy alejami w stronę lotniska, na którym miał na nas czekać prywatny odrzutowiec. Byliśmy w Europie. Trzeba przyznać, że całkiem szybko minęła nam podróż z Ameryki. Oczywiście była to zasługa syna Pana Mórz.


***

- Odpręż się. Na pewno nie będzie aż tak źle. To tylko lot. 
- Annabeth, proszę cię. Ja tu chce zapomnieć, że siedzę w samolocie.
- Przepraszam
               Miałam dziwne przeczucie, że coś się zdarzy. To samo czułam przed atakiem Scylli. 
Lewą ręką trzymała dłoni Percy'ego, a prawą kurczowo trzymałam na swoim sztylecie. Wiedziałam, że musi się coś wydarzyć, bo inaczej ta misja byłaby zdecydowanie za prosta.
- Też to czujesz? - zapytała Clara. W jej oczach zobaczyłam dziwny błysk. Taki sam widzę codziennie w swoich tęczówkach, gdy spoglądam w lustro. Rozumiem, że jest do mnie podobna, ale jeszcze  żadne dziecko Ateny nie przypominało mi mnie. - Myślałam, że tylko ja to czuję.
- A dokładnie? - zapytałam
- Taki jakby strach, że zaraz coś nas zaatakuje, albo stanie się coś mnie lub bliskiej mi osobie.
- Powiedz mi coś o sobie - powiedziałam. Byłam bardzo ciekawa czym mnie jeszcze zaskoczy.
- Tak naprawdę nigdy nie miałam stałego domu. Znaleziono mnie pod rzeką Tyber w Rzymskim obozie. Tam zaczęłam się wychowywać. Gdy dowiedziano się, że jestem córką greckiej bogini, a w dodatku Ateny, wszyscy się ode mnie odwrócili. Traktowali mnie tak, jakbym była potworem, skażona. Często czytałam o Atenie. Dowiedziałam się jak naprawdę powstałam. Z wyobraźni. W obozie zaczęłam być prześladowana. Często chodziłam nad ukryty w lesie staw. Można powiedzieć, że wychowywały mnie nimfy wodne, z którymi rozmawiałam. Nigdy nie czułam się dobrze w Obozie Jupiter. Dopiero niedawno przyszedł po mnie Grover z Tonym. Obóz Jupiter, a obóz Herosów różnią się diametralnie. Tutaj od razu mnie zaakceptowano. Można powiedzieć, że się nawet zakochałam. A opowiedz coś o sobie.
- Hmmm...wychowałam się w San Francisco z ojcem, macocha i przyrodnim rodzeństwem.Wszyscy traktowali mnie jak dziwolonga. Gdy miałam siedem lat uciekłam z domu.Pamiętam, że chowałam się przed potworami w jakiejś skrzyni, a w ręku trzymałam młotek. Wtedy znalazła mnie Thalia z Lukiem. Syn Hermesa powiedział, że jesteśmy rodziną. Później znalazł nas Grover  i zaprowadził do obozu. Gdy skończył 12 lat pojawił się Percy. Od tego czasu rozpoczęły się moje misję. Luke nas zdradził o obudził się w nim Kronos. Przeżyłam bardzo wiele. Powoli zaczęłam się zakochiwać w Percym i teraz sama widzisz. Ty miałaś ciekawsze życie
- Można powiedzieć, że obie nie miałyśmy za fajnie
- W tym masz rację.
- Startujemy - powiedziała Thalia. Percy wziął głęboki wdech, zamknął oczy i mocno mnie objął. Syn Posejdona nie nadaje się do podróży linią lotniczą.
          Po kilku minutach znajdowaliśmy się już w powietrzu. Przyznam, że startowanie Percy przeżył całkiem dobrze. Nagle naszym odrzutowcem zatrzęsło.
- Zaczęło się - krzyknęłyśmy jednocześnie z Clarą.
- Atakują nas!
- Ale co?!
- To ptaki Sygyjskie! Nie ma sensu ich zabijać, bo i tak zaraz się odrodzą. Tak będzie do momentu, gdy wrota śmierci zostaną zamknięte.
- To co mamy w takim razie zrobić? - zapytał zdenerwowany Nico.
- Przecież jesteśmy w środku samolotu. Tutaj jesteśmy bezpieczni, prawda? - zapytał Tony z nutą nadziei w głosie.
W tym samym czasie okropne ptaszyska swoimi ostrymi dziobami zaczęły stukać w szybę, która powoli zaczynała pękać, co wcale nie wróżyło nic dobrego.
- Wiesz, Tony. Obawiam się, że jednak nie jesteśmy tutaj bezpieczni.
- Oh. A miałem nadzieję. Chyba jednak nici z moich marzeń.
- My tutaj zastanawiamy się jak przeżyć, a ty o swoich marzeniach gadasz? Masz wprost świetne wyczucie czasu, Tony - powiedziała Clara z uśmiechem na twarzy. Widziałam jak na niego patrzy. W jej oczach było uczucie, którym ja darze Percy'ego. Kochała go, ale bała się mu o tym powiedzieć. Bała się, że ją odrzuci, tak jak niegdyś robili to inni.
- Wiem. Przecież to ja
- A jaki skromny.
- Moglibyście przestać romansować i pomóc nam zastanowić się, jak pokonać te zgniłe, fruwające piórka? - zapytał Percy.
- Więc co mamy robić? Ktoś ma jakieś sugestię?...Annabeth?
- Czemu akurat ja? ... Chociaż...No w sumie to wiem. To są ptaki podziemia, prawda? A jak dobrze wiemy z lekcji Chejrona, na której dwójka z Was spała - powiedziałam patrząc na Percy'ego i Nico - te potwory nie znoszą wody. Sądzę, że należy je troszkę  zmoczyć.
- Więc to zadanie należy do Percy'ego.
- Nie koniecznie. Musimy odwrócić ich uwagę, by ten mógł z powietrza wytworzyć odpowiednią ilość wody. - W tym samym momencie wszystkie szyby pękły, a wnętrze odrzutowca zalała fara czerni. Nikt nie wiedział, jak odwrócić uwagę latających potworów. W przeciągu kilku sekund w moim mózgu zapaliła się lampka oznaczająca, że wpadłam na pewien pomysł. Szybko podbiegłam do swojego chłopaka i chwyciłam go za rękę. Z kieszeni spodenek wyjęłam pierścień, który niegdyś był sierpem Kronosa. Szybko założyłam go na palec i wypowiedziałam kilka słów po grecku. Nie minęłam nawet minyta, a czas stanął w jednym miejscu. Udało mi się! W tym momencie na mojej twarzy pojawił się tryumfalny usmiech.
- Jak ty to zrobiłaś? - zapytał Percy ze zdziwieniem
- Ten pierścień Kronosa. Zatrzymałam czas, ponieważ nic nie mogłam wymyślić. Nie wiedziałam, jak mam wszystkim pomóc. To było jedyne rozwiązanie.
- Już wiele razy ci to mówiłem, ale jesteś niesamowita. Zawsze znajdziesz rozwiązanie, nawet do najbardziej beznadziejnej sytuacji.
- Przecież jestem córką Ateny. To normalne. Czas działać. Postaraj się wytworzyć wodę z powietrza.
- To nie jest wcale takie łatwe, ale spróbuję.
Percy wziął głęboki oddech i napiął wszystkie mięśnie. Poczułam, jak powietrze zamienia się w małe kropelki, które szybko unosiły się w powietrzu.
- Udało się - szepnęłam - Teraz przywrócę świat do życia.
                 Wszystko szło dokładnie według planu. Chyba po raz pierwszy . Znów złapałam Percy'ego za rękę. i użyłam broni Tytana. Wszystkie ptaki szybko wyleciały z samolotu.
- Co tu się stało? - zapytała Thalia.
- Zatrzymaliśmy czas, dzięki czemu uratowaliśmy swoje życie. Teraz tylko dolecieć na miejsce. Jestem pewna, że w Bombaju czekają na nas o wiele gorsze rzeczy.


***

               Po czterech godzinach spokojnego lotu byliśmy na miejscu. Było kilko minut po północy. Ogólnie cała podróż zajęła nam dwa dni. Wylądowaliśmy na lotnisku i pieszo poszliśmy w stronę lasu.
               Rozbiliśmy namioty i rozpaliliśmy ognisko. Siedzieliśmy przy ogniu wspominając dawne czasy.
- Percy. Opowiedz nam najgorszą misję, jaką przeżyłeś. - powiedziała Clara.
- To była moja trzecia misja. Właśnie wtedy poznałem Nico. Razem z Annabeth mieliśmy bezpiecznie zaprowadzić go i jego siostrę do obozu herosów. Właśnie wtedy Annabeth i Artemida zostały porwane. Razem z innymi herosami i łowczyniami wyruszyłem na pomoc. Podczas podróży zginęła siostra Nica - Bianca. Nadal uważam, że to moja wina. Podczas tej misji walczyłem z Atlasem i dźwigałem nieboskłon. Ale Uratowaliśmy Artemidę i Ann.
- I zginęła dwójka wspaniałych herosów, a właściwie wspaniałych łowczyń. - Dopowiedziała Thalia.
- Kto był na tej misji?
- Percy, Bianca, Thalia, Grover i Zoe. - Powiedział Nico z bólem w głosie na wspomnienie o swojej siostrze. Podczas tej wyprawy zginęła moja siostra i Zoe.
               Dalszą godzinę spędziliśmy w ciszy. Siedziałam oparta o klatkę piersiową Percy'ego. Clara i Tony poszli się przejść i przy okazji nazbierać trochę drewna do ogniska. Wiedziałam, że córka Ateny pragnie wyznać swoje uczucie i życzę jej do tego dużo szczęścia.
- Auu! - krzyknęłam łapiąc się za brzuch. Elizabeth nie dawała mi o sobie zapomnieć.
- Co się stało? - zapytał Percy ze strachem w oczach.  Chwyciłam jego dłoń i przyłożyłam do mego brzucha.
- Cii. Zamknij oczy. - Po około minucie, Percy je otworzył. W jego zielonych soczewkach zbierały się łzy. To, co przed chwilą poczuł bardzo go wzruszyło. Nie mógł uwierzyć, że w moim ciele rozwija się mała osóbka, w której płynie jego krew. Był z tego dumny. - Co teraz powiesz?
- To co mam w głowie od bardzo dawna.
- A dokładnie?
- Kocham Cię i kiedy zamykam oczy widzę ciebie. Gdy je otwieram pragnę Cię zobaczyć. Gdy Cię nie ma czuję, że jesteś wszędzie. W każdej minucie, sekundzie, zawsze. Moje oczy szukają tylko ciebie. Nazwij to miłością, szaleństwem, czy biciem mego serca. Dla mnie to jedno i to samo. Tak wielu ludzi kocha, ale nikt nie kocha tak jak ja, ponieważ nikt nie ma kogoś takiego jak ty. Nie mogę bez ciebie żyć. Nie chce. Jesteś moja i będę cie kochał aż do śmierci. Zawsze. Ciebie i naszą kochaną córkę - Elizabeth Jackson.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Te słowa...to było naprawdę cudowne. Pochyliłam się i obdarowałam Percy'ego delikatnym pocałunkiem.
- Jedno kocham zdecydowanie wystarcza Glonomóżdżku. - Tę wspaniałą chwilę przerwał krzyk Tony'ego, biegnącego w naszą stronę.
- Co się stało? - zapytałam przerażona. - Gdzie Clara?
- Coś nas zaatakowało. Nigdzie jej nie ma. Nie widać jej. Musicie mi pomóc. Sam nie dam rady jej odnaleźć. Zależy mi na niej.
- Bierzcie broń! Idziemy na poszukiwanie Clary - powiedział stanowczo Percy.


____________________________
Rozdział 24 został zakończony. Koncówka możliwe, że jest przesłodzona, ale taka miała być. Dziękuję wszystkim za komentarze i za tyle wsparcia, ponieważ to dzięki Wam mam tyle odwiedzin bloga. Aktualnie licznik dobił 22555 (jest to 1 sierpnia godzina 21.50). Można powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Percy odmienił moje życie. Dziękuję Wam za to, że mnie wspieracie. Kocham Was. Naprawdę.
Na asku dostałam pytanie: Dlaczego zmieniłam Dżerr na Dżerrkę. Jeszcze na nie nie odpowiedziałam. Bynajmniej teraz.
Czemu?
Nie jestem święta. To proste. Skopiowałam to tak jakby. Przerobiłam. Wiem, że zrobiłam źle. Taka właśnie prawda. Zmieniłam to. Zmieniłam na Dżerrkę. Wiem, że to było złe, ale cóż.
Teraz kolejna sprawa.
Ludzie ze mnie kopiują. Bardzo. Nie wzorują się tylko kopiują, dlatego proszę abyście ogarnęli swoje herosowe tyłki.Wzorowanie się, a kopiowanie to co innego. Na początku to olewałam, ale Tomek mi oczy otworzył. Poza tym nie jestem reklamą. Raz udostępnie waszego bloga, ale nie tysiąc razy.
No dobra. Kolejny rozdział 18 sierpnia, ponieważ wyjeżdżam.
Miłych wakacji.
Ma być 9 komentarzy pod rozdziałem.
Dżerrka
Zapraszam tutaj: KLIK