niedziela, 27 stycznia 2013

Percabeth Story: Rozdział 10 - "Japonia. Tajemnica Thali"

Tydzień wolności minął cudownie. Było miło, wesoło i bardzo sympatycznie. Staraliśmy się nie rozmawiać na temat tabu, czyli na temat przepowiedni i wojny. Obozowicze wrócili i wszystko było tak jak dawniej. Krzyki, kłótnie, dowcipy braci Hood i treningi. Przyznam, że brakowało mi tego gwaru.
Ja postanowiłem udać się na arenę, by poćwiczyć szermierkę, a Annabeth poszła na łucznictwo.
Nacierałem słomianą kukłę, gdy przyszedł Chejron i poprosił mnie o rozmowę.
Udaliśmy się do jego gabinetu, gdzie czekała na nas Annabeth.
- Więc kochani. Powiem krótko. Japonia. Kolejna misja. Trzeba odnaleźć kryjówkę Uranosa i odnaleźć coś, co jest jego największą bronią. Musimy być przygotowani na każde wyzwanie. Domyślam się, że Ann już wie, dokąd się udajecie?
- Tokyo.
- Zgadza się. Wyruszy Was siódemka, ale zanim zapytacie, nie. Ja nie wiem, czy to jest grupka z przepowiedni. Wasza dwójka będzie dowodzić, bo jesteście najbardziej przygotowani i doświadczeni. Wyruszają: Nico, Sandy, Thalia, Silena oraz Charlie. Udajecie się do Osaca. Tam będzie na Was czekał mój kuzyn Izaya. Będziecie mieszkać w hotelu. Musicie udawać normalnych nastolatków. Będziecie uczęszczać do  szkoły. Pod salą gimnastyczną znajduję się tunel. Tam będziecie poszukiwać. W Japoni jest zima. Zabierzcie dużo ciepłych ubrań. Macie godzinę na spakowanie się. Powodzenia.
- Chejronie?
- Tak Percy?
- Jak będzie się nazywała ta szkoła.
- Seishun Gakuen...Wszyscy mówią na nią Seigaku.
- Dziękujemy.

Kolejna misja. Czemu zawsze ja i Annabeth? Życie herosa jest przereklamowane. I pomyśleć, że jak miałem 10 lat, to grałem w gry o herosach i jak traciłem życie to się tym nie przejmowałem. Tylko teraz jest mała różnica. NIE JESTEM W GRZE KOMPUTEROWEJ!!! WALCZĘ O ZYCIE SWOJE I TYCH, KTÓRYCH KOCHAM!!!
Wziąłem swoją magiczną torbę sportową i zacząłem pakować rzeczy do podróży. Jak zwykle spakowałem mnóstwo ubrań, termos z ambrozją, batoniki z nektarem, worek pieniędzy śmiertelników i worek drachm, które dostałem od ojca z karteczką "życzę upojnych nocy".
Czekałem razem z Charlsem oraz Nickiem na wzgórzu herosów czekając na dziewczyny.
Annabeth wbiegła w czarnych rurkach, białym swetrze w gwiazdki, brązową magiczną torebką i płaskich, brązowych botkach z dżetami.
- Cholera!
- Co się stało? - spytała Ann
- Teraz wszyscy będą mi podrywać narzeczoną.
- Oj nie przesadzaj!
- Lecieliśmy kilka godzin. Ja oraz Ann na Mrocznym, Charlie oraz Silena lecieli na pegazie o imieniu Axel, Nico i Sindy na Androjdzie, a Thalia na Zoe.
Rozśmieszyło mnie to. Córka Zeusa nazwała swojego pegaza na cześć łowczyni.

Nie przepuszczałem, że podróż może być tak przyjemna. Annabeth siedziała przede mną wtulając się w moją klatkę piersiową, a ja obejmowałem ją rękoma. Pocałowałem ją w policzek, a Ann zaczęła mówić o  rozbudowanej architekturze Japonii. Chyba po raz pierwszy w życiu nie zanudzała mnie tym na śmierć.
Rozejrzałem się dookoła. Thalia spała, Charlie i Silena przytulali się, chichotali i czasem całowali, a Nico delikatnie głaskał swoją dziewczynę po policzku.
- Percy?
- Tak
- Zaraz będziemy w Osaca. Jak się nazywał ten imprezowy kucyk?
- Izaya.
-  Życie herosa, to nie bajka.
- No wiem. Mam nadzieję, że kiedyś wszystko się ułoży. Bez wojen. bez potworów. Normalne życie.
- Z tobą
- Z tobą

Z dala widziałem wysokie budynki, ruchliwe ulice, parki, lodowiska i jeziora. Mimo, że była tutaj zima to nie odczuwałem chłodu.
Wylądowaliśmy w parku, przy wielkim, ciemno szkarłatnym jeziorze. Nikt nie zwracał na nas uwagi.  Ciekawiło mnie co zobaczyli dzięki mgle. Może ufo? Kto wie?
- Słyszycie to?
- Muzyka
- To dobiega z jeziora.
Podeszliśmy bliżej zbiornika wodnego. Woda zaczęła podejrzanie bulgotać. Przed nami stanął pól człowiek, pół koń. Centaur o brązowym zadku. Na jego nagim torsie znajdowały się wodorosty.
- Chcę rozmawiać z przywódcami. Percy Jackson i Annabeth Chase.
- Nie wyglądasz jak imprezowy kucyk. - powiedziałem
- Bo nim nie jestem. Jestem strażnikiem Japonii. Synem Posejdona.
- Luz. To się dogadamy. Siemasz bracie.
- Bez odbioru. Nie odpowiadam na takie zaczepki. Mam zaprowadzić Was do hotelu, w którym na jakiś czas się zatrzymacie. Nie daleko waszego miejsca zamieszkania znajduję się szkoła, do której będziecie uczęszczać. W czasie kilku zajęć będziecie szukać kryjówki giganta oraz jego największej broni, czyli sierpu Kronosa. Bogowie wybrali Was do tej misji, bo według przepowiedni para herosów będzie miała dziecko, które będzie umiało się tą bronią posługiwać. Tylko one będzie mogło zabić męża Gai. W szkolnych tunelach spotkacie coś, o czym dotąd nie słyszeliście. Stawicie czoła, temu, czego najbardziej się boicie. Musicie pokonać własne lęki. Inaczej cały świat pochłonie magia Gai. Na świcie nie będzie ani jednej żywej duszy. Uranos i Gaja wymordują wszystkich, a zaczną od waszych rodzin. Te tunele są dwa razy gorsze od labiryntu Dedala.


**********


Staliśmy przed ogromnym pięciogwiazdkowym hotelem. Przy drzwiach stał portier, który otwierał drzwi i z uśmiechem na twarzy mówił dzień dobry i do widzenia.
Hol hotelu był wprost śliczny. Widać, że założyciel miał zamiłowanie do mitologi greckiej. Na marmurowych ścianach było dużo obrazów przedstawiających herosów oraz bogów. Najbardziej zdziwił mnie obraz na którym widziałem Annabeth, która klęczała przed Thalią, tuż po naszej misji "Złote runo". Domyśliłem się. Ten hotel jest dla herosów.
Podzieliliśmy się na pokoje. Thalia była bardzo zadowolona z faktu, że będzie dzieliła sypialnie sama ze sobą.
Ja oczywiście miałem zamieszkać z Annabeth, z czego również bardzo się ucieszyłem :)


W każdym pokoju znajdowała się łazienka z kabiną prysznicową i ogromną wanną. Na ogromnym dwuosobowym łóżku z baldachimem znajdował się szampan  i czekoladki w kształcie serduszek. Rozumiałem, że dostaliśmy pokój małżeński.
- Nareszcie. Kilka chwil odpoczynku. - odparła Annabeth rzucając się na łóżko. - Percy! Czego się najbardziej boisz?
- Boję się, że cały ciężar misji spocznie na moich ramionach. Boję się, że coś może ci się stać i Cię stracę.
- Kochasz mnie jeszcze?
- Oczywiście. Nigdy nie przestanę cię kochać. Dlaczego wątpisz w moje uczucia?
- Nie wątpię. Widzę, jak inne dziewczyny na ciebie patrzą. Obawiam się, że jeszcze się odkochasz.
- Znamy się już bardzo długo. Nie zakochuję się w dziewczynach po wyglądzie, lecz po tym co mam w swoim sercu.  Zapamiętaj to, dobrze. - Annabeth skinęła głową. - Kocham Cię
- Kocham cię.
Do pokoju wpadła Silena i powiedziała, że Thalia prosi nas wszystkich na rozmowę. To chyba coś poważnego.

Siedzieliśmy w pokoju łowczyni. Każdy z Nas zastanawiał się, o co może chodzić.
Thalia wyglądała na dziwnie uśmiechnięta i zadowoloną.
- Więc? Powiedz nam, o co chodzi? 
- Chodzi o łowczynie
- To znaczy?
- Artemida zmieniła przysięgę. Zakochała się w śmiertelniku i zaszła w ciąże. To znaczy, że łowczynie mogą mieć no wiecie... partnerów. Ja tez jestem zakochana.
- Co? W kim?
- Boję się waaszej reakcji.
- Kto to?
- To..To jest Luke.
- Nasz Luke? Luke Castellan?
- Tak.
- Ale przecież on nie żyję.
- Żyję. To była przykrywka.
- Ale on przecież zarywał do Annabeth, gdy byliśmy u Hadesa.
- To była przykrywka. Ja to wymyśliłam.
- Ale to...
- Może dla Was jest to zdrajca, ale dla mnie nie. Ja go kocham.
- Percy - powiedziała Silena.- Luke tak samo jak ja. Był zdrajcą, ale okazał się bohaterem. Daliśmy mi szansę, to spróbujcie dać ją jemu. Myslę, że zasługuje na to. 
- Thalio. Ty znasz moje zdanie - powiedziała Ann.
- Dobra. Ale będzie musiał ciężko zapracować na moje zaufanie.
- Dziękuję.
- Przyprowadź go.
Do pokoju wszedł syn Hermesa. Przyznam brakowało mi go. Kiedys był moim przyjacielem. 
- Jak długo jesteście razem?
- Kilka tygodni.
- Ja Was naprawdę przepraszam.
- Dość tego. Nie wracajmy do przeszłości.
W tym momęcie usłyszeliśmy wielki huk, a do pokoju wbiegł Ethan Nakamura z mieczem w ręku




środa, 23 stycznia 2013

Spojler

Specjalnie dla Was spojler głównych bohaterów rozdziału 10.
Jeszcze taka krótka informacja. :)
Głosujemy na Percy;ego Jacksona. Dalej. Niech wygrają :) głosowanie. MTV 



Japonia
1. Percy Jackson



percy.jpg 

2. Annabeth Chase



annabeth.jpg 

3. Thalia Grace



Thalia.jpg   

4. Luke Castellan


luke.jpg   

5. Sindy Smith


 Sindy.jpg  

6. Silena Beauegrad


Silena.jpg   

7. Charles Backendoorf


 charles.jpg  


+ Nico Di Angelo, lecz nie mam zdjęcia. 
Ściskam
Dżerr





piątek, 18 stycznia 2013

Percabeth Story: Rozdział 9 - "Posejdon"

 Witajcie kochani herosi.
Mam dla Was pewną wiadomość.
Nie zamierzam kończyć pisać. Może nie każdemu się podobają moje opowiadania, ale ja bardzo lubię to robić.
Prowadzę 2 blogi z opowiadaniami i już mam pomysł na kolejny. Gdy skończę historię herosów, biorę się za następny pomysł. Nie, praca z herosami szybko się nie skończy.  Mam z biologii 4 aaaaaa!!!!
Nie no nie wierzę. Reakcja dziewczyn na dzisiejszej lekcji: Jak to zrobiłaś?
Szczerze nie wiem. By mieć 4 z biologi u mnie w szkole, trzeba cudu. Jestem z siebie dumna. 
Już wiem, w jakim kierunku się kieruję. Ponieważ dobrze mi idzie z językiem polskim i lubie to, to właśnie kieruje się do liceum na profil humanistyczny, ale kim będę w przyszłości, to się jeszcze zobaczy. 
Macie tutaj kolejny rozdział. W jakims komentarzu kiedyś zostało napisane, że chcecie więcej Posejdona. To może nie jest takie śmieszne, ale cóż.
Zapraszam na mojego drugiego bloga: http://problemowe-zycie-natalie.blogspot.com/.
ŚCISKAM Dżerr



Leżałem na łóżku próbując zasnąć, jednak bardzo dziwna i nieznana mi siła, kazała tego nie robić. Niestety powieki zaczęły mi ciążyć i udałem się w krainę snu.
Znów miałem koszmar. Widziałem dziewczynę  leżącą na ziemi w kałuży krwi. Nagle sceneria się zmieniła, a ja stałem na środku jeziora. W ręku trzymałem podpaloną, złotą kartkę z napisem: "Dziecko mądrości w bitwie polegnie"
Obudziłem się przerażony. Nie wiedziałem co mam robić. Rozumiałem, że te słowa i ta kartka to przepowiednia, która prawdopodobnie będzie dotyczyć Annabeth. Bałem się o nią, bałem się, że mogę ją stracić. Obiecałem sobię, że będę ją chronić, nawet kosztem mojego życia. Ona będzie szczęśliwa. To mogę jej zapewnić. 
Tej nocy nie potrafiłem już zasnąć.
O 6.00 wszyscy zebrali się na wzgórzu Herosów. Mieli przy sobie plecaki i walizki. Wspięli się na pegazy i ruszyli do rzymskiego obozu Jupiter.
- To zostaliśmy sami - powiedziałem do Ann uśmiechając się łobuzersko.
- No nie do końca. Są jeszcze harpie, driady...- Nie dokończyła, bo pocałowałem swoją mądralińską prosto w usta. 
- Mamy w końcu dużo czasy tylko dla siebie. Musimy to wykorzystać.
- Możemy też skorzystać z zaproszenia Posejdona.
- Możemy, ale jutro.
- Ja wolę dzisiaj. Nie przyjmuje odmowy.
- Yhhh dobrze. Chodźmy na śniadanie.
Na talerz nałożyłem sobie dwa niebieskie gofry i usiadłem z Annabeth przy stoliku Ateny.
- Miałem dzisiaj koszmar.
- Słucham
- Widziałem dziewczynę leżącą w kałuży krwi.
- To ja miałam to samo. Potem sceneria się zmieniła. Stałam na środku polany, a w ręku trzymałam przepowiednię. "Dziecko mądrości w bitwie polegnie". Percy?
- Tak?
- Boje się.- Do oczu Ann zaczęły napływać łzy.
- Nie masz czego. Będzie dobrze. - Po co to mówię. Tylko ją okłamuję, tak samo jak siebie. Nikt z nas nie wiem, jak będzie. Moje pocieszenie jej nie pomogło. - Chodź tu do mnie. Przytul się. - Annabeth wtuliła się we mnie tłumiąc w sobie płacz. Z nieba usłyszałem głos Ateny, który kazał mi opanować myśli.
- Juz ci lepiej?
- Mhmm
- Chodź. Pościgamy się na pegazach.
- Przegrasz.- Annabeth ruszyła w kierunku stajni. 

Wspiąłem się na Mrocznego i ruszyłem za pegazem Ann.
- Jaka stawka?- zapytała
- Trzy okrążenia wokół obozu herosów. Jeśli ty wygrasz, to robimy dziś to na co ty masz ochotę, a jeśli ja, to na odwrót.
- Stoi
- Mroczny nie zawiedź mnie.
- Przykro mi szefie.
- Co? O.o
- Przekupiła mnie.
- Czym?
- Cukrem.
- Stary, nie rób mi tego.
- Sorry szefie. Nie mogę.

Oczywiście Annabeth wygrała. Teraz moje plany związane z tym dniem na sto procent nie wypalą.
- Mówiłam, że przegrasz.
- To było oszustwo.
- Nie udowodnisz tego.- powiedziała pokazując mi język.- Wygrałam, a to znaczy, że robimy dziś to, na co ja mam ochotę.
- A mianowicie?
- Hmmm. Odwiedzimy Posejdona, a gdy wrócimy wieczorkiem, to się zobaczy.
- Ale śpisz dzisiaj u mnie? - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Mężczyźnie. Wam tylko jedno w głowie. Nie wiem Percy. Zobaczę. Możliwe, że będę dzisiaj nocować u siebie.
- Ej no weź. Nie bądź taka.
- Ja się idę umyć i przebrać. Za godzinę spotkamy się u mnie. Czas odwiedzić Posejdona. Ty też się odśwież.
- Marudzisz.
- Też Cię kocham.
Muszę się przyzwyczaić. Tak właśnie będzie wyglądało moje życie.



**********


Prysznic bardzo dobrze mi zrobił. Czułem w sobie siłę i energię. Założyłem swoje ulubione czarne dżinsy i białą bluzkę z czarnym nadrukiem.
Nawet w domku Posejdona słyszałem, jak Annabeth przeklina po starogrecku na swoje włosy. Nie rozumiałem, dlaczego tak się na nie wściekała. Dla mnie były bardzo ładne. Raz proste, a raz delikatnie falowane. Idealne, jak na mój gust.


**********



Siedziałem na łóżku Annabeth w domku Ateny i kątem oka spoglądałem, jak stoi ona w samej bieliźnie przed wielką szafą, którą dostała od Afrodyty, Ateny i Artemidy. Spoglądałem na jej piękne długie nogi i idealną figurę, jak w obrazek. Wiedziałem, że robi to specjalnie. Mógłbym wyjść i opanować swoje podniecenie, ale kazała mi siedzieć i patrzeć. Była okrutna!!!
Po pewnym czasie raczyła założyć na siebie białą sukienkę w czerwone kwiatki, czerwone baleriny i bransoletkę. Wyglądała tak dziewczęco i pięknie. Podeszła do mnie, usiadła na kolanach i delikatnie pocałowała.
- Jesteś okrutna - powiedziałem delikatnie całując ją w szyję. 
- Nie marudź, bo przez tydzień nie będę cię całowała.
- Przecież nic nie mówię.
- Chodźmy.
- Wzięłaś magicznego cukierka?
- Tak. Smakował jak wodorosty.
Złapałem Ann za rękę i ruszyliśmy w stronę oceanu.

Pałac mojego ojca był naprawdę wielki. Zółto - zielone ściany pokryte złotem i muszelkami, syreny w zbrojach strzegące wejść do pałacu.
Czterometrowe drzwi koloru złotego były pokryte płasko żeźbami przedstawiającymi bogów walczących z morskimi potworami.
- Percy Jackson! - Ku nam płynął siedemnastoletni chłopak z ciemnozielonym syrenim ogonem. Jego długie czarne włosy były spięte w wysokiego kucyka.
- Tryton. 
- Stary przysłał mnie po was. Zaprasza na obiad. Witaj Annabeth. Śliczna jak zawsze.
- Nie przystawiaj się do mojej dziewczyny. - powiedziałem z wielkim oburzeniem.
- Dobra, dobra. Ja tylko chciałem być miły.
- To trochę to ogranicz. - Super. Mój przyrodni brat podrywa moją narzeczoną na moich oczach. Kiedyś za to oberwie. 
Jadalnia była ogromna. Przy stole było ustawione czterysta miejsc, ale spokojnie zmieściło by się ich sześćset. Widniało mnóstwo potraw. Potrawka z kurczaka z warzywami, kotlety, z pięćdziesiąt dań wegetariańskich. longery jak z KFC i wiele innych potraw.
- Witajcie Percy, Annabeth
- Witaj Posejdonie.
- Cieszę się, że przyjęliście moje zaproszenie.
- Ależ nie mogliśmy odmówić - powiedziała Annabeth ze swoim pięknym, dyplomatyckim uśmiechem.
- Nawet nie wiecie, jak cudownie jest patrzeć na waszą rozkwitającą miłość. - mojemu ojcu powoli mina zaczynała robić się smutna i zaczynał wyglądać, jak stary wodorost. - Dobrze. Przejdę do rzeczy. Ja i Amfitryda musimy się rozstać.
- Ale dlaczego? Nie mogę tego zrozumieć. Byliście ze sobą kilka tysięcy lat, a teraz to?
- Dokładnie to byliśmy ze sobą  siedemnaście tysięcy lat, pięć miesięcy, cztery dni, dwie godziny, sześć minut i cztery sekundy. - powiedział mój ojciec.
- Skąd ta pewność?
- Z zegarka - Posejdon pokazał mi wielką stojąca maszynę, która najwyraźniej liczyły dni i godzuny związku mojego ojca.- Kilka razy widziałem Amfitrydę z innym i znalazłem jej pamiętnik. Była ze mną tylko dla wygody i pieniędzy. Dzięki mnie została królową, ale w ogóle mnie nie kochała. - Uwaga! Niepokonany Posejdon, władca mórz i oceanów, syn Kronosa zaczął histerycznie płakać z powodu kobiety, która go nie kochała i zdradzała. 
- Ależ Posejdonie. Nie zamartwiaj się tak. Wszystko się jeszcze ułoży. - Kolejny szok. Annabeth zamieniła się w boską pocieszycielkę. Przyznam. Umie pocieszać, a szczególnie mnie ^ ^. To nic nie dawało. Posejdon cały czas płakał, jak dziecko, któremu zabrano lizaka lub czerwonego balonika.
- Obawiam się, że nigdy nie znajdę tak pięknej i mądrej kobiety jak ty. Mój syn ma bardzo wielkie szczęście. Musisz o nią dbać Percy. Kobieta to nie zabawka. Bardzo ją lubię i nie zmarnuj tego. 
- Nie zmarnują. Bardzo kocham Annabeth. 
- Widzę. Ja chyba wystartuje do Ateny, ale nie, nie mogę. Ty i Annabeth musicie być razem. Ach wielka szkoda, wielka szkoda. Atena to taka wspaniała kobieta. Nie rozumiem, dlaczego przysięgła wieczne dziewictwo. Jestem pewien, że była by cudowna w te klocki. Mógłbym też wystartować do Sally, ale obawiam się, iż Paul, może mnie udusić. No trudno. Znajdę jakąś śmiertelniczkę i zrobie z niej królową wód. 
- Naprawdę mi przykro. Znajdziesz odpowiednią kobietę.  
- Tak wiem. Dosyć tego smutku. Czas się zadowolić szczęściem syna. Atena cię lubi. Powiedziała mi ostatnio, że chce już wnuka lub wnuczkę. Ona naprawdę nie może się doczekać.- Po tych słowach ja i Ann zakrztusiliśmy się Coca- Colą.
- Tato. My mamy dopiero po 17 lat. Chcemy skończyć szkołę, pobrać się, znaleźć pracę i dopiero później pomyśleć o dzieciach.
- Ale doczekam się wnuków, prawda.
- No myślę, że tak. 
- Uff. Już mi lepiej. Może byście mieli ochotę zwiedzić pałac?
- Naprawdę z chęcią, ale musimy się zbierać. Obóz został sam i nikt go nie strzeże. - powiedziała moja narzeczona.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że mnie jeszcze odwiedzicie.
- Oczywiście.



**********


Siedzieliśmy z Annabeth przy oczku wodnym, nad którym Alex oświadczył się Clarisse. 
- Więc Atena chce wnuka. - powiedziałem z usmiechem. - Nie sądziłem, że mnie polubi.
- Moja matka czasem mnie rozwala. Skąd wiesz o tym miejscu?
- To moja tajemnica.
- Tutaj jest pięknie. Tak magicznie. Cisza, spokój...
- Ty. Nic więcej mi nie potrzeba.- Nachyliłem się i zacząłem ją całowac po ustach i szyi.- Idziemy do mnie?- zapytałem z nadzieją.
- Zasłużyłeś na to.

Razem z Annabeth spędziliśmy cudowną i upojna noc.




środa, 16 stycznia 2013

Konkurs

Witajcie kochani herosi!
Jak już zauważyliście, dodałam kilka zakładek na bloga.
Znajdują się tam ważne wiadomości, gdzie będziecie mogli pisać o nowych notkach na waszych blogach, a także bedę tam zamieszczała informację dotyczące kolejnych rozdziałów np. opóźnienia, wyjazdy itp.
Dałam też zakładkę konkursy, gdzie będę umieszczała informację na ten temat.

Na stroncę na facebooku jest konkurs.
Wszyscy możecie wziąć udział.
Wystarczy napisać kartkę z pamiętnika bohatera, który jest już znacznie starszy np. 27 lat. :)
Podaję link: konkurs. Weź udział
Sądzę, że skoro tak pięknie piszecie, to weźmiecie udział w tym twórczym konkursie.
Zapraszam

Co do kolejnej zakładki.
Stroję bohaterek.
Od 1,5 roku tworze zestawy na pewnej stronie.
W tej zakładce można zobaczyć stylizację bohaterek, które stworzyłam, a także które stwarzają moje koleżanki.
Jeśli chcecie jakieś stworzyć, bym je opublikowała to można stworzyć na allani.pl i wysłać mi je na ten adres: nataluska98@op.pl lub Dzerr98@gmail.com

Daję też zakładkę polecane blogi oraz książki.


Kolejna sprawa.
Czytam pewne opowiadania dziewczyny, która chodzi do tej samej szkoły co ja.
opowiadania Yuny.
Mam prośbę. Jeśli macie ochotę to pokomentujcie.
Zapraszam też na mojego drugiego bloga Prawdziwe życie Natalie Anderson
To chyba tyle.
Ściskam
Dżerr

niedziela, 13 stycznia 2013

Percabeth Story: Rozdział 8 - "Kara"

 KOLEJNY ROZDAIŁ!!!!
Wiem trochę krótki. Wybaczcie.
Rozdział dla Rasmuski ( chce już do tartaru na naszą wspólną gre w remika.) dla Asii oraz Yuny.
Kocham Was
Dżerr






Tej nicy miałem koszmar. Byłem obserwatorem jakiejś akcji. Widziałem dziewczynę, która leżała na podłodze w kałuży krwi. Nagle ktoś wbiegł do pomieszczenia. Twarze tych osób były zamazane, jak w jakimś kryminalnym show. Zaczęło robić mi się duszno i obudziłem się cały zdyszany. Była gdzieś 5.00. Założyłem czarną bluzę z kapturem i poczłapałem w stronę tarasu. Teraz już wiem, dlaczego Annabeth tak kocha tutaj przebywać.
Taras mojego domku jest umieszczony na wysokim klifie, z którego można by skoczyć wprost do oceanu, ale istnieje ryzyko roztrzaskania się o skały.
Rekami oparłem się o barierkę i podziwiałem widoki. Nie rozumiałem tego, co ostatnio się działo. Jakieś walnięte sny, Gaja, która gada coś o jakimś pionie.
Hmmmm....Co poprawia humor Annabeth? Rozmowa o architekturze. Nie mnie to raczej nie pomoże :(. Co jeszcze? Prysznic. Czemu nie.
Wyjąłem z szuflady czysty ręcznik i ruszyłem pod strumień odświeżającej, relaksującej ciepłej wody.
Przyznam, że trochę mi to pomogło.
Gdy wychodziłem, zobaczyłem jak na moim łóżku leży Annabeth.
- Hej! Już nie śpisz. Dopiero 6.00
- Nie. Miałam jakiś dziwny koszmar. Widziałam postać, która  leżała w kałuży krwi.
- Miałem taki sam koszmar.
- Poza tym śniło mi się jeszcze jakaś dziewczyna. Nazywała się Clara, a co dziwniejsze mam uczucie, jakbym ją znała, ale nie znam. Czy te sny mogą coś znaczyć?
- Tez się nad tym zastanawiałem. Przyjdzie czas, że znajdziemy rozwiązanie tej zagadki. Jak Scooby-Doo. - Położyłem się obok Ann i mocno ją przytuliłem.
- Kocham te twoje oczy. Nigdy nie wiedziałem takich pięknych, a zarazem szarych.
- Dziękuję. Wszystkim się wydaję, że masz zielone oczy.
- A nie mam?
- Percy. Oczywiście, że nie. Masz kolor...czy ja wiem...szkarłatnego oceanu. W twoich oczach płynie woda. Tego boją się wszystkie potwory. Tej siły, którą masz w sobie.
- Kocham Cię. - po tych słowach Annabeth uśmiechnęła się i delikatnie mnie pocałowała.
- Jesteśmy najgorszymi przywódcami w historii obozu.
- Nie przesadzaj.
- Na prawdę. Przydałoby się coś zorganizować. może wyścig latających rydwanów?
- Myślę, że to jest bardzo dobry pomysł.
W tym momencie usłyszeliśmy głośny i piskliwy dźwięk konch, wołającej wszystkich obozowiczów.
- To chyba czas na nas.
- Idziemy.
Po drodze zaczepił nas Grover, mówiący, że Chejron nas woła i natychmiast mamy się u niego zjawić. Niestety nie wie on o co może chodzić, ale ja chyba już coś przeczuwam.
Z pokoju Chejrona dobiegały dźwięki piosenek Madonny. Jak można słuchać czegoś takiego. No cóż, każdy ma swój gust.
- Na reszcie jesteście. Wymyśliłem dla Was karę, a raczej dwie. Jedna dobra, druga zła. Od której zacząć?
- Od tej złej.
- Cały obóz wybiera się do rzymskiego obozu, a wasza dwójka zostaje.
- A ta dobra?
- Muszę uporządkować wszystkie swoje płyty. Macie je przesłuchać i  ułożyć alfabetycznie według piosenek.
O.o To ma byc na dobra. Oszaleje. Sam w obozie przez tydzień. Tylko ja i Annabeth ^^ Będzie zabawnie i bardzo przyjemnie. Już to sobie wyobrażam.
- Chejronie? - Annabeth przerwała moje odpływanie w marzeniach.
- Tak?
- Razem z Percym wymyśleliśmy zajęcia. Może tak latające rydwany?
- Dobrze, ale jak wrócimy.
- Oczywiście.
- Teraz zmykajcie na śniadanie.
- Do zobaczenia.


**********

Po śniadaniu apel, po apelu trening i inne zajęcia. Od roku w obozie istnieją lekcję boskiej chemii. Na te zajęcia chodzę razem z Annabeth. 
Miałem już obmyślona strategię. Nie uważałbym, a na wieczór przychodziłaby do mnie Annabeth udzielając korepetycji na temat rozpuszczalności gorgoniej krwi. Oczywiście uczyłaby mnie swoimi ustami. Już sobie wyobrażam ten smak migdałowego błyszczyka na jej wargach. Czas się ocknąć

Na wieczór umówiłem się z Ann na plaży. Siedzieliśmy mocno wtuleni, ciesząc się swoim wzajemnym ciepłem. Cieszyłem się, że mam przy sobie kogoś, kto mnie kocha. Cieszyłem się, że tą osobą jest Annabeth, a nie ktoś inny. Obozowicze mówią na nas Percabeth. Kiedyś się nawet spotkałem z takim zdaniem " Czy wy rozumiecie, że mogła kiedyś istnieć Percel. To znaczy Percy + Rachel. To okropne. "
Nie wiem dokładnie, kto to powiedział, ale w stu procentach się z nim zgadzałem. Rachel jest dla mnie dobra przyjaciółką, ale nic do niej nie czułem.
Gdy tylko obejmowałem lub znajdowałem się obok Ann, to do mojego serca napływała fala gorąca. W takich chwilach miałem ochotę dziękować Atenie za taką wspaniałą osobę.
- Dzisiaj śpię u siebie, Percy.
- Dlaczego?
- Bo jestem grupową. Oni już naprawdę są wściekli, że nie mam mnie cały czas w domku. Nie mogę pozwolić, by Samantha odwalała wszystko za mnie.
- Dobra. Porzucasz mnie. Ok
- To wcale nie tak.
- No wiem. Żartuję  przecież. Ja muszę zadzwonić do mamy.
- Koniecznie ją pozdrów.
- Objąłem Annabeth ramieniem i pocałowałem w policzek. - Muszę ci coś powiedzieć.
- Nie chcesz ze mną zerwać, prawda?
- Oczywiście, że nie. Dlaczego miałbym z tobą zrywać.
- Wiesz. Tak dziwnie to zabrzmiało. Nie strasz mnie.
- Chodź tu do mnie.- Zacząłem ją delikatnie całować, ale Annabeth odchyliła moje wargi językiem, przez co nasz pocałunek stawał się coraz bardziej ponętny.
- Chodźmy do ciebie. Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
Wziąłem Ann za rękę i ruszyliśmy do mnie.
- Muszę ci coś powiedzieć. Gaja do mnie przemówiła.
- Co?
- Szedłem na nasze spotkanie i wtedy ją usłyszałem. "Ciesz się swoją miłością puki jeszcze możesz..."
- Ja słyszałam to samo, dlatego bałam się, że chcesz ze mną zerwać.
- Nie martwmy się teraz o to. Ważne, że cie kocham. To się teraz liczy.

Szliśmy śmiejąc się, tak jakby nic się nie wydarzyło. Kochałem Ann za to, że tak szybko potrafiła zmienić swój i mój humor na lepszy.

Na moim łóżku leżała paczka i dwa listy. Jeden był zaadresowany do mnie, a drugi do Annabeth.
- Od Posejdona. Dziwne
- Czytaj
- "Drogi synu. Jestem c ciebie dumny. Wiem, że zaczynają się dziać dziwne rzeczy, ale musicie to przetrwać. Będziesz szczęśliwy.
Ja wiem, że ty wiesz o moim rozstaniu z Amfitrydą, ale musimy porozmawiać. Liczę, że odwiedzisz mnie wraz z Annabeth.
W paczce znajdziesz pewną rzecz, która ci się przyda. Życzę miłych wieczorów. 
Posejdon" - Mam zboczonego, boskiego rodzica. Teraz ty.
-" Kochana Annabeth. Na początku kilka słów ode mnie. Nie martw się słowami Ateny. Ona jest z ciebie dumna, ale boi się, że Percy kocha cię bardziej od niej. W paczce przesyłam ci cukierki, dzieki którym będziesz mogła oddychać pod wodą. Pozdrawiam.
Posejdon"

Resztę wieczoru siedzieliśmy rozmawiając. Annabeth pocałowała mnie na dobranoc i wybiegła do siebie.












czwartek, 3 stycznia 2013

Przeprosiny

Hej kochani.
Widzicie w moim domu jest chaos. Koomputer zostal odlaczony z powodu remontu. Sciana jest burzona, bo powiekszamy pokoj. Prawdopodobnie w tym tygodniu rozdzial sie nie pojawi. Ewentualnie bede mogla napisac przez tableta, ale nie moge pisac liter polskich. Piszcie w komentarzach, czy chcecie poczekac, czy chcecie teraz, ale zamiast znakow polskich bedzie a, c, n itd.
Kocham Was Dzerr

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Percabeth Story: Rozdział 7 - "zdjęcia"


Wszystkim czytelnikom, blogerom i ogólnie wszystkim chciałabym życzyć Szczęśliwego Nowego Roku. Oby ten był lepszy od 2012. Byście mieli dużo obserwujących, komentarzy i duuużo odwiedzin.


Rozdział z dedykacją dla Jerr. Rasmuski i Merr. Jeszcze dla Weroniki z mojej klasy "Masz tu swojego Alexa"
Życzę miłego czytania.
Dżerr

Jeszcze jedna wiadomość.
Ankieta została zamknięta. Wygrało imię Elizabeth






Do obozu dotarliśmy   w 2 godziny, bo szliśmy powoli i czasem zatrzymywałem się, by móc pocałować Annabeth.
To był bardzo fajny dzień, nieco inny i to sprawiało go takim wyjątkowym.
Po powrocie opowiedzieliśmy wszystko Chejronowi. Powiedział, że szykuję się misja, na którą Ann i ja na pewno będziemy musieli iść. Chejron wspominał coś o kryjówce Uranosa.
- Czyli Japonia - powiedziałem
- No na to wygląda. Zastanawia mnie jeszcze, kto będzie brał udział w tej misji, czyżby ta siódemka z przepowiedni. Zauważyłeś, że prawie każda przepowiednia chwyci się Nas? Wiem, że ta ostatnia, o dziecku kogoś z wielkiej trójki mówiła o tobie, ale...
- Ale chwyciła się także ciebie. Gdyby nie ty, to nie podał bym sztyletu Kronosowi, znaczy Lukowi.
- No właśnie. Wiele razy zastanawiał mnie przepowiednia do mojej misji w labiryncie. "Dziecka Ateny ostatnie zadanie". Nie dawno zrozumiałam o co w niej chodziło. Dedal był dzieckiem Ateny, wykonał swoje zadanie i zginął. Zastanawia mnie jeszcze o co mogło chodzić Herze wtedy, gdy spotkaliśmy boga wyboru czy coś takiego. "To nie czas na jej wybór, jeszcze nie teraz.". Przeraża mnie to.
- Nie masz co się martwić. Nie wracajmy do przeszłości, a jeśli chodzi o przyszłość, to z czasem się dowiemy.
Siedzieliśmy przytuleni do siebie, ciesząc się swoim ciepłem, gdy do mojego domku wbiegł Alex.
- Hej nie przeszkadzam?
- Nie, skąd. - odparła Annabeth.
- Widzicie mam pewien mały problem.
- Mhmm.
- Widzicie z dwa tygodnie po tym, jak ty i Annabeth zaczęliście ze sobą chodzić, to ja zacząłem spotykać się z Clarisse. Percy, ja wiem co ty sobie myślisz. Dziecko Afrodyty i Dziecko Aresa. Wiem tez co sądzisz o Clarr, ale ona wcale taka nie jest. Ja jestem w niej naprawdę zakochany.
- Widać to po tobie.
- Krótko mówiąc, to planuję się jej oświadczyć.
- Gratuluję.
- Dzięki, ale potrzebuję waszej pomocy. Do ciebie Ann mam taką prośbę, byś przyprowadziła Clarisse nad ocean przy wejściu do lasu. Ja tam będę na nią czekać. A z tobą Percy, to muszę porozmawiać.
- Ok.
Wyszedłem razem z Alexem z mojego domku i poszliśmy w stronę lasu. Ku moim oczom pojawiła się piękna, zielona polana, ze szkarłatnym oczkiem wodnym i pięknym małym wodospadem. Wszystko wyglądało jak z bajki. To było śmieszne, bo mieszkam w obozie już prawie 6 rok, oczywiście chodzi mi o wakacje i nigdy nie widziałem czegoś takiego. Może to dlatego,  że za każdym razem, w każde wakacje ja, Annabeth i Grover ruszaliśmy na misję ocalenia świata i obozu.
- Wow. Naprawdę się postarałeś.
- Dzięki. Mam do Ciebie takie głupie pytanie. Bo widzisz, jak ty planowałeś się oświadczyć Annabeth, to tez się bałeś, że się nie zgodzi?
- A więc to cie martwi?!
- No tak jakby.
- Tak, ale starałem się o tym nie myśleć. Pomagało mi w tym hmmm..Myśl o tym, że Atena na mnie patrzy i się ze mnie nabija. Wyobrażałem sobie, jak siedzi w tym swoim pałacu, czy tam domku ogląda wielki telewizor i mówi: No Jackson, to będzie zabawne. Ale będę się śmiać. Sprawię, byś nie mógł wymówić, ani jednego słowa, a wtedy moja córka da Ci kosza." Może to dziwne, ale to mi pomagało i dawało otuchy. Nie mogłem pozwolić, by Atena się ze mnie śmiała.
- Rozumiem
- Nie martw się. Clarr jest w tobie zakochana i to naprawdę widać. Niczym się nie przejmuj.
- Dzięki, nie rozumiem czemu każdy w obozie się Ciebie boi, przecież jesteś normalny.
- Boją się mnie?
- No tak, przecież nie każdy heros jest dzieckiem Posejdona, który zabił Kronosa sztyletem swojej dziewczyny w 16 urodziny.
- W tedy Annabeth była jeszcze moją przyjaciółką, nie dziewczyną, poza tym wrzuciliście nas do jeziora, po naszym pierwszym pocałunku, wieczorem.
- Dobra, dobra. Każdy wie, co się wydarzyło w labiryncie, podczas tej misji, tuż przed tym wybuchem w którym "zginąłeś".
- Kiedyś jeszcze do tego wrócimy. Wyobraź sobie Aresa, który mówi " Zaraz Cię pieprzne piorunem tego starego dziada Zeusa"
- pocieszające Jackson, pocieszające.
- Do usług.

                                                     **********

Szukałem Annabeth wszędzie, ale nie mogłem jej znaleźć. W domku Ateny jej  nie było, w bibliotece też, tym bardziej u mnie. Usłyszałem kłótnie i krzyki dochodzące z domku Hermesa.
- Przecież Luke Cię kocha.
- Nie obchodzi mnie to, to są zdjęcia, na których jestem ja.
- Ale należą do Luka
- Na bogów!! Oddawaj mi je!! Nie chce, by tutaj były!!
- Annabeth, jesteś super przyjaciółką, super herosem, ale zrozum, że te zdjęcia nie należą ani do Nas, ani do Ciebie.
- Też Was lubię, ale jeśli nie dostanę tych zdjęć, to będziecie dzisiaj w nocy zastępować smoka w pilnowaniu złotego runa.
- Przykro Nam.
Dosyć tego. Wbiegłem do środka, by dowiedzieć się o co w tym chodzi.
- Co tutaj się dzieje.
- Przyszłam po zdjęcia, na których jestem.
- Są tutaj jakieś twoje zdjęcia?
- Tak. Pod łóżkiem Luke'a.
Podszedłem do wypoczynku tego gościa, który już nie żył i spod materaca wyjąłem trzy pudełka zdjęć. Szczerze byłem trochę zły, ja mam tylko kilka zdjęć Annabeth, zresztą naszych wspólnych.
- Chodźmy!-Annabeth splotła moje palce ze swoimi i wyszliśmy z domku boga złodziei.
- Przepraszam Cię za to!
- Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina.
- Właściwie to trochę moja.
- Co?
- Bo widzisz, z miesiąc po bitwie z armia Kronosa i z Lukiem, to ten zdrajca mi się śnił. Przyjechałam do obozu i wtedy znalazłam te zdjęcia. Mogłam je zabrać, ale....ale chciałam żeby tam zostały.
- Czyli tak. Nie kochasz go, ale mówisz, że chciałaś, by te zdjęcia tam były. Super, po prosty Super.
- Percy, to wcale nie tak!
- A jak!?! Właśnie tak to wygląda. W takich chwilach myślę, że jesteś ze mną tylko z litości, a tak naprawdę kochasz Luke'a. Co ja mam sobie myśleć? Sorry, ale muszę pobyć sam. Zostaw mnie w spokoju.- Do oczu Annabeth napłynęły łzy.- Proszę Cię, nie pogarszaj sprawy. Porozmawiamy później.
                                                  **********

Musiałem ochłonąć, a w tym najlepiej pomagała mi woda. Z szafki wyciągnąłem czysty ręcznik i ruszyłem na plaże. Zdjąłem koszulkę i buty i zostawiłem je na brzegu.
Siedziałem na dnie oceanu przy molo, na którym często przesiadywałem z Ann. Miałem dużo czasu, by pomyśleć o istotnych rzeczach np. O rozwodzie Posejdona z żoną. Niestety żadne logiczne wytłumaczenie tego zjawiska nie przychodziło mi do głowy.
Siedziałem w ciszy, gdy nagle usłyszałem rozmowę. Ktoś siedział na molo.
- Annabeth, nie przejmuj się! Przejdzie mu!
- Tobie łatwo mówić. Jesteś łowczynią, nie możesz być zakochana.
- A MOŻE CHCIAŁABYM!!!
- Przepraszam.
- Postaw się na miejscu Percy'ego. Jak byś zareagowała, gdybyś pod łóżkiem tej koleżanki Percy'ego - Karli znalazła 3 pudełka jego zdjęć.
- Źle.
- No właśnie. Tylko tu jest pewna różnica. Ty kiedyś kochałaś Luke'a, a Percy Karli nigdy. Widać, że chcesz zostać sama. Do zobaczenia później.
- Pa.   Percy, czemu tak zareagowałeś. Przecież to Ciebie kocham. Jaka jestem głupia. Gadam sama do siebie.
Złapałem Annabeth za nogę i wciągnąłem do wody.
- Co ty wyprawiasz?!
- Cicho.- Nachyliłem się i ją pocałowałem. Usta smakowały jej wiśniami i malinami.
- Już się nie gniewasz?
- Nie!
- Percy chodźmy. Jestem mokra, a ta woda do ciepłych też nie należy.
- Ok.

                                                        **********
Poszedłem do swojego domku, by się przebrać. Za 20 minut byłem umówiony z Annabeth na plaży. Po 15 minutach wyszedłem z łazienki.
Idąc w stronę umówionego miejsca, zastanawiałem się nad różnymi rzeczami. Nagle ziemia zaczęła się trząść, woda niebezpiecznie podskakiwać do góry. Usłyszałem taki cichy szept, zmęczonej, przerażającej kobiety. "Idź Percy, naciesz się swoją miłością, póki jeszcze możesz. Jesteś ważnym pionkiem w mojej grze"
Muszę przyznać. Byłem przerażony.!!
Siedziałem z Annabeth na plaży wpatrując się w niebo, a szczególnie w nasze zdjęcie podczas zaręczyn, które Artemida w magiczny sposób umieściła na niebie. W tym momencie, pojawiło się jeszcze jedno, przedstawiające Clarisse i Alexa. Zgodziła się.

czwartek, 27 grudnia 2012

Kolejny blog :)

Witajcie.
Od dwóch tygodni zastanawiałam się czy założyć bloga z opowiadaniami na inny temat. Nie byłam pewna, ale dzięki Rasmusce postanowiłam swój pomysł zrealizować.
Blog opowiada historię sławnej aktorki, ale wbrew pozorom jej życie nie jest takie, jakie się wydaję.
Zapraszam Was serdecznie na tego bloga.
Z góry dziękuje za pomoc Jerr i Rasmusce.
Prawdziwe życie Natalie Anderson.
Pozdrawiam Dżerr

środa, 26 grudnia 2012

Oburzenie!!!! i kilka wiadomości

Słuchajcie! Kilka spraw organizacyjnych bloga i nie tylko.
Mam bardzo mało komentarzy i chciałabym to zmienić. Mam również mało obserwatorów, więc nie jestem zachwycona.
Proszę Was, abyście komentowali, ponieważ zależy mi na tym. Jeśli nie będzie co najmniej 5 komentarzy to kolejny rozdział się nie pojawi.
Jeśli te komentarze wpłyną jak najszybciej, to obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się w sobotę.

***
Wiele z Was pewnie zauważyło nowy wygląd bloga i sądzi, że pomysł skradziony od Jerr z  bloga http://herosi-tez-maja-prawa-do-milosci.blogspot.com/. Otóż nie! To ona mi zrobiła taki szablon i UWAGA: "Kochana z całego mojego popapranego serducha ci dziękuję"
***
Nasza Jerr piszę jeszcze jednego bloga. Teraz nie wiem, czy można podawać link, ale jeśli przeczyta tą notkę, niech napiszę w komentarzy tak lub nie.
***
Niedawno w mojej walniętej klasie chłopcy dowiedzieli się o blogu. Nie chciałam, by się dowiedzieli i nie wiem też skąd wiedzą, ale dziękuję Ci Albert, bo mnie kryłeś i nie wypaplałeś. Dobrze więc jeśli zobaczycie jakieś walnięte komentarzy typu " Ha, ha blog smerfa...znalazłem, lol" to nie zwracajcie na nie uwagi.
***
Jeśli macie jakieś pytania, propozycje lub po prostu chcecie pogadać to podaję swój numer gg: 45061438.
***
Chciałabym podziękować Rasmusce za rozmowę, która mnie zainspirowała w pewien sposób i napisałam dzięki niej dzisiaj 2 rozdziały z nudów.

To chyba na tylę. Miłego łapania potworów.
Dżerr <3



Percabeth Story: Rozdział 6 - "Rozmowa z Ateną, na Olimpie"

 Nigdzie nie jadę!! Wyniki badań odnalezione i przysłane. Nic nie wykryto! ufff. To, że często mdleję, jest wynikiem osłabienia i stresu ( podobno xd ). Jestem szczęśliwa i szczerze obżarta! Jak Wam minęły wasze święta? Chwalić się, kto co dostał.

Mam nadzieję, że rozdział jest ok i się podoba. KOMENTOWAĆ DUUUŻO!!!
Dżerr
Krótka wiadomość dla chłopaków z klasy, którzy dowiedzieli się o blogu: Wiem, o tym. Jestem psychiczna, przecież to ja. Podoba mi się to co robię. Jeśli coś do mnie macie to się po prostu odpierdolcie i powiedźcie mi to prosto w oczy. Albert tobie akurat dziękuję.


Kolejny dzień i z nów obudził mnie dźwięk konchy wołającej na śniadanie. Czemu to zawsze musi być tak wcześnie. No trudno!
Annabeth wbiegła do mojego domku, ubrana w jasne rurki, swój czarny zimowy płaszcz, brązowe botki na koturnie i komin pod kolor butów.
- Percy wstawaj! Zaraz śniadanie! Zeus jest wściekły. Wszędzie pada śnieg! O Bogowie, zaraz włosy mi się skręcą!!!
- Śnieg. Nawet w obozie?
- Tak. Pan D. stwierdził, że trochę śniegu nam nie zaszkodzi. Po śniadaniu jedziemy na Olimp. Moje włosy...Tragedia!!!
- Wyglądasz wprost ślicznie. Z reszta jak zawsze. Jesteś w zadziwiająco dobrym humorze!
- Tak. Widzisz Clarisse powiedziała mi, że nie ma sensu ukrywać związku. Planują dzisiaj o tym wszystkim oznajmić. Rozmawiałam też z Alexem. On cos planuję, ale nie chce mi powiedzieć co.
- O której   wyszłaś?
- O 7.00 Nie mogłam pozwolić, by rodzeństwo zobaczyło, że mnie nie ma. I tak zaczynają już coś podejrzewać. Jestem pewna, że Atena pociągnie ten temat na Olimpie.  Percy!!! Na co czekasz? Ja tu jestem pełna energii, a ty się lenisz. WSTAWAJ!...No właśnie...Po rozmowie na Olimpie jedziemy na zakupy. Musze sobie kupić jakąś nową sukienkę.
- Co?! Powtórz.
- Śniadanie i Olimp
- Nie. To później.
- Zakupy
- Co?
- No zakupy. Na pewno ci o tym wspominałam.
- No niestety, ale nie.
- No to już wiesz. Przy okazji muszę się rozejrzeć za prezentem dla mojego kochanego misiaczka.
- Dla kogo?! - spytałem oburzony
- Misiaczku, no oczywiście, że dla ciebie. 18 sierpnia masz urodziny.
- Jeszcze długo do tego. Poza tym ty jesteś najlepszym prezentem.
- Oj tam.
- Annabeth?!
- Tak?
- Martwię się o ciebie. Trochę dziwnie się zachowujesz.
- Skarbie, nie masz o co. Wszystko jest w porządku.
W tedy sobie przypomniałem. Już raz była taka akcja. Annabeth znów zjadła trochę czekolady, a nie było  nawet śniadania.
- Co jadłaś...?
- Yyyy... no nic.
- Mów prawdę.
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
- Mam sprawdzić?
- Oczywiście, ale niby jak.
Podszedłem do niej, objąłem jej twarz w dłonie i zacząłem całować.
- Jadłaś czekoladę o smaku toffi.
- No..no tak, ale to nie ważne. Zbieraj się.
Powoli wywlokłem się z mojego cieplutkiego i cudownego łóżka i poszedłem się umyć i ubrać. Założyłem bordowy T-shirt, dżinsy, adidasy i kurtkę. Splotłem swoje palce z palcami Annabeth i wyszliśmy w stronę pawilonu jadalnego. Przy moim stoliku siedział Grover, Kalina, Nico, Sandy, Silena, Charlie.

- Dzisiaj każdy może usiąść gdzie tylko chce. Porozmawiałam trochę z Chejronem i się zgodził.
- Mówiłem już, że Cię kocham.?
- Tak, ale nie zaszkodzi, jak powiesz jeszcze raz.
- Kocham Cię, uwielbiam Cię, kocham Cię. Pochyliłem się i pocałowałem ją. Widocznie zapomniałem, że wszyscy na Nas patrzą, bo gdy ją całowałem, to zaczęli krzyczeć.



*******************


Na talerz nałożyłem sobie dwa naleśniki z dżemem, z czego jeden wrzuciłem do ognia, ale nie jako dar dla mojego ojca, lecz dla Ateny, może będzie dzisiaj milsza?
Po śniadaniu wraz z Ann wpakowaliśmy się do nowej furgonetki Argusa, którą sprezentował mu Posejdon wraz z Ateną.
Przyznam bałem się rozmowy z przyszłą teściową (brrr...)
- Widać, że się boisz.
- Wcale nie...no dobra. Bardzo widać?
- Nie tak bardzo, ale jednak.
- Już powoli czekolada ustępuje twojemu organizmowi?
- No troszeczkę, ale cały czas mam na coś ochotę.
- Na co?
- No... na całowanie. Wiesz, mógłbyś się pochylić i...- Argus jak zawsze się nie odzywał, ale widziałem jak się uśmiecha. Uwielbiałem całować Annabeth, więc nasze usta znów się zjednoczyły. 
Jej wargi nadal smakowały czekoladą.

W kilka minut znajdowaliśmy się pod budynkiem, gdzie mieściła się siedziba bogów.
Weszliśmy do budynku i ku mojemu zdziwieniu gość od razu podał nam kartę do windy. Widocznie wiedział, że przyjedziemy.
Szliśmy w stronę Olimpu mijając muzy, pomniejszych bogów, a nawet śmiertelników, którzy postanowili zamieszkać w bezpiecznym miejscu i założyć rodzinę. Weszliśmy  do wielkiej sali i chyba przerwaliśmy im ciekawą pogawędkę na temat mój i Annabeth. Pierwsze co zrobiłem po zobaczeniu kilku metrowych Bogów, to ukłon, bo tak szczerze mówiąc to wolałem zginąć z rąk Ateny, a nie 12 Bogów.
- O już jesteście. Chodźcie za mną. Musimy porozmawiać. - powiedziała Atena.
- Percy. Trzęsiesz się. - powiedziała Annabeth.
- Co? Wcale nie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Co mam zrobić byś się nie martwił?
- W normalnych okolicznościach powiedziałbym, byś mnie pocałowała, ale chyba wolę, byś mnie mocno objęła.
- Oczywiście. Kocham Cię.
Zatrzymaliśmy się w ogrodzie, gdzie było 13 domków ustawionych tak samo jak w obozie. W wielką literę omegę. Widać, że każdy bóg ma swój własny domek na wypadek dłuższego pobytu na olimpie. Zaraz, zaraz, dlaczego jest 13 domków, a nie 12?... No tak, jeszcze Hestia, bogini ogniska domowego.
Miałem cicha nadzieję, że pójdziemy do domku mojego ojca, bo bym się czuł tam jakoś pewniej, ale nie...Oczywiście musieliśmy iść do domku Ateny. Byłem zdziwiony wyglądem zabudowania. Myślałem, że będzie tam pełno zbroi, map, zwojów itp, ale nie. Oczywiście były te rzeczy, ale tylko w jednym małym pomieszczeniu.
Weszliśmy do salonu, który był naprawdę piękny, taki nowoczesny. Jedyne co przyćmiło moja uwagę to półka i tablica ze zdjęciami dzieci Ateny. Oczywiście najwięcej było fotografii Annabeth, ale na jednym zdjęciu byłem ja i o dziwo nie było to zdjęcie zmasakrowane szpilkami.
- Siadajcie!!! Powiedźcie mi co wy sobie wyobrażacie! Jak mogliście! Chyba wyraziłam się jasno co do warunku. Złamaliście go! Jestem na tobie strasznie zawiedziona Annabeth!!! Jak mogłaś. Rozumiałam i wiedziałam, że Percy będzie próbował złamać zakaz, ale, że ty?! Wcale nie protestowałaś!!! Jestem wściekła. Jak mogliście?! Jak mogliście?!!!!!!!!!!!!! Jestem oburzona!!
- Synu! Nie zwracaj uwagi na to co mówi Atena. Ja jestem z Ciebie dumny!-Annabeth zaczęła się śmiać.
- Mamo! Czemu nie możesz być taka jak Posejdon.? Wyrozumiała? Naprawdę, to by było lepsze dla każdego!
- Co powiedziałaś?! Jak możesz mnie porównywać do tego wodorosta?! Oboje macie szlaban!!! Nie możecie się spotykać.!!!
- Droga Ateno! Percy jest moim synem i nie masz prawa dawać mu szlabanu, a poza tym wiesz, ze oni i tak nie zasugerują się do twoich zasad.!
- Posejdonie! Jak śmiesz! Ty stary, przeterminowany wodoroście!...Dobrze, uspokój się Ateno. Co ja wyprawiam, mówię sama do siebie...Muszę się uspokoić. Zobaczcie do jakiego stanu mnie doprowadziliście! Uffffff, Ateno oddychaj. Dobrze więc. Ciekawi mnie jedno...
- Jak było?
- Aaaa Posejdonie nie doprowadzaj mnie do szału. Nie... To mnie nie interesuję. Przejdźmy do rzeczy. Są tutaj katalogi różnych szkół. Wymazałam ich nazwy, więc ty sobie córeczko pooglądaj, a ja pójdę sobie porozmawiać z Percym.
- Posejdonie, ty się zaopiekuj moja córką.
- Bez obaw.
- Percy, chodź za mną. Musimy porozmawiać.

Przyznam się byłem przerażony. Nie miałem pojęcia co bogini ode mnie chcę. Byłem z nią sam na sam w jakimś pomieszczeniu pełnym świec i broni. Bałem się, że Atena będzie próbowała mnie zabic.
- A więc Percy. Porozmawiamy sobie na kilka tematów, ale szczerze... Widzisz, gdy pojawiłeś się w obozie mając 12 lat, ja i twój ojciec od początku wiedzieliśmy, że będziecie kiedyś razem, więc postawiliśmy Wam dom, ale o tym już wiesz... Dobrze powiem więc o co tak naprawdę mi chodzi....W przepowiedni siedmiorga jest mowa o wrotach śmierci. Otóż od dwóch dni te wrota są otwarte. Niestety nikt nie wie, gdzie one się znajdują. Mam podejrzenia co do siódemki herosów, ale tego nie jestem w 100% pewna. Wiem, że to one będą musieli odnaleźć i zamknąć wrota.
- A mogę wiedzieć, co to są te wrota?
- A tak. Wrota śmierci jest to coś takiego hmmm...Są to takie drzwi, które strzegą bram zaświatu. Dzięki nim żadna dusza nie wyjdzie z Tartaru lub ogólnie Hadesu, bez zgody Tanatosa, ale te drzwi zostały otwarte, a przez to każdy potwór, który zostanie zabity przez herosa, baardzo szybko się odradza.
- Sądzisz, że Ann i ja bedziemy w tej grupie. która zamknie te wrota, prawda?
- Tak. Chciałam żebyś wiedział, bo powoli zaczynam cię lubić i uszczęśliwiasz moją córkę. Mam dla ciebie jeszcze jedna wiadomość. Jeden z bogów okaże się zdrajcą, niestety nie wiem, kto nim będzie. Ten bóg będzie nie do pokonania, ale w przepowiedni jest, że tylko heros, dziecko herosów i bogowie razem mogą go unicestwić. To dziecko będzie nieśmiertelne, ale będzie dorastać, ono z czasem stanie się herosem....Wracajmy do twojego ojca i Annabeth.





*****************


- Już jesteście?
- Nie było tak strasznie, jak mi się wydawało!
- Mówiłam ci, że nie musisz się martwić.
- Wybrałaś już szkołę?
- Tak.
- Pokaż katalog?.....Hmmm. 15 aleja?
- Tak, a co?
- Przecież to Good, moja szkoła.
- No kochanie, wygląda na to, że będziemy sie uczyć razem.
- Wystarczy tylko zadzwonić i umówić się na spotkanie.
- Tym ja już się zajmę- powiedziała Atena-Percy jak się nazywa wasza nowa pani dyrektor?
- Aneta...jakaś tam...zapomniałem nazwiska.
- Jak jest Aneta od tyłu?
- Atena!!! O.o Na Zeusa!!!
- Co nie cieszysz się?
- Nie, nie skąd...- Chyba ją coś popier****. 


Do domku wbiegł Apollo z apteczką.
- Witajcie! Sorry za spóźnienie, ale Artemida cały czas panikuję z tą nogą.
- Co się stało?- zapytałem 
- A nic. Po prostu moja siostra złamała nogę i panikuję. Tak Percy, nawet bogowie mogą złamać coś od czasu do czasu.- Apollo podszedł do mojej dziewczyny i z przerażeniem patrzył się na jej ramię.
- I co o tym sądzisz? - spytała Atena
- Hmmm...To jest rana taka jakby magiczna. Do póki Nakamura będzie żył, to rana nadal będzie.
- Czyli Ethan musi zginąć, by rana też zniknęła?
- Tak, ale to dziewczyna musi go zabić.
- Dziękujemy za pomoc - powiedział mój ojciec
- Do zobaczenia.
- Dobrze. Powiedźcie mi jak z waszym ślubem.
- Tak w sumie to jeszcze nic nie uzgodniliśmy, ale planujemy się pobrać przed końcem wakacji.
- To w takim razie wy wracajcie do obozu. Ja i Posejdon sobie trochę porozmawiamy na ten temat.
- O nie! Ta kobieta nie da mi spokoju! - powiedział mój ojciec.
- W takim razie do zobaczenia.
Złapałem Annabeth za rękę i ruszyliśmy na zakupy. Nie za bardzo miałem na to ochotę, no ale cóż.
Byliśmy w dziesiątkach sklepów, a Anna przymierzała setki sukienek. Jak dla mnie, to w każdej wyglądała wprost ślicznie, ale nie. Ona jak zawsze wybredzała. W końcu przymierzyła ostatnią. Zamarłem. Kremowa, koronkowa sukienka z suwakiem na przodzie idealnie  dopasowała się do jej figury modelki. 
- Wow. Wyglądasz wprost, cudnie.
- Dziękuję, chyba ją kupię.
Annabeth poszła zapłaci, a ja zauważyłem koszulkę z napisem " Radzę odsuń się, moja dziewczyna jest zazdrosna ". Rozbawiła mnie ta koszulka.  W sumie to była fajna.
- Idziemy na koktajl? - zapytałem?
- Jasne?
W kawiarni opowiedziałem Annabeth o wszystkim, co powiedziała mi Atena. Wyglądała na przerażoną. Obiję wiedzieliśmy, że szykuję się misja i oboje wiedzieliśmy, że będziemy musieli na nią iść.
- Miło jest czasem wyjść ze swoją dziewczyną na miasto, a nie cały czas spotykać się w obozie.
- Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Idziemy do obozu na nogach, czy dzwonimy po Argusa.?
- Hmmm... W sumie  możemy się przejść.
Zabraliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy ku zatoce Long Island.