piątek, 30 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 27 - "Thalia upadła na ziemię, klęcząc i podpierając się rękami. Małe, wredne krople spadały z jej policzków uderzając o ziemię. Nie powstrzymywała płaczu"

Ten rozdział chciałabym dedykować Lucy oraz Merr

Annabeth

               Ból. Okropny ból przeszywał moje ciało. Wszyscy mocno uderzyliśmy o ziemię. Spadliśmy z wysokości wieżowca. Powoli wstałam i oparłam się plecami o głaz. Jedyne o czym teraz myślałam, to zdrowie mojej córki. Szybko przyłożyłam rękę do brzucha, by wyczuć, czy Eizabeth żyję. Na szczęście odetchnęłam z ulgą. Lizzy jest cała. 
- Nic wam nie jest? - zapytał Percy. 
- Wszystko w porządku. Zamknijmy te wrota i wracajmy do domu. Nie mam ochoty tutaj zostawać choć minutę dłużej. Mam dość przygód jak na pewien czas. - odpowiedziałam.
- Teraz tylko musimy znaleźć to czego szukamy. 
- Ja chyba wiem, gdzie to jest! - powiedziała Clara wskazując palcem w górę. Nad nami znajdował się nasz pożądany obiekt. 
               Wnętrze Tartaru wyglądało naprawdę koszmarnie. Wszędzie płynąca lawa, skały i przerażający ryk potworów, który wywoływał na moim ciele gęsią skórkę. Nigdy, ale to przenigdy nie chciałabym tutaj trafić. 
- Musimy się wspiąć na górę. Inaczej nigdy nie uda nam się zamknąć tych drzwi i nigdy nie wrócimy do domu. 
- Do dzieła. 
Powoli każdy z nas zaczął wspinać się po wysokiej skale. Dla mnie nie było to zbyt wielkim wysiłkiem. Codziennie w obozie trenowaliśmy wspinaczkę. Z każdą sekundą znajdowaliśmy się coraz bliżej szczytu.
- Jak teraz zamkniemy wrota? One dalej są nad nami.
- Normalnie...- Ze swojego plecaka wyjęłam linę, po czym spróbowałam uczepić ją o wystające z drzwi druty. Udało mi się! - Teraz tylko musimy wspiąć się po linach, połączyć siły i zamknąć te drzwi.
- Do dzieła.
           
  Wszystko szło pomyślnie, aż do pewnego momentu. Pod nami znajdowała się armia potworów. Strzelali do nas z łuków, a przyznam, że strasznie trudno jest unikać ataków, wisząc na linii. Nawet gdyby udało nam się zamknąć Wrota Śmierci, nie miałam pomysłu jak wydostaniemy się z Tartaru.
- Działajmy dalej! Pokażmy im, że niczym się nie przejmujemy! Damy radę! - wykrzyczała Clara.
Z ogromnych, czarnych drzwi zaczęły wychodzić nowe, paskudne potwory. To nie ułatwiało nam jakże żałosnej już sytuacji.  Jednak nie poddawaliśmy się. Od nas zależą losy całego świata. Wszyscy na nas liczą.
Wspięliśmy się na sam szczyt. Każdy z nas chwycił za klamkę. Z całej siły przyciągaliśmy drzwi do siebie. Wysiłek, jaki musieliśmy w to włożyć by nieziemski. Nie mieliśmy siły, ale wiarę.
Udało się! Wrota śmierci zostały zamknięte! Thalia podeszła do zamka i posypała go złotym proszkiem. Dzięki temu nikt, nigdy nie otworzy Wrót Śmierci. Przepowiednia w połowie się spełniła. Możemy wracać do obozu. No niestety ja nie wiedziałam jak. Spojrzałam na Percy'ego. Ze swojego plecaka wyjął kilka magicznych pereł. Wszystkie potwory powoli się do nas zbliżały. Każdy wiedział co robić. Po chwili zaczęliśmy znikać.

***

              W obozie pojawiliśmy się w środku nocy. Nie sądziłam, że czas w Tartarze tak szybko mija. Dla nas cała misja trwała cztery dni, a jak się okazało nie było nas dwa tygodnie. Przez ten czas nie daliśmy żadnych oznak życia. Wszyscy zapewne bardzo się martwili.  Gdy Grover zobaczył, że wróciliśmy, szybko pobiegł po Chejrona i Dionizosa, budząc przy tym cały obóz. Wszyscy przybiegli to pawilonu, gdzie siedzieliśmy na trawie głodni, brudni i zmęczeni. 
- Annabeth! - krzyknął Chejron szybko do nas podgalopowywując. Każdy z niecierpliwością chciał usłyszeć wynik misji. - Jak poszło? Udało się? - odpowiedziałam wolnym kiwnięciem głowy. Nie miałam siły nic mówić. Wszyscy zaczęli się cieszyć, choć tak naprawdę nie mają z czego. Może nam się udało, ale i tak wojny nie unikniemy. 
- Siadajcie do stołu. Jesteście głodni. Zaraz wyruszę na Olimp poinformować Bogów. - Powiedział Pan D. Chyba po raz pierwszy był dla nas miły. 
- Charlie! - krzyknęła Silena szybko do niego podbiegając. Widać było, że bardzo się martwiła. 
- Jak było? Jak przebiegła misja? - zapytała
- Ciężko
- A dokładnie? 
- Wiemy kim jest zdrajca. To Sandy. Oni wiedzą. Gaja i Uranos wiedza o dziecku. Wrota Śmierci są zamknięte, ale to nie oznacza, że będzie kolorowo. 
- O co chodzi? Jakie dziecko? - zapytał heros od Afrodyty. 
- Mądrość po matce
Siła po ojcu
Najpotężniejsze
Pokona Stworzyciela - Powiedziała Rachel delfickim głosem.
- Chodzi o dziecko, które pokona Uranos. Dziecko dwójki herosów. Będzie to córka Percy'ego i Annabeth.
- Kiedy ma się narodzić?
- Za kilka miesięcy. W łonie Annabeth rozwija się młody, potężny heros.
- Luke! - krzyknęła Thalia zmieniając temat.- Gdzie jest Luke?!
- Thalia. Musisz się uspokoić.
- Gdzie on jest?!
- Zaginął około tygodnia temu. Szukaliśmy go, ale to na nic. Postanowiliśmy zaczekać na Was.
              

Nagle wśród nas pojawiła się zdrajczyni.
Każdy zastanawiał się co ona tutaj robi? Jak śmie się jeszcze tutaj pokazywać?
- Szukacie kogoś? Może Luke'a? Taka mała informacja. Chłopak wiedział zdecydowanie za wiele. Musiałam się go pozbyć. Krótko mówiąc nie żyje. Żegnajcie herosi. Jeszcze się zobaczymy.
              Thalia upadła na ziemię, kucając i opierając się rękami. Małe, wredne krople spadały z jej policzków uderzając o ziemię. Dziewczyna nie powstrzymywała płaczu. Przed chwilą dowiedziała się, że chłopak, którego kochała został zamordowany, a ona wcale się z nim nie pożegnała.
Nagle wiatr zaczął mocno wiać. Przed nami pojawiła się postać. Był to syn Hermesa.
- Thalio, nie płacz. - powiedział ocierając jej mokre od płaczu policzki. - Widocznie tak musiało się stać. Niedługo o mnie zapomnisz. Zaczniesz się zakochiwać w innym herosie. Jeszcze będziesz szczęśliwa. Tylko nie myśl o mnie. Ja już nie wrócę. Raz powróciłem do życia, ale moje miejsce jest w Elizjum. Być może kiedyś się tam zobaczymy, ale ty będziesz szczęśliwa z kimś innym u boku. Nie ze mną. Żegnaj Thalio. Do zobaczenia na polach Elizejskich. - Luke podszedł do córki Zeusa i złożył na jej ustach pocałunek pełen czułości, a po chwili zniknął wraz z podmuchem wiatru. Szybko podbiegłam do przyjaciółki i mocno ją objęłam. Dziewczyna była bardzo przygnębiona i załamana. Nigdy nie widziałam, by płakała, więc ten widok bardzo mnie zaskoczył. Thalie znałam prawie dziesięć lat. Gdy umierała za mnie, Grovera i Luke'a na naszych oczach, czułam jakby ktoś wbijał mi tysiące małych igiełek w serce. To było naprawdę okropne. Teraz muszę być przy niej.
- Miśku, choć. Pójdziemy do twojego domku lub na spacer. Nie możesz tak tutaj klęczeć i płakać przez całą noc. Chodźmy stąd.

*Artemida*

               Po raz pierwszy złamałam przysięgę, którą niegdyś złożyłam. Przysięgłam iść przez nieśmiertelne życie bez mężczyzny, jako wieczna dziewica. W czasach, gdy imperium greckie było potęgą, karałam wszystkie dziewczęta, które złamały obietnicę wiecznego dziewictwa. Dopiero teraz zrozumiałam, że przed miłością nie ma ucieczki. Mężczyzna, którego pokochałam nie jest zwyczajnym śmiertelnikiem. Jest to heros, który obóz skończył pokolenie temu. Jeszcze, gdy był nastolatkiem urzekło mnie jego postępowanie co do świata przyrody. Nigdy nie pozwolił, by jakiekolwiek zwierzę cierpiało. To właśnie było piękne. 
               Pewnego dnia spotkałam go na polowaniu. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Na początku traktowałam go z dystansem, jak każdego mężczyznę. Z czasem jednak zaczęłam oddawać się miłości. Teraz w swoim łonie noszę owoc tego związku. Razem z Thomasem jestem szczęśliwa. Jednak obwiniam się o cierpienie jednej z łowczyń. Gdybym nie zmieniła swych upodobań życiowych, Thalia by teraz nie cierpiała. Chłopak, którego darzyła mocnym uczuciem chodzi po Polach Elizejskich. Obwiniam się o cierpienie swoich łowczyń. 

Thalia

               To, co działo się w moim życiu to jeden, istny koszmar. Na początku byłam szczęśliwa, ale teraz moje życie odwróciło się  do góry nogami. Dlaczego się zakochałam? Po co mi to było? Teraz nie potrafię się na niczym skupić. Zbliża się wojna, Annabeth oczekuje narodzin dziecka, a ja co robię? Użalam się nad sobą i wylewam łzy do poduszki. Ann mówi, że na moim miejscu zrobiła by to samo. Przyznała się, że gdyby go straciła, sama rozważałaby próbę samobójczą. Jej słowa dały mi domyślenia. W momencie, gdy cały obóz zasnął, a na nogach pozostali tylko wartownicy, wymknęłam się z domku i wyszłam poza granice obozu. Czułam, że ktoś mnie śledzi, ale tak naprawdę już mnie to nie obchodziło. Szłam przed siebie nie zważając na nic. Moim celem była ruchliwa ulica. Pragnęłam śmierci. 
               Stanęłam na ulicy na przeciw rozpędzonego samochodu. Byłam gotowa. Od śmierci dzieliły mnie zaledwie centymetry, gdy nagle poczułam, jak ktoś przyciąga mnie do siebie. Moje plany zniweczył Nico. Z jednej strony byłam mu wdzięczna, a z drugiej miałam ochotę mu przywalić. Jednak adrenalina wzięłam w górę. Mocno go objęłam i złączyłam nasze usta w pocałunku. 


__________________________

Co najmniej 12 komentarzy ! 
Nie miałam pomysłu na końcówkę. 
Miłego wieczoru
Dżerrka

czwartek, 22 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 26 - "Stoisz taki mały, bezbronny na przeciwko milionowej armii. Jak się czujesz? Ja się czułam okropnie..."

 Zanim zaczniesz rozdział koniecznie przeczytaj tę notkę!

 Hejka wszystkim.
Po tytule już pewnie wiecie, że przybywam do was z kolejnym rozdziałem - 26.
Dla mnie ten rozdział jest zdecydowanie lepszy niż poprzedni, ale ja nie zawszę muszę się z wami zgadzać.
Opinię pozostawiam w waszych rękach.
Chciałabym, abyście wybrali swojego ulubionego bohatera, z tych: Nico, Charles, Annabeth, Clara, Sandy, Tony, Percy, Thalia i wyobrazili sobie, że właśnie nim jesteście i właśnie wy, macie takie przygody, jak w moim opowiadaniu. To sprawi, że wczujecie się w sytuację i być może  rozdział Wam się spodoba.
Notkę 26 dedykuję:
Marcia P, Lucy, Grócha, Paula (bez konta google), Agacia sb, Patka, Ola Brodziak, Kikolka, Tudlodera, Ignis i wszystkim anonimowym, którzy się nie podpisali, ale czytają.


Annabeth

- Dziwnie się czuję. - Powiedziałam, gdy zbliżaliśmy się do małego domku. Trudno mi było uwierzyć w to, że Sandy może być zdrajczynią. Nico był tym faktem bardzo załamany. Nie codziennie dowiadujesz się, że twoja dziewczyna tak naprawdę pracuję dla Gai. 
Gdy upewniliśmy się, że w pomieszczeniu jest w miarę bezpiecznie, postanowiliśmy wejść do środka. Z każdym krokiem czuliśmy się bardziej zmęczeni.
Wnętrze budynku nie wyglądało wcale najlepiej. Wszędzie stare meble, zawalony dach i mnóstwo pajęczyn. Jeśli jest pajęczyna, to są i pająki, czyli najgorsze robactwo świata.
               Ze środka pokoju wydobywały się kolorowe iskry.
- Co teraz? - zapytał Charles.
- Jak to co? Nic. Schodzimy do środka i zamykamy Wrota Śmierci. Jednak nie będzie to takie proste, na jakie się wydaję. W podziemiach na pewno będzie mnóstwo niebezpieczeństwa. Wrót Śmierci strzeże gromada sługusów Gai. Obawiam się, że może tam wydarzyć się coś naprawdę złego.
- Co masz na myśli? - zapytała córka Zeusa.
- Mam na myśli śmierć. Wszystko może się zdarzyć, miejmy nadzieję, że wszyscy cali i zdrowi wrócimy do obozu.
- Będzie dobrze Annabeth. Jest z nami Percy, Thalia, Nico i ty. Z opowieści herosów wiem, że dokonaliście czegoś naprawdę niezwykłego. Pokonaliście niezliczoną ilość potworów, a nawet samego Kronosa. Nie widziałam tego, ale jestem pewna, że to było naprawdę wielkie przeżycie. Wierzę, że sobie poradzimy.
- W takim razie do dzieła. Dziękuję za te słowa. To naprawdę wielkie wsparcie. Czas w końcu odnaleźć to, czego szukamy! - powiedziałam. Nico uderzył nogą w podłogę, a pod nami ukazał się wielki tunel. Każdy z nas po kolei zszedł w głęboki dół.
Z każdym krokiem coraz bardziej wyczuwaliśmy obecność potworów. Byliśmy zmęczeni, głodni i brudni. Wszędzie śmierdziało wilgocią i było strasznie chłodno. Zdawać by się mogło, że tunel nie ma końca. Musieliśmy odpocząć, bo w razie gdyby ktoś nas zaatakował nie mielibyśmy szans na wygraną.
- Potrzebujemy odpoczynku. Musimy się gdzieś położyć. - powiedziałam.
- Nie mamy gdzie. W każdym momencie ktoś może nas zauważyć.
- Sądzę, że mogę temu zaradzić. - powiedział syn Hadesa. Podszedł do jednej ze ścian, przyłożył rękę i zamknął oczy. Po chwili w skale pojawił się otwór i kolejny tunel. - Zapraszam do środka. - Posłusznie weszliśmy w nowo powstały zaułek. Nico, wejściem do naszej kryjówki zakrył wielkim głazem.
Powoli na ziemi zaczęliśmy rozkładać swoje śpiwory. Z plecaka wyjęłam butelkę wody i kanapkę z serem. Widocznie nie tylko ja uznałam ten moment za właściwy do posilenia się, ponieważ każdy coś jadł.
Percy rozłożył się obok mnie i mocno przytulił, sprawiając, że robiło nam się cieplej. Powieki zaczęły mi ciążyć i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
               Na początku widziałam tylko ciemność. Nagle z nicości pojawiła się Sandy. Uśmiechała się do mnie złowieszczo. Następnie zobaczyłam siebie. Leżałam na dużym łóżku w Olimpijskim szpitalu. Na rekach trzymałam malutką postać. To była Elizabeth. Moja kochana córeczka. Była taka śliczna, maleńka i delikatna. Na mojej twarzy królował uśmiech. Po chwili sceneria znów się zmieniła. Znów widziałam szyderczy uśmiech córki Aresa. Było jasne, że to właśnie ona jest zdrajczynią. Obok niej pojawiła się moja córeczka. Wyglądała, jakby miała pięć lat. Oczy miała Percy'ego, natomiast włoski moje. Była naprawdę piękna. Ręce miała związane. Teraz zrozumiałam. Lizzy została uprowadzona. Zdrajczyni porwała moją córkę. 
               Obudziłam się cała zdyszana. To był naprawdę straszny sen. Zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę się zdarzy.
Nagle usłyszałam potężny głos dochodzący zza ściany.
- Percy- powiedziałam szturchając go w ramię, by się obudził. - Wstawaj. Ktoś tu idzie.
Syn Posejdona szybko podniósł się na nogi i pobiegł w stronę głazu, które traktowaliśmy jak drzwi.
- Gaja niedługo się obudzi, a Uranos ukrywa się na jednej ze swoich wysp. Pokonamy Olimpijczyków i nareszcie będzie tak jak powinno być.  - Razem z Percym uważnie przysłuchiwaliśmy się rozmowie sługusów Gai.
- Czujesz to? 
- Herosi. Pewnie są gdzieś w mieście. Sanduella ostrzegała nas, przed nimi. Nie ma czym się przejmować. 
- Pewnie masz rację. Chodźmy do kuźni. 
Spojrzałam niepewnie na Percy'ego. Mieliśmy rację. Sandy była zdrajczynią.
Wszyscy powoli zaczęli się budzić. Opowiedzieliśmy im o całym zdarzeniu. Nico był wyraźnie zaskoczony, ale i opanowany, co sprawiło, że byłam naprawdę zdumiona.

Nico

               To naprawdę dziwne uczucie, gdy dowiadujesz się, że osoba, którą kochasz, tak naprawdę robi wszystko, by cię zabić. Musiałem spojrzeć w jej piwne oczy. Nie zamierzałem płakać, czy użalać się nad sobą. Sandy na pewno nie jest jedyną dziewczyną, w której się zakocham. 
               Zebraliśmy wszystkie swoje rzeczy i ruszyliśmy dalej. Czułem się, jak w labiryncie Dedala. Wszędzie ciemność, zero dostępu do światła i świeżego powietrza. Mnie to nie przeszkadzało, ponieważ jestem synem Hadesa, Boga Podziemi. 
- Widzicie to? Patrzcie! - krzyknęła Annabeth, pokazując przed siebie palcem. Naprzeciw nas znajdowały się wysokie, złote, mosiężne drzwi. Liczyły około czterech metrów wysokości. Na tysiąc procent, a nawet więcej coś się za nimi znajdowało. 
- Musimy tam wejść, nie zważając na konsekwencję. Na tym polega ta misja. Chcemy czy nie, musimy zajrzeć do środka. - powiedziałem, patrząc na pozostałą szóstkę. 
- Wchodzimy - odpowiedzieli, popychając wielkie drzwi. 

Annabeth

               Miliony potworów pracujących nad wytworzeniem nowej broni. Były tutaj minotaury, cyklopy, byki i wiele innych, okropnych stworzeń. Nie widziałam tak dużej armii, nawet podczas bitwy o Olimp na Manhattanie. 
               Miliony par oczów były zwrócone ku nam. Uczucie, jakie temu towarzyszyło nam w tym momencie, było naprawdę nie do opisania. Siedmioro nastolatków stojących przed ogromną armią kilkumetrowych potworów. Czułam strach, ale i adrenalinę, płynącą w moich żyłach. W każdym momencie ktoś może wyciągnąć łuk i z wielką łatwością nas zabić, ale jednak nikt nie atakował i chyba właśnie to przyprawiło mnie o wielkie zdumienie. Wszyscy w spokoju stali i przyglądali się naszej siódemce. 
Nagle przed nami pojawiła się czarnowłosa nastolatka. Na jej twarzy królował szyderczy uśmiech. Spojrzała się na jednego ze swoich sług i w mgnieniu oka pojawiło się wielkie krzesło, które swoim wyglądem przypominało tron. Usiada na nim, uważnie się nam przyglądając. 
- Czekałam na was. Przyznam, że dotarliście tutaj dość szybko. Zaskoczyliście mnie. Nie sądziłam, że się odważycie tutaj wejść, a szczególnie ty, Annabeth, ponieważ nosisz w swoim łonie najpotężniejszego herosa wszech czasów. Tak, tak, wiem. Zastanawiacie się skąd o tym wiem. Cóż. Bardzo łatwo jest być szpiegiem. Wystarczy stanąć pod drzwiami ze szklanką w ręku i w ciągu kilku minut dowiadujesz się największych tajemnic. 
- Czemu, czemu nas zdradziłaś? - zapytał Nico, patrząc dziewczynie prosto w brązowe tęczówki. 
- Czemu? To przecież proste. Gdy Ares zapłodnił moją matkę, ciąża była zagrożona. Mama zmarła zaraz po porodzie. Nikt nie wiedział, co ze mną zrobić. Żadnej rodziny nie miałam. Mogłam przecież zamieszkać w obozie, ale cóż, "mój kochany tatuś" nie wyraził na to zgody. Stwierdził, że muszę sobie radzić sama. Znalazły mnie potwory. Pomyślały, że mogę im się przydać. Wychowałam się na wyspie Uranosa i co więcej powiem wam, że walczyłam przeciw Olimpijczykom na Manhattanie, ale byliście na to zbyt głupi, by mnie dostrzec. Gaja mi ufa. Życie tak się potoczyło, że teraz znajduję się tutaj. Posmakowałam miłości oraz władzy. Taka jest moja historia. Tak jakby co, Wrota Śmierci znajdują się w prawym roku sali. Można je zamknąć tylko z drugiej strony czyli ze strony Tartaru. Macie wybór. Albo zabijemy was teraz, albo kilka minut później. Jedno jest pewne. Nie wrócicie do obozu żywi. Przykro mi, Percy, ale nie doczekasz się córeczki. 
- Jeszcze się przekonasz! - krzyknął syn Posejdona, rzucając się w kierunku Wrót Śmierci. Nie wiedząc, dlaczego, zrobiliśmy to samo. Z łatwością udało nam się uniknąć wszelkich ataków. Wszyscy złapaliśmy się za ręce i razem wskoczyliśmy w wielki otwór w ścianie, szybko spadając w dół. 

______________________________________
Więc jak się Wam podobał. Miał zostać dodany jutro, ale cóż. Dzień wcześniej, może się ucieszycie. 
10 komentarzy inaczej w następny piątek nie będzie rozdziału :( To już zależy tylko od Was.
I jeszcze jedno. Wszelkie blogi, gdzie ludzie podszywają się po de mnie, tylko dlatego, by ludzie ich czytali, mają być usunięte w tym momencie! Jeśli nie to zgłaszam to do administratorów bloggera! 
Dziękuję za uwagę!
Wasza Dżerrka

niedziela, 18 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 25 - "Nagle dziewczyna poślizgnęła się i spadła, uderzając o ziemię i tracąc przytomność"

Annabeth

               Szliśmy późną nocą przez ciemny i gęsty las, mając ze sobą jedynie latarki i pochodnie wykonane z drewna i kawałka materiału. Nikt nie wiedział, gdzie może znajdować się Clara. Każdy obawiał się najgorszego. Zanim wyruszyliśmy na misję, Rachel powiedziała mi, że w najbliższym czasie ktoś zginie i będzie to najmniej spodziewana osoba. Co jeśli to właśnie Clara? Nie! To na pewno nie ona. Potrzebujemy całej siódemki do odnalezienia wrót śmierci.
Nagle po lesie rozległ się głośny ryk.
- Coś tutaj jest! - Krzyknął Charlie.
Nie mogłam się skupić, a to wszystko przez zapach spalonych drzew. Zaraz, zaraz. Wiem co to jest!
- To Byk Kreteński.
- A tak dokładniej, Annabeth?
- Byk Kreteński: jako piękne zwierze wyłaniał się z morza u brzegów Krety. Miał zostać złożony ofierze Posejdonowi przez Minosa. Ten jednak zamienił go na inne zwierzę. W zemście, Posejdon zesłał na Byka szaleństwo, w wyniku czego pustoszył Kretę i inne państwa, paląc wszystko buchającym z nozdrzy ogniem.
- Czyli jest nie najlepiej.
- Musimy jak najszybciej znaleźć Clarę. Miejmy nadzieję, że udało jej się uciec i gdzieś ukryć. - Widziałam minę Tony'ego. Bał się, ale mimo wszystko trzymał się dzielnie. Wierzył, że uda nam się ją uratować. Ja nie wierzyłam, ale miałam nadzieję. Jeśli Bogom zależy, to nam w jakiś sposób pomogą.
Szliśmy przed siebie w ciszy. Zastanawiałam się, jak pokonamy potwora, skoro ten nie boi się ognia, ani wody. Szczerze to nie miałam żadnego pomysłu
               Ryk byka był  coraz głośniejszy. Spojrzałam w lewo na oczy Percy'ego. Już wiedział, że jesteśmy prawie na miejscu.
- Walka z nim nie będzie miała sensu - powiedziała Thalia. - Tylko kilka osób będzie wiedziało co z nim zrobić. Trzeba będzie go wysłać do obozu  łowczyń.
- Thalia. Myśl logicznie. Jesteśmy w Indiach. Jak niby będziesz chciała to zrobić? - zapytał Nico.
- Jestem jedną z łowczyń i wiem, jak wysłać pozostałym potworka. Czasem, gdy nie mogłyśmy sobie poradzić, właśnie tak postępowałyśmy. Jednak sama nie dam rady. Wy musicie odwrócić jego uwagę.
- Jak zawsze.
- W takim razie wiemy, co mamy robić. Do dzieła.
               Stanęliśmy za drzewami, by zobaczyć potwora. Najpierw wybiegł Nico. Przebiegł dziesięć metrów, po czym schował się za krzewami. Byk zdezorientowany podszedł do kryjówki syna Hadesa. Wtedy wybiegłam ja. Zrobiłam to samo, co mój poprzednik. Gdy Thalia dała nam znak, ujawniliśmy się i zaczęliśmy biegać wokół potwora. Po sześciu okrążeniach z powrotem ukryliśmy się za drzewem. W tym czasie córka Zeusa wyrzuciła przed siebie złotą sakiewkę z proszkiem, a po  kilku sekundach Byk Kreteński zniknął.
- Dobra. Jesteśmy bezpieczni, ale gdzie jest Clara?! - zapytał zaniepokojony Tony.
- Jestem utaj! - powiedział cichy i przerażony głos, dobiegający z góry. Na gałęzi drzewa stała wysoka blondynka, - Już schodzę.
Nagle dziewczyna poślizgnęła się i spadła, uderzając o ziemie i tracąc przytomność.

Clara

               Ciemność. Wszędzie ciemność. Moje ciało psrzenikł dziwny dreszcz. Zupełnie jakby Zeus uderzył we mnie piorunem. Nagle sceneria się zmieniła. Znajdowałam się na Olimpie i byłam obserwatorką kłótni Annabeth z Ateną. Obydwie były zalane łzami. Po kilku minutach pojawiłam się ja. Annabeth zaczęła mi wszystko tłumaczyć. W moich oczach pojawiły się słone krople. Chwyciłam Ann za rękę i wybiegłyśmy z pomieszczenia.

Annabeth

               Dziewczyna leżała na ziemi. Była cała blada i prawie wcale nie oddychała. Jej puls był dramatycznie słaby. Bałam się. Bardzo się o nią bałam. Niby nie znamy się za długo, ale bardzo się z nią zżyłam. Ona musiała się obudzić. 
- Clara! Clara, proszę obudź się! - mówił Tony błagalnie. Blondynka powoli zaczęła otwierać oczy. 
- Co się stało? - zapytała nieprzytomnym głosem. Każdy odetchnął. Dziewczyna żyła.
- Spadłaś z drzewa. Czy wszystko w porządku? 
- Tak. Tylko głowa mnie trochę boli. Miała bardzo dziwny sen. Kłóciliśmy się z Ateną. Żałuję tylko, że nie słyszałam o co chodziło, ale sądzę, że może się kiedyś zdarzyć. 
- Lepiej o tym nie myślmy. Wracajmy do obozowiska. 
              Reszta nocy minęła bardzo spokojnie. Dawno nie byłam na takiej misji, jak ta. Ukrywanie się w lesie. Zero luksusów. Ostatni raz taką przygodę miałam dwa lata temu, podczas misji w labiryncie. od tego czasu wiele się zmieniłam. nawet ja. Zmieniła mnie miłość. Już nie jestem tą samą Annabeth. teraz jestem zupełnie inna. dawniej umiałam poradzić sobie z prawie wszystkim. teraz jedynie co potrafię płakać i bać się.jestem żałosna. muszę się zmienić.


Thalia

               Dobrze wiem, co się dzieję z moją przyjaciółką. Każdy uśmiech na jej twarzy jest tylko przelotny. Dlaczego chodzi przygnębiona i smutna? Ja mam na to bardzo proste wytłumaczenie. Annabeth ma zaledwie siedemnaście lat, a już przeżyła tak wiele. Niedawno próbowała popełnić samobójstwo i dowiedziała się, że jest w ciąży. Boi się, że nie poradzi sobie z macierzyństwem. Jeszcze ta przepowiednia ją przytłacza. Boi się, że jeżeli się ona spełni, Percy zostanie ze wszystkim zupełnie sam. Obiecałam sobie, że będę ją wspierać, jak przystało na przyjaciółkę.
               Tej nocy prawie wcale nie spałam. Wolałam na spokojnie porozmyślać. Mam dziwne przeczucie, że wśród naszych obozowiczów jest zdrajca. Nie powiedziałam o tym nikomu, ponieważ nie miałam jeszcze żadnych dowodów. Jedynie przypuszczenia. Poza tym wydawało mi się, że zdrajczynią jest dziewczyna Nica - Sandy. Dlaczego tak sądzę? Zawsze sprawdzam nowego herosa. Jest to rozkaz Artemidy.  Niestety mój ojciec tego nie pochwala. Ja jednak bardziej czuję się łowczynią, niż córką Zeusa. Jeszcze ten mój lęk wysokości....yhh. Wracając do rzeczy. O przeszłości córki Aresa nic nie wiadomo. Pojawiła się jakby znikąd. Często znika, a pod jej łóżkiem znalazłam tajemniczą książkę. Jak się okazało były to starogreckie hołdy i zaklęcia dla Gai i Uranosa. Dla mnie ta dziewczyna albo jest zdrajczynią, albo jest zdrowo stuknięta.


Percy

               Zaczął się kolejny dzień. Dziś mieliśmy rozpocząć poszukiwania Wrót Śmierci. Przed nami mnóstwo spacerowania. W lesie, gdzie się zatrzymaliśmy, nie czuliśmy żadnej energii. 
Postanowiliśmy się rozdzielić na trzy grupy. W pierwszej Nico, Charles i ja, w drugiej Annabeth i Thalia, a w trzeciej Clara i Tony. Razem z chłopakami postanowiliśmy przeszukać wschodnią część miasta. Jednak do cywilizacji są dwie godziny drogi. Po drodze śpiewaliśmy przeróżne piosenki "Herbata stygnie, zapada zmrok, a pod piórem ciągle nic. Obowiązek, obowiązkiem jest, piosenka musi posiadać tekst. Gdyby chociaż mucha zjawiła się. Mógłbym ją zabić, a później to opisać..." Tak naprawdę ta piosenka nic nie znaczyła, ale sprawiała, że czas płynął zdecydowanie szybciej. 
                Po kilku godzinach ciężkiej wędrówki byliśmy na miejscu. Bombaj był naprawdę piękny. Znając Annabeth, pewnie teraz zachwyca się architekturą. 
Szliśmy długimi, kamiennymi drogami, tak naprawdę nie wiedząc, gdzie jest nasz cel. Po prostu lataliśmy po mieście, jak idioci, poszukując dziwnego uczucia. Najłatwiej by było podejść do kogoś i się spytać: "Joł. Razem ze swoimi ziomkami poszukuję miejscówy, gdzie dzieję się coś dziwnego. Wiesz może, gdzie to jest?" Dlaczego się nie zapytam? No cóż. To śmiertelnicy. Jeszcze by nas zamknęli w pokoju bez klamek. Co ja mówię? Przecież moje życie to pokój bez klamek. Totalny psychiatryk.
Dostrzegając uroki miasta, dostrzegłem wysoką brunetkę, która wydawała mi się znajoma. Gdy się odwróciła, spostrzegłem, że jest to córka Aresa. Co Sandy robiła w Bombaju? Powinna teraz trenować w obozie. Jak dla mnie coś tutaj nie gra.
Dziewczyna przechodziła obok małego, zawalającego się domku. Właśnie w tym momencie stanęliśmy jak wryci. Przez nasze ciało przeszła dziwna fala energii. Poczuliśmy jak z naszego ciała uchodzi cała siła. To musi być to miejsce. To musiało być tutaj. Odnaleźliśmy Wrota Śmierci. Szybko pobiegłem do pobliskiej fontanny i wrzuciłem złotą drachmę, prosząc boginię tęczy o kontakt z pozostałymi herosami z naszej siódemki.

_______________________________________
Tak więc dzisiaj jest 18 sierpnia. Dzisiaj jest również ważny dzień :D Jaki? URODZINY PERCY'EGO HEROSI.
Nasz Glonomóżdżek obchodzi dzisiaj swoje urodziny.
Ten rozdział mnie osobiście się nie podoba. Uważam go za bardzo nudny :(
Niestety taki mi wyszedł. W kolejnym rozdziale będzie więcej akcji i według mnie kolejny jest udany. Mam go napisanego w zeszycie, a teraz pozostało mi przepisać na ekrany blogspota.
Jeszcze jedna rzecz. 15 czerwca wieczorem pojawiła się bardzo ważna notka. Dotyczyła ona pomocy.
Krew dla trzynastoletniej Klaudii jest potrzebna. Popytajcie rodziców. Może byłaby możliwość, by ktoś oddał dziewczynie troszkę krwi 0RH-. Jest to córka kolegi mojego taty. Pokażcie, że herosi to też ludzie.
Jeśli ktoś z was lub z waszych rodziców zdecyduję się pomóc tutaj jest kontakt ze mną: dzerr98@gmail.com
Także do dzieła!
Pod rozdziałem ma się znaleźć 10 komentarzy!
Kolejny rozdział w piątek 23 sierpnia. Od tego dnia wszystkie rozdziały będą się pojawiały regularnie w piątki :)
Z poważaniem
Dżerrka
A teraz tak! Kto był już w kinie na Morzu potworów?
Kto nie był niech lepiej tego nie czyta, bo jest to spam!
Więc tak. Dla mnie film był dobry. Zdecydowanie lepszy niż pierwsza część. Zdecydowanie lepiej trzymali się powieści. Jednak zabrakło akcji z Yangcy Academy. :( Płakałam, gdy na początku pokazano, jak zginęła Thalia. Brakowało mi Percy'ego jako świnki morskiej :( Ale jestem zadowolona. Był Grover w sukni ślubnej. Jeszcze 3D dodawało super odczuć.
Płakałam na końcu, gdy Thalia ożyła, oraz płakałam, gdy Annabeth umierała. Film mi się podobał :D

niedziela, 4 sierpnia 2013

Percabeth story: Rozdział 24 - "Ona jest do mnie dramatycznie podobna, nawet dzieciństwo miała do bani"

 Tak więc kochani. Dzisiaj jest 5 sierpnia. Jest to dla mnie taki w miarę ważny dzień, ponieważ mam dziś urodziny., Także mam nadzieję, że spodoba wam się rozdział. Miłego czytania.

Annabeth

- Dobijamy do portu - krzyknął Percy.
- Super. Teraz wystarczy dotrzeć na lotnisko i wpakować się w samolot. 
- Wcale mnie to nie cieszy. Zdecydowanie wolałbym podróż drogą morską - odpowiedział mój chłopak z zasmuconą miną. 
- Jesteś synem Posejdona. To u ciebie normalne. 
- No wiem
              Szliśmy alejami w stronę lotniska, na którym miał na nas czekać prywatny odrzutowiec. Byliśmy w Europie. Trzeba przyznać, że całkiem szybko minęła nam podróż z Ameryki. Oczywiście była to zasługa syna Pana Mórz.


***

- Odpręż się. Na pewno nie będzie aż tak źle. To tylko lot. 
- Annabeth, proszę cię. Ja tu chce zapomnieć, że siedzę w samolocie.
- Przepraszam
               Miałam dziwne przeczucie, że coś się zdarzy. To samo czułam przed atakiem Scylli. 
Lewą ręką trzymała dłoni Percy'ego, a prawą kurczowo trzymałam na swoim sztylecie. Wiedziałam, że musi się coś wydarzyć, bo inaczej ta misja byłaby zdecydowanie za prosta.
- Też to czujesz? - zapytała Clara. W jej oczach zobaczyłam dziwny błysk. Taki sam widzę codziennie w swoich tęczówkach, gdy spoglądam w lustro. Rozumiem, że jest do mnie podobna, ale jeszcze  żadne dziecko Ateny nie przypominało mi mnie. - Myślałam, że tylko ja to czuję.
- A dokładnie? - zapytałam
- Taki jakby strach, że zaraz coś nas zaatakuje, albo stanie się coś mnie lub bliskiej mi osobie.
- Powiedz mi coś o sobie - powiedziałam. Byłam bardzo ciekawa czym mnie jeszcze zaskoczy.
- Tak naprawdę nigdy nie miałam stałego domu. Znaleziono mnie pod rzeką Tyber w Rzymskim obozie. Tam zaczęłam się wychowywać. Gdy dowiedziano się, że jestem córką greckiej bogini, a w dodatku Ateny, wszyscy się ode mnie odwrócili. Traktowali mnie tak, jakbym była potworem, skażona. Często czytałam o Atenie. Dowiedziałam się jak naprawdę powstałam. Z wyobraźni. W obozie zaczęłam być prześladowana. Często chodziłam nad ukryty w lesie staw. Można powiedzieć, że wychowywały mnie nimfy wodne, z którymi rozmawiałam. Nigdy nie czułam się dobrze w Obozie Jupiter. Dopiero niedawno przyszedł po mnie Grover z Tonym. Obóz Jupiter, a obóz Herosów różnią się diametralnie. Tutaj od razu mnie zaakceptowano. Można powiedzieć, że się nawet zakochałam. A opowiedz coś o sobie.
- Hmmm...wychowałam się w San Francisco z ojcem, macocha i przyrodnim rodzeństwem.Wszyscy traktowali mnie jak dziwolonga. Gdy miałam siedem lat uciekłam z domu.Pamiętam, że chowałam się przed potworami w jakiejś skrzyni, a w ręku trzymałam młotek. Wtedy znalazła mnie Thalia z Lukiem. Syn Hermesa powiedział, że jesteśmy rodziną. Później znalazł nas Grover  i zaprowadził do obozu. Gdy skończył 12 lat pojawił się Percy. Od tego czasu rozpoczęły się moje misję. Luke nas zdradził o obudził się w nim Kronos. Przeżyłam bardzo wiele. Powoli zaczęłam się zakochiwać w Percym i teraz sama widzisz. Ty miałaś ciekawsze życie
- Można powiedzieć, że obie nie miałyśmy za fajnie
- W tym masz rację.
- Startujemy - powiedziała Thalia. Percy wziął głęboki wdech, zamknął oczy i mocno mnie objął. Syn Posejdona nie nadaje się do podróży linią lotniczą.
          Po kilku minutach znajdowaliśmy się już w powietrzu. Przyznam, że startowanie Percy przeżył całkiem dobrze. Nagle naszym odrzutowcem zatrzęsło.
- Zaczęło się - krzyknęłyśmy jednocześnie z Clarą.
- Atakują nas!
- Ale co?!
- To ptaki Sygyjskie! Nie ma sensu ich zabijać, bo i tak zaraz się odrodzą. Tak będzie do momentu, gdy wrota śmierci zostaną zamknięte.
- To co mamy w takim razie zrobić? - zapytał zdenerwowany Nico.
- Przecież jesteśmy w środku samolotu. Tutaj jesteśmy bezpieczni, prawda? - zapytał Tony z nutą nadziei w głosie.
W tym samym czasie okropne ptaszyska swoimi ostrymi dziobami zaczęły stukać w szybę, która powoli zaczynała pękać, co wcale nie wróżyło nic dobrego.
- Wiesz, Tony. Obawiam się, że jednak nie jesteśmy tutaj bezpieczni.
- Oh. A miałem nadzieję. Chyba jednak nici z moich marzeń.
- My tutaj zastanawiamy się jak przeżyć, a ty o swoich marzeniach gadasz? Masz wprost świetne wyczucie czasu, Tony - powiedziała Clara z uśmiechem na twarzy. Widziałam jak na niego patrzy. W jej oczach było uczucie, którym ja darze Percy'ego. Kochała go, ale bała się mu o tym powiedzieć. Bała się, że ją odrzuci, tak jak niegdyś robili to inni.
- Wiem. Przecież to ja
- A jaki skromny.
- Moglibyście przestać romansować i pomóc nam zastanowić się, jak pokonać te zgniłe, fruwające piórka? - zapytał Percy.
- Więc co mamy robić? Ktoś ma jakieś sugestię?...Annabeth?
- Czemu akurat ja? ... Chociaż...No w sumie to wiem. To są ptaki podziemia, prawda? A jak dobrze wiemy z lekcji Chejrona, na której dwójka z Was spała - powiedziałam patrząc na Percy'ego i Nico - te potwory nie znoszą wody. Sądzę, że należy je troszkę  zmoczyć.
- Więc to zadanie należy do Percy'ego.
- Nie koniecznie. Musimy odwrócić ich uwagę, by ten mógł z powietrza wytworzyć odpowiednią ilość wody. - W tym samym momencie wszystkie szyby pękły, a wnętrze odrzutowca zalała fara czerni. Nikt nie wiedział, jak odwrócić uwagę latających potworów. W przeciągu kilku sekund w moim mózgu zapaliła się lampka oznaczająca, że wpadłam na pewien pomysł. Szybko podbiegłam do swojego chłopaka i chwyciłam go za rękę. Z kieszeni spodenek wyjęłam pierścień, który niegdyś był sierpem Kronosa. Szybko założyłam go na palec i wypowiedziałam kilka słów po grecku. Nie minęłam nawet minyta, a czas stanął w jednym miejscu. Udało mi się! W tym momencie na mojej twarzy pojawił się tryumfalny usmiech.
- Jak ty to zrobiłaś? - zapytał Percy ze zdziwieniem
- Ten pierścień Kronosa. Zatrzymałam czas, ponieważ nic nie mogłam wymyślić. Nie wiedziałam, jak mam wszystkim pomóc. To było jedyne rozwiązanie.
- Już wiele razy ci to mówiłem, ale jesteś niesamowita. Zawsze znajdziesz rozwiązanie, nawet do najbardziej beznadziejnej sytuacji.
- Przecież jestem córką Ateny. To normalne. Czas działać. Postaraj się wytworzyć wodę z powietrza.
- To nie jest wcale takie łatwe, ale spróbuję.
Percy wziął głęboki oddech i napiął wszystkie mięśnie. Poczułam, jak powietrze zamienia się w małe kropelki, które szybko unosiły się w powietrzu.
- Udało się - szepnęłam - Teraz przywrócę świat do życia.
                 Wszystko szło dokładnie według planu. Chyba po raz pierwszy . Znów złapałam Percy'ego za rękę. i użyłam broni Tytana. Wszystkie ptaki szybko wyleciały z samolotu.
- Co tu się stało? - zapytała Thalia.
- Zatrzymaliśmy czas, dzięki czemu uratowaliśmy swoje życie. Teraz tylko dolecieć na miejsce. Jestem pewna, że w Bombaju czekają na nas o wiele gorsze rzeczy.


***

               Po czterech godzinach spokojnego lotu byliśmy na miejscu. Było kilko minut po północy. Ogólnie cała podróż zajęła nam dwa dni. Wylądowaliśmy na lotnisku i pieszo poszliśmy w stronę lasu.
               Rozbiliśmy namioty i rozpaliliśmy ognisko. Siedzieliśmy przy ogniu wspominając dawne czasy.
- Percy. Opowiedz nam najgorszą misję, jaką przeżyłeś. - powiedziała Clara.
- To była moja trzecia misja. Właśnie wtedy poznałem Nico. Razem z Annabeth mieliśmy bezpiecznie zaprowadzić go i jego siostrę do obozu herosów. Właśnie wtedy Annabeth i Artemida zostały porwane. Razem z innymi herosami i łowczyniami wyruszyłem na pomoc. Podczas podróży zginęła siostra Nica - Bianca. Nadal uważam, że to moja wina. Podczas tej misji walczyłem z Atlasem i dźwigałem nieboskłon. Ale Uratowaliśmy Artemidę i Ann.
- I zginęła dwójka wspaniałych herosów, a właściwie wspaniałych łowczyń. - Dopowiedziała Thalia.
- Kto był na tej misji?
- Percy, Bianca, Thalia, Grover i Zoe. - Powiedział Nico z bólem w głosie na wspomnienie o swojej siostrze. Podczas tej wyprawy zginęła moja siostra i Zoe.
               Dalszą godzinę spędziliśmy w ciszy. Siedziałam oparta o klatkę piersiową Percy'ego. Clara i Tony poszli się przejść i przy okazji nazbierać trochę drewna do ogniska. Wiedziałam, że córka Ateny pragnie wyznać swoje uczucie i życzę jej do tego dużo szczęścia.
- Auu! - krzyknęłam łapiąc się za brzuch. Elizabeth nie dawała mi o sobie zapomnieć.
- Co się stało? - zapytał Percy ze strachem w oczach.  Chwyciłam jego dłoń i przyłożyłam do mego brzucha.
- Cii. Zamknij oczy. - Po około minucie, Percy je otworzył. W jego zielonych soczewkach zbierały się łzy. To, co przed chwilą poczuł bardzo go wzruszyło. Nie mógł uwierzyć, że w moim ciele rozwija się mała osóbka, w której płynie jego krew. Był z tego dumny. - Co teraz powiesz?
- To co mam w głowie od bardzo dawna.
- A dokładnie?
- Kocham Cię i kiedy zamykam oczy widzę ciebie. Gdy je otwieram pragnę Cię zobaczyć. Gdy Cię nie ma czuję, że jesteś wszędzie. W każdej minucie, sekundzie, zawsze. Moje oczy szukają tylko ciebie. Nazwij to miłością, szaleństwem, czy biciem mego serca. Dla mnie to jedno i to samo. Tak wielu ludzi kocha, ale nikt nie kocha tak jak ja, ponieważ nikt nie ma kogoś takiego jak ty. Nie mogę bez ciebie żyć. Nie chce. Jesteś moja i będę cie kochał aż do śmierci. Zawsze. Ciebie i naszą kochaną córkę - Elizabeth Jackson.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Te słowa...to było naprawdę cudowne. Pochyliłam się i obdarowałam Percy'ego delikatnym pocałunkiem.
- Jedno kocham zdecydowanie wystarcza Glonomóżdżku. - Tę wspaniałą chwilę przerwał krzyk Tony'ego, biegnącego w naszą stronę.
- Co się stało? - zapytałam przerażona. - Gdzie Clara?
- Coś nas zaatakowało. Nigdzie jej nie ma. Nie widać jej. Musicie mi pomóc. Sam nie dam rady jej odnaleźć. Zależy mi na niej.
- Bierzcie broń! Idziemy na poszukiwanie Clary - powiedział stanowczo Percy.


____________________________
Rozdział 24 został zakończony. Koncówka możliwe, że jest przesłodzona, ale taka miała być. Dziękuję wszystkim za komentarze i za tyle wsparcia, ponieważ to dzięki Wam mam tyle odwiedzin bloga. Aktualnie licznik dobił 22555 (jest to 1 sierpnia godzina 21.50). Można powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Percy odmienił moje życie. Dziękuję Wam za to, że mnie wspieracie. Kocham Was. Naprawdę.
Na asku dostałam pytanie: Dlaczego zmieniłam Dżerr na Dżerrkę. Jeszcze na nie nie odpowiedziałam. Bynajmniej teraz.
Czemu?
Nie jestem święta. To proste. Skopiowałam to tak jakby. Przerobiłam. Wiem, że zrobiłam źle. Taka właśnie prawda. Zmieniłam to. Zmieniłam na Dżerrkę. Wiem, że to było złe, ale cóż.
Teraz kolejna sprawa.
Ludzie ze mnie kopiują. Bardzo. Nie wzorują się tylko kopiują, dlatego proszę abyście ogarnęli swoje herosowe tyłki.Wzorowanie się, a kopiowanie to co innego. Na początku to olewałam, ale Tomek mi oczy otworzył. Poza tym nie jestem reklamą. Raz udostępnie waszego bloga, ale nie tysiąc razy.
No dobra. Kolejny rozdział 18 sierpnia, ponieważ wyjeżdżam.
Miłych wakacji.
Ma być 9 komentarzy pod rozdziałem.
Dżerrka
Zapraszam tutaj: KLIK

czwartek, 18 lipca 2013

Percabeth story: Rozdział 23 -"Nikt chyba jeszcze sie tak nienacierpiał jak ona"

Witam kochanych herosów. Przybywam do Was z rozdziałem 23 oraz z ogłoszeniem. 
Mam dla Was przykrą wiadomość. Planowałam to od bardzo dawna. 
Są wakacje, a dokładnie połowa lipca. 
Potrzebuję przerwy, ponieważ muszę ogarnąć harcerstwo. 
Wrócę do Was 5 sierpnia w swoje urodziny. Następnie wyjeżdżam. 
Chciałabym Wam przedstawić niespodziankę, ale to dopiero pod tym rozdziałem, a dokładnie wojnę. 
Mam nadzieję, że końcówka sprawi, że będziecie się zastanawiać "Kto?"
Także życzę miłego czytania rozdziału. 
Dalsza notka pod rozdziałem. 
___________________________________________________________

Annabeth

              Siedmioro wybranych herosów, Bogowie, instruktorzy. Wszyscy siedzieliśmy w Wielkim Domu podczas, gdy pozostali herosi bawili się na ognisku. 
Nagle w pomieszczeniu pojawiła się bogini łowów. 
- Artemido. Czy dowiedziałaś się czegoś? - spytał Zeus
- Inferno z języka łacińskiego oznacza piekło. Swa podróż zaczęłam od państw chrześcijańskich, ponieważ jak wiemy łacina zapoczątkowała w kościele. Niestety w żadnym z tych państw nie poczułam dziwnej energii. Gdy przejeżdżałam przez Indie ... poczułam coś bardzo dziwnego. Trafiłam do Bombaju i wydaję mi się, że wrota śmierci znajdują się gdzieś właśnie tam.
- Bardzo dobrze się spisałaś moja droga. Przynajmniej teraz wiemy, gdzie dokładnie młodzi półbogowie rozpoczną swoją misję. 
- Drogi ojcze. Sądzę, że dzieciaki powinni się dowiedzieć o wszystkim. Mam na myśli tajemnice Percy'ego i Annabeth. Są wybrani, a to oznacza, że nie ma wśród nich żadnych zdrajców. - Powiedziała moja matka podchodząc do mnie. - Prawda jest taka, że istnieje jeszcze jedna przepowiednia, która mówi o dziecku dwójki herosów. Według tej przepowiedni to dziecko, a raczej ta dziewczynka ma w sobie ogromną siłę. Jak się nie dawno okazało moja córka i Perseusz spodziewają się dziecka, córeczki. To o niej mowa w przepowiedni. To ona zabiję Uranosa. Bynajmniej według przepowiedni. 
- To znaczy, że Annabeth jest w ciąży? - zapytała zaskoczona Thalia - O Bogowie! Będę ciocią! 
- Ta informacja ma pozostać tylko i wyłącznie między nami. Nie możemy sobie pozwolić na plotki, poniewaz może to ściągnąć na nas poważne niebezpieczeństwo. Percy, Annabeth! Wy musicie znaleźć zastępstwo na czas waszej nieobecności. Musicie wybrać osobę, która...
- Clarisse - powiedziałam przerywając swojej matce.
- Dobrze. Clarisse będzie osobą, której możecie zaufać i wszystko powiedzieć. Na poszukiwania wrót śmierci musicie wyruszyć jak najszybciej. Możecie się rozejść. Za to waszą dwójkę - powiedziała Hera pokazując na mnie i Percy'ego - proszę o zostanie tutaj. Musimy jeszcze porozmawiać. - O co może chodzić? Sądziłam, że już wszystko mamy wyjaśnione.
- Czytaliście może "Zmierzch"? - Okej. To trochę dziwne. My tutaj o wojnie, a Bogowie o filmie z wampirami. 
- Tak, a co to ma do rzeczy? - spytałam zaskoczona.
- W ostatniej części pojawiła się Renesme, która dojrzewała bardzo szybko. Ponieważ wasze dziecko zostało zapłodnione z pomocą magi Bogów...
- Bogów?
- Do zapłodnienia przyczynił się Posejdon z Ateną. Zapytajcie ich o to. Wracając do rzeczy. Obawiam się, iż wasza córka pojawi się na świecie dramatycznie szybko. 
- Ale, ale nasza misja, wrota śmierci...
- Niestety musicie wziąć w niej udział. Gdy wrócicie lub o ile wrócicie będziecie musieli znów wyjechać i przebywać w ukryciu, aż do momentu porodu. Dla waszego bezpieczeństwa musicie zażyć to. Są to tabletki, dzięki którym twoja ciąża Annabeth będzie maskowana. Chodzi nam o bezpieczeństwo wasze i waszej córki. 

***

               Nadszedł ten dzień, gdy nasza siódemka miała wyruszyć na poszukiwania wrót śmierci. W zatoce Long Island przy porcie miał czekać na nas pokład. Stamtąd mieliśmy wyruszyć w podróż. Dalej w kierunku Indii, ale nie statkiem, lecz samolotem. Zeus obiecał, że nie zrzuci nas z nieba. W końcu chodziło o losy całego świata. Najgorsze jednak było to, że na morzu znalazło się mnóstwo morskich potworów, a niebo wcale nie było lepsze. Musieliśmy sobie radzić sami.
- Gdzie ten pokład? - zapytał Charles. Przystań była całkowicie pusta.
- Zaraz, zaraz. Słyszycie to?
Ziemia drgała, a my zaczęliśmy upadać na ziemię. W przeciągu minuty z wody wyłonił się sporawy okręt.
- Sądzę, że to należy do nas - powiedział Nico uśmiechając się.
               Siedzieliśmy wszyscy obok Percy'ego, który stał za sterem. Każdy bał się niepowodzenia misji. Charles bał się też tego, że może kolejny raz stracić Sielenę. Za Thalią i Lukiem nikt już nie nadążał. Raz są razem, a raz nie, ale nie będę się w to wtrącać. To ich życie.
- Tony. A ty? Kiedy cię przydzielono?
- Chodzi ci o to, czy wiadomo czyim jestem synem?
- Tak
- Hefajstos. Moim ojcem jest Bóg kowali.
- Myślę, że trzeba przygotować jakikolwiek plan. Nie wiemy, gdzie dokładnie są te wrota. Bombaj. Indie to zupełnie inna kultura. Różni się diametralnie od tej, z którą spotykamy się na ulicach Manhattanu. - poinformowała nas Clara.
- Masz rację. Z doświadczenia też wiem, że żaden plan nigdy nie wypala. Przeżyłam mnóstwo misji, a jeszcze ani razu nie trzymałam się według ustalonego wcześniej pomysłu. Ale zawsze możemy coś wymyśleć.
- Mój pomysł jest taki: Potwory - nie uda nam się wygrać z tymi oblechami, póki nie zamkniemy wrót śmierci. Rozbijemy obóz w lesie. W dzień będziemy poszukiwać celu, a w nocy odpoczywać i wartować.
- Wiesz, Percy? To wcale nie jest taki głupi pomysł. Ktoś ma jeszcze jakieś sugestie? Wiemy może gdzie zacząć? - pytałam.
- Cisza. Każdy był zapatrzony w jakiś obiekt. Jasne było, że myślą nad tym, "co by było gdyby" lub "a gdyby".
- Inferno - szepnęłam. Wszystkie twarze zwróciły się w moją stronę. - Piekło. Z czym mi się kojarzy piekło? Z lawą, Tartarem. Ogień. Podziemia. Właśnie! Podziemia! Według mnie należy znaleźć punkt, gdzie magiczna siła promieniuje najbardziej i z tego miejsca zacząć poszukiwania w podziemiach.
- To coś dla mnie. Jeśli chodzi o tunele to bez problemu się w nich orientuję. - powiedział Nico.
- W takim razie wszystko załatwione. Teraz wystarczy dostać się do Bombaju.
               Nagle okręt stanął. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Szybko zerwaliśmy się ze swoich miejsc i wybiegliśmy na zewnątrz.
- Percy! Co się dzieje? - spytałam. Jak by tego było mało, to jeszcze koszmarnie bolał mnie brzuch.
- Nie mam pojęcie. Coś nas atakuję.
Z wody wynurzył się wielki wąż. Na głowie miał pięć par oczu, a w paszczy tysiące ostrych kłów.
- Co to jest? - krzyknął Tony - Jakie wielkie!
- To Scylla - powiedziałam
- Scy co?
- Scylla. W mitologi występują dwa morskie potwory. Jeden zamieszkuje wody słone, a drugi wody słodkie. To, że zaatakowała nas Scylla oznacza, że wpływamy na ocean. Niedługo przesiadka w linie lotnicze.
- Brawo mądralińska - powiedział Percy - A jakieś sugestie jak pokonać potwora?
- Z tego co wiem, to nie uda nam się go zabić, ale można spróbować go ogłuszyć i wtedy uciec.
- A jak?
- Walczymy. Zmęczy się i wtedy da sobie spokój.
- W takim razie chwyćcie broń i do wali. Musimy się uratować.
Chwyciłam swój sztylet i ruszyłam biegiem w stronę Scylli. Powoli zaczęłam się wspinać na grzbiet potwora. Percy nacierał ją falami wody, a inni atakowali. To wszystko było strasznie męczące.
- Udało się! Powoli się zanurza! - krzyknął Percy - Annabeth! Gdzie jesteś?!
- Tutaj! - Uniosła sztylet do góry i wbiłam potworowi między oczy.
- Percy!
- Annabeth!
Nie udało mi się ocalić. Powoli zaczęłam zanurzać się w wodzie. Wzięłam głęboki oddech, ale i tak nic to nie dało. Po dwóch minutach zaczęłam tracić przytomność. W przeciągu kilku godzin mogłam stać się przekąską dla morskiego potwora.

Percy

Nie zastanawiałem się zbyt długo nad tym co mam zrobić. Wziąłem długi rozbieg i wskoczyłem do wody. Jedyne co się teraz liczyło to uratowanie Annabeth. Poświęciła się, by uratować nas wszystkich.
Płynąłem w stronę dna rozglądając się w koło. Dostrzegłem coś białego. Podpłynąłem bliżej. To Annabeth! Była nieprzytomna. Wziąłem ją na ręce i korzystając z możliwości kontrolowania wody wypchnąłem nas na powierzchnię. 

***

Oddycha? 
- Na szczęście tak. Dajcie mi szybko jakieś koce oraz nektar i ambrozję. 
- Annabeth proszę obudź się.
Usiadłem i oparłem Annabeth o swoją klatkę piersiową. Nie mogła leżeć, ponieważ jeszcze by się zakrztusiła wodą. 
- Percy? - szepnęła Ann otwierając oczy. 
- Cii. Idź spać. Jesteś zmęczona. - powiedziałem całując ją w policzek. - Dzięki Bogom, że się przebudziłaś. 
- Nie zasnę. Nie dam rady.
- Cii. Już spokojnie skarbie. Już jest dobrze. 
Wziąłem koc, który przyniosła Thalia i owinąłem nim Annabeth, która mocno do mnie przytuliła. Doszedłem do wniosku, że chyba jeszcze nikt nie przeżył tyle co ona. 
- Percy? - zapytała moja dziewczyna
- Tak? 
- Zastanawiam się. Jak nazwiemy naszą córkę? Przecież musi mieć jakoś na imię, prawda?
- Masz rację. 
- Może Elizabeth? - zapytała Ann
- Bardzo piękne imię. Także spodziewamy się Elizabeth. 
Annabeth odpowiedziała mi uśmiechem przepełnionym miłością. 
______________________________________________

Także skończyłam ten rozdział. Przyznam, że nie jestem z niego zadowolona. 
Chciałam życzyć Wam miłych wakacji. Widzimy się 5 sierpnia w moje urodziny, a następnie dopiero po moim przyjeździe do Bełchatowa. 
Chciałabym by pod tym rozdziałem pojawiło się 9 komentarzy. 
Wierzę, że dacie radę. 
A teraz prezent wakacyjny. Mam nadzieję, że końcówka sprawi, że będziecie się zastanawiać w ten sposób "Kto?"
Także do zobaczenia 5 sierpnia. 
Papapapa miśki
ZWIASTUN BLOGA


DZIĘKUJĘ ZA 20000 ODWIEDZIN BLOGA. JESTEŚCIE WSPANIALI <3


niedziela, 14 lipca 2013

Percabeth story: Rozdział 22 - "Siedmiu herosów podjąć musi wyzwanie. Inaczej pastwem ognia lub burz świat się stanie. Przysięga tchem ostatnim dochowana będzie, a wróg w zbrojnym rysztunku u wrót śmierci siędzie."...A oto wybrana siódemka, która wyruszy na misję.

Zaczniemy krótko. Wchodźcie na stronkę na facebooku, to wtedy będziecie się dowiadywać coś o kolejnych rozdziałach :)
A oto wywiad ze mną:
 KLIKNIJ TUTAJ
_____________________________________________________________
Annabeth

               Staliśmy na wzgórzu herosów z walizkami w ręku. Razem z Percym uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie przeprowadzka do naszego domu, który znajdował się po drugiej stronie herosowego jeziora. Jest to miejsce bezpieczne, a jednocześnie będziemy mogli mieć wgląd na obóz. 
Razem z Percym mieliśmy do wykonania kilka zadań, ale najważniejsze to sprawić, by nasze dziecko urodziło się całe i zdrowe. 
Czułam się z tym wszystkim źle. Obawiałam się, że zabiorą mi córkę, by móc ją szkolić, ale przecież tak nie może być. Nie może! Ona się przecież jeszcze nawet nie urodziła, a już są w stosunku do niej poważne plany. 
             
Wszyscy żegnali nas mocno przytulaljąc Nie wiedzieli jaka była prawdziwa przyczyna naszej chwilowej przerwy. Uznaliśmy, że tak będzie zdecydowanie bezpieczniej.
- Stać! - krzyknęła Rachel, biegnąc w naszą stronę. Była przerażona i potykała się o własne stopy.
- Co się stało? - zapytałam zaniepokojona.
- Wródźcie za tydzień. Wtedy...wtedy dowiemy się kim jest wybrana siódemka. Musicie być. Miałam wizję. Będą tutaj wszyscy bogowie, instruktorzy oraz wszyscy mieszkańcy Olimpu. Przybędzie Fata i wypowie imiona wybranych herosów. Bądźcie.
- Bedziemy. Wrócimy za tydzień.

                             ***


Piękna, duża willa z basenem i widokiem na jezioro herosów, zatokę oraz las. Wyglądała jak pałac. Duże szklane okna, duży balkon i taras. W ogrodzie pełno przeróżnych, kolorowych kwiatów. Czułam się jak w jakimś śnie. Nie mogłam uwierzyć w to, że od teraz jest to mój dom. Dom mój i mojej rodziny. Czułam się jak jakaś księżniczka. To wszystko było zbyt piękne.
- Więc...wchodzimy - powiedział Percy łapiąc mnie za rękę. Z kieszeni spodni wyjął klucze i otworzył drzwi. - Zapraszam do środka - powiedział z łobuzerskim uśmiechem, który zawsze mnie powalał.
Wnętrze domu było tak samo zachwycające, co on cały. Wielki korytarz, na którym wisiały małe ramki ze zdjęciami, przedstawiającymi nasze przygody. Szare ściany idealnie pasowały do białych mebli.
Nadal zachwyceni, trzymając się za ręce ruszyliśmy zwiedzać dom.
Salon nie był wcale gorszy od całej reszty. Jasne ściany idealnie komponowały się z ciemnymi meblami i dodatkami. Kremowo-czekoladowe fotele i kanapa wyglądały niezwykle nowocześnie. Na jedne ze ścian znajdowały się dwie, duże ramki na zdjęcia, ale niestety były puste. Widocznie to my mieliśmy zdecydować co tam się znajdzie.
- Idziemy dalej - szepnęłam mocno przytulając Percy'ego.
Weszliśmy na górę po białych, krętych schodach. Na piętrze znajdowały się trzy sypialnie dla gości plus jedna moja i Percy'ego, która była wystylizowana tak samo jak salon, czyli cudownie. Tutaj również znajdowały się biało, czekoladowe meble, ale były też czerwone dodatki.
Najbardziej zastanawiało mnie, co kryje się za białymi, rozsuwającymi się drzwiami. Podeszłam, powoli otworzyłam i zaczęłam skakać z radości. Nie wierzę. Mam własną garderobę.
- Ach te kobiety - powiedział Percy przewracając oczami.
Naprzeciw naszej sypialni znajdowały się kolejne drzwi. Weszliśmy do środka. Była to nie mała, nie duża sypialnia dla małej dziewczynki. Ściany były pomalowane na ciemny róż. Pokoik był udekorowany w białe, tak jakby antyczne meble.
Poczułam jak ręka Percy'ego ląduje na moim brzuchu. Zamknęłam oczy.
- Pokój naszej córeczki. - Szepnął mi Percy do ucha. - Musimy wymyślić dla niej imię. Przyznam, że jak wbiegłem tam do łazienki i zobaczyłam ciebie umierającą....obiecałem sobie, że jeśli ciebie zabraknie to nie wytrzymam i zrobię to samo co ty, ale wiem, że było by to bardzo trudne. Pamiętam, ze przybył Apollo z Posejdonem i Ateną. Twój ojciec i reszta rodziny bardzo się martwili. Apollo zaczął cię ratować. Wybiegłem. Byłem wściekły sam na siebie, bo to była moja wina. Gdy wróciłem powiedziano mi, że próbują uratować dziecko. Byłem zaskoczony, ale w sumie to...cieszyłem się. Ciesze się, że zostanę ojcem, mimo tego, iż mam dopiero siedemnaście lat.
- Kocham Cię Percy - wspięłam się na palce i obdarowałam swojego chłopaka delikatnym pocałunkiem.

***

               Za równą godzinę dowiemy się kim jest wybrana siódemka, która według przepowiedni ma odnaleźć wrota śmierci i zamknąć je. Dzięki temu zabite potwory nie będą w stanie uciec z Tartaru, a szanse Bogów i herosów na wygraną znacznie się zwiększą. 
Tydzień w ukryciu minął naprawdę fajnie, ale trzeba przyznać, że bardzo brakuje mi treningów. Jestem herosem i moim zadaniem jest walka, a nie odpoczynek. W sumie nie mam co narzekać. W ciągu tygodnia bardzo często odwiedzała nas mama Percy'ego - Sally. Bardzo ucieszyła się na wieść o tym, że zostanie babcią i zagwarantowała pomoc. 
              Siedzieliśmy w obozie herosów w teatrze. Jedyne co odróżniało nas od innych herosów, to to, że my siedzieliśmy na krzesłach obok instruktorów oraz ...Bogów! Tak! Każdy z wielkim zniecierpliwieniem siedział na krześle. Każdy z Bogów nie odezwał się ani słowem. Miny mieli poważne. 
              Nagle wszyscy powstali. Środkiem zbiorowiska szła Rachel ubrana w długą, fioletową togę. Długie, kręcone włosy lekko powiewały jej na wietrze. Tuż za nią z dumą kroczyły trzy staruszki odziane w biało-złote szaty. W ich rekach znajdowały się nożyce oraz nić. Każdy wiedział, że to już czas. 
- "Siedmiu herosów podjąć musi wyzwanie.
Inaczej pastwem ognia lub burz świat się stanie. 
Przysięga tchem ostatnim dochowana będzie.
A wróg w zbrojnym rysztunku u wrót śmierci siędzie" - Trzy staruszki szły jednocześnie recytując słowa przepowiedni. - Nadszedł ten dzień, w którym dowiemy się, o kim mowa w przepowiedni. Siedmiu młodych herosów wybierze się na poszukiwanie wrót śmierci, by móc je zamknąć, dając nam szansę na wygraną. Fata długo nie wiedziało o kim mowa, ale udało się. Dowodzić wybranym będzie jedna osoba. Na ramionach wybranych herosów pojawiły się tatuaże. Niech wystąpią wybrani.  - Na środek wyszło pięć osób: Nico, Thalia, Clara, Tony, Charles. Pozostawało jeszcze jedno pytanie. Kim jest pozostała dwójka? Spojrzałam na Percy'ego, który uśmiechnął się do mnie niepewnie. Już wiedziałam, że on jest wśród nich. Delikatnie obniżyłam ramiączko swojej bluzki. Na lewym ramieniu znajdował się tatuaż, który różnił się od tatuaży Glonomóżdżka. Mój był optoczony czerwonym kręgiem, który oznaczał, że to ja dowodzę całej misji. Była to płonąca siódemka. Razem z Percym, trzymając się za ręce, dołączyliśmy do pozostałej piątki. Znów mieliśmy ratować świat. W sumie dla mnie to nic nowego. 
- Annabeth - powiedziała moja matka podbiegając do mnie. Martwiła się. Ciekawe tylko czy o mnie, czy o moje dziecko. 
- Musisz na siebie uważać. Nie powinnaś być wśród tych herosów.
- Wiem mamo. Będzie dobrze. Musi być - starałam się choć trochę ja uspokoić, ale prawda była taka, że sama nie wierzyłam w dobre zakończenie. 
- Więc mamy wybraną siódemkę. To od nich zależą losy świata. Jeśli im się nie uda, to obawiam się, że nie wygramy tej wojny. Artemida razem z dwoma łowczyniami wyruszyła na zwiady. Miejmy nadzieję, że przyniesie nam jakieś istotne informację. 
Nagle po całym teatrze rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Na ziemi siedziała rudowłosa Rachel Elizabeth Dare podpierając się rękami o ziemię. Z jej ust wychodziła zielona mgiełka otaczając ją całą. Było wiadomo, że zraz usłyszymy przepowiednie. Kilku chłopaków szybko do niej podbiegło i posadziło na krześle z drewna bukowego. Oczy wyroczni zaczęły świecić na fioletowo. 
- "Córa Ateny, nim swe wykona zadanie
   Swą nogą w świecie umarłych stanie"
Nie mogłam się ruszyć. Przeczytałam tę przepowiednie z dwadzieścia razy, ale nigdy nie sądziłam, że ja usłyszę. Byłą ona krótka, ale zrozumiała. Była o mnie. Mówiła o tym, że mam zginąć. 

__________________________________________
No więc już jest rozdział 22. Można powiedzieć, że jestem z niego w miarę zadowolona.
A wy co o nim sądzicie. Wiem, że krótki, no ale cóż zrobić. 
Liczę na komentarze. Ma być ich co najmniej 8
Dżerrka
 Dziś jest 14 lipca.Rok i jeden dzień temu chwyciłam do ręki Percy'ego Jacksona, a osoba, która mnie do tego zachęciła jutro obchodzi urodziny
Dominiko! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin !!!!

A teraz serdecznie zapraszam na jednego z moich blogów: 

Liczę na wasze komantarze ! 


Wyniki konkursu

Wygrywa Gabriela z piosenką Sabaton "Primo Victoria"
Prosiłabym by Kikolka2, Pamela oraz Sara podały nazwy domków, ponieważ dostaną na stronce po 25 pkt. 

Jeszcze jedna prośba -  pomóżcie wymyślić temat na następny filmik :)

Rozdział 23 - 8 komentarzy (tylko 8, ponieważ wakacje)

Wygląd bloga oficjalnie zacznie się zmieniać od 9 sierpnia !!!

        

niedziela, 30 czerwca 2013

Percabeth story: Rozdział 21 - "Napięcie, przeklęte napięcie, które sprawia, że mam ochotę zniknąć. Bez Annabeth nie mam po co tutaj być, nie mam dla kogo".

Percy

- Annabeth! Proszę otwórz oczy! Błagam odezwij się! - W rekach trzymałem umierająca dziewczynę. Nie potrafiłem nic zrobić. Ona odchodziła. Płakałem. Po prostu płakałem. Traciłem najważniejszą osobę w moim życiu. 
- Percy, odsuń się. Ja się nią zajmę. Postaram się ją uratować. Odsuń się - powiedział Apollo. 
               Nie mogłem na to wszystko patrzeć. Wybiegłem na zewnątrz. Świeże powietrze. Potrzebuje świeżego powietrza. Ogród. 
Stanąłem na deszczu bez ruchu. Nie potrafiłem sobie wyobrazić życia bez mojej ukochanej Annabeth. Jeśli ona nie przeżyję - zabiję się. Za mocno ją kocham, by móc się z nią rozstać. 
- Czemu mi to robisz?! Zostaw nas w spokoju! Obiecuję, że pokonamy ciebie, twojego męża i twoją armie! Nie wygracie tej wojny! Oddaj mi moją Annabeth! To przez ciebie ją straciłem. Zginiesz! Słyszysz Gaja?! Zginiesz! Ty, Uranos, cała armia! Zostaniecie pokonani! Słyszysz?! Odezwij się!
- Inferno, Perseuszu. Inferno, Inferno, Inferno...- powtarzał cichy i zaspany głos. Inferno? Co to jest inferno?
              Ochłonięty i w miarę uspokojony wróciłem na górę, gdzie wszyscy walczyli o życie "mojej dziewczyny". W tej wojnie pomszczę każdego herosa i każdą zranioną duszę. Pomszczę ich zabijając Gaje i Uranosa.
- Co z nią? - zapytałem pełen obaw. Bałem się tych dwóch, okropnych słów. Nie wyobrażałem sobie, że usłyszę 'Przykro mi". Napięcie. To przeklęte napięcie, które sprawia, że mam ochotę zniknąć. Bez Annabeth nie mam po co tutaj być, nie mam dla kogo.
- Percy...uratowałem ją, ale walczę jeszcze o życie dziecka. - powiedział Apollo.
-  Dziecka? Jakiego dziecka? - zapytałem mocno zaskoczony. Wszystkie oczy zostały skierowane na moją osobę.
- Annabeth jest w ciąży, Percy. Jest w ciąży z tobą.
- W ciąży? Jak...to...chyba muszę....usiąść. - powiedziałem z przerwami. W ciąży? Jakiej ciąży? Byłem mocno zszokowany. Nie mogłem w to uwierzyć. Będę ojcem. Będę miał dziecko.
- Udało się. Uratowałem ich życia. - powiedział Apollo zdyszany. Odetchnąłem z ulgą. Annabeth żyję. Wszystko w porządku. Udało się. - Mogę ci powiedzieć, że będziesz miał córkę.
- Percy? - odwróciłem się. Za mną stała Atena z Posejdonem.
- Wiedzieliście? Wiedzieliście, że Annabeth jest w ciąży? - zapytałem poirytowany całą, narastająca sytuacją.
- Tak. - odpowiedziała bogini "mądrości".
- Mogliście powiedzieć. Gdyby Annabeth wiedziała, na pewno nie zrobiła by czegoś takiego. Przecież ona o mało co nie zabiła siebie i naszej córki! Czy wy w ogóle myśleliście? - Jak można być tak bezmyślnym? - Przez waszą lekkomyślność mogło dojść do tragedii.
- Tobie łatwo mówić. Jesteś bogiem. Nic nie wiesz o takim życiu. Cały czas siedzisz w swoim zamku i bawisz się wodnymi bańkami. Może czasem zainteresujesz się życiem herosów?! Jesteś wyższy ranga, ale nie doświadczeniem. To my walczymy z potworami. To my walczymy o to, by przeżyć. Wy tylko siedzicie na swoich czterech literach. Nie wiecie na czym polega życie. Taka jest właśnie prawda.
- Percy...- zaczął mój ojciec.
- Nie chce z tobą rozmawiać. Mam dość ojca Boga! Czasem chciałbym być zwykłym śmiertelnikiem.
- Przenoszę Annabeth na Olimp. Powinna być pod stałą opieką. - wtrącił się bóg sztuki i patron lekarzy.
- Jadę z tobą. Nie zostawię Annabeth samej.
- Dobrze.

***
Annabeth

Leżałam w białym łóżku z baldachimem. Na moich rękach znajdowały się bandaże. Czułam się tak, jakbym umarła, a jednak żyła. Dziwne uczucie. Byłam strasznie słaba, ale pamiętałam wszystkie zdarzenie, jakie miały miejsce kilka godzin temu i to właśnie było najdziwniejsze. Chciałam popełnić samobójstwo. Nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział Percy. Rozstanie za bardzo mnie bolało. Nie chciałam żyć. Nie mogłam. Nie potrafiłam. To wszystko cholernie bolało. Tak jakby sam Percy przebił mi serce swym zimnym, spiżowym Orkanem. Gdy byłam nieprzytomna słyszałam wszystko, co działo się wokół. On tam był. Przepraszał. Mówił, że to nie on, że nie chciał, nie był sobą. Uwierzyłam mu. Chciałam się obudzić, ale coś mnie powstrzymywało. Późniejsza wiadomość przyprawiła mnie o zaskoczenie. Jestem w ciąży. Będę miała córkę. Byłam szczęśliwa, a zarazem pełna obaw.
    Odwróciłam głowę w lewo. Na krześle obok łóżka spał Percy. Czy ten chłopak, który jest gotów oddać życie za bezpieczeństwo swoich przyjaciół, byłby w stanie nazwać mnie szmatą? Nie, to nie był on. Przecież wiem.
Złapałam jego dłoń i przyłożyłam ją sobie do policzka. Przy nim czułam się bezpiecznie. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie wszystkie chwile, jakie razem przeszliśmy. Pierwsze spotkanie, pierwsza misja, bitwa pod Empire Seat Building i pocałunek na dnie jeziora. W każdym nawet najmniej odpowiednim momencie potrafił mnie rozweselić swoją głupotą. Dla mnie zawsze będzie moim kochanym glonomóżdżkiem.
- Kocham cię Annabeth. - powiedział szeptem. - Nie chciałem, to nie ja. Przepraszam. Przepraszam.
- Percy...proszę cie...nie przepraszaj. Jest dobrze. Nic się nie stało. Kocham cię. Teraz oboje się potrzebujemy. - Usiadł na łóżku obok mnie i mocno mnie przytulił. Jedną ręke trzymał na mojej tali, a drugą na moim brzuchu.
- Damy sobie radę? - zapytałam.
- Na pewno. Niczym się nie przejmuj. Poradzimy sobie.
- Ale jak? Jestem herosem, tak samo jak ty. Naszym obowiązkiem jest walka i trening. Musimy porozmawiać z rodzicami, może nam jakoś pomogą.
- Najwidoczniej musimy, choć chętnie uniknął bym konfrontacji z Posejdonem i bardzo proszę nie wnikaj.
- Pocałuj mnie glonomóżdżku, bo się zaraz rozpłaczę.
- Nie płacz, ponieważ nie wolno. Już dość się napłakałaś. Zbyt wiele łez wylałaś.
- Chciałabym być normalna, żyć normalnie i nie przejmować się wojnami i potworami. Chciałabym być śmiertelniczką.
- Obawiam się, że nie będzie nam to dane. Musimy żyć dalej mimo niespodzianek, jakie niesie nam los.
Nagle poczułam zmęczenie. Wtuliłam się w ciepłą pierś Percy'ego i zasnęłam.
               Biegłam na pięknej, zielonej polanie ubrana w białą, zwiewną sukienkę.
- Hej kochanie. - Odwróciłam się. Przede mną stał Percy. Był uśmiechnięty i bardzo zadowolony. Nachylił się i obdarzył głębokim i czułym pocałunkiem.
- Mama, mama! - W moją stronę biegła czteroletnia dziewczynka o brązowych włosach i zielonych, dużych oczach. Była śliczna. Biała sukienka w malutkie, czarne kropeczki delikatnie powiewała jej na wietrze. Trzymała bukiet polnych kwiatów, które wylatywały jej z rączki. Podbiegła, a ja wzięłam ją na ręce.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia mamy - powiedziała całując mnie w pliczek. Do mojego serca zaczęło napływać ciepło. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że Percy w ogóle się nie zestarzał.
 Nagle zapadła ciemność. Wszędzie widziałam tylko czerń i ogień. Percy! Gdzie jest Percy i malutka? Nie! Nie! Leżeli na ziemi cali we krwi. Nie żyli, już ich nie było. Zostałam sama.
- Inferno córko Ateny. Inferno, Inferno, Inferno...
               Obudziłam się cała zdyszana. Nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi? Inferno - piekło. Co mam z tym wszystkim wspólnego? Percy? Gdzie jest Percy? Powinien leżeć tu obok, ale go nie ma. Co tutaj się dzieje?
Zerwałam się z łóżka, założyłam niebieski, bawełniany szlafrok i wybiegłam z pokoju. Olimp. Jestem na Olimpie. Sala obrad. Otworzyłam duże, mosiężne drzwi, po czym weszłam do środka. Przede mną na wysokich tronach siedziało dziesięciu bogów. Dlaczego akurat dziesięciu, a nie dwunastu? Na przeciw ich wszystkich, obok mojego chłopaka stali jeszcze Posejdon oraz Atena.
- Annabeth. Dobrze, że jesteś. Podejdź. - Zrobiłam kilka kroków i stanęłam obok swojego chłopaka.
- Właśnie mamy naradę dotyczącą wielkiej siódemki, boga - zdrajcy, przepowiedni o dziecku dwójki herosów, wrotach śmierci oraz o przepowiedni mówiącej o dziecku Ateny. - powiedziała Demeter.
- Rozpocznijmy debatę od wrót śmierci. Nie wiemy, gdzie się znajdują i nie mamy żadnych podpowiedzi. Herosi! Czy ostatnimi czasy miewacie jakieś dziwne sny, bądź dziwne zdarzenia? - zapytała Hera, bogini, której naprawdę z całego serca nie cierpiałam.
- Inferno - szepnął Percy.
- Słucham? - zapytałam - Ty też? Percy, iferno to piekło. To słowo pojawiło się dzisiaj  w moim śnie.
- Iferno powiadasz? Łacina, a nie greka. Może to coś oznacza? Muszę wezwać łowczynie. Zapolujemy na kilka potworów i postaramy się dowiedzieć czegoś więcej na ten właśnie temat. Dajcie nam dwa tygodnie. - Powiedziała Artemida.
- A więc sprawa wrót śmierci na pewien czas zostaje wstrzymana. Kto może być bogiem zdrajcą? Tego też się nie dowiemy, póki nie odnajdziemy wrót śmierci. Jakie są wasze podejrzenia, co do siódemki wybranych?
- Ja mam! - krzyknął Hades wchodząc do sali i siadając na dostawionym krzesełlu. - Oczywiście każdy z nas wie, kto będzie uczestniczył wybranej siódemce. Myślę, że to nie jest żadna niespodzianka. Ta nowa....Clara? Tak, Clara. No więc moja sugestia jest taka: Percy, Annabeth i Clara.
W całej sali zapanowała cisza. Każdy był pewny co do mnie i Percy'ego, ale nikt nie wiedział co sądzić na temat Clary. Nikt nie znał jej za dobrze. Ciemna blondynka o szarozielonych oczach zawsze trzymała się na uboczu. Trenowała sama, do biblioteki też chodziła bez towarzystwa. W domku wykonaywała swoje obowiązki, a następnie gdzieś znikała.
Spojrzałam na swoją matkę. Atena batdzo dziwnie się na mnie spojrzała. Zupełnie tak, jakby miała coś do ukrycia. Pozostaje tylko pytanie co?
- Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Ateno, Posejdonie - teraz możecie zabrać głos.
- Jak już wiemy moja córka i syn Posejdona spotykają się ze sobą już od dawna. Nie będę przedłużała, dlatego powiem odrazu. Annabeth Chase jest w ciąży. Jak wszyscy wiemy, ta dwójka ma ogromne zasługi. Sądzę, że spokojnie można ich nazwać najlepszymi herosami XXI wieku. Myślę też, że dziecko z przepowiedni to córka Annabeth i Percy'ego.
- Nie zaprzeczymy twojej sugestii Ateno. Annabeth Chase. W swoim łonie nosisz jedno z najpotężniejszych dzieci wszech czasów. Nie możemy pozwolić, by armia wroga się o tym dowiedziała. Od teraz ty i Percy będziecie na celowniku.
- Wow...to chyba coś nowego - powiedział Percy sarkastycznie, co wywołało uśmiech na mej twarzy.
 - Twoim zadaniem, córko Ateny jest urodzenie zdrowego dziecka, a twoim Perseuszu jest chronienie swojej rodziny, ponieważ właśnie ją założyłeś. Armia Gai i Uranosa, gdy tylko się dowie, to na pewno zaatakuje obóz półkrwi. Wasza dwójka musi wyjechać na pewien czas. Nikomu nie mówcie, gdzie będziecie. Będą o tym wiedzieć tylko wasi rodzice. Wyjechać musicie już dziś. Wracajcie do obozu, by spakować wszystkie swoje rzeczy. Tak naprawdę wasze dziecko jest ostatnią nadzieją na uratowanie naszego świata. - To wszystko brzmiało bardzo poważnie. Bogowie się bali. Swoją nadzieję włożyli w nienarodzone jeszcze, śmiertelne dziecko.

____________________________________________________________
Skończyłam rozdział 21. Tak, wiem, że jest krótki, ale są wakacje i większość czasu spędzam ze znajomymi. Od środy do soboty idę do babci i planujemy jeździć na Wawrzkowizne, działkę itp, więc nie wiem, jak to z czasem będzie, ale jak tylko będę mogła, to będę pisać.
Poproszę 10 komentarzy.
Wygląd bloga będzie się zmieniał. Ola go zmieni, jak tylko będzie w Londynie, ponieważ nie za bardzo mi się podoba xd.
Jestem zmienna.
Jeszcze raz proszę, abyście wchodzili na tego bloga i komentowali. - BLOG O HEROSACH
To tyle. I głosujcie w ankiecie.
Dżerr
O bogowie, ale ten rozdział króciutki xd,

czwartek, 27 czerwca 2013

Percabeth story: Rozdział 20 - "Zaczęło się cudownie, a skończyło jak koszmar. Nie byłem sobą!"

O Bogowie! 
Nawet nie wiecie, jak bardzo się za Wami stęskniłam. Wszystko poprawione i zaciesz jest. 
Ten rozdział pisałam dość długo. Liczę na to, że koniec rozdziału Was zaskoczy. 
Tytuł również jest taki hmmm....zastanawiający. 
No więc czytajcie rozdział, komentujcie, a sprawa ankiety pod rozdziałem :D 
__________________________________________________________________

Percy

Było około południa, a ja ledwo co otworzyłem oczy. Obok mnie leżała uśmiechnięta Annabeth, która swą ręką gładziła mnie po włosach. Teraz sobie przypomniałem, jak wyglądał nasz wieczór. Zaczęliśmy się całować, po czym wylądowaliśmy w łóżku i jeszcze chwila i na pewno by do czegoś doszło, ale wtedy wbiegła Thalia z Luckiem i przerwano nam te pełne namiętności chwile. Ostatecznie skończyło się na delikatnych pocałunkach i oglądaniu Ann w samej bieliźnie. 
Położyłem dłoń w tali Annabeth i delikatnie przysunąłem ją do siebie. 
- Ann.
- Hmmm?
- A co ty na to, by zniknąć na kilka dni? - zapytałem pełen nadziei. 
- Bardzo chętnie, ale powiedz mi gdzie?
- Do naszego domu, na druga stronę jeziora. Nikt, by się nie spodziewał, że tam jesteśmy.
- Sama nie wiem, to chyba nie jest najlepszy pomysł.
- Dlaczego? - zapytałem zaciekawiony
- Bo ostatnio naprawdę zaniedbujemy swoje obowiązki.
- Może masz rację.
- Na pewno mam. Pomyśl inaczej. Może po wojnie, gdy będę jeszcze żyła uda nam się wieść normalne życie.
- Znów chcesz rozpocząć temat przepowiedni? - zapytałem poirytowany. Kocham Annabeth i naprawdę nie chce, by mówiła, że zginie. Nie czuję się wtedy najlepiej. Jakby osoba którą kocham wbijała mi tysiące małych szpileczek w serce.
- Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać. Po prostu nie lubię, gdy mówisz, że zginiesz. Nie wracajmy już do tego tematu, dobrze?
- Dobrze.
- Troszkę sobie pospaliśmy. Jest południe, a zaraz będzie obiad i trening.
- Rzeczywiście zaspaliśmy. Nie mam ochoty na obiad.
- Ale musisz coś jeść.
- Percy! Jak tak dalej pójdzie to będę ważyła 70 kg. Dla mnie to naprawdę dużo. Nie mogę tyle jeść. Wystarczy, że ważę 50 kg i tyle niech już zostanie.
- Idziesz na obiadek i ładnie wszystko jesz. Martwię się o Ciebie.
- Wiem Percy. Kocham Cię. Z moim zdrowiem jest wszystko w najlepszym porządku.
- Mam nadzieję, że nie mówisz tego tylko po to, by mnie uspokoić.
- Nie mówię - podeszła do mnie i pocałowała w policzek.

Annabeth

Nie znoszę kłamać Percy'ego. Prawda jest taka, że sama do końca nie wiem, co się ze mną dzieje. Co prawda rozmowa z matką i zakupy z Afrodytą naprawdę mnie odprężyły, ale nadal nie czuję się najlepiej. 
               Obiad postanowiłam sobie odpuścić, więc zyskałam więcej czasu na czytanie. 
Wzięłam szybki prysznic, włosy spięłam w kłosa opadającego na lewe ramię, założyłam szarobrązowe rurki i biały t - shirt z nadrukiem. Ostatnio nie dbałam o swój wygląd.

***

Usiadłam przy stoliku z drewna bukowego i otworzyłam książkę z mitami o miłości - "złote jabłka Afrodyty". Przewróciłam stronę i przeczytałam tytuł mitu "porzucona królewna". Wzięłam łyk wody, po czym zagłębiłam się w czytaniu.
               "Ateńska agora powoli pustoszała. Losowanie było już skończone i Ateńczycy zaczęli się rozchodzić, aby na czas powrócić do swoich domów na wieczorny posiłek. Już po raz trzeci lud ateński, w przeciągu ostatnich dziewięciu lat zebrał się na agorze, aby uczestniczyć w tym żałosnym losowaniu, które miało wyłonić młodzieńców i dziewice przeznaczone na śmierć. Co trzy lata bowiem Ateńczycy na podstawie układu z królem Minosem musieli wysyłać na Kretę siedem chłopców i siedem dziewcząt na pożarcie potwornemu Minotaurosowi, który urodził się z haniebnego związku królowej Pasifae z białym bykiem. Losowanie odbywało się zawsze w taki sam sposób: archont basileus, który na chybił trafił z dwóch olbrzymich urn wyjmował skorupki, na których były wypisane imiona wszystkich ateńskich chłopców i ateńskich dziewcząt w odpowiednim wieku, po czym herold miejski donośnym głosem ogłaszał je ludowi. Za każdym razem, kiedy się rozległ głos herolda, rodzice i krewni wylosowanych podnosili głośne okrzyki rozpaczy i żałobny lament. Wszyscy przecież wiedzieli, że archont basileus, który na chybił trafił wyjmował z urny skorupki z wypisanymi na nich imionami, tym samym wydawał wyroki śmierci na owych chłopców i dziewczęta. Nie zdarzyło sie bowiem nigdy, by ktoś, kogo wylosowano, uniknął zguby i wrócił do Aten. 
               Tym razem jednym z młodzieńców, którego imię znalazło się w urnie i zostało odczytane na agorze przez herolda, był sam Tezeusz, syn Ajgeusa, króla Aten. Przybył do Attyki stosunkowo niedawno, ale już zdążył zdobyć uznanie i podziw współobywateli wieloma bohaterskimi czynami. W drodze do Aten z ojczystej Trojzeny, gdzie wychowywał się w domu dziadka Pitteusa u boku matki Ajtery, w miejscowości Eleuis, uświęconej misteriami ku czci bogini plonów Demeter i jej córki Persefony, pokonał króla Kerkyona, który zmuszał podróżnych, aby mieezyli się z nim w zapasach. Dotychczas nikt nie potrafił sprostać mu siłą i wszyscy, których wyzywał, ginęli miażdżeni w jego potężnym uścisku. Tezeusz okazał się jednak silniejszy i zręczniejszy od króla. Chwycił go za kolana, podniósl wysoko do góry i rzucił głową o ziemię, zabijając na miejscu. Później uwiódł jego córkę Alope, kochankę Posejdona, a królestwo Kerkyona przekazał jego wnukowi Hippotoonowi, który został protoplastą attyckiego plemienia Hyppotoontydów.
               Następnym czynem Tezeusza przed przybyciem do Aten było poskromienie  w attyckim  demie Korydallos bandyty Polypemona, zwanego częściej Prokrutesem-Rozciągaczem, który torturował podróżnych w bardzo wyszukany sposób. Otóż zmuszał ich, aby się kładli na jednym z dwóch łoży: wysocy na krótkim, niscy na długim. Pierwszym obcinał wystające z łoża stopy, drugich rozciągał, aby dosięgali oparcia. Tezeusz najpierw pokonał Prokrutesa, a później uśmiercił go na jego własnym łożu, które się odtąd nazywa Prokrustowym.
               Po przybyciu do Ajgeusa Tezeusz spostrzegł, że król, który nie rozpoznał w nim swojego syna, spłodzonego w Trojzenie z królewną Ajtrą, znajduje się całkowicie pod władzą czarodziejki Madei, wygnanej niegdyś z Koryntu po zamordowaniu Kreuzy, drugiej żony swego męża Jazona, oraz własnych dzieci.
        Kiedy Tezeusz zjawił się w pałacu, Medea od razu się domyśliła kim jest młodzieniec i postanowiła go zgładzić, w obawie, że Medos, jej własny syn, straci prawo do dziedziczenia tronu po swoim ojcu Ajgeusie. Zręczną intrygą, korzystając z nieświadomości Ajgeusa, skłoniła go, aby wysłał nierozpoznanego syna na pola Maratonu, gdzie grasował, zabijając ludzi i niszcząc zasiewy, potworny biały byk, z którym przed laty obcowała Pasifae. Tezeusz z ochotą udał się na pola maratońskie i dzięki swej niezwykłej zręczności i sile zdołał schwytać i skrępować straszliwego zwierza. Kiedy jako pogromca potwora powrócił zwycięsko do Aten, Medea podjęła z kolei próbę otrucia go, ale została w ostatniej chwili zdemaskowana przez króla i dla uniknięcia kary musiała wraz z Medosem ratować się ucieczką. Ajgos, uradowany z odnalezienia i ocalenia nierozpoznanego dotąd syna, ustanowił go następcą tronu i zaczął mu stopniowo przekazywać władzę w Atenach. Wtedy właśnie nadszedł czas wysłania na Kretę wybranych losem dziewcząt i chłopców, wśród których znalazł się Tezeusz.
               Przyczyną składania przez Ateny owej krwawej daniny Minosowi były pewne wydarzenia sprzed dziesięciu blisko lat. Otóż Ajgeus urządził wówczas w Atenach wspaniałe igrzyska z okazji Panatenajów i zaprosił nawybitniejszych sportowców z całej Hellady. W czasie zmagań na bierzniach i arenach ateńskiego stadionu najlepszym ze wszystkich zawodników okazał się Androgeos, najmłodszy syn Minosa, króla Krety. Zwyciężył w biegach na długi i krótki dystans, w zapasach, w wyścigach rydwanów i w rzucie dyskiem. Wzbudziło to zawiść i niechęć wielu pokonanych rywali, przede wszystkich młodych Ateńczyków, ktorzy nie potrafili sprostać kreteńskiemu królewiczowi w tylu dyscypkinach. Po zakończeniu igrzysk Androgeos wyruszył w towarzystwie dwóch służących do Teb, na kolejne igrzyska, które miały się tam odbyć za kilka dni.   

Wyjechali z Aten wczesnym rankiem, aby dotrzeć do pierwszego postoju, zanim zapanuje upał. Kiedy minęli już przedmieścia Aten i znaleźli się w pustej, niezamieszkanej okolicy na północ od miasta, nagle z pobliskiego lasku wypadło kilku, uzbrojonych mężczyzn w czarnych maskach na twarzach.
- Stójcie! - zawołał jeden z nich, biegnąc w kierunku Androgeosa.
              Królewicz ściągnął cugle i zatrzymał rydwan. To samo uczynili jego służący, którzy jechali na koniach kilka metrów za nim. Rozpoczęła się nierówna walka, w której napastnicy od samego początku mieli wyraźną przewagę. Adrogeos, zmuszony bronić się jednocześnie przed trzema napastnikami, powoli cofał się na skraj drogi, aż wreszcie zesunął się do przydrożnego rowu i ciężko upadł na prawy bok. Wtedy najwyższy z jego wrogów błyskawicznym ruchem doskoczył do niego i przebił go mieczem na wylot. Królewicz głośno jęknął i znieruchomiał w głębokiej trawie.
              Tymczasem jego obydwaj słudzy, którzy mężnie stawali opór dwóm pozostałym bandytom, zdołali na chwilę uzyskać przewagę i zmusić ich do odwrotu. Zanim jednak zdążyli się rzucić z pomocą swojemu młodemu panu, ujrzeli jego upadek i błysk śmiercionośnego ostrza. 
Widząc, że nie mają szansy na zwycięstwo w walce przeciwko tylu zbirom, bez chwili namysłu wskoczyli na konie i ruszyli galopem w kierunku Aten. Od czasu do czasu oglądali się za siebie w obawie przed pościgiem. Po przybyciu do miasta udali się wprost do buleuterionu i zażądali natychmiasowej audiencji u archonta basleusa. Kiedy archont usłyszał ich reakcję o napadzie i śmierci Androgeosa, wysłał od razu w pościg za bandytami duży oddział wojska, któremu nie udało się jednak ich schwytać. Żołnierze odnaleźli jedynie okrwawione zwłoki kreteńskiego królewicza, przywieźli je do miasta i przekazali urzędnikom miejskim. Zabójcy Androgeosa, tak jak jego rydwan i konie znikli bez śladu. Później mówiono, że byli to jego pokonani rywale, którzy z zemsty zastawili zasadzkę i zamordowali go. Nigdy jednak żadnego z nich nie złapano.
              Wieść o śmierci syna dosięgła Mnosa na wyspie Paros, gdzie uczestniczył w uroczystych ofiarach ku czci Charyt. Król nie przerwał jednak samych obchodów, zdjął jedynie wieniec z głowy i kazał fletniskom zaprzestać gry. Po zakończeniu uroczystości natychmist wsiadł na swój okręt i wyruszył na Kretę, aby zebrać flotę i wyruszyć przeciwko Atenom, które uważał za winne zamordowania syna. Po zdobyciu Megary w Zatoce Salamińskiej droga do Aten stała otwrem. Oblężenie tego miasta przeciągało się jednak i Minos zaczynał się niecierpliwić. Wreszcie w Atenach, rzekomo w skutek modłów Minosa do Zeusa, zapanował głód i wybuchła zaraza, która dziesiątkowała ludność. Zrozpaczeni Ateńczycy złożyli na ofiarę opiekunce miasta, sowiookej bogini, kilka dziewic ateńskich w nadziei, że bogini ześle im pomoc i ratunek. Gdy jednak ofiara okazała się bezskuteczna, posłali poselstwo do wyroczni Apollona, do Delf z zapytaniem, w jaki sposób mogą odwrócić klęskę. Wyrocznia odpowiedziała, że mają przyjąć żądania Minosa, który domagał się by co roku wysyłali na Kretę siedem dziewic i siedmiu młodzieńców na ofiarę Minotaurosowi, synowi Pasifae spłodzonego z bykiem. Ateńczycy za radą wyroczni delfickiej rozpoczęli pertraktacje z Minosem i ostatecznie zdołali skłonić króla, by się zgodził na to, że ową daninę ludzką będą wysyłali co trzy lata.
              I oto Tezeusz z własnej woli, gdyż jako syn królewski nie musiał uczestniczyć w losowaniu, znalazł się wśród  przeznaczonej na śmierć młodzieży ateńskiej, która w najbliższych dniach miała pojechać na Kretę, jako ofiara dla potwornego Minotaura. Nadszedł złowrogi dzień odjazdu. Wybrani losem chłopcy i dziewczęta pożegnali na zawsze swoich rodziców i najbliższych w rodzinnych domach, gdyż mieli się zgromadzić w budynku pretynejanu na starej agorze, stamtąd przejść pod wodzą Tezeusza do świątyni Apollona Delfiniosa i po złożeniu ofiar - do portu w Faleronie, gdzie czekał na nich okręt. W tej ostatniej drodze po ziemi attyckiej nie mógł im nikt towarzyszyć, nie wolno było im także zebrać ze sobą żadnej broni.
 
               Tezeusz, żegnając się z ojcem, starym królem Ajgeusem, nie ukrywał, że jedzie na Kretę, aby zgładzić Minotaurosa i raz na zawsze uwolnić Ateńczyków od tej krwawej daniny.
- Nie smuć się, ojcze - powiedział. - Wkrótce powrócę do Aten z dziewczętami i chłopcami i już nigdy nie będziemy musieli wysyłać na Kretę naszej młodzieży na pożarcie Minotaurowi. Zobaczysz, wrócę do domu jako zwycięzca, a ze mną młodzi Ateńczycy!
- Chciałbym, aby się spełniły twoje słowa - odparł Ajgeus - Myślę jednak, że czeka cię bardzo trudne zadanie, znacznie trudniejsze niż te, jakie dotąd podejmowałeś. Oby bogowie mieli cię w swojej opiece i przywiedli cię szczęśliwie z powrotem do Aten!
- Bądź spokojny, ojcze, ze wszystkim sobie poradzę!
- Posłuchaj, synu. Okręt, który czeka na ciebie w Faleronie, ma czarny żagiel na znak, żw jedziecie na pewną zgubę, podobnie jak dwa okręty poprzednio wysyłane przez nas na Kretę. Ale twój sternik, Fereklos, syn Amarsyadasa, dostał ode mnie drugi żagiel, biały, aby go podniósł, wracając do Aten, jeśli ocalejesz z tej wyprawy. Gdybyś zaś zginął, ma płynąć pod czarnym żaglem, jako znak twojej śmierci. Pamiętaj o tym!
- Dobrze ojcze. Będę pamiętał.           
                 Kiedy młodzi Ateńczycy opuścili świątynie Apollona Delfiniosa, gdzie po długich modlitwach. Tezeusz złożył w ich imieniu owiniętą w białą wełnę gałązkę błagalną, odciętą ze świętego drzewa oliwnego, poszli do portu i wsiedli na okręt z czarnym żaglem. Wypłynęli na morze szóstego dnia miesiąca munychion. Był to dzień, w którym od niepamiętnych czasów odbywała się uroczysta procesja błagalna dziewcząt ateńskich do świątyni Apollona Delfiniosa. Teraz dopiero Tezeusz oznajmił młodzieży, ze za radą wyroczni, ubłagał boginie Afrodytę, aby się zgodziła być w czasie całej podróży ich przewodnikiem i współtowarzyszem.
               Po przybyciu do Knosson na Krecie dziewczęta i chłopcy, których przywiózł Tezeusz, zostali od razu uwięzieni w podziemiach pałacu królewskiego. Dzień i noc strzegło ich sześciu strażników, którzy zmieniali się co dwanaście godzin. Dowódca straży podlegał głównemu strategowi królewskiemu, Taurusowi, i w razie ucieczki więźniów groziła mu, podobnie jak innym strażnikom, kara śmierci.
               Tezeusz zamierzał zaraz po przyjeździe wedrzeć się do Labiryntu, gdzie przebywał Minotauros. Ten straszliwy potwór, który miał ciało człowieka i głowę byka, nazywał się właściwie Asterios i był synem Pasifae, żony króla Minosa, spłodzonym z bykiem przysłanym Minosowi przez boga Posejdona. Przerażony i ogarnięty wstydem Minos, wkrótce po narodzinach monstrum polecił nadwornemu architektowi ateńskiemu, Dedalowi, wznieść ogromną budowlę złożoną z niezlicznych sal i korytarzy i zamknąć w miej Minotaura. Budynek ten, zwany Labiryntem, miał tak bardzo skomplikowany układ, że tylko Dedal, jego twórca, potrafił w nim odnaleźć drogę.
               Zanim Tezeusz wyruszył do Labiryntu, aby się rozprawić z Minotaurosem, musiał ostro wystąpić przeciwko samemu Minosowi, który usiłował uwieś Periboję, jedną z dziewcząt ateńskich przeznaczonych na ofiarę dla uwięzionego potwora.
- Zostaw ją w spokoju, królu! - powiedział stanowczo. - Periboja nie przyjechała tutaj, aby stać się twoją nową zabawką. Została wybrana losem jako ofiara i nie wolno ci pozbawić jej dziewictwa! -
Minos spojrzał na Tezeusza ze zdumieniem i gniewem.
- Ośmielasz się mnie pouczać, czego mi nie wolno?! - zawołał - Wkrótce sam zginiesz rozszarpany przez Minotaura, a ja będę nadal rządził Kretą i panował na wszystkich morzach! Nie zapominaj, że za kilka dni zostaniecie wszyscy wprowadzeni do Labiryntu, aby już nigdy  stamtąd nie wyjść. Jesteście w mojej mocy i mogę uczynić z każdym i z każda z was, co tylko zechcę!
- Jeśli spróbujesz zgwałcić Periboję, zabiję cię! - powiedział zimno Tezeusz.
Minos wybuchnął urągliwym śmiechem, ale Tezeusz dosłyszał w nim nutę niepokoju, a może nawet strachu. Był prawie pewien, że jego groźba odniesie skutek. I rzeczywiście tak się stało. Król odtąd nie próbował się zbliżyć do pięknej Atenki, która tym czasem zdążyła zakochać się w Tezeuszu, podobnie jak wszystkie inne kobiety w jego otoczeniu. Zawdzięczał to bez wątpienia opiece bogini Afrodyty, która towarzyszyła mu od początku wyprawy na Kretę. 
               Być może jednym z powodów, dla których Minos zaniechał swego zamiaru uwiedzenia Peribioi, był jego konflikt z Taurosem, brutalnym i okropnym strategiem kreteńskim, którego podejrzewał o bliższe stosunki z królową Pasifae. Król, chcąc upokorzyć stratega, postanowił zorganizować zawody w zapasach, licząc na to, że Tauros zostanie w nich zwyciężony przez któregoś z młodszych zawodników. Tezeusz, który się dowiedział o przygotowaniach do walk zapaśniczych, zgłosił się do Minosa z prośbą o pozwolenie na udział w nich. Zamierzał się zemścić na Taurosie, za złe traktowanie ateńskiej młodzieży, nad którą sprawował kontrolę. Król zgodził się bez wahania, gdyż miał nadzieję, że Tezeusz znany w całej Helladzie z siły i męstwa, zdoła pokonać znienawidzonego stratega. 
               W wyznaczonym dniu na wielkim stadionie w pobliżu portu zebrały się ogromne tłumy mężczyzn i kobiet, aby przyglądać się walce. Tezeusz, podobnie jak pozostali młodzi Ateńczycy, którym również pozwolono przyjść pod eskortą na stadion, był bardzo zdziwiony obecnością kobiet, gdyż w Atenach i innych Państwach Hellady było niedopuszczalne, aby kobiety patrzyły na rywalizację nagich mężczyzn. Najpierw Tauros i Tezeusz stoczyli kilka walk z mało znanymi zawodnikami kreteńskimi. łatwo odnosząc nad nimi zwycięstwo, ku radości zgromadzonych widzów. Wreszcie stanęli naprzeciw siebie dwaj najwięksi rywale, obydwaj olbrzymiego wzrostu, potężnie zbudowani i umięśnieni. Tauros przystąpił do zawodów z twarzą wykrzywioną złością, z nieukrywalną nienawiścią w małych oczkach pod niskim czołem, Tezeusz zaś z pogodnym, przyjaznym uśmiechem, którym od razu zaskarbił sobie sympatię kreteńskiej publiczności, szczególnie kobiet. Brutalna siła zawarła się w walce, z rozumną, nabytą w długim treningu zręcznością. Ateńczyk bez trudu raz, po raz wymykał się z żelaznych objęć przeciwnika, wprawiając go w coraz większą wściekłość.Kiedy wreszcie Tauros, doprowadzony niemalże do szału tą niezrozumiałą dla niego taktyką, stanął na środku areny, szeroko rozkładając mocarne ramiona, na znak, że nie potrafi walczyć z rywalem, Tezeusz jednym skokiem, jak błyskawica, znalazł się tuż przy nim i objął poniżej pasa i podniósł bez wysiłku wysoko w górę. Po długiej chwili, podczas której publiczność zamarła w trwożonym milczeniu, rzucił go z ogromną siłą i natychmiast ukląkł na nim, wgniatając go w wilgotny piasek i tamując mu oddech. Nie pomagały jego rozpaczliwe próby uwolnienia się, zrzucenia z siebie Tezeusza i odzyskania swobody ruchów. Pozbawiony możliwości zaczerpnięcia powietrza, boleśnie uciskany kolanami i rękami przeciwnika, szybko tracił siły, aż wreszcie bez przytomności rozciągnął się na arenie.
               Tezeusz wstał, wyprostował się, strząsnął z siebie piasek i głęboko skłonił się widzom. Zerwała się burza oklasków, posypały się na arenę bukiety kwiatów, wieńce i wstęgi. Kiedy ateński heros schodził ze stadionu, żegnany radosnymi okrzykami, czterech mężczyzn ubranych w krótkie, jednakowe chitony, z trudem układało na noszach ogromne ciało Taurosa, który wciąż jeszcze nie odzyskał przytomności.
               Tego samego wieczora do komnaty Tezeusza, która mieściła się w tylnym skrzydle pałacu przyszła młoda służąca z niewielką tabliczką napisaną ręką jej pani Ariadny, córki Minosa. Królewna prosiła go o spotkanie, możliwie jak najprędzej. Ateńczyk odpowiedział, że za chwilę zejdzie na dziedziniec i będzie czekał na Ariadnę przy zachodnim skrzydle pałacu, gdzie zazwyczaj nie ma nikogo.
- Jestem oczarowana - powiedziała Ariadna, delikatnie dotykając dłoni Tezeusza na powitanie. - Byłam rano na stadionie i widziałam, jak walczyłeś z Taurosem i jak go pokonałeś. Nie zamierzam ukrywać, że zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia i że już nie wyobrażam sobie, jak mogłabym żyć bez ciebie!
Tezeusza nieco zdumiło to zbyt śmiałe wyznanie królewny. Pomyślał jednak od razu, że sprawiła to Afrodyta, rozpalając ogień miłości w dziewczęcym sercu pięknej Ariadny. To prawda, Ariadna była niezwykle piękna. Delikatnej, jakby wyrzeźbionej ręką artysty twarzyczce szczególnego uroku dodawały długie, ciemnozłociste włosy, które spływały jej aż na ramiona. Wielkie, błękitne oczy w oprawie czarnych rzęs i brwi przysłonięte były delikatna mgiełką, podobnej do tej, jaka się unosi w południe nad szmaragdowymi wodami pobliskiej zatoki. Krótkie, obcisłe szaty w szafranowym kolorze, jakie nosiła na co dzień, podobnie jak wszystkie tutejsze damy, podkreślały wdzięk jej smukłej, młodzieńczej figury. Na wpół obnażone piersi zachwycały swoją jędrną krągłością. 
- Ja także jestem oczarowany tobą, królewno - powiedział Tezeusz. - Chciałbym zostać z tobą na zawsze, ale zapewne już wiesz, że to nie możliwe, bo wkrótce czeka mnie śmierć z ręki twojego brata.
- Nie, Tezeuszu, nie pozwolę na to, by rozszarpał cię potworny Minotaur, który mieszka w Labiryncie.  Nawet mój ojciec po twoim świetnym zwycięstwie nad znienawidzonym przez niego Taurosem nie jest do końca przekonany, że musicie wszyscy zostać złożeni na ofiarę.
- Wybacz, Ariadno, ale nie wierzę w dobre serce twojego ojca. Myślę raczej, że będę musiał stoczyć walkę z Minotaurosem, zabić go i wydostać się z Labiryntu. 
- Obawiam się, że bez pomocy nie zdołasz wyjść z Labiryntu.  Jedynym człowiekiem, który by to potrafił, jest twój rodak, Dedal. 
- A gdybym go poprosił, żeby był moim przewodnikiem w drodze powrotnej?
- Bardzo wątpię, Tezeuszu, aby się zgodził ze względu na mego ojca. Będzie się bał ściągnąć na siebie jego gniew. 
- A jednak porozmawiam z nim i poprosze go, by mi pomógł. 
- Lepiej będzie jeśli ja to uczynię. Dedal mnie bardzo lubi i będzie się starał przynajmniej udzielić mi jakiejś rady.
-Dobrze Ariadno. Spróbuj z nim porozmawiac i przekonac go, że jako Ateńczyk powinien mi przyjść z pomocą.
               Nazajutrz Ariadna spotkała się z Tezeuszem w pałacowym ogrodzie, aby przekazac mu odpowiedź Dedala.
- Mistrz nie może cię wyprowadzić z Labiryntu, ale da ci urządzenie, dzięki któremu bez problemu znajdziesz drogę powrotną. 
- To wspaniale! - wykrzyknął Tezeusz - Wiedziałem, że mój rodak nie zostawi mnie samego w takiej sytuacji. 
- Ale Dedal postawił ci jeden warunek - powiedziała po chwili Ariadna.
- Jakiż to warunek? 
Królewna zarzuciła mu ręce na szyję i mocno przytuliła się do niego. Przez chwilę słyszał tylko jej przyśpieszony oddech. 
- ...Że odjeżdżając z Krety zabierzesz mnie ze sobą do Aten i poślubisz - szepnęła. 
- Zgadzam się! - zawołał Tezeusz. - Przyjmuję ten warunek i przyrzekam, że spełnię go z największą radością! Wydaję mi się jednak, że ten warunek postawił ktoś inny. 
               Kilka dni później Ariadna przyniosła Tezeuszowi wykonany przez Dedala przyrząd, który miał mu pomóc wyjść z Labiryntu. Było to sporej wielkości drewniane pudełko wypełnione sproszkowaną substancją o szczególnych właściwościach. W górnej pokrywie znajdował się lekko wystający przycisk, którego naciśnięcie powodowało wysypanie się niewielkiej ilości proszku, przez otwór w dolnej ściance. 
- Kiedy wejdziesz do Labiryntu, zawiesisz sobie pudełko na ramieniu i co dziesięć kroków będziesz dotykał tego guzika, który powoduje otwieranie się u dołu dolnej szczelinki i wysypywanie się proszku na posadzkę - objaśniła Ariadna działanie urządzenia. - Drobiny tego proszku wydzielają światło, które wskażę ci w ciemnościach Labiryntu drogę do wyjścia. 
- To genialne! - zawołał z radością Tezeusz. - Coś tak prostego i niezawodnego mógł wymyślić tylko Ateńczyk!
- Nie zapominaj, że Dedal zrobił to na moją prośbę - powiedziała poważnie Ariadna.
- To prawda - przyznał - ale dzięki temu wynalazkowi będę mógł pokonać Minotaura i uratować  ateńską młodzież. 
- ...a także wywieść z Krety i poślubić królewnę Ariadnę - dodała obejmując go.
                Zanim nadszedł wyznaczony przez Minosa dzień, w którym mieli zostać złożeni w ofierze Minotaurosowi pierwsi zakładnicy ateńscy, Tezeusz wyprawił się do Labiryntu. Od samego wejścia zaczął wypuszczać na posadzkę świecący proszek, który miał mu wskazywać powrotną drogę wśród krętych korytarzy i tajnych przejść. Po długiej wędrówce odnalazł potwora śpiącego w swojej komnacie, stoczył z nim ciężką walkę iw końcu zabił go. Później kierując się bladozielonym światłem, które sączyło się z rozsypanych na posadzce grudek proszku, trafił bez trudu do wyjścia.
               Po powrocie do pałacu wymordował tej samej nocy strażników z pomocą młodych Ateńczyków, których wcześniej zdołał uzbroić, posyłając im miecze przez przekupionego człowieka. Tuż przed świtem przekradli się wszyscy, razem z Ariadną, do portu, gdzie stał okręt, na którym niedawno przypłynęli z Aten. Niezauważeni przez straże portowe, nie zapalając żadnych świateł, po cichu wypłynęli na pełne morze, kierując się na północ ku Cykladom. Żeglując z pomyślnym wiatrem, szybko zostawiali za sobą kreteńskie wybrzeża, skąd mogli się spodziewać wyścigu. Tezeusz, stojąc z Ariadną na rufie okrętu, spoglądał od czasy, do czasu, w stronę nie widocznych już brzegów Krety i głośno dziękował Afrodycie i innym bogom za szczęśliwe ocalenie. Nie zdradził jednak królewnie, że jeszcze poprzedniej nocy wkradł się po kolei na kilka stojących w porcie okrętów królewskich i przedziurawił ich kadłuby, aby im uniemożliwić pogoń. 
               Kiedy trzeciego dnia żeglugi przybyli do największej spośród Cykladów wyspy Dia, nazywanej później Nakos, było wczesne popołudnie. Rozbili namioty na piaszczystym wybrzeżu, rozpalili ogniska i zaczęli z przywiezionych zapasów przygotowywać wieczerzę. Usypiając tej nocy w ramionach Tezeusza, podobnie jak w czasie całej podruży morskiej, Ariadna nie myślała ani o porzuconych rodzicach i rodzeństwie, ani o ojczystej wyspie, której już nigdy miała nie ujrzeć. Była teraz szczęśliwa z Tezeuszem i nic nie mogło zmącić jej wielkiej radości.
              Obudziła ją dziwna cisza, jaka panowała na wybrzeżu. Ociężała jeszcze od snu, wyciągnęła ramiona, chcąc objąć Tezeusza, lecz ze zdumieniem ujrzała, że posłanie obok niej jest puste, że nikt na nim nie leży. Wyszła z namiotu i rozglądnęła się dookoła. Znikły wszystkie namioty, które młodzi Ateńczycy ustawili wieczorem wzdłuż brzegu. Spostrrzegła wreszcie, że w zasięgu wzroku nie ma także okrętu, którym przypłynęli z Krety. Wtedy lęk i rozpacz wdarły się jednocześnie do jej serca, gdyż nagle zrozumiała, że Tezeusz, niepomny zaklęć miłosnych i przysięg, porzucił ją na bezludnej wyspie, pozostawiając na pastwę losu. 
              Głośno krzycząc "Tezeuszu!", wspięła się na wysoką wydmę, aby poszukać wzrokiem okrętu, którym uciekał bezlitosny zdrajca. Po chwili dojrzała ateński okręt z czarnymi żaglami, nie większy z daleka od rybackiej łódki. Na chwilę omdlała, ale wkrótce ból przywrócił jej przytomność. Uniosła wysoko w górę ręce, aby dać znak żeglarzom, że pozostała sama na wybrzeżu i błagała o litość. Po chwili znalazła długi kij, przywiązała do niego swój biały szal i zaczęła nim kręcić wielkie koła w porannym powietrzu. Ale okręt płynął prosto przed siebie pod pełnymi żaglami.

    Znękana żałością i znużona płaczem usnęła w końcu na wspólnym posłaniu. Kiedy się ocknęła z długiego snu, dzień się już przecylił i nadciągał wieczór. Odnalazła woskową tabliczkę i rylec, usiadła na ciepłym jeszcze piasku i zaczęła pisać list do Tezeusza:
"Niegodziwy Tezeuszu, pogrzebałeś mnie za życia, zostawiając na tej bezludnej wyspie! O wiele lepiej byś uczynił, gdybyś tak jak mego brata, zabił mnie twardymi pięściami, krzywoprzysięzco! Spoglądam na może, na ziemię, na daleko ciągnące się plaże i czuję, że wkrótce stanę się łupem dla dzikich zwierząt! Sama śmierć będzie dla mnie mniej straszna niż oczekiwanie na nią. Dla ciebie, zdrajco, moja śmierć to zwolnienie od przysięgi, którą mi złożyłeś. Żal mi tylko, że umierając nie ujrzę łez matki, że nie będzie nikogo, kto by mi zamknął martwe powieki i namaścił balsamem moje zimne ciało. Kiedy twój okręt zawinie do ojczystego portu, z dumą opowiesz o swoim zwycięstwie nad Minotaurosem i o ucieczce z oblanej morzem Krety. Wspomnij też o mnie, porzyczonej na bezludnej ziemi. To także twój tytuł do sławy. Nie żądam od ciebie wdzięczności, ale za co mnie tak strasznie ukarałeś?! Czy dlatego, że ocaliłam ci życie, odpłacasz mi śmiercią? Lecz jeśli zamiast twardego kamienia masz w piersi ludzkie serce, zabierzesz stąd mnie lub moje szczątki!"
              Ariadna  skończyła pisać pożegnalny list i zawiesiła tabliczkę wysoko, u samego wierzchołka namiotu, aby jej nie dosięgły drapieżne zwierzęta.  Kiedy zapadł zmrok, głodna i zziębnięta, ułożyła się na swoim posłaniu w kącie namiotu.  Nie zapaliła ani jednej lampki, gdyż obawiała się, że światło może zwabić dzikie zwierzęta. Zasypiała z przekonaniem, że jeśli bogowie pozwolą jej przeżyć tę noc, następny dzień będzie już ostatnim w jej krótkim życiu.
              O świcie obudziła ją głośna, dzika muzyka, przeraźliwe dźwięki tympanonów i cymbałów, ryk rogów i płaczliwe zawodzenie fletów. Przez długą chwilę Ariadna leżała nieruchomo,przejęta śmiertelnym strachem.Kiedy jednak dobiegł ją rytualny okrzyk bakchantek: "Euhoe", "Euhoe", uświadomiła sobie, że w pobliżu jej namiotu odbywa się uroczystość czcicielek Dionizosa. Przed kilku laty miała okazję oglądać na Krecie takie święto. Widziała wówczas, jak menady, odziane w skóry dziskich zwierząt, z rozpuszczonymi włosami i tyrsami, pędziły po górskich bezdrożach, krzycząc "Euhoe!", Jedne rozdzierały na strzępy schwytane koziołki lub jelonki i pożerały na surowo okrwawione kawały mięsa, inne oddawały się rozpuście z satyrami lub przypadkowo napotkanymi mężczyznami, inne owijały się wpół skręconymi ciałami wężów.

               Ariadna powoli, ostrożnie wypełzła z namiotu, aby przyjrzeć się nowo przybyłym. Tańczące menady i sylenowie natychmiast ją dostrzegli i głośno krzycząc, otoczyli ciasnym kołem. Drżąca z lęku, ogłuszona nieznośnym zgiełkiem królewna, oczekiwała, że szalejące bakchantki lada chwila rzucą się na nią i rozedrą na kawałki. Nagle jednak cały ten rozwrzeszczany tłum znieruchomiał i umilkł. Oto nadchodził sam Dionizos, młodzieńczy bóg z mirtowym wieńcem na skroniach, wsparty lekko na tyrsie oplecionym winną latoroślą.
- Kim jesteś? - zapytał oczarowany jej niezwykłą urodą. - Co robisz sama na tym pustkowiu?
- Jestem Ariadna, córka Minosa, króla Krety. Przywiózł mnie tutaj ateński królewicz Tezeusz, ale odpłynął beze mnie, zostawiając mnie samą na tym wybrzeżu.
               Dionizos wpatrywał się w milczeniu w jej piękną, pobladłą i wylęknioną twarz. W jego młodym sercu rodziła się miłość do nieszczęśliwej królewny, pozbawionej domu, ojczyzny i rodziców.
- Teraz nie będziesz już sama, Ariadno - powiedział wreszcie - Kocham Cię i pragnę, abyś została moją małżonką.
Powoli zbliżył się do niej i mocnymi ramionami objął jej biedne, drżące ciało. Przytuleni do siebie poszli wzdłuż złocistej plaży skąpanej w blasku porannego słońca.
               Tymczasem Tezeusz po krótkim postoju na wyspie Delos, gdzie poświęcił posąg Afrodyty, który podarował mu na Krecie Dedal, płynął pod pełnymi żaglami ku wybrzeżom Attyki. Wiedział, że porzucenie Ariadny na bezludnej Naksos nie przynosiło mu chluby. Usprawiedliwiał się jednak, przypominając sobie, że w czasie owej nocy na brzegu Naksos zjawił mu się we śnie bóg Dionizos i zażądał, aby natychmiast opuścił wyspę. Usłuchał wówczas rozkazu boga, postawił na nogi swoją załogę, młodych Ateńczyków, i ruszył w drogę, zostawiając śpiąca Ariadnę w namiocie. Nie potrafił jednak wytłumaczyć przed samym sobą, dlaczego jej wtedy nie zbudził i nie zabrał na pokład. Może sprawił to sam Dionizos?
            
               Tezeusz. Ariadna. Dionizos . Wiem! A gdyby tak zaprosić Ariadnę do naszego obozu? Pan D. na pewno tęskni za swoją żoną, a ona za nim. Może tak poprawimy mu humor i może bóg wina przestanie mylić moje imię z Anabell? Myślę, że jest to dobry pomysł. Urządzimy im przyjęcie. 
Zerwałam się z krzesła i szybko pobiegłam do Wielkiego Domu. Musiałam powiedzieć o swoim planie Chejronowi. Byłam zadowolona ze swojego pomysłu.
- Chejronie! - wparowałam z krzykiem.
- Tak Annabeth? - zapytał. Był bardzo zaskoczony moim entuzjazmem.
- Wpadłam na pewien pomysł. Może byśmy mogli urządzić przyjęcie w obozie?
- A z jakiej okazji? Czy coś się szykuję? 
- Byśmy mogli przygotować przyjęcie dla Pana D. Ściągniemy Ariadnę. Dionizos jest ostatnio...cóż można powiedzieć, że jest zapatrzony w fotografię swojej żony. 
- Dobrze, ale ty zajmiesz się wszystkim. Przyjęcie może odbyć się w dzień niepodległości obozu, czyli równo za tydzień. Wybierz sobie kilka osób do pomocy. Przygotujecie zaproszenia, muzykę, dekorację itp. Wszystko spoczywa na twoich barkach...
- Dziękuję! 
- Fajerwerkami zajmę się ja.
- Dobrze. W takim razie zwolnie kilka osób potrzebnych mi d pomocy ze wszelkich zajęć. Nie mamy za wiele czasu.
- Rób jak uważasz. Ja jestem centaurem i w porównaniu do moich kuzynów - Imprezowych Kucyków - nie znam się na planowaniu przyjęć. 
- A czy bym mogła prosić o dyskrecję? Nie chciałabym, by Pan D. się o wszystkim dowiedział. To ma być niespodzianka. 
- Dobrze
               Wybiegłam z Wielkiego Domu prosto do pawilonu jadalnego. Zastanawiałam się, czy warto wziąć Percy'ego do pomocy, ale obawiam się, że mój chłopak za wiele mi nie pomoże z glonami zamiast mózgu. Pobiegłam do jaskini wyroczni. Rachel ma ciekawe pomysły i myślę, że mogłaby mi pomóc.
- Rachel! Rachel! Rachel! - wykrzyczałam zadowolona.
- Hej Ann. Chętnie ci pomogę.
- Skąd wiesz? - zapytałam - A no tak. Zapomniałam. Przecież jesteś wyrocznią.
- To może zrobimy tak. Poproś o pomoc jeszcze Thalię oraz Silenę. Ja tutaj zostanę i zajmę się zaproszeniami. Możemy zrobić tak, ze chłopcy z bukietami kwiatów będą prosić dziewczęta o partnerstwo na przyjęciu. Przygotujemy dwa trony: dla Dionizosa oraz Ariadny.
- Czytasz mi w myślach.

***

Do przyjęcia zostały zaledwie dwie godziny. Długo zastanawiałam się, co mam na siebie włożyć. Oczywiście wiadomo, że w sukienkę, ale pozostawało pytanie - w jaką? Ostatecznie wybrałam biało - kremową z przedłużanym tyłem. 
- Wyglądasz pięknie - powiedział Percy podchodząc do mnie i delikatnie całując w szyję. - Jesteś cudowna, wiesz? 
- Nie jestem - poczułam dziwne ukłucie w brzuchu. Był to przeszywający ból i tak jakby ukłucia. Nie zdarzało się to po raz pierwszy. 
- Znów boli? zapytał Glonomóżdżek.
- Nie...kurde smyra. Aż chce mi się śmiać. Oczywiście, że boli! 
- Może powinnaś iść do lekarza?
- Nie. Nic mi nie jest.
- Mówisz tak, ponieważ nie chcesz mnie martwić. 
- Percy...proszę.
- Dobrze. Jak chcesz. 
               Przyjęcie było bardzo fajne i udane. Najlepsze były fajerwerki, które w magiczny sposób ułożyły się w napis "Percabeth forever".
- Zechcesz ze mną zatańczyć, chyba po raz siedemnasty dzisiejszego wieczoru? - zapytał Tony, wyciągając rękę w moją stronę.
- Z przyjemnością. 
Leciała wolna muzyka. Tony położył dłonie na moich biodrach, a ja na jego ramionach. Kołysaliśmy się w rytm piosenki.
- Annabeth! - odwróciłam się. Za mną stał Percy. Był jakiś inny, Jego tęczówki przybrały czarny, złowrogi odcień. 
- Percy? Co się stało? Jesteś jakiś inny? 
- Nie jestem. Jestem sobą. Ty się zmieniłaś. Zachowujesz się jak szmata.
- Co powiedziałeś? - Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To nie może być prawda. Mój Percy nigdy by mi czegoś takiego nie powiedział. Do mych szarych oczu zaczęły zbierać się łzy.
- Powiedziałem, ze zachowujesz się jak szmata. - Nie! To naprawdę się nie zdarzyło. To tylko koszmar. To tylko Gaja bawi się moimi uczuciami. Nie!
- Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałeś. Nienawidzę cię! Z nami koniec! - rozpłakałam się i wybiegłam.l Ból. Przeklęty  ból. Zimne dreszcze. Chęć popełnienia samobójstwa. 
Tak się czułam. Chciałam się obudzić, ale nie mogłam. Co się stało Percy'emu? Czemu tak powiedział? To tylko taniec. Głupi i nic nie znaczący taniec. Z pułki wyjęłam walizkę. Otworzyłam szafę i zaczęłam się pakować. Nie mogłam tu zostać, ani minuty dłużej.
- Annabeth! Nie płacz! Co ty robisz? - pytały dziewczyny. Nie umiałam im odpowiedzieć. Po prostu nie mogłam. To za bardzo bolało. 
- Percy jest w wielkim domu. Nikt nie wie co mu się stało - powiedziała Thalia.
Nie umiałam niczego zrozumieć. Wszyscy go usprawiedliwiali, ale nie wiedzieli jak się czuję. Usłyszałam najgorsze słowa, jakie mogły paść z ust mojego kochanego Percy'ego i to wystarczyło, by mnie zranić. 
               Chwyciłam walizkę i ruszyłam w stronę stajni pegazów. W tym momencie wracałam do domu.

***
Percy
- Co się stało? - zapytałem cichym i nadal nieprzytomnym głosem. Czułem się, jakbym dopiero się obudził z wiecznego snu, jakby transu. 
- To ty nie wiesz? - zapytał Charles
- No nie.
- To nie jego wina. Nie wiedział co robi. Gaja nim zawładnęła. 
- Powiecie mi co się stało? - cisza. Każdy patrzył na mnie współczująco.- Powiecie? - naciskałem.
- Około dwudziestu minut temu, Annabeth...
- Annabeth? Właśnie gdzie ona jest? - byłem zdziwiony, że nie ma jej tutaj, tuż obok mnie. Do pokoju wbiegły Thalia, Silena i Rachel. Tak samo, jak pozostali patrzyła na mnie współczująco.
- Co z Annabeth?! Powiecie mi, co się tutaj wydarzyło, do jasnej cholery?!
- Dwadzieścia minut Annabeth i ty zerwaliście. Annabeth spakowała swoje rzeczy i wyjechała do domu. - Nie wierzę w to! Ann i ja? Przecież ją kocham. Dlaczego?
- Jak to się stało? - zapytałem
- Nazwałeś ja szmatą. Nie byłeś sobą. Te słowa bardzo ją zabolały. Zerwała z tobą.
Załamany usiadłem na łóżku, a dłonie przyłożyłem do twarzy. Miałem ochotę płakać. Właśnie straciłem osobę, którą kochałem i nadal kocham ponad wszystko.
- Gdzie teraz jest? Muszę to naprawić.
- Wzięła pegaza o poleciała do domu - szybko zerwałem się na nogi i zacząłem biec.
- Percy! Dokąd idziesz?
- Lecę do Annabeth
- Teraz nie możesz. Jest noc.
- Nikt mi nie zabroni. Zrobię wszystko, by mi wybaczyła.
Pobiegłem do stajni. Nie obchodzi mnie, że jest noc i potwory  czyhają na każdym kroku. Dla Ann jestem gotów zrobić wszystko. Gdy tylko o niej myślę, zawsze robi mi się ciepło na sercu.
- Mroczny!
Tak szefie - zapytał czarny, oskrzydlony koń.
- Robimy sobie wycieczkę. Lecimy do San Francisco.

***

Stałem na ganku domu, w którym mieszkała rodzina mojej  dziewczyny. Co ja powiem? Oh nieważne. Mimo tak późnej godziny, światła w domu nadal się paliły. Zapukałem.
- Percy? Co tutaj robisz? - zapytał ojciec Annabeth.
- Jest Ann?
- Tak. Coś się stało, prawda? Wbiegła do domu zapłakana i od razu zamknęła się w łazience. 
- Jak długo tam jest? 
- Około 2 godzin. Martwię się. 
Wbiegłem po schodach na górę i stanąłem przed drzwiami pomieszczenie. 
- Annabeth, Annabeth proszę odezwij się. - Bałem się o nią. Czemu się nie odzywa? Niech da jakiś znak, że żyję.  - Annabeth, proszę. - Nic. Zero znaków życia.
Z kieszeni białej, eleganckiej koszuli wyjąłem swój orkan. Musiałem się dostać do środka. 
- BOGOWIE POMOCY! - W wannie leżała zakrwawiona Annabeth. Na ziemi połyskiwała srebna, poplamiona czerwienią żyletka, a obok niej znajdowały się rozsypane tabletki. Nie! To nie możliwe! Moja kochana Annabeth próbowała popełnić samobójstwo. 


_________________________________________________________
Nawet nie wiecie, jak się namęczyłam, by napisać ten rozdział. Mam do niego mieszane uczucia. 
Ostatnio luknęłam sobie na rozdział 1 na tym blogu i zobaczyłam jak bardzo moja technika się zmieniła. Nie uważam, że piszę jakoś super, ale zdecydowanie lepiej niż na początku. 
Jest pewna sprawa. 
ANKIETA
Rozdziałów będzie jeszcze dużo, ale nie wyobrażam sobie nie prowadzenia tego bloga. Wpadłam na pewien pomysł. Gdy zakończę historię Annabeth i Percy'ego to chciałabym zacząć pisać o przygodach kolejnego pokolenia czyli np. dzieci herosów itp. Co wy na to? Chce wiedzieć wasze zdanie, dlatego stwarzam ankietę, w której proszę o głosowanie.
Wiem, że w tym rozdziale jest pełno błędów, ale nie miałam już czasu by wysłać do Maćka ten rozdział, także przepraszam za to.
A teraz gdzie koniecznie musicie zajrzeć: 
Blog z opisami - jest to blog mojej siostry ciotecznej. Miło by było, gdybyście ją zaobserwowali lub chociaż dodali jakiś komentarz. Zróbcie to dla mnie :)
Szkoła? Nie dzięki wolę obóz herosów - stronka kolegi na facebooku.
Pamiętnik Dżerrki - blog o mnie 
No dobra. To może na razie tyle. Nie długo na pewnych blogach zostaną opublikowane wywiady ze mną więc podam linki w najbliższym czasie. 
Dziś mam zakończenie roku hahahaha, a nie jutro :D 
I jeszcze jedna sprawa. 
Rozdziały na pewno pojawią się:
15 lipca - początek mojej przygody z Percym 
5 sierpnia - moje urodziny
18 sierpnia - urodziny Percy'rgo 
A więc ma być co najmniej 14 komentarzy, bo inaczej będziecie czekać do 15 lipca z rozdziałem, a inaczej na pewno pojawi się wcześniej :D
Dżerrka