sobota, 11 kwietnia 2015

Elizabeth Story: Rozdział 11 - "Hej ho, hej ho...na wojnę by się szło..."

Simon
- Nie jesteś wyjątkowy. Tak właściwie to chodzi mi o to, że każdy domek w obozie, nawet domek Hadesa ma swoją historię. Otóż pozwól, że opowiem ci wszystko po kolei.. Gdy miałem czternaście lat, znalazłem pewnych herosów. Rodzeństwo: Nico di Angelo oraz Bianca di Angelo. Bianca była starsza od swojego brata, lecz niestety zginęła w walce, natomiast Nico po prostu zniknął. Jak się później okazało, jest to syn Hadesa. Nico tak samo jak ja, założył rodzinę z heroską - Thalią Grace, córką Zeusa. Z tego związku urodził im się syn, który dorastał razem z naszą córką. - Z uwagą słuchałem opowieści Percy'ego. - Trzy lata później, siostrze Annabeth - Clarze urodziła się córka - Eveline. Jednak w te wakacje Drake, syn Nico przeszedł "na złą stronę mocy". Został zdrajcą. Chce cię po prostu uświadomić, że ty także w obozie możesz być spostrzegany jako zdrajca. Tak naprawdę, gdy tylko cię zobaczyłem miałem wrażenie, że jesteś potomkiem Hadesa, dlatego właśnie skontaktowałem się z Nico. Obiecał, że jutro rano przybędzie do obozu, by móc się z tobą zobaczyć. Mam nadzieję, że się jakoś dogadacie. Poza tym mam przeczucie, że jesteś dość ważnym pionkiem w całej tej grze Gai. 
- Mi też się tak zdaje, Percy. - Wtrąciła Annabeth. 
- W sumie to wszystko, o czym chciałem z tobą rozmawiać. Nie będę cię już zatrzymywał. Wracaj do obozu, pewnie jesteś zmęczony. - Po tych słowach podziękowałem i odszedłem w stronę drzwi. - A czekaj jeszcze chwile! Ostatnia i w sumie najważniejsza sprawa. Nigdy nie wolno ci zapomnieć o tym, co właśnie ci powiem. - W jego oczach widziałem pewność siebie.
- Tak? - Zapytałem. Rzeczywiście byłem bardzo zmęczony i jak najszybciej chciałem wrócić do obozu.
- Łapy precz od mojej córki. To moja księżniczka. - Nie sądziłem, że właśnie to usłyszę. Uśmiechnąłem się pod nosem i odszedłem.
Elizabeth


               Jedynymi herosami, z którymi mogłam utrzymywać kontakt byli moi rodzice. Tak jak co wieczór, do umywalki w łazience wrzucałam złotą drahmę i prosiłam boginię Irys o rozmowę z rodzicami. W umywalce pojawił się obraz moich najbliższych. Siedzieli razem w salonie, lecz naprzeciw nich stał chłopak, którego wcześniej uratowałam i przyprowadziłam do obozu - Simon.
- Łapy precz od mojej córki. To moja księżniczka. - Po tych słowach taty, myślałam, że wybuchnę śmiechem. Tata zawsze był bardzo opiekuńczy, ale nigdy nie powiedział czegoś takiego do jakiegokolwiek chłopaka. Gdy tylko Simon wyszedł, odezwałam się. 
- Halo, halo. Księżniczka się kłania. - Powiedziałam, jednocześnie się śmiejąc. 
- Elizabeth! Ty to wszystko słyszałaś? - Zapytała mama. Ona także się śmiała.
- Tak mamo. Tata chyba chciał być poważny, ale mu trochę nie wyszło. Wyglądał jak psychopata. - Nie mogłam się przestać uśmiechać. To było naprawdę zabawne.
- Też tak uważam. - Mama uśmiechnęła się i mocno wtuliła się w ramię taty.
Tęskniłam za domem, za rodzicami, za małą Clarisse. Nie darowałabym sobie, gdyby coś jej się stało.
- Opowiedzcie co nowego. Jakieś nowe plany, informacje? - Poprosiłam. Rodzice wiedzieli, że w końcu przestanę się dostosowywać do rozkazów Ateny. Wiedzieli, że wezmę udział w ostatecznym starciu, a co więcej, popierali mnie w tym. Dla mnie, jak i dla rodziców trzy kwestie były najważniejsze: czcij bogów, walcz za bliskich, nie poddawaj się.
- Tak. Dowiedziałem się, że Gaja przebudzi się dokładnie za dwa tygodnie. W tym czasie herosi z Obozu Herosów ewakuują się do Obozu Jupiter. Tam będą przygotowywać się do ataku armii Gai. Z tego co wiem, rzymianie będą walczyć razem z nami i to właśnie tam musisz się udać, by przejąć dowództwo od Eveline i poprowadzić greków do walki. Pamiętaj o naszyjniku. Nie zdejmuj go, aż do momentu pojawienia się w Obozie Jupiter. - Tata zrelacjonował mi wszystko, co mógł. Teraz musiałam działać sama, obmyślić odpowiedni plan. Jednak bez niczyjej pomocy byłoby naprawdę ciężko.
- Dzięki tato. Muszę już kończyć. Kocham was. Uściskajcie ode mnie Clarisse. Pa. - Po tych słowach zakręciłam kran, jednocześnie się rozłączając. - I co ja mam teraz zrobić? - Zapytałam sama siebie. Musiałam się odprężyć.
Położyłam się w pustej wannie, zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać. - La, la, la, la, la...Hej ho, hej ho, na wojnę by się szło, hej ho, hej ho, hej ho, hej ho, hej hoooooo.
- Elizabeth? - Głos babci bardzo mnie wystraszył. Nie spodziewałam się, że ktoś wejdzie do łazienki, w momencie mojej "medytacji". Babcia tak mnie zaskoczyła, że aż uderzyłam głową o wannę.
- Babciu, nigdy więcej tak nie rób. Strasznie się wystraszyłam. - Powiedziałam ciężko dysząc. Moje serce biło zdecydowanie szybciej. - Przepraszam babciu. Wiem, trochę się zasiedziałam w tej łazience. Ja, ja....ja już wychodzę. - Powiedziałam lekko speszona.
- Jeśli jest ci wygodnie w tej wannie, to możesz sobie leżeć. Mi to nie przeszkadza. Przyszła do ciebie poczta z Obozu Herosów, pomyślałam, że pewnie będziesz chciała ją odczytać. - Babcia Sally podała mi kopertę i opuściła pomieszczenie.
Postanowiłam jeszcze trochę tutaj zostać. W końcu łazienka to takie małe, domowe królestwo wody, a jako wnuczka Posejdona miałam prawo dobrze się tutaj czuć.
Otworzyłam kopertę, a moje serce po raz kolejny zaczęło szybciej bić. Jeszcze chwila i zejdę na zawał. Hmmm...czasem myślałam, że jestem bardzo podobna do taty, że mam glony zamiast mózgu.
              Na papierze zobaczyłam pismo Eveline. Mimo wszelkich zakazów, skontaktowała się ze mną. Na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Byłam szczęśliwa.

Kochana siostrzyczko!
                Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęsknie i jak bardzo nam ciebie tutaj brakuje.
Nie wiem, jak przez tyle lat wytrzymywałaś na stanowisku przywódcy? Ja sobie nie radzę.
Chciałabym, abyś wiedziała, że udało nam się schwytać Drake'a, ale niestety uciekł.
Nie potrafię nawet stwierdzić w jaki sposób to zrobił. Gdy go schwytaliśmy, kompletnie nie kontaktował, lecz gdy zaczął odzyskiwać przytomność, mamrotał pod nosem takie zdania: "Po co jej była ta przysięga? Elizabeth, no po co? Kocham cię. Rozumiesz? Kocham cię, a ty przysięgłaś na Styks, że mnie zabijesz. Przykro mi, ale to ty zginiesz z mojej ręki". Czyś ty już do reszty zwariowała? Przysięgłaś na Styks, że zabijesz NASZEGO przyjaciela? Czy ty aby dobrze się czujesz? To nie było z twojej strony rozsądnym wyczynem. Zaczynasz się zachowywać jak wujek Percy. Czy ci się zrobiły glony zamiast mózgu? No dobra. Nie będę marnować ci czasu i przejdę do najistotniejszych rzeczy. Potrzebujemy twojej pomocy. Mamy dziś 19 września. Równo 3 października Gaja (ta lafirynda od siedmiu boleści) się przebudzi, a nocą z 2 na 3 października cały obóz zostanie ewakuowany do Obozu Jupiter. Gaja zaraz po swoim przebudzeniu najprawdopodobniej zaatakuje obóz herosów, ale nie zastanie nas tam. Dzień później zaatakuje rzymian. Drake, zanim zniknął, powiedział mi (jako starej przyjaciółce), że odbędzie się walka przywódców. To nie jest moja walka Lizzy. Ja nie jestem przywódcą, lecz jego zastępcą. Ja nie mam szans z Drake'm w walce, ale ty tak. Wróć na wojnę, przejmij dowództwo i skoro musisz, to zabij go. Mam dopiero 15 lat, a ty masz 18, on tak samo. On ma  moce wnuka Hadesa i Zeusa, ty masz mądrość Ateny (której czasem ci brakuje, ale pomińmy to) i posiadasz władzę nad wodą. Dlatego może to trochę egoistyczne z mojej strony, ale ja z nim walczyć nie będę. Proszę, Elizabeth poprowadź obóz do walki.
Nie odpisuj, będę po prostu czekała.
Kocham cię siostro.
Do zobaczenie. 
Eveline.

PS  Zapomniałam dodać. Simon okazał się synem Hadesa, a jak znaleźliśmy Drake'a, to był on związany różowymi sznurówkami. Niezły patęt.
Jeszcze raz się żegnam. 
Tęsknie. 

Przeczytałam wiadomość od siostry ze łzami w oczach. Oczywiście, że wezmę udział w walce, przejmę dowództwo, poprowadzę herosów do bitwy, to ja stoczę walkę z Drake'm. To moja walka i dotrzymam przysięgi. Zabiję go. A bynajmniej się postaram.

__________________________________________________________
Drodzy czytelnicy! Jak zawsze czas na krótkie ogłoszenie pod rozdziałem.
Jak już wiecie będzie kolejna seria, zaraz jak tylko zakończę tę. Będzie z postaciami z OH oraz pisana z punktu widzenia Percy'ego Jacksona.
A TERAZ NAJWAŻNIEJSZA SPRAWA
Prowadzę tego bloga 2 lata i pół roku i powiem wam, że tak naprawdę wcale was nie znam. Lubię mieć dobry kontakt ze swoimi czytelnikami np. Julian. To bardzo spoko gość, albo moja Julie - przecież się przyjaźnimy, albo Wieka - kiedyś byłyśmy jak siostry. Tak naprawdę wielu z was spostrzega mnie, jako hmmm....damę siedzącą przed laptopem, która daje rozdziały jak żywnie jej się podoba. Jesteście w błędzie! Jestem taka sama jak wy! Jestem zwykłą  siedemnastoletnią dziewczyną, która wygłupia się na każdym kroku, która krzyczy do laptopa "włącz się chuju" i która słucha rocka i rapu. Nie jestem bogowie wiedzą kim, nie potrzebuje od waszej strony respektu do mojej osoby, wystarczy, że mam to w harcerstwie xd.
Dlatego wpadłam na pewien pomysł! Zapoznajmy się poprzez ZBIOROWY SKYPE. Obdarzę was swoimi sucharami i chętnie pogadam z wami na temat Perciaka ^^ Chętni niech piszą w komentarzu swojego meila, a ja się skontaktuje. Może być?
i zapraszam na tego bloga - blog Juliana - KLIK
To tyle.
CO NAJMNIEJ 15 KOMENTARZY!!!!!
Dżerr
PS Mój snap to: dzerrka - wiem, nikt się nie spodziewał xd

piątek, 3 kwietnia 2015

Elizabeth Story: Rozdział 10 - "Nie jesteś ani trochę wyjątkowy"

               Wielokrotnie mijałam potwory na ulicy, lecz one wcale nie zwracały na mnie uwagi. Chodziły ulicami miasta, jak gdyby nigdy nic, szukając herosów. Odnosiłam wrażenie, jakby Gaja się bała, dlatego porywała dzieci półkrwi. To było dla mnie jedyne racjonalne wytłumaczenie.
Szkoła, szkołą. Nadrobiłam zaległości i jeśli chodzi o naukę, to byłam najlepsza w klasie. Uwielbiałam naukę. W końcu wnuczce Ateny nie wypadało, by miała złe stopnie. Zresztą, swoją przyszłość wiązałam z mitologią i nauką greki. Może kiedyś założę własną szkołę średnią?
Nauka odstresowała mnie w pewien sposób  dzięki niej zapominałam o problemie wojny i o całej sytuacji w obozie. Miałam nadzieję, że moi przyjaciele dają sobie radę i jest u nich wszystko w jak najlepszym porządku.

Eveilne

- Uciekł? Jak to uciekł? - Zapytałam zaskoczona, podnosząc głos. Nie dawałam już sobie rady. Nie byłam dobrym przywódcą, nie byłam Lizz. Wszyscy oczekiwali, że będę taka, jak ona, że będę dawała sobie rade, ale na Bogów, ja nie jestem Elizabeth! 
- Poszliśmy do podziemia, aby zabrać go do Wielkiego Domu, byś mogła z nim na spokojnie porozmawiać, ale gdy tylko po niego zeszliśmy, po prostu go nie było. Nikt nie widział, jak wychodził. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. - Powiedział do mnie heros od Apolla. Był to siedemnastolatek o krótkich blond włosach z brązowymi pasemkami. Był jednym z herosów, najlepiej strzelających z łuku. 
- Coś się stało? - Usłyszałam za sobą potężny głos. Odwróciłam się i ujrzałam Chejrona. Jego oczy przepełnione były bólem, żalem i zmęczeniem. Chejron mógł zginąć tylko w walce, inaczej był nieśmiertelny. Od zawsze był w obozie i opiekował się herosami.
- Drake zniknął, drogi Chejronie. Bez Elizabeth nie daje sobie rady. Wszystko się wali. Nie mogę być przywódcą. - W moich oczach pojawiły się łzy. Elizabeth nie była tylko moją przyjaciółką, ale także siostrą. Po zdradzie Drake'a tylko ją miałam,a teraz? Teraz nie mam nawet jej. Musiała nas zostawić. Wiem, że to nie był jej wybór, ale mogłaby się po prost odezwać. Chciałabym od niej usłyszeć te głupie słowa "będzie dobrze", ale widocznie prosiłam o zbyt wiele. Byłam od niej młodsza i nikt nie mógł ode mnie oczekiwać, że będę taka jak ona. 
- Eveline, moja droga To nie jest czas, by się tym przejmować. Już wkrótce Gaja się przebudzi i zaatakuje nasz obóz. Rozmawiałem już o tym z przywódcami rzymskiego obozu, to właśnie tam się przeniesiemy i tam będziemy oczekiwać ataku. W liczniejszej grupie, mamy większe szanse na zwycięstwo. - Pomysł Chejrona był naprawdę dobry i mocno podniósł mnie na duchu. Jednak nie wiedzieliśmy najbardziej istotnej rzeczy. 
- Kiedy ona się przebudzi? - Zapytałam. 
- W poniedziałek o świcie. Wieczorem wraz z armią zaatakują nasz obóz, lecz nas nie zastaną. - Słowa te wypowiedział ktoś inny. Percy - tata Elizabeth. Mimo, że był głową własnej rodziny, zawsze znajdował czas na obóz, choć wcale nie musiał. 
- Eveline. Opracuj plan działania i przekaż go grupowym domków. Zrób to ja najszybciej i pod żadnym pozorem nie kontaktuj się z Elizabeth. Ona ma o niczym nie wiedzieć. - Powiedział Chejron i razem z Percym odeszli w stronę Wielkiego Domu. 
Głośno westchnęłam. Znów to samo. Zrób to, zrób tamto, nie kontaktuj się z Lizz. Ble, ble, ble. Eh. Dlaczego właściwie ja jestem nowym przywódcą? 
- Stop! - Pomyślałam. - Koniec użalania się nad sobą. Czas działać. Nie będę się poddawać. Jestem przecież wnuczką Ateny i Hefajstosa. 

Simon

               Obóz Herosów był naprawdę niesamowitym miejscem. Znajdowało się tutaj kilkanaście sporawych domków, każdy domek innego boga. Na środku obozu znajdowało się pole ogniskowe. Na polanie było także miejsce treningowe, arena do walk i pola truskawek. Wszystkie domki były otwarte. Wszystkie z wyjątkiem dwóch. Domki Hadesa i Posejdona stały zamknięte na klucz. Przez okna zobaczyłem, że w środku nie ma nikogo, lecz pościel na łóżku nie była nawet posłana, co mocno mnie zaskoczyło. 
Gdy znaleźliśmy się w obozie nic nie pamiętaliśmy. Nic, oprócz twarzy dziewczyny, która nas tutaj przyprowadziła. Jej imienia nie pamiętało żadne z nas.
Po obozie oprowadziła nas dziewczyna. Na oko mogła mieć z siedemnaście lat, lecz tak naprawdę była piętnastolatką. Na imię miała Elizabeth i była obecną przywódczynią obozu. Opowiadała nam o wielu rzeczach, ale powiedziała, że historii dowiemy się w innym czasie.
               Godzinę później odbyło się ognisko. Czułem się, jak na wakacjach, koloniach z najlepszymi przyjaciółmi. 
Wszyscy herosi siedzieli na drewnianych ławkach, przy buchających ciepłem płomieniach. Dzieci Apolla grały na lirach, fletach i gitarach przeróżne, wpadające w ucho melodie. Gdy przyszła Eveline wraz z Panem D, Chejronem i dwójką dorosłych ludzi, zapadła całkowita cisza.
- Witajcie herosi! Rozpoczął się rok szkolny i wielu herosów powinno wracać d domu, ale z powodów wojny, wszyscy zostajemy tutaj. Przybyło bardzo dużo nowych półbogów, a to oznacza, że trzeba przedstawić historię naszego obozu. Możecie być pewni, że osoby tutaj, będą gotowi zawsze wam pomóc, dlatego czujcie się jak w domu. - Mówił nie znany mi mężczyzna. - Historia, którą opowie wam Eveline, wydaje się nie mieć końca, ale to dzięki niej, dowiecie się wielu istotnych dla herosów rzeczy. Eveline jest nową przywódczynią obozu. Odnoście się do niej z szacunkiem. Ja nazywam się Percy Jackson i jestem synem Posejdona. Często w obozie pełnie też funkcje nauczyciela szermierki. Z mojej strony to tyle. Eveline, masz wolną rękę. - Mężczyzna skończył swoją wypowiedź i wraz z kobietą usiedli na ławce, gdzie siedzieli inni instruktorzy. 
- Dziękuję wujku. - Powiedziała Eveline. - Przywódczynią nie jestem i nigdy nie byłam. Obecnie zastępuję w obowiązkach Eveline - córkę Percy'ego i Annabeth. - Dziewczyna ręką wskazała na parę siedzącą na ławce instruktorów. - Nie będę już przedłużała, przejdę od razu do rzeczy. - Blondynka wyjęła z kieszenie spodni brązową sakiewkę, w której znajdował się niebieski proszek, który wysypała sobie na rękę i wyrzuciła go do ogniska. Płomienie rozstąpiły się, a na ich miejscu pojawił się jakby ekran, który przedstawiał różne sytuacje. - Ponad dwadzieścia lat temu, wyrocznia Delficka wypowiedziała przepowiednie. Mówiła ona o dziecku jednego z najważniejszych bogów. Miał on zadecydować o losie świata podczas walki z Kronosem - okrutnym tytanem. Kilka lat później do obozu przybył dwunastoletni chłopak, syn Posejdona. Gdy skończył on szesnaście lat, przepowiednia się spełniła i zabił Kronosa. Rok później na świat przyszła jego córka - Elizabeth Jackson - moja kuzynka. Dziewczynka bardzo szybko dojrzewała. Miesiąc po swoich urodzinach wyglądała jak pięciolatka. Nikt się nie spodziewał, że Lizzy może być tak bardzo potężna. W tym czasie herosi i bogowie szykowali się do kolejnej wojny. Tym razem z Uranosem i Gają. Bitwa była okropna, wielu herosów poniosło śmierć, w tym Clarisse - córka boga, który okazał się zdrajcą. Elizabeth zobaczyła, jak ginie jej ciocia i wtedy wpadła w szał. Stworzyła tsunami, zapanowała nad wodą, unosiła się w powietrzu. Pokonała armię wroga, utopiła wszystkich przeciwników. Dziewczynka zabiła Uranosa, a Gaja? Gaja stchórzyła. Uciekła i zapadła w sen. Jednak teraz, gdy Elizabeth osiągnęła pełnoletność, Gaja postanowiła się przebudzić i wziąć odwet na nas wszystkich. Teraz rozpoczyna się trzecia wojna. Miejmy nadzieje, że ta będzie ostatnia.
- To ona! - Krzyknąłem. Musiałem to powiedzieć. Nagle po porostu wszystko sobie przypomniałem. - To na nas uratowała. To Elizabeth przyprowadziła nas tutaj - do obozu. Musicie ją ratować. Na mieście aż roi się od potworów! - Krzyczałem dalej. 
- Uspokój się Simon. - Przerwał mi Percy. - Moja córka jest bezpieczniejsza od nas wszystkich. Elizabeth nic nie grozi. - Percy był bardzo spokojny. Podziwiałem go. Wyglądał na przemęczonego, ale szczęśliwego. Udawał, że się wcale nie martwi, ale jego oczy zdradzały wszystkie uczucia. 
Do Percy'ego podeszła kobieta o długich brązowych włosach i niebieskich oczach. Na rękach trzymała malutkie dziecko. Percy objął ją mocno i przytulił do siebie, po czym gestem ręki, zawołał mnie do siebie.
- Chodź. Porozmawiamy. - Podszedłem do niego, gdy nagle zacząłem się świecić na czarno, a nad moją głową pojawiła się czaszka.
- Właśnie zostałeś uznany. Jesteś synem Hadesa. - Po tych słowach, trzymając Annabeth za rękę odszedł w stronę motorówki, która była przymocowana do molo na jeziorze. Powolnym krokiem szedłem za nimi.

***

               Staliśmy pod ogromną willą, która znajdowała się po drugiej stronie jeziora herosów. Domyśliłem się, że to jest ich dom. 
- Zapraszamy do środka. - Percy zaprowadził mnie do salonu i razem ze swoją żoną rozpoczęli rozmowę. 
- Chce, abyś dowiedział się absolutnie wszystkiego. Elizabeth jest naszą córką. Urodziłam ją, gdy miałam siedemnaście lat. Jestem Annabeth, córka Ateny. Wiesz, dlaczego nasza rodzina jest tak mocno szanowana w obozie? Ponieważ Percy i ja prawie poświęciliśmy życie, by obóz nadal istniał. Poznałeś naszą córkę. Musisz wiedzieć, że bardzo dużo przeżyła. 
- Tom prawda, że Elizabeth posiada te potężne moce? - Zapytałem. To pytanie nurtowało mnie najbardziej. 
- Tak. Z wiekiem się nasiliły. Teraz są cztery razy mocniejsze. Jeśli użyje ich teraz, zmiecie wszystko z powierzchni ziemi w otoczeniu dziesięciu kilometrów. Nie chcieliśmy z tobą rozmawiać o naszej córce, ale o twoim pochodzeniu. Syn Hadesa. Pewnie czujesz się wyjątkowy, jako dziecko boga z wielkiej trójki?
- Tak. To prawda. Można powiedzieć, że poczułem się nieco wyjątkowo. - Odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. 
- W takim razie muszę cię rozczarować. Nie jesteś ani trochę wyjątkowy. - Percy usiadł na kanapie i uśmiechnął się do mnie.

_______________________________________________
A więc dodałam rozdział. I mam do Was parę małych spraw.
Dawno temu wspominałam, że moje opowiadanie jest moją kontynuacją serii "Percy Jackson i Bogowie Olimpijsy", a nie serii "Olimpijscy Herosi". Dlatego czemu mnie pytacie, dlaczego w opowiadaniu nie ma Leo? Cóż...w opowiadaniu nie ma Leo zapewne dlatego, że w pierwszej serii jeszcze go nie było.
Nie piszcie mi też, że mam przeczytać drugą serię, bo znam ją już na pamięć -.- Ja bym nie przeczytała? Ja? No proszę was pfff xd
Następna sprawa....usunęłam aska z powodów, że bardzo wiele ludzi z mojego miasta (Bełchatów) interesowało się moim prywatnym życiem, więc tam się już ze mną nie skontaktujecie.
Postanowiłam dla ułatwienia sprawy i aby uniknąć pod rozdziałami komentarzy typu: "Kiedy kolejny rozdział?" podać wam link, do mojego prywatnego facebooka. Mój face.
Poza tym pamiętajcie, że stronka Dżerr na fb cały czas istnieje i cały czas mam swojego meila, którego sprawdzam co dwa dni.Dzerr98@gmail.com
I teraz inna sprawa!
Podawajcie mi swoje snapy. Miałam nie zakładać tego gówna, ale jednak -.- fuck logic.
LICZĘ NA KOMENTARZE MA BYĆ ICH CONAJMNIEJ 15!
Pozdrawiam, ściskam, całuski i kisski. A teraz przejdźmy do życzeń świątecznych.

Życzę byscie w lany poniedziałek do domów wrócili cali mokrzy. Byście się nażarli jak nigdy dotąd, a jedzenie jest super, a szczególnie ta świadomość, że to jest pyszne i, że to jedzenie należy do was i, że zaraz je zjecie. (tak, kocham jeść) , byście byli w te dni szczęśliwi i wgl WSZYSTKIEGO DOBREGO/
Dżerr

czwartek, 29 stycznia 2015

Elizabeth Story: Rozdział 9 - "A myślałem, że to ja będę twoim pierwszym"

- Elizabeth! Możesz nam w końcu wytłumaczyć, co tak właściwie się tutaj się dzieję?! - Veronica krzyczała na mnie już od dwudziestu minut. Za każdym razem nie udzielałam odpowiedzi. Teraz zastanawiałam się, gdzie może znajdować się ich przyjaciel. Do obozu nie mogłam wrócić. Na głowie miałam wojnę, brak pomocy oraz grupkę herosów, którzy nawet nie wiedzieli o swoim pochodzeniu. Trudno było nawet rozpoznać, od jakiego pochodzili rodzica.
- Elizabeth! Nie karz mi się powtarzać! - Ponownie krzyknęła Veronica.
- Veronica! Zamknij się, błagam! Nie pomagasz mi. - Odpowiedziałam. Od tego ciągłego jazgotu głowa mi pękała. - Wytłumaczę wam to wszystko na miejscu.
- A gdzie idziemy? - Zapytał Simon. Jego postać mocno mnie intrygowała, ale jednocześnie odpychała. Chłopak rzadko się odzywał. Czasem wydawało mi się, że całą tę sytuację odbierał w żart.
- Do mnie - Odpowiedziałam, skręcając w piętnastą aleję. Niestety za rogiem czekała na nas nie miłą niespodzianka.
- Lizzy...kochana. - Naprzeciw mnie stał Drake wraz z minotaurem, który w swoich ohydnych dłoniach trzymał nieprzytomnego Martina.
- Drake. - Wypowiedziałam to imię z lekką pogardą. - Czemu twoja obecność tutaj wcale mnie nie dziwi? Wypuść chłopaka! - Rozkazałam.
- Dlaczego miałbym go wypuścić? Masz ochotę wskoczyć mu do łóżka? Myślałem, że to ja będę twoim pierwszym. Być może się myliłem. - Chłopak stał zaledwie dziesięć centymetrów ode mnie. Na karku czułam jego ciepły, miętowy oddech. Nadal byłam w nim zakochana, nie potrafiłam zapomnieć o kimś takim jak on.
- Daj spokój Drake. - Odepchnęłam chłopaka na bok i rzuciłam się na minotaura. Mój nowy plan to brak planu. Drake uderzył głową o kamienną ścianę kamienicy i wywrócił się na ziemię. Veronica od razu zareagowała. Rzuciła się na ledwo przytomnego chłopaka i zaczęła walić w niego pięściami. Patricia trzymała mojego starego przyjaciela, natomiast Simon postanowił mi pomóc.
- Ja spróbuję go zabić, ty zajmij się Martinem! - Krzyknęłam. Ta walka nie należała do trudnych, ale potrafiła nieźle zmęczyć. Udało mi się wspiąć na kark olbrzyma, lecz ten zaczął się wić, co sprawiło, że o mały włos nie spadłam. Z kieszeni wyjęłam swój sztylet i mocno dźgnęłam potwora w ramię. Jednak to nic nie dało.
Wpadłam na pomysł, żeby zabić go jego własnym rogiem, czyli najlepszą bronią na minotaury. Żeby jednak to zrobić, musiałam go oślepić.
Simon radził sobie doskonale. Powoli znosił swojego przyjaciela na ziemię. Drake leżał na kamiennej posadzce nie przytomny, a dziewczyny związywały go sznurówkami z trampek. Ciekawy pomysł, ale pragnącego zemsty herosa nawet różowe sznurówki nie powstrzymają.
Potwór nadal miotał się na wszystkie strony,lecz teraz nie przeszkadzało mi to za bardzo. Stałam na jego nosie, próbując wbić sztylet w jego oko. Zauważyłam, że minotaur nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi. Zupełnie jakby mnie tutaj nie było. Traktował mnie, jak zwykłego śmiertelnika. Byłam pewna, że to wszystko przez ten naszyjnik.
Wspięłam się jeszcze wyżej i z całej siły wbiłam broń w jego spojówki. Minotaur zawył z bólu, a jego ryk wywołał na moim ciele dreszcz przerażenia.
Po kilku minutach w końcu udało mi się wspiąć na czubek jego głowy. Zauważyłam, że Martin był już na ziemi, a jego znajomi próbowali go ocucić. Sztyletem przecięłam róg potwora, a ten ponownie zawył.
- Jak mam wbić ten róg w jego serce? - Pomyślałam. - A może by tak. Zwariowałaś...dobra na trzy. Raz, dwa, trzy! - Zeskoczyłam z jego głowy. Spadałam, obijając się o ciało olbrzyma, aż w końcu wbiłam róg w jego serce. Miotaurus ponownie ryknął, a ja wisiałam sobie dwa metry nad ziemią, rękami trzymając się rogu, który tkwił w jego sercu. Lepszej walki nie mogłam sobie wyobrazić. Nagle jednak potwór zmienił się w złoty pył i zaczęłam spadać na ziemię. Simon podbiegł i w ostatniej chwili złapał mnie, ratując przed mocnym upadkiem.
- Dziękuję. - Powiedziałam, ciężko dysząc. Cała ta walka mocno mnie zmęczyła. - Co z Martinem i Drake'em? - Zapytałam podbiegając do związanego, dawnego przyjaciela.
- Drake nadal jest nieprzytomny, a Martin już czuje się lepiej. Jesteś nam winna dokładne wytłumaczenia.- Powiedziała Patricia, puszczając mi oczko.
- Obawiam się, że nie uwierzycie w to, co wam powiem. - Odparłam pod nosem, ale z uśmiechem na twarzy.
- Właśnie widziałam twoją walkę z czterometrowym, włochatym, rogatym olbrzymem. Nic już nie jest dla mnie nieprawdopodobne.
- Opowiem wam wszystko, ale najpierw musimy zabrać tego pana w pewne miejsce. - Te słowa wypowiedziałam wskazując na Drake'a.
- Ok, ale byś mogła się pośpieszyć? Będziemy mieć zaraz towarzystwo. - Dodała Veronica, z lekką paniką w głosie.
Wyjrzałam za kamienną ścianę i nie zobaczyłam nic niepokojącego. W naszą stronę zmierzała grupka herosów z obozu, a na ich czele biegła Eveline. Tak bardzo chciałam się z nią zobaczyć, ale nie mogłam. Obiecałam Atenie, że będę śmiertelniczką, zwykłym człowiekiem.
- Bez obaw. My zmykajmy, a oni zajmą się Drake'm. - Po tych słowach nowi herosi ruszyli prosto za mną do domu, w którym obecnie mieszkałam.

***

               Siedzieliśmy w pokoju, w zupełnej ciszy, gdzie nikt nie odzywał się nawet słowem. Martin siedział na moim łóżku ze spuszczoną głową, natomiast Simon wraz z dziewczynami spoglądali na moją tablicę korkową ze zdjęciami. 
- Słuchajcie. Bogowie greccy istnieją do dziś i nie są tylko antyczną historią. Tak jak dawniej bywało, zdarza się, że mają ze śmiertelnikami dzieci. Mój tata jest synem Posejdona, a mama córką Ateny. Oboje są herosami, tak samo jak ja. Niestety herosi ścigani są przez potwory i nie wszyscy są w stanie przeżyć. Jednak to teraz nie jest istotne. Otóż osiemnaście lat temu, Gaja i Uranos powstali, by zemścić się za śmierć swojego syna - Kronosa. Uranos został pokonany przez młodą heroskę, natomiast Gaja uciekła, zapadając w głęboki sen. Jednak teraz ma w planach się przebudzić i zemścić się na nas wszystkich. Nadchodzi kolejna wojna. Jedynym bezpiecznym miejscem dla półbogów jest obóz herosów. To właśnie tam się udacie. - Popijając melisę czyli herbatę uspokajającą. 
- Co za heroska pokonała Uranosa? - Zapytał Martin. Obawiałam się tego pytania. Nie chciałam powiedzieć, że to ja. Musiałabym tłumaczyć, że tak szybko dorosłam z tego i z tego powodu, że mam takie potężne moce, ponieważ to i to...Nie miałam zamiaru mówić im prawdy. Dowiedzą się w swoim czasie. 
- Nie wiem. Miała potężne moce, choć była zaledwie dzieckiem. - Odpowiedziałam. 
- Zaprowadzisz nas do obozu? - Simon zadał pytanie z lekką irytacją. 
- Nie. Ja tego zrobić nie mogę, ale znajdę kogoś, kto was zaprowadzi. - Na myśli miałam Eveline. 
- I ja niby mam w to wszystko uwierzyć?! Krzyknął Simon. Jego wybuch agresji mocno mnie zaskoczył i zdenerwował, ale starałam się opanować. - Mam uwierzyć w to, że jakiś stary dziad, który zostawił moją mamę, gdy była w ciąży jest greckim bogiem?! Że oni nadal istnieją?! Ty jesteś nienormalna! Wariatka! A wy?! - Wskazał na swoich przyjaciół. - Wy jej w to wierzycie? Co się stało z moimi przyjaciółmi?! - Zapytał chłopak, nadal się unosząc.
- Simon, uspokój się. - Powiedział Martin, podchodząc do swojego kolegi. - Tak. My jej w to wierzymy. Dziewczyna uratowała nam życie, a zwłaszcza mnie. Zabiła potwora. Usiądź i przemyśl sobie to wszystko jeszcze raz. - Chłopak zrobił to, o co poprosił jego przyjaciel. Usiadł na łóżku i spuścił głowę. 
- Kim był ten chłopak, który stał razem z potworem? - Kolejne pytanie, którego nie chciałam usłyszeć. Nadal ciężko mi było o tym mówić. 
- To był mój przyjaciel. Znamy się tak naprawdę od dziecka. Jest wnukiem Zeusa i Hadesa, a od wakacji także zdrajcą. Teraz jest przywódcą armii Gai. - Wypowiedziałam te słowa z nadzieją, że jest to kłamstwo. 
- Dosyć tego! Nie będę tutaj tak siedział. Wychodzę. - Powiedział Simon i zniknął za drzwiami. 
- Nie rozumiem go. Stał się taki od momentu, kiedy ty się pojawiłaś. Teraz dowiedział się, że jego ojciec tak naprawdę żyje, ma się dobrze i jest bogiem. - Odruchowo wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Simona, siedzącego na ławce przed kamienicą. W jego stronę szła grupka chłopaków, nowi przyjaciele Drake'a. Simon był w niebezpieczeństwie. 
Z szuflady biurka wyjęłam dwie ostatnie perły od dziadka. Teraz była pora je wykorzystać. 
- Na dół. Szybko. - Wszyscy zbiegliśmy do Simona. W ostatniej chwili przed atakiem rzuciłam perłę na ziemię, złapałam wszystkich za rękę i zniknęliśmy. 
               Obóz herosów. Znów poczułam ten zapach lasu i przyjazną dla wszystkich atmosferę. Nie mogłam tutaj zostać. 
- Witajcie w moim świecie. - Powiedziałam i ponownie zniknęłam. Tym razem sama. Po raz kolejny. 

___________________________________

Tak, tak...dodałam rozdział juhuuuu....w końcu ^^ 
I od jutra zaczynam ferie (pomjamy fakt, że ferie mam od poniedziałku, bo leże w łóżku chora i z tajemniczymi krwotokami z nosa xd). Z ocen nie jestem dumna. 6 zagrożeń wtf? To pewnie przez te ciągłe wagary itp. Tata grozi mi zawodówką, a ja mu się nie dziwię i nadal się buntuje. Dżerr taka buntowniczka ohohohoho. 
Mam dla was mini niespodzianką, ale nie dla wszystkich. A co dokładnie? Zwiastun :D A raczej spojler bloga. Krótki schemat co i jak, w postaci filmiku, zwiastunu, jak kto woli. 
Oglądacie na własną odpowiedzialność. 
Zwiastun wykonała Julie Jackson tak samo jak wygląd bloga ^^  Dziękuję kochana. 
PS 26 grudnia znów byłam w Starachowicach u Julie i Tajemniczej jej ^^ 
Rozdział nawet długi w następnym tygodniu pojawi się 10 itp. 
Co tam u was? Jak oceny? Ferie może? Jakie plany? 
KOMENTUJCIE!!!
#KISSKI #LOVKI #PERCY#JA#POZDERKI
Dżerr <3


piątek, 26 grudnia 2014

Elizabeth Story: Rozdział 8 - "Rozdarta, załamana"

               Leżałam na łóżku, płacząc i bijąc się z myślami. Nie rozumiałam poczynania Ateny. Niby po co to wszystko było? Na bogów, dlaczego? Mój świat to Obóz Herosów, walki, misje, ogniska, a nie los śmiertelnika. Byłam zła, a jednocześnie smutna. Nie wyobrażałam sobie życia bez moich przyjaciół, bez mamy, bez taty, bez Eveline....bez Drake'a. Do ręki wzięłam poduszkę i zaczęłam ją bić pięściami. Musiałam się wyżyć, byłam strasznie zdenerwowana. Trzęsłam się ze złości jednocześnie płacząc. Co ja miałam zrobić? Minęło już tyle czasu, a ja nie miałam żadnych informacji z Obozu Herosów. Nikt mnie nie szukał, odnosiłam wrażenie jakby o mnie zapomnieli. Nie mogłam nic zrobić. Musiałam wziąć się w garść i zacząć żyć. Nie mogłam siedzieć bez czynnie. Tydzień temu rozpoczęła się szkoła, ostatnia klasa liceum. Babcia Sally powiedziała, że powinnam odpocząć od zabawy w herosa i zacząć się bawić, póki mogę. Miała rację. Przez osiemnaście lat nie byłam na żadnej dyskotece, nie miałam znajomych ze szkoły. Zawsze był tylko obóz i misje. Czas to zmienić. Mam szanse skorzystać z życia, poczuć się jak śmiertelniczka, więc dlaczego z niej nie skorzystać?
Była godzina siódma rano. Za godzinę rozpoczynały się lekcje w liceum humanistyczno artystycznym. Moim obowiązkiem była nauka, więc powinnam wstać z łóżka i zacząć się szykować, jednak nie do końca miałam na to ochotę. Tutaj było mi ciepło, przyjemnie, spokojnie. Uwielbiałam naukę, lecz czasem miałam chwilę lenistwa, przecież byłam też człowiekiem, a nie super bohaterem z komiksów.
Pokój w którym teraz mieszkałam, dawniej zajmował mój tata. Trzy lata temu pomieszczenie było wyremontowana pod mój styl, w razie gdybym spędzała u babci więcej czasu. Ściany były koloru błękitnego morza, który zawsze mnie uspokaja. Łóżko było dość spore ze śnieżnobiałą pościelą. Przy lewej ścianie stała komoda z drewna bukowego, farbowana na biały kolor. Zaraz obok stało duże, białe biurko, a nad nim, na ścianie wisiała korkowa tablica ze zdjęciami najbliższych mi osób. Pokój był skromny, lecz dla mnie wystarczający. Nie potrzebowałam rozmachu, ani luksusów.
Powoli odkryłam kołdrę z głowy i wstałam z łóżka. Po domu roznosił się zapach smażonych naleśników. Mój brzuch zaburczał, domagając się jedzenia. W kuchni przy stole siedział Paul - mąż mojej babci i Sally. Wyglądali na szczęśliwych. Paul trzymał w ręku gazetę, a moja babcia siedziała obok popijając filiżankę czarnej espresso.
- Eizabeth! Nareszcie wstałaś, może pójdziesz dzisiaj do szkoły? Od tygodnia nigdzie nie wychodziłaś, w tym roku matura, będziesz mieć zaległości. - Powiedziała babcia, odchodząc ze stołu i nakładając mi na talerz niebieskie naleśniki. Znów to samo. Barwnik spożywczy. Co oni z tym mają? To, że Percy lubi niebieskie jedzenie, nie znaczy, że ja tak samo.
- Idę dziś na lekcje. Nowa szkoła, wszystko od nowa, nikt mnie tam nawet jeszcze nie widział. - Odpowiedziałam, bawiąc się naszyjnikiem, który wisiał na mojej szyi od momentu uwolnienia Ateny z rąk pomocników Gai. Od czasu, gdy nosiłam go na szyi nie spotkałam ani jednego potwora. Z resztą, trudno było go spotkać siedząc całymi tygodniami w domu.
Po śniadaniu szybko się umyłam, rozczesałam swoje długie, brązowe włosy i założyłam na siebie czarne dżinsy i jasno błękitną bluzkę. Nie malowałam się, wygląd nie był dla mnie ważny. Nigdy nie poświęcałam sobie zbyt dużej uwagi. Do rąk chwyciłam torbę z książkami i wyszłam z domu. Zaczął się czas na edukację.
               Droga do szkoły była bezproblemowa. Budynek znajdował się cztery przecznice od domu babci Sally, więc daleko nie miałam. Obok mnie przechadzali się ludzie, śpieszący się do pracy, szkoły. Nikt nikim nie zawracał sobie uwagi. Pod starą, zawalającą się kamienicą, siedział mężczyzna z kubkiem i kartonem w ręku. Karton był całkowicie pusty, bez żadnego napisu, a mężczyzna miał na oczach stare, czarne okulary. Obok niego leżała laska. Domyśliłam się, że jest to niewidomy. Z torby wyjęłam czarny mazak i napisałam na kartonie: "Dzisiejszy dzień jest naprawdę piękny, niestety nie potrafię go zobaczyć". Wrzuciłam do kubka parę drobnych, które miałam w kieszeni spodni i poszłam nalej. Co jakiś czas odwracałam się, by zobaczyć, czy do mężczyzny podchodzą ludzie. Tak. Co jakiś czas, przechodzień wrzucał pieniądze, by wspomóc biedaka. Lubiłam pomagać, tak samo jak mój tata. Dla niego zawsze dobro innych było najważniejsze.
                Weszłam do dużego budynku, wykonanego z białej cegły. Przy szkolnych, niebieskich szafkach stała grupka nastolatków.  Był tam wysoki blondyn o niebieskich oczach, wyższy od niego brunet, który przyciągał moją uwagę swoimi zielonymi oczami, szczupła blondynka oraz nieco wyższa od niej brunetka. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych, ale jednocześnie zmartwionych. Na moje nieszczęście, szafka, która należała do mnie, znajdowała się właśnie obok nich. Powolnym i niepewnym krokiem podeszłam do nich. Uśmiechnęłam się blado i otworzyłam szafkę.
- Hej. - Usłyszałam obok siebie. - Jestem Veronica, a ty pewnie jesteś Elizabeth, prawda? Miałam cię oprowadzić po szkole. Poznaj proszę Patricie, Simona i Martina. Mam nadzieję, że dobrze się będziesz czuła w nowej szkole. - Powiedziała. Dziewczyna wyglądała na bardzo miłą. Zastanawiałam się, co takiego ją gryzie i niepokoi.
Dwie godziny później rozpoczęły się zajęcia wychowania fizycznego. Zapomniałam z szafki stroju do ćwiczeń, więc musiałam się z powrotem cofnąć. Wtedy podsłuchałam rozmowę swoich nowych znajomych.
- Znów cię zaatakowało? Jak tym razem wyglądało? - Zapytała Veronica.
- Na początku był to normalny człowiek, później zmienił się w stworzenie, podobne do nietoperza. - Wiedziała, że chodziło o Erynie. Zdecydowałam się zareagować, dlatego podeszłam.
- Hej. - Powiedziałam. - Słyszałam waszą rozmowę.
- Pewnie teraz chcesz nas zamknąć w czterech ścianach i założyć na nas kaftan bezpieczeństwa. - Powiedział Simon. Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił. Odnalazłam herosów.
- Nie, ale...- Naszą rozmowę przerwał głośny huk. Ściana szkolna została rozwalona, a przed nami pojawił się Minotaur.
- Co to jest?! - Krzyknęła przerażona Patricia. Nie wiedziała co ma robić. Minotaur chwycił do ręki Martina i uniósł go nad ziemię.
- Pomocy! - Krzyknął przerażony. Chwyciłam do ręki swój sztylet i rozpoczęłam walkę. Jednak nie udało mi się zabić potwora, ponieważ ten szybko zniknął, razem z naszym kolegą.
- I co my teraz zrobimy? Kim ty jesteś? Co się tu tak właściwie dzieję? - Zapytał Simon.
- Nazywam się Elizabeth Jackson. Jestem wnuczką Posejdona i Ateny, jestem herosem, jednak teraz muszę żyć jak normalny człowiek. Jeśli potwory was atakują, to znaczy, że jeden z waszych rodziców jest bogiem. Jednak teraz nie ma czasu na wyjaśnienia, musimy odnaleźć Martina, zanim zabiją go sługusy Gai.
Przyznam, że nie wiedziałam do końca co mam zrobić. Wiedziałam, że mogę liczyć tylko na siebie, gdyż do Obozu nie mogła wrócić.


________________________
Herosi!
Już praktycznie po świętach. Dziś wyjeżdżam do Julie i Tajemniczej na weekend.
Tak, długo  to trwało, długo dodawałam rozdział, ale cóż....szpital w tym mi przeszkodził.
W nowym roku  życzę Wam:
mniej zabijania potworów,
mniej pomylek Dionizosa o waszym imieniu,
więcej superaśnych misji,
mniej przepowiedni,
więcej wycieczek na Olimp i wgl Wszystkiego Dobrego.
Do zobaczenia
Dżerr
FOREVER

niedziela, 23 listopada 2014

Elizabeth Story: Rozdzial 7 - "Od dziś nie jesteś już herosem...żyj jak normalny śmiertelnik, to rozkaz Elizabeth"


              W połowie drogi musieliśmy zmienić kierunek lotu, ponieważ Eveline stwierdziła, że giganci przenieśli się do Las Vegas. Moja kuzynka bardzo często miewała takie "wizje" i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, dlatego właśnie zarządziłam zmianę kierunku. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Eveline miewa takie przebłyski różnych sytuacji, ale nawet ona nie znała odpowiedzi na to pytanie. Teraz jednak zastanawiałam się, dlaczego Atena jest więziona w mieście wiecznych imprez i hazardu. Przypomniało mi się, że tata kiedyś opowiadał o Las Vegas, ale za nic nie pamiętałam, o co dokładnie mu chodziło. Na pewno wspominał coś o lotosie, ale to w tym momencie nie było istotne.
               Słońce zaczynało zachodzić, a niebo szybko się ściemniło, dlatego postanowiliśmy zatrzymać się na pobliskiej polanie. Nasze pegazy były zmęczone i głodne, więc odpoczynek był konieczny. Josh i Eveline zajęli się rozpalaniem ogniska i rozkładaniem namiotów, natomiast ja poszłam nakarmić naszych latających towarzyszy. Ze swojego zielonego plecaka z naszywkami przeróżnych zespołów wyjęłam całe opakowanie kostek cukru. Powoli podeszłam do czarnego konia, leżącego na trawie. Na mój widok pegaz zatrząsł swoją czarną grzywą. Usiadłam obok Mrocznego, opierając się o jego śliczne końskie siadło i z ręki podawałam mu kostki cukru.
- Hej córko szefa! - W głowie usłyszałam głos końskiego przyjaciela. - Jak podoba ci się Las Vegas? - Zapytał.
-Co? - Zapytałam zaskoczona. - Przecież nie jesteśmy w Las Vegas. - Oznajmiłam ze śmiechem. Moja dłoń dotknęła grzbietu pegaza i zaczęłam go powoli głaskać.
- Jesteśmy. Tam za krzaczkiem, który służy mi jako mój prywatny kibelek znajduje się znak z napisem Las Vegas. Szczerze to jestem zasmucony. Spodziewałem się wielkich budynków, szampanów i jednocześnie gości w garniturach ze studolarówek. A jak na razie co widzę? Krzaczki, gwiazdy, mój toilet i pola. - Mroczny mówił mi to, przystępując z jednego kopyta na drugie. Zrzuciłam wszystkie kostki cukru na ziemie i pobiegłam sprawdzić, czy to rzeczywiście prawda. A jednak. Mroczny się nie mylił. Byliśmy już w Las Vegas.
Szybko pobiegłam do naszego prowizorycznego obozowiska, by poinformować swoich towarzyszy, że jesteśmy już na miejscu, jednak nie mogłam tego zrobić. Josh i Elizabeth spali, ogrzewając się w cieple ogniska. Nie miałam serca ich budzić, ponieważ żadne z nas nie spało od dwudziestu czterech godzin. Postanowiłam wziąć pierwszą warte. Do ręki chwyciłam latarkę oraz swój sztylet i usiadłam, opierając się o pień brzozy.
Siedząc tak w ciszy, nasuwało mi się tysiące myśli, ale teraz musiałam się skupić na dobrym planie odbicia Ateny. Nie wiedzieliśmy, gdzie może ona być, od czego mamy zacząć, a zwłaszcza, nie mieliśmy żadnej wskazówki. Teraz najbardziej potrzebowaliśmy czasu. Przypomniał mi się wiersz, który przeczytałam w obozowej bibliotece, a dokładniej w księdze nieznanych autorów. Idealnie opisywał naszą sytuację.

Czas.
Rzecz ulotna.
Krótka.
A jednocześnie długa.
Chwila.
Dłuży się w nieskończoność.
Tracisz go.
I zyskujesz.
Czas to pieniądz.
Gdybym za każdą zmarnowaną minutę,
dostał jeden grosz,
Byłbym milionerem.
Czas.
Można zmierzyć.
Podzielić i pomnożyć.
Spotęgować i spierwiastkować.
Rozbić.
Na sekundy lub minuty.
Kilometry na godzinę.
Lub metry na sekundę.
Dla wielu rzeczy na świecie,
Trzeba po prostu czasu.
Czas, to coś, co mamy zawsze.
Nikt nam go nie odbierze.
Bez względu na wszystko.
A jednak nie do końca była to prawda. Czas jest ulotny i nie mamy go zbyt wiele. Czasem, gdy jest go za mało, może to doprowadzić nawet do śmierci.
               Moje rozmyślenia przerwał szelest pękającego drewna. Ktoś tu szedł i to na pewno nie był przyjaciel. Podbiegłam bliżej wydawanego dźwięku i wspięłam się na drzewo. Starałam się zachować bardzo cicho. Moim oczom ukazały się dwie...nastolatki. Dwie wysokie dziewczyny, cuchnące chęcią mordu, w przebraniu cheerlederek. Drakainy.
- Herosi ukrywają się w tym lesie. Musimy ich zabić. Wszystkich, oprócz wnuczki Posejdona. Ona musi zobaczyć, jak Gaja niszczy jej świat. To jest plan zemsty naszej władczyni.
- Jak sobie życzysz. - Odpowiedziała nieco niższa Drakaina.
- Pamiętaj, że herosi, pod żadnym pozorem nie mogą dowiedzieć się, że Atena ukrywana jest w podziemiach kasyna Lotos. Nawet jeśli uda im się wejść do Kasyna, to nie zejdą w podziemia, ponieważ będą się zbyt dobrze bawili i nie będą wiedzieli, że Gaja już powstaje. Czas będzie mijał, a oni będą myśleć, że jest  ten sam dzień. - Założyłam na głowę czapkę niewidkę, którą dostałam od mamy i powoli zeszłam na ziemię. Musiałam ostrzec przyjaciół, że nadchodzą wrogowie. Mieliśmy wybór. Albo walczyć, albo uciekać. Rozsądniejszym wyjściem dla mnie była ucieczka, mimo, że herosi walczą do samego końca.
- Eveline! Josh! Wstawajcie - Powiedziałam głośno.  - Wstawajcie, pakujcie się, musimy iść. Zaraz będziemy zaatakowani. Wiem, gdzie znajduje się Atena. Szybko, szybko. - Mimo zmęczenia, moi przyjaciele szybko wykonywali moje polecenia. Zanim się obejrzeliśmy, lecieliśmy już wysoko nad lasem.
               Kasyno lotos. Spodziewałam się zwyczajnego, małego budynku, a jak się okazało był to ogromny hotel z kasynem i parkiem wodnym. Mogłabym tu spędzić cale życie.
- Może ciasteczko? - Zapytała kobieta w skąpym stroju i długich, rudych włosach. Wygadała jak panna lekkich obyczajów, a ja akurat byłam głodna, więc mimo jej odpychającego wyglądu, skusiłam się na babeczkę w kształcie różowego kwiatu lotosu. Nie zauważyłam, gdy zaczęłam zapominać o wszystkich sprawach. Nie wiedziałam gdzie jest Josh, ani Eveline i wcale mnie to nie obchodziło. Wolałam się bawić.
Co jakiś czas jadłam ciastka i tańczyłam z przeróżnymi chłopakami. Czułam się jak zwyczajna nastolatka, która nie musi się niczym martwić. Nagle w głowie mi się zakręciło i upadłam na ziemię.
- Elizabeth, wnuczko. Skup się, skup się na misji. Zacznij działać uwolnij Atenę. - W głowie usłyszałam głos Posejdona. Wszystko mi się przypomniało, miałam misje, ważne zadanie. Szybko podniosłam się na nogi i wzrokiem odnalazłam swoich towarzyszy. Stali pod ścianą, obok złotych drzwi. 
- Elizabeth! - Gdzieś ty się podziewała Szukałam cię dobre dwie godziny. Josh odnalazł kryjówkę. Chodź. - Powiedziała moja kuzynka, łapiąc mnie za rękę. Jedyne co widziałam to ciemność, której nie potrafiłam przebić. Była to na pewno jaskinia. Domyśliłam się po tym, że nasz oddech unosił się echem, a w oddali słychać było kapanie wody. Wilgoć i echo. Jaskinia.
Nagle Josh się zatrzymał i zapalił swoją latarkę. Staliśmy pod celą z metalowych krat. W środku na brudnej i mokrej podłodze leżała bogini. Jej biała suknia była lekko podarta i upaćkana błotem. Długie, brązowe włosy były rozczochrane i kleiły się do jej bladej twarzy. To był obraz męki. Tak będą wyglądać wszyscy ludzie i herosi przed swoją śmiercią, jeśli nie pokonamy Gai.
- Babciu? - Odezwałam się po cichu. Bogini podniosła głowę i spojrzała się na nas wzrokiem pełnym nadziei.
- Eizabeth, Eveline? Co wy tu robicie? Uciekajcie! Zabiją was. Czekali na was. - Powiedziała, podchodząc do krat.
- Nic nie mów. Przyszliśmy cię uwolnić. To rozkaz Zeusa. - Odpowiedziała blondynka, po czym wyjęła czarny przyrząd z taśmą, która sprawiała, że wszystko, czego ona dotyka po prostu znika. Dziewczyna przykleiła taśmę do krat, dzięki czemu Atena została uwolniona.
To były magiczne kraty. Pochłaniały one energię bogini, która teraz nie mogła ustać na nogach.
Już byliśmy przy wyjściu, gdy ktoś złapał mnie za rękę i podłożył mi pod szyję srebny, zimny sztylet.
- Zamknij się i słuchaj! Puszczę cię i twoich przyjaciół, ale powiedz Hadesowi i Zeusowi, by nie próbowali mnie nawracać na waszą stronę, bo tylko pogarszają sprawę. - Napastnik opuścił broń i obrócił mnie w swoją stronę. Wiedziałam, że znów go spotkam. Znów Drake. - Uciekajcie, zanim was dopadną. Widzą, że jesteście, gdzie jesteście...macie zaledwie trzy minuty. Osłaniam Was.
- Ale...
- Idźcie! - Spojrzałam na swoich towarzyszy. Puściłam rękę swojego dawnego przyjaciela i odeszłam. Już byłam przy samych drzwiach, gdy  usłyszałam głos Drake'a.
- Elizabeth? - Odwróciłam się. Chłopak podbiegł do mnie i pocałował. Czułam się szczęśliwa, jakby cały świat nagle przestał istnieć. Gdy pocałunek się skończył, otworzyłam oczy. Niestety. Jego już nie było.
               Na Olimp dotarliśmy w idealnym czasie. Zeus powiedział tylko, że jest dumny z takich herosów, po czym zwołał naradę. Myślałam, że teraz zwyczajnie wrócę do obozu, posiedzę przy ognisku, ale myliłam się.
- Elizabeth! Nie jesteś bezpieczna w tym świecie. Nie możesz brać udziału w wojnie z Gają. Musisz zapomnieć o świecie herosów, o wszystkich swoich przyjaciołach. Załóż ten naszyjnik. - Powiedziała Atena, podając mi srebny łańcuszek z niebieskim oczkiem. - Dzięki temu potwory będą czuć śmiertelnika, a nie herosa. Twoim nowym domem jest dom babci Sally. Od dziś nie jesteś już herosem....żyj tak, jak zwykła nastolatka.
Ostatnie co pamiętam, to łzy smutku na łóżku u babci Sally.

________________________________________

Kochani czytelnicy!
Tydzień temu był 16 listopada, czyli ważna data i nie chodzi mi tu wcale o jakieś wybory samorządowe. 
Dokładnie 16 listopada 2012 roku na tym blogu pojawił się pierwszy rozdział. Minęły dwa lata. Chciałam dodać rozdział w tamtą niedzielę, ale laptop mi się nie chciał włączyć :(

Przede wszystkim chce Wam podziękować. Podziękować wam wszystkim i każdemu z osobna. Jesteście wspaniali. Spieracie mnie w mojej pasji, komentujecie, odwiedzacie blogi, obserwujecie, a nawet ze mną piszecie na asku i facebooku. To jest wielkie, bo trzymacie mnie na duchu.

Rok temu miałam wielką podjarę tym, że wybiło mi 50 000 wyświetleń bloga. Teraz to mam ochotę wyskoczyć z okna ze szczęścia, ponieważ nie spodziewałam się takiej ilości wyświetleń.
W tej chwili  godzinie 17:42 22.11.2014 roku mam 148 224 wyświetlenia,
Dziękuję!
I wiersz został napisany przez Maćka z bloga: Z życia Móżdżka

KOMENTUJCIE!
Do zobaczenia
Dżerr

wtorek, 4 listopada 2014

Elizabeth Story: Rozdzial 6 - "Wyznzanie Drake'a"...

Kochani!
Jak zazwyczaj, bardzo Was przepraszam, miałam problemy z laptopem, ale już ok.
Rozdziały będą się teraz pojawiać jak dawniej czyli co tydzień.
Obiecuję!



               Dzisiejszej nocy nie spałam w Obozie Herosów. Potrzebowałam ciszy i spokoju, by móc obmyślić odpowiedni plan działania związany z moją nową misją. Potrzebowałam także wsparcia rodziców, nie tylko ze względu na więzły rodzinne, ale potrzebowałam rady od prawdziwych wojowników. Nikt nie przeżył tyle co oni, jako dzieci i nastolatki. Nikt nie miał takiego doświadczenia, więc tylko oni mogli mi pomóc. Czasem, gdy tak na nich spoglądałam, widziałam Odyseusza i Penelopę czyli wzorowe małżeństwo, okazujące sobie wzajemny szacunek i dające szczęście swoim dzieciom. Wszyscy herosi wiedzieli kim byli moi rodzice i zawsze mi powtarzali, że pewnie jestem taka jak oni, że zawsze będę osiągała zamierzony cel, ale jednak nie należało to do łatwych zadań. Każdy ma chwile słabości, niezaradności, gdy nie radzi sobie z własnymi przemyśleniami i to potrafiło zgubić. Gdyby nie przyjaciele, już wiele razy straciłabym życie. Zawdzięczam im wiele i przysięgam chronić Eveline. Zrobię wszystko, by moja kuzynka była szczęśliwa, ale Drake'a muszę zabić. Przysięgłam na Styks, ale obiecałam sobie, że nikomu o tym nie powiem. To miała być tajemnica.
               Powoli otworzyłam drzwi do domu. Znów poczułam zapach dzieciństwa, czyli zapach ciastek czekoladowo orzechowych, które piekła mama. Zawsze dodawała do nich niebieskiego barwnika spożywczego, ponieważ tata miał do tego koloru wielki sentyment. Może i miał już trzydzieści cztery lata, ale wciąż zdarzało mu się zachowywać jak dziecko.
- Elizabeth? Co tutaj robisz, kochanie? - Zapytała moja mama zdumiona moim widokiem. - Przecież zawsze powtarzałaś, że nie lubisz wracać do domu, podczas wakacji w obozie. - Odpowiedziała, na rękach trzymając moją maleńką siostrę.
- Wiem mamo, ale uwierz mi, że wszystko się zmieniło. Muszę z wami porozmawiać. Potrzebuję pomocy. Zacznijmy od tego, że Atena została porwana.
               Mama szybko położyła Clarisse do łóżeczka i przyszła z tatą do mojego pokoju.
- Co się dzieje w obozie? Kto porwał Atenę? - Zapytał tata, w ręku trzymając długopis, który zmieniał się w miecz o nazwie Orkan.
- Miałam sen, że bogini mądrości została porwana i rzeczywiście tak się stało. Gaja planuję się przebudzić i zniszczyć cały świat. Chciałam uwolnić babcie, a Drake miał mi w tym pomóc, jednak okazało się, że jest on zdrajcą. Służy on Gai. Oczywiście Zeus o wszystkim już wie, dlatego wróciłam do domu. Dostałam misję uwolnienia babci, jednak potrzebuje takiej strategii, której Drake jeszcze nie zna, planu, który idealnie zadziała. Bez Ateny Olimp nie będzie miał jak się bronić, dlatego ta misja jest tak ważna.
- Rozumiem córeczko, że nie wyruszasz sama? - Powiedział mój tata. W jego głosie można było wyczuć troskę, ale jednocześnie zmartwienie. Doskonale mnie rozumiał, przecież, gdy miał szesnaście lat pokonał Kronosa, a w wieku lat siedemnastu walczył w bitwie z Uranosem. - Dobierz swoich towarzyszy odpowiednio. Muszą to być osoby, którym bezgranicznie ufasz i którzy w każdym momencie będą mogli ci pomóc. Przede wszystkim pamiętaj, co tak naprawdę jest celem twojego zadania. Musisz uwolnić Atenę. Życie to wojna, a na wojnie są ofiary. Nie mogę za ciebie wymyślić strategi działania, ale mogę dać ci rady. Nawet, gdyby ktoś miałby zginąć, musisz myśleć trzeźwo, jako najważniejsze stawiaj pomyślne zakończenie misji. Nie popełniaj mojego błędu. Ja zawsze stawiałem na przyjaciół, a teraz kilkoro z nich nie żyję już wiele lat. Zrobisz jak będziesz uważała.
- O dziwo przyznam  tacie rację. Pomóc może ci moja stara przyjaciółka, która wiele razy uratowała mi życie. Używaj jej mądrze i najważniejsze, nie zgub jej. To jest bejsbolówka, stara czapka z daszkiem, którą dostałam od Ateny. Gdy ją założysz, staniesz się niewidzialna. - Powiedziała mama, dając mi do rąk zniszczoną czapkę. - Teraz powinnaś się wyspać i na spokojnie wszystko sobie przemyśleć. Słodkich snów, kochanie. - Mama podeszła do mnie i dała mi całusa w czoło. Na jej twarzy pojawiły się zmarszczki, które oznaczały zmartwienia.
Jedyne co pamiętałam za nim oddalam się w krainę Morfeusza to cicho zamykające się drzwi od mojego pokoju.
Spalam na łóżku w swoim pokoju, gdy obudził mnie podmuch wiatru. Otworzyłam oczy i ujrzałam pełnie księżyca za oknem, które było otwarte, mimo, że na noc je zamknęłam. Podeszłam do niego i ponownie zamknęlam. Gdy się odwrócilam, zobaczylam wysokiego chłopaka, stojącego przy moim łózko. Oczy miał koloru ziemi. Na jego twarzy gościl szeroki uśmiech. - Drake. Odruchowo złapałam za swój sztylet leżący na biurku i wyciągnęłam go przed siebie, gotowa do ataku. 
- Co ty tutaj robisz? - Zapytałam zaskoczona jego obecnością.
- Lizzy, nie zabijesz mnie teraz, nie możesz mnie nawet dotknąć. To tylko sen, w którym się celowo pojawiłem, gdy przemieszczałem się za pomocą metody cienia. Musiałem o tobie pomyśleć, skoro tu jestem, ale ty myślałaś o mnie. 
- Owszem, myślałam, ale o tym jak cię zabić. - Odpowiedziałam lekko się unosząc.
- Nigdy nie byłaś taka waleczna. Zawsze wolałaś obmyślić odpowiednią strategię, plan, a dopiero później walczyłaś, a teraz proszę, stoisz przede mną w dwa rozmiary za dużej, pomarańczowej koszulce z niebieskim napisem "Ratownik WOPR", czarnych majtkach i ze sztyletem w ręku. Przyznam, że ten widok mi nie przeszkadza. - Odpowiedział puszczając do mnie oczko. Starałam się to zignorować. 
- Czego ode mnie chcesz? - Zapytałam, siadając na fotelu. Skoro nie mogłam go nawet dotknąć, to nie miałam nic lepszego do roboty. Byłam całkowicie bezradna. - Wynocha z mojego snu!
- Chce porozmawiać. Nie wyjdę z twojego snu, dopóki nie dasz mi czegoś powiedzieć. - Oznajmił.
- Masz minutę. 
- Wiem o twojej misji. Wybierasz się odbić Atenę, szlachetne. Wiem, że misja będzie ciężka, ale powinnaś dać radę. Chce, żebyś wiedziała, że później obóz dla ciebie już nie będzie  bezpieczny. Będziesz musiała uciec, zniknąć. - Po co on mi to mówi, dlaczego mówi, że nie będę bezpieczna? 
- Dlaczego?... - Nie dal mi dokończyć mojego pytania. Od razu na nie odpowiedział.
- Jeszcze się nie domyśliłaś, Elizabeth? Jestem w armii Gai tylko po to, by cię chronić. Ty jednak za wcześnie oceniłaś sytuację, przysięgłaś na Styks, że mnie zabijesz, a to nie było odpowiednie posunięcie. Miałem plan, by być szpiegiem, a nie zdrajcą. Na ten pomysł wpadł mój dziadek, Hades, nie mówiąc o nim nikomu. Miałem dowiedzieć się wszystkiego o powstaniu Gai i wrócić do obozu, ponieważ tu jest moje miejsce, a przynajmniej było. - Chłopak wstał i podszedł do fotela, na którym siedziałam. Położył swoją dłoń na moim kolanie, lecz wcale nie czułam dotyku. Kucnął przede mną i popatrzył mi prosto w oczy. - Moje miejsce do końca życia było obok ciebie, ponieważ kocham cię, frajerko. Jednak teraz już nigdy nie będziemy razem, a gdyby było inaczej, zginęłabyś, ponieważ nie spełniłabyś przysięgi. Trzy Mojry utkały nam swoją nicią inną przyszłość i nie jest ona wspólna. Jedno z nas zginie, a ja jestem przekonany, że to będziesz ty. Wiesz co jest najśmieszniejsze? Jednocześnie cię kocham i nienawidzę.   Nazwa
łaś mnie zdrajcą Olimpu i teraz nim się stałem, jednak nie chce, byś zginęła przed naszym starciem. Dlatego powinnaś się dowiedzieć od ojca, jak pokonać drakainy. Mam nadzieję, że to ja cię zabiję. Żegnaj, Elizabeth. - Powiedział, po czym zniknął w smudze cienia.
               Obudziłam się koło dziewiątej rano. O jedenastej miałam stawić się pod sosną Thalii, by wyruszyć na misję. Przez cały czas myślałam o tym, co powiedział mi Drake. "Kocham cię i nienawidzę" "Dowiedz się jak zabić drakainy". Czyli to z nimi będę miała do czynienia na misji.
Szybko wykonałam poranną toaletę po czym zeszłam do jadalni na śniadanie. Na talerz nałożyłam sobie dwa gofry, z czego jednego podzieliłam na polowe i każdą z nich wrzuciłam do stojaków z ogniem na ofiarę Posejdonowi i Atenie.
Tato - Zaczęłam temat. - Walczyłeś kiedyś z Drakainami, prawda? - Zapytałam, choć doskonale znałam odpowiedź.
- Tak. Do tej pory pamiętam te ich ohydne "ciała". Najpierw wyglądały jak zwyczajne nastolatki ze szkoły średniej. W strojach grupy dziewczyn, dopingujących szkolną drużynę, nie wyglądały na śmiertelnie niebezpieczne. Jednak jest to tylko przykrywka. Tak naprawdę się zmieniają w okropne stworzenia, które zamiast nóg, mają wężowe ciało. Są naprawdę okropnymi potworami, ale można je zabić, jak każdego potwora. Jeśli będziesz miała z nimi do czynienia, to koniecznie użyj czapki, którą dostałaś od mamy.
- Dziękuję. - Powiedziałam, odchodząc od stołu. - Muszę lecieć do obozu. Do zobaczenia.
- Kochanie, poczekaj chwile. Weź te drachmy. - Powiedziała mama, dając mi do ręki woreczek złotych monet.
- Jeszcze raz, do zobaczenia.
                Ze swojego obozowego domku wzięłam jeszcze mapę oraz parę drobiazgów. Gdy wybiła ustalona godzina spotkania, pobiegłam pod sosnę Thalii. Eveline i Josh już na mnie czekali, a obok nich stały trzy pegazy, w tym jeden cały czarny. - Mroczny, czyli pegaz mojego taty. Weszliśmy na latające konie, po czym odlecieliśmy, by uwolnić Atenę.



piątek, 26 września 2014

Elizabeth Story: Rozdzial 5 - "Przepowiednia od Rachel"

              Po powrocie do Obozu, szybko pobiegłam do Wielkiego Domu, aby poinformować Chejrona i Pana D. o nowej misji, na którą miałam wybrać się razem z dwójką towarzyszy. W tym momencie były tylko dwie rzeczy, na których szczerze mi zależało. Ponad wszystko chciałam ochronić Obóz Herosów, czyli rzecz biorąc mój świat przed jakimkolwiek zagrożeniem oraz pragnęłam dotrzymać przysięgi, którą złożyłam kilka dni temu przed Drake'em. W ludziach najbardziej nienawidzę kłamstwa i chamstwa, a on okazał się największym oszustem, jakiego kiedykolwiek miałam czelność poznać. Chce go zranić tak samo, jak on zranił mnie. Doskonale wiem, że uda mi się to prędzej czy później. Stanęłam przed dużymi, brązowymi drzwiami z drewna bukowego i pociągnęłam za pomalowaną klamkę. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem, a moimi oczom ukazał się brązowy centaur i wysoki mężczyzna w hawajskiej koszuli, popijający dietetyczną colę. Jak zwykle grający w karty.
 - Elizabeth Jackson. Jesteś w naszym domu tak samo często, jak twoja matka - Odpowiedział Dionizos.
 - Zeus zapowiedział nam misję. Mam wyruszyć z dwójką herosów, aby odbić Atenę i schwytać wnuka Hadesa - Odpowiedziałam, siadając na jednym z wolnych krzeseł przy stole.
 - Czy wiesz z kim chciałabyś wyruszyć na wyprawę droga Lizzy? - Zapytał Chejron, który odłożył swoją talię kart na stolik, krzycząc "znów wygrałem".
 - Niestety nie. Myślę, że najrozsądniej będzie, jeśli pójdę do wyroczni i usłyszę przepowiednie. Będę wtedy wiedziała, na czym mniej więcej stoję.
 - Wiesz, droga Elizabeth? Jesteś pod tym względem bardzo podobna do matki. Zawsze trzeźwo myślisz, nie poddajesz się i wiesz, jak wybrnąć z ciężkich sytuacji. Do tej pory nie wiem, jaką część charakteru masz po ojcu. -  Chejron znał moją mamę odkąd przybyła do obozu razem z Thalią i Lukiem, miała wtedy siedem lat. W wieku dwunastu lat, do świata herosów dołączył mój tata i tak się właśnie poznali. Tata był glonomóżdżkiem, który dobro swoich bliskich stawiał ponad własne. Mama była rozsądną i mądrą córką Ateny. - Jeszcze dziś idź do Rachel. Poproś o przepowiednię dotyczącą twojej misji i powołaj dwójkę towarzyszy, których także będzie dotyczyła przepowiednia.
 - Dziękuję Chejronie. Do zobaczenia na ognisku - Uśmiechnięta wybiegłam z Wielkiego Domu i skierowałam się prosto w stronę jaskini Rachel. Przyznam, że nieco bałam się przepowiedni, ale co by się nie działo, zrobię to, osiągnę swoje cele i nic mi w tym nie przeszkodzi. Mnie, a przepowiednią dzieliła tylko fioletowa zasłona, która na celu miała imitację drzwi.
 - Cześć, Rachel - Powiedziałam z uśmiechem, siadając na fioletowej, futrzanej kanapie.
 - Hej, Lizz. Pewnie chciałabyś usłyszeć przepowiednię, prawda? - Zapytała. Rudowłosa dziewczyna tak naprawdę była w wieku moich rodziców, lecz w momencie, gdy przyjęła do swojego ciała ducha Delf, była nieśmiertelna. Zatrzymała się w wieku szesnastu lat.
 - Tak. Chodzi o misję uratowania Ateny. Chce wiedzieć z kim mam wyruszyć i co może mnie czekać. Czy masz dla mnie jakąś przepowiednię? - Zapytałam z nutką nadziei w glosie.
 - Mam przepowiednię, którą wypowiedziałam przed Percym i Annabeth, rok po twoich narodzinach. Jest to przepowiednia dotycząca nie tylko tej misji, ale całej ciebie. - Po tych słowach oczy dziewczyny zaczęły świecić na zielono, a z jest ust wydobył się duszący i nie przyjemnie pachnący dym tej samej barwy. Byłam na prawdę zaskoczona tym widokiem. Oznaczało to, że przepowiednia jest naprawdę wielkiej wagi. "Wnuczka Ateny na poszukiwanie babci wyruszy,
 Razem z kuzynką kamień nadziei skruszy,
 Przysięgę ogromnej wagi złoży,
 I by jej spełnić, wielkich starań dołoży. 
 Atena bezpieczeństwo wnuczce zapewni,
 Lecz obietnica dla bliskich się nie spełni, 
Wnuczka oceanu do obozu powróci
 Przez co wiele smutku narzuci
 Umrzeć, czy żyć będzie jej dane
 Nowych herosów nie przyprowadzi na marne."
 Rachel opadła na fotel, a jej oczy przestały świecić. Powoli odwróciłam się za siebie i zobaczyłam, że kilkunastu herosów przysłuchiwało się całej przepowiedni. Wszyscy mieli bardzo zaskoczone miny i szeroko otwarte oczy. Musiałam jakoś załagodzić całą sytuację.
 - To co kochani? Chyba czas na ognisko! - Odpowiedziałam z uśmiechem, a reszta herosów wybuchła głośnym śmiechem, po czym ruszyła w stronę pola ogniskowego.
Pomarańczowo czerwony ogień buchał na wszystkie strony, dając wszystkim obozowiczom choć trochę ciepła. Uwielbiałam te ogniska i miałam do nich ogromny sentyment. Zawsze śpiewaliśmy obozowe piosenki i graliśmy w przeróżne gry. Dawało nam to mnóstwo powodów do śmiechu. Tak też było tym razu, jednak wiedziałam, że wszyscy czekają, aż ogłoszę, kogo zabiorę ze sobą na misję. Postanowiłam, że powiem to właśnie teraz.
 - Moi kochani. Jak pewnie już wszyscy wiedzą, Atena została porwana, a Drake okazał się zdrajcą. Zbliża się wojna, a my nie mamy żadnych szans, bez bogini sprawiedliwości i strategii, dlatego właśnie musimy ją odbić z rąk wroga. Według przepowiedni mam wyruszyć na misję odnalezienia Ateny i mogę zabrać ze sobą tylko dwójkę herosów. W wyborze pomogła mi przepowiednia, którą usłyszałam zaledwie godzinę temu. Postanowiłam, że na misję wybiorą się ze mną Eveline oraz Josh - syn Irys, który w obozie jest już cztery lata. Oboje będą mi bardzo potrzebni w misji. Wybrani wstali a wśród ogniska rozniosły się oklaski. Eve podeszła do mnie i mocno uścisnęła.
 - Nie martw się Lizz. Damy sobie radę. Co trzy głowy to nie jedna. 
 - Dziękuję, że jesteś - Odpowiedziałam, czując, jak po policzku spływa mi pojedyncza, słona łza. Do moich myśli powróciły wszelkie wspomnienia. Odczuwałam smutek związany z nimi. To takie uczucie, jakby się tonęło, jakby grzebano cię w ziemi. Zanurzam się w wodzie, która ma płowy kolor rozkopanej gleby. Każdy oddech dusi. Nie ma niczego, czego można by było się przytrzymać, niczego, w co można się wbić pazurami. Nie ma wyjścia. Trzeba odpuścić.
___________________________
A oto i kolejny rozdział. Mam nadzieję, że pojawi się pod nim naprawdę dużo komentarzy i, że się wam spodoba.
Dziękuję Sonii za to, że jest moją betą i dzięki niej rozdziały są znacznie lepsze.
Chciałabym zaprosić was w parę miejsc.

Oto blog o historii herosów. Zapraszam serdecznie, może was zaciekawi. Drugie Życie Herosów

Blog o Natalie Prawdziwe Życie Natalie Anderson

piątek, 5 września 2014

Elizabeth Story: Rozdział 4 - "Wizyta na Olimpie, nowa misja..."

               Staliśmy pod największym budynkiem w Nowym Jorku czyli pod Empire State Building, gdzie na sześćsetnym piętrze znajdowała się siedziba naszych rodziców i dziadków, czyli po prostu Olimp. Zeus został poinformowany o naszej wizycie w środku nocy i trzeba przyznać, że nie był koniecznie zadowolony. Powiedział, że nikogo nie wpuści, ale ostatecznie Chejronowi udało się go przekonać.
Na te krótką wycieczkę wybrało się sześcioro herosów, czyli ci, którym ufam najbardziej. Cały czas zastanawiałam się, jak ja wszystkim powiem, że wnuk Hadesa i Zeusa, a mój najlepszy przyjaciel okazał się zdrajcą? Bóg niebios może uznać to za oszczerstwo, co w sumie jest do niego podobne, ponieważ nie ma co ukrywać, ale Zeus jest zadufany w sobie i w swojej rodzinie. Przynajmniej nie zjada własnych dzieci, jak jego ojciec, Kronos.
Razem z innymi herosami weszliśmy do środa budynku. Marmurowe, złocone kolumny podtrzymujące hol były idealnie zaprojektowane. Na ścianach powieszone były przeróżne obrazy sławnych malarzy takich jak Leonardo Da Vinci. Przy dużym biurku na podeście, które przypominało recepcję siedział średniego wzrostu mężczyzna o kasztanowych włosach i niebieskich oczach. Podeszłam razem z Eveline, a on spojrzał na nas nie ufnie.
- W czym mogę pomóc? - Zapytał głębokim, ale jednocześnie srogim głosem.
- Poproszę klucz do windy na sześćsetne piętro. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- Proszę sobie ze mnie nie żartować. Takie piętro w tym budynku nie istnieję.
Zdjęłam swoje okulary przeciwsłoneczne i ukazałam głęboką zieleń swoich oczu. Mężczyzna mrugnął szybko kilka razy, po czym otworzył szufladę i wyciągnął długi, złoty klucz.
- Czy Pan Zeus się was spodziewa młodzi herosi? - Zapytał z podejrzeniem, jakbym nie wiem co chciała zrobić tam na górze.
- Tak, wszystko jest ustalone. - Mężczyzna podał mi klucz, po czym zawołaniem ręki, zachęciłam pozostałych do wejścia do windy.
Włożyłam kluczy w otwór w windzie, a następnie pojawił się przycisk z liczbą Omega. Eveline wcisnęła go i tak pojechaliśmy na górę.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, przed nami rozciągał się obraz beztroskiego życia. Ludzie ubrani w białe szaty z czasów starożytności, Muzy Apolla grające na lirach i śpiewające pod fontanną oraz nimfy, który bawiły się w chowanego z dziećmi pośród kolumn. Tutaj wszystko wydawało się takie proste i łatwe.
Wyszliśmy z małego pomieszczenia i ruszyliśmy po schodach na samą górę, do sali narad, gdzie już wszyscy na nas czekali.
- Masz jakiś pomysł, jak rozpocząć całą pogawędkę? - Zapytała moja kuzynka.
- Zawsze mam jakiś plan, więc zostawcie to mnie.
Drzwi do sali otworzyły się, a ja zobaczyłam dwanaście tronów, lecz jeden z nich był całkowicie pusty. Atena nadal nie wróciła, a bogowie nie wiedzą, co się z nią dzieję.
Weszłam do pomieszczenia i na samym środku razem ze swoimi towarzyszami złożyłam pokłon, oddając wszystkim bogom cześć. Tak, jak moja mama nie przepadałam za Herą, ale to chyba miałam już wrodzone.
- A więc co was tutaj sprowadza młodzi herosi? - Zaczął Posejdon, mój dziadek, jeden z najfajniejszych bogów.
- Mamy pewna informację. Kilka dni temu miałam sen, w którym Atena została porwana. Razem z wnukiem Zeusa i Hadesa - Drake'em, postanowiliśmy ją odnaleźć. Drake miał już gotowy plan, co było dla mnie bardzo zaskakujące, ponieważ zazwyczaj polegał na mnie. Gdy jechaliśmy taksówką, dowiedziałam się prawdy. Atena została porwana i w tym momencie jest przynętą. Gaja - matka ziemia powróciła z rządzą zemsty na wszystkich ludziach, herosach oraz bogach. Drake okazał się oszustem i od samego początku spiskował przeciwko swoim rodakom. Jest zdrajcą, który służy naszemu wrogowi. Dzięki niemu wiem, gdzie znajduje się bogini mądrości i sprawiedliwej wojny.
- To nie dorzeczne! - Krzyknął Pan Olimpu. - Mój wnuk na pewno nie ma z tym nic wspólnego.
- Przykro mi, ale taka jest prawda. Drake miał mnie doprowadzić do kryjówki Gai, lecz udało mi się uciec. - Odpowiedziałam.
- Jeśli prawdą jest, to co mówisz, to w takim razie on zostaje wygnany. Każda osoba, która będzie z nim utrzymywała kontakt, skończy tak, jak on. Młodzi herosi macie nową misję. Musicie odnaleźć Atenę i sprowadzić ją tutaj. Bez niej, nie będziemy mieć strategii i nie wygramy wojny.
Na misje wyruszy trójka z Was. Macie czas do następnego poniedziałku czyli do przesilenia i do następnej rady, a teraz idźcie już, gdyż musimy sobie wszystko przemyśleć.
               Do obozu trafiliśmy przed obiadem. Chejron zadawał nam mnóstwo pytań dotyczących naszej wizyty, lecz nie było nic konkretnego do opowiadania, więc wspomniałam tylko o nadchodzącej misji, na którą będę musiała się wybrać razem z dwoma herosami.
                 Przed obiadem spotkałam się z Eveline, gdyż miałam potrzebę wygadania się. Dziewczyna nie była już tak samo uśmiechnięta, jak dawniej. Ją także bolała zdrada naszego wspólnego przyjaciela i również bardzo to przeżywała. Chciałam jej powiedzieć o tym, że przysięgłam na Styks, że zabiję Drake'a, ale bałam się jej reakcji, dlatego postanowiłam zachować to wyłącznie dla siebie.
- I jak się trzymasz? - Zapytała blondynka. W jej oczach widać było smutek i żal.
- Nie za dobrze. Staram się być opanowana, jak przystało na herosa, lecz muszę przyznać, że nie umiem tak łatwo o nim zapomnieć. Nie wyobrażam sobie walki między nim, a mną. Wiem, że będę musiała podnieść na niego broń, ale będzie to dla mnie zdecydowanie zbyt trudne i będę musiała się zdobyć na uwagę. Tylko nie rozumiem, dlaczego on cały czas tkwi w mojej głowie. - Odpowiedziałam całkowicie szczerze.
- Wiesz, Elizabeth. Są tacy ludzie, którzy nigdy nie przestaną być dla nas ważni.
- Wiem o tym, ale po prostu chciałabym, bym nigdy go nie poznała. Chce po prostu go nie znać i tyle. Ja chce by było dobrze dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla obozu, by moja siostra mogła żyć w spokojnym świecie herosów. Czy to tak wiele? - Zapytałam. Clarisse zawsze była dla mnie najważniejsza, odkąd się tylko urodziła i nie chce, by kiedykolwiek stała jej się krzywda.
- Doskonale cię rozumiem, Lizz, ale nie uważasz, że prosisz o zbyt wiele? Życie herosa nigdy nie było usłane różami. Zawsze na drodze pojawią się góry i przepaście, ale tak jest nawet w normalnym życiu i tego nie da się uniknąć. Jest to nierealne. - Eve zawsze wiedziała, co mądrego powiedzieć, by pocieszyć człowieka. W sumie nic dziwnego, przecież jest wnuczką Ateny.

____________________________
No, ok. W końcu udalo mi się coś napisać. Na samym początku chce Was przeprosić za to, że w niektórych zdaniach nie ma litery "L", ale z altem, gdyż nie chce się napisać, bo brat zepsul klawiaturę.

Okej.
Rozdzial jest krótki, ale nie mam weny i nie mialam go na czym napisać, a dopiero wczoraj kupiono nowego laptopa.
Na początku zachęcam Was do obejrzenia oto tego filmiku, którego potrafię oglądać po kilka razy dziennie.

Jula dziękuję Ci za te wspaniale kilka dni. Mam dla cb :( wiadomość - Stalo się to najgorsze - to koniec. Wiesz czego, bo dzis plakalam przez telefon, ale wiem, że będzie dobrze i jeszcze będzie tak jak ma być, bo jest na razie przerwa.
Dziękuję Ci misiaczku, Kocham Cię.

A co do moich czytelników
Dziękuję tym, którzy choć trochę mnie zrozumieli, a do tych którzy woleli hejtować. - Ja mam też życie prywatne. Byly wakacje, wyjazdy itp. Teraz liceum i dziś maly incydent życiowy, który doprowadza mnie do lez, ale dodaje rozdzial, tak? Chyba lepiej wiem, czy mam bloga w dupie, czynie, a moja odpowiedz to - NIE. NIE MAM GO W DUPIE, BO TO MOJE DZIECKO!
Ta...dla Was, powinnam caly czas siedziec, nigdzie nie wychodzić, tylko pisac i pisac, a w dupie miec zycie.
Tak się zachowujecie.
No nic.
To chyba na tyle.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
Dżerr

wtorek, 8 lipca 2014

Elizabeth Story: Rozdział 3 - "W Obozie Herosów mamy zdrajcę. Mojego przyjaciela..."

Witam Was drodzy herosi.
Ten post, jak sam tytuł mówi jest rozdziałem.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Chciałam Wam oznajmić, że znów poczułam tą kochana pasje do pisania herosów. Gdy chodzę wieczorem z psem na spacery - w uszach słuchawki i muzyka, a w głowie wydarzenia, które poznacie w rozdziałach. Czuję się jak Elizabeth. 
Także mam nadzieję, że będzie się Wam miło czytało.
Rozdział dedykuję osobie, która znów zachęciła mnie do pisania. - Julaa kocham mocno i dziękuję. A już nie długo wspólny wyjazd nad zaporę. Dedykuję też Pati
A więc zapraszam na rozdział :D
Dżerr
___________________________________________

               Pojawiłam się w Pawilonie Jadalnym, akurat w porę kolacji. Nie było mnie cały dzień. Nie sądziłam, że ten czas tak szybko mija.
Oczy wszystkich herosów były skierowane prosto na mnie. Każdy zastanawiał się, co robię.
Jednak ja po prostu wstałam i starałam się nie zwracać na nich uwagi.
- Grupowi! - Krzyknęłam. W moim głosie można było wyczuć władczą nutę, ale jednocześnie zszokowanie i smutek. - Za dwadzieścia minut spotykamy się w Wielkim Domu, w sali wojennej. Nie spóźnijcie się! W Obozie mamy zdrajcę. - Na słowie "zdrajca", głos mi się załamał. Jednak nie chciałam by, ktoś to zauważył, dlatego szybko wzięłam swój plecak na plecy i ruszyłam w stronę miejsca spotkania.
Usiadłam na krześle i czekałam w ciszy. Po kilkudziesięciu minutach pojawili się wszyscy grupowi oraz Chejron z Panem D.
- Co się stało? - Zapytał centaur.
- Atena została porwana. Planowałam ją uwolnić, dlatego w nocy się wymknęłam razem z Drake'm. Gdy jechaliśmy taksówką na lotnisko, słyszałam jego rozmowę z kierowcą. Usłyszałam jaki ma plan. Drake miał zaprowadzić mnie prosto w pułapkę, a Atena jest przynętą, do ściągnięcia mnie. Drake jest zdrajcą. Gaja powraca, by zniszczyć wszystkich herosów.
- Drake? - Zapytała Eveline. - Nasz Drake. Nie, to nie do wiary.
- Niestety, taka jest prawda. - Wtrącił Chejron. - Od dawna przeczuwałem, że ten chłopak coś knuje. Nie pozostało nam nic innego, jak stworzenie nowej bariery, by Drake nie mógł wejść na teren obozu.
- Ale jak, mamy to zrobić? - Zapytałam.
- Istnieje tylko jeden sposób. Trzeba poprosić Zeusa. Jutro, kilkoro z Was wybierze się na wycieczkę na Olimp. Postarajcie się go ubłagać.
- A jeśli się nam nie uda?
- Nie przyjmujcie tego do wiadomości. Jesteście herosami. Musi się wam udać.
Rozkaz Chejrona był jasny. Musimy go posłuchać. Tylko Zeus może sprawić, że bariera chroniąca obóz nie będzie wpuszczała zdrajcy.
Wszyscy Grupowi rozeszli się do swoich domków. Już miałam wracać do siebie, gdy centaur zagrodził mi drogę.
- Elizabeth? - Wypowiedział moje imię ze współczuciem.
- Tak? - Odpowiedziałam
- Podaj godzinę zbiórki i zbierz sobie ekipę. Wszyscy razem musicie przekonać Bogów. Oni mogą wam pomóc. Jednak musisz pamiętać, że jesteś dowódczynią i to ty masz ostatnie zdanie, lecz słuchaj innych, bo jeśli będziesz za bardzo podlegała sobie, to może cię to zgubić. Nie mów złego słowa na swojego starego przyjaciela. Nie zapominaj, że jest on i nadal będzie wnukiem tego najważniejszego Boga.
- Zapamiętam twoje rady Chejronie. Dziękuję.
- Z twego zachowania można wywnioskować, że jesteś bardzo podobna do swojej matki. Uważajcie na siebie.
- Tak jest! - Po tych słowach opuściłam Wielki Dom i pobiegłam w stronę domku Hermesa, by porozmawiać z Davidem. Chłopak ma siedemnaście lat i jest grupowym. Z tego, co mi wiadomo w obozie mieszka od szóstego roku życia. Przybył tutaj sam, gdy ścigała go jedna z gorgon - Meduza. David zawsze chętnie mi pomaga i wiem, że mimo tego, że nie za bardzo się lubimy, zawsze stanie po mojej stronie ze względu szacunku do mnie i do mojej rodziny, który, jak mów Chejron jest dumą obozu.
Zapukałam do drzwi i czekałam, aż ktoś zechce mi je otworzyć.
- Hasło, proszę. - Powiedziała dziewczyna, która lekko uchyliła drzwi. Nazywała się Jessica.
- Brak hasła. - Odpowiedziałam. Dziewczyna uśmiechnęła się i ręką zachęciła mnie do wejścia. - Gdzie David? - Zapytałam.
- Tutaj jestem. - Odwróciłam się. - Za mną stał chłopak o krótkich, blond włosach i brązowych oczach. - W czymś ci pomóc? - Zapytał mrużąc oczy. - Chodzi o Drake'a?
- Nie. Jest zdrajcą i nie zamierzam o nim rozmawiać. Chciałabym, żebyś był w mojej ekipie, podczas jutrzejszej wyprawy na Olimp. Zbiórka o godzinę ósmej pod sosną Thalli. Mógłbyś przekazać innym grupowym?
- Pewnie. To wszystko?
- Tak. Pamiętajcie, aby wstać wcześnie i coś zjeść. Nie wiadomo ile będziemy w siedzibie Bogów.
- Zrozumiałem.
- W takim razie już będę szła. Dzięki za pomoc. - David odprowadził mnie wzrokiem do drzwi i zniknął.
               Stałam pod prysznicem już od piętnastu minut. Pozwoliłam, by ciepła woda obmyła mnie ze wszelkich, niebezpiecznych myśli. Chciałam zapomnieć o całej tej sytuacji, ale po prostu nie potrafiłam. Z Drake'm przyjaźniłam się od urodzenia, no może nie dosłownie. Otóż, gdy się urodziłam, bardzo szybko dorastałam. Zatrzymałam się z rozwojem, na pięć lat. Siedem miesięcy po wojnie urodził się Drake. Można powiedzieć, że widziałam, jak dorasta. Gdy powinny wybić moje szóste urodziny, znów zaczęłam rosnąć. Dlatego mam osiemnaście, a nie dwadzieścia lat. Jestem w tym samym wieku, co Drake. Wszystko przez magię Hekate, w której mój dziadek mieszał palce.
Wyszłam z pod prysznica ubrana w piżamę. Kierowałam się w stronę łóżka, lecz nie było ono wolne. Leżał na nim mój stary przyjaciel.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam, chwytając do ręki sztylet.
- Chce z tobą porozmawiać.
- Nie mamy o czym. - Powiedziałam ze złością w głosie. - Wynoś się, albo pójdę po Chejrona.
- Elizabeth...- Powiedział próbując do mnie podejść.
- Powiedziałam wynoś się. Nie chce cię znać. Przysięgłam na Styks, że cię zabije. Chcesz, by ta przysięga spełniła się teraz?
- Lizzy - Gdy usłyszałam swoje przezwisko z dzieciństwa, wypływające z jego ust, do oczu podeszły mi łzy. Dlaczego on trzyma z Gają? Czy ja czymś mu zawiniłam?
- Nie mów tak na mnie. Nie jesteśmy przyjaciółmi, lecz wrogami. Wynoś się. - Chłopak nie posłuchał. Szybko do mnie podszedł, obezwładnił ręce i pocałował, a dopiero później zniknął.
Położyłam się do łóżka z nadzieją, że dzisiejszy dzień okaże się tylko koszmarem, które nawiedzają każdego herosa. Nie mogłam się bardziej mylić.
Znajdowałam się w obozie, w tłumie herosów. Na środku było puste miejsce, a po drugiej stronie polany stała Gaja wraz z jej armią i Drake'm. Obok mnie stały dwie dziewczyny, których nigdy nie widziałam oraz wysoki chłopak o dłuższych, blond włosach. Przyglądał się wrogom.
- Bez przywódcy wasz obóz pójdzie do odstrzału. - Powiedział stary przyjaciel. - Gdzie jest Elizabeth. - Odpowiedziała mu cisza. Chciałam wybiegnąć na środek, ale nie mogłam. Nie mogłam się nawet odezwać. Co się dzieje?
Nagle tysiące strzał poleciało prosto na nas, powodując masowy mord wojenny.

_______________________
Proszę o komentarze :D
Dżerr

piątek, 27 czerwca 2014

Elizabeth Story: Rozdział 2 - "Tajemnica Drake'a..."

Po długich i męczących poprawkach powracam w świat Percy'ego Jacksona wraz z nowym rozdziałem do Elizabeth Story - Nowe Pokolenie.
Na samym początku przepraszam, za długi czas oczekiwania, a powodem tego były moje cztery zagrożenia, ale ostatecznie zdałam.
No więc zapraszam na rozdział, a notka uzupełniająca pod rozdziałem.


               Obudziłam się przerażona i zadyszana. Jak to możliwe? Dlaczego? Co się dzieję? Moja babcia została porwana, a nie znam przyczyny tego, co się stało. Czyżby świat Herosów znów miał być zagrożony, tak jak przed osiemnastoma latami? Czyżby Gaja powróciła z nowym planem i z jeszcze większą siłą?
Atena jet moją babcią, dlatego muszę zrobić wszystko, by wydostała się z rąk porywaczy, czyli jednym słowem muszę ją uratować. 
Otworzyłam niebieski, duży kuferek, który znajdował się zaraz pod moim łóżkiem i wyciągnęłam z niego czarny plecak - kostkę, który rok temu dostałam od kilku obozowiczów. Szybko zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak łuk ze strzałami od Apolla, kilka zielonych pereł od dziadka Posejdona, sztylet, który kilkanaście lat temu odziedziczyłam po mamie, bielizne, czyste spodnie i bluzkę na zmianę, woreczek złotych drahm oraz śpiwór.
Musiałam zastanowić się nad planem działania. Bo przecież nie wparuję do kryjówki pełnej potworów, a wydaję mi się, że będzie się tam od nich roiło i nie powiem "Hej, wpadłam po babcie, możecie się od razu położyć, bym już na samym początku mogła was skopać?". Nie, na pewno by mnie nie posłuchali. Ba, prędzej by próbowali mnie zabić, a znając moje szczęście, szybko by im się to udało.
Także postanowiłam działać bez żadneg planu i iść tak jakby na spontana. A co tam?
Gdy tylko otworzyłam drzwi od swojego domku, przywitał mnie zapach lasu i morza, a razem z nim mój przyjaciel Drake.
- A ty dokąd się wybierasz? - Zapytał, dziwnie mrużąc oczy, jakby podejżewał, co planuję. - Czyżby po babcię?
- A ty skąd to wiesz? - Przyznam, że byłam zaskoczona. Skąd on wie? Co to, druga Rachel?
Rachel jest wyrocznią, która mieszka w Obozie Herosów. Odkąd skączyłą szesnascie lat, wcale się nie starzeje. Podobno była przyjaciółką moich rodziców.
- Miałem sen, podejrzewam, że ty także go miałaś i właśnie się wybierasz uratować Atenę. - Odpowiedział. - A ja zamierzam ci w tym pomóc.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? Nawet nie mam planu. - Odpowiedziałam, spuszczając wzrok.
- Ty Elizabeth nie musisz mieć, wystarczy, że ja mam. Na sam początek musimy dostać się nad zatokę, a później taksówką pojedziey na Manhattan, gdzie ukradne Zeuowi samolot i polecimy do San Francisco, gdzie więziona jest twoja babcia.
- Skąd iesz, gdzie ona się znajduję i skąd masz plan? - Zapytałam. To było dziwne. Po pierwsze, wnuk Hadesa nigdy nie posiadał żadnego planu, a po drugie, skąd on wie, gdzie znajdję się Atena, przecież nawet bogowie na Olimpie tego nie wiedzą.
- Już ci mówiłe, ja także miałem sen, a plan wymyśliłem na poczekaniu. - Odpowiedział odwracając oczy.
- No dobra, to możemy już ruszać? Zależy mi na czasie.
- Jasne.
Na początku w ciszy szliśmy przez las. Co chwilę potykałam się o wystające korzenie drzew. Gwiazdy na niebie świeciły inaczej niż zwykle, nie były tak jaskrawe, jak zawsze. Były przygasłe, zupełnie jakby Artemida była smutna. Jakby przeczuwała, że niedługo ma stać się coś niedobrego.
Gdy wreszcie dotarliśmy do Zatoki Long Island, Drake szybko podszedł do najbliższej, żółtej taksówki i spytał o podwózkę. Znów włączyły mi się dziwne przeczucia.
Byłam strasznie zmęczona, dlatego miałam nadzieję, że w taksówce, będę mogła spokojnie zasnąć, lecz nie. Skończyło się na tym, że po prostu zamknęłam oczy.
Z uwagą  przysłuchiwałam się rozmowie Drake'a z kierowcą.
- Dlaczego Gaja już porwała Atenę? Dlaczego akurat ją? I do czego ja wam jestem potrzebny? - Zapytał syn Nico.
- Naprawdę nie wiesz? Gaja chce zemsty, a właściwie chce zabić twoją Elizabeth, a Atena jest jej babcią. To przynęta na córkę Percabeth. A ty? Dobrze wiesz, co ta mała do ciebie czuje, ufa ci, a ty masz ją przyprowadzić prosto do nas. A jak odmówisz posłuszeństwa, to dobrze wiesz, co się stanie. Zginą wszyscy, na których Ci zależy. Masz dwanaście godzin, by przyprowadzić ją do nas. Inaczej, źle się to skończy.
- Wiem. Przyprowadzę, ale nie zapominaj, że nie służę Gai, lecz robię to dla bezpieczeństwa Lizz.
Co on mówi? Zawozi mnie w pułapkę dla mojego bezpieczeństwa? Zwariował? Co się stało z moim Drake'em? Gdzie jest ten chłopak, którym jestem zauroczona? To na pewno nie jest on.
Taksówka się zatrzymała.Szybko z niej wysiadłam i poczekałam, aż odjedzie.
- Chyba najlepiej będzie, jak od razu mnie zabijesz! No dalej! Co tak stoisz?! Zabij mnie! - Krzyczałam przez łzy. Trudno było mi w to wszystko uwierzyć. Przecież to mój przyjaciel.
- O czym ty mówisz? - Zapytał zaskoczony?
- Za kogo ty mnie uważasz? Nie jestem głucha. Wszystko wiem. Jak mogłeś mi to zrobić? Nienawidzę cię. Szczerze cię nienawidzę.
Z plecaka wyciągnęłam jedną kulkę, której rozgniecenie pozwoli znaleźć mi się, gdzie tylko zechce. Jednak nie użyłam jej od razu. Przez chwilę trzymałam ją w zaciśniętej dłoni.
- Lizzy, o nie tak, jak myślisz! - Krzyknął.
- Nie Drake. Nie będziesz mi niczego tłumaczył. Chcesz mojej śmierci, tak to rozumiem. Ale powiem ci, że nikt mnie nie zabiję. Nikomu się to nie uda. Gaja nadchodzi, a ty w tym momencie jesteś wrogiem wszystkich herosów. Nawet moim. Przysięgam na Styks, że nadejdzie taki moment, że sama cię zabiję. Mimo, że jestem w tobie zakochana, a ty o tym wiesz, jestem gotowa cię zabić. Żegnaj Drake. Przekaże wszystko twojej matce. Od tej pory nie jesteś już moim przyjacielem.
Rzuciłam kulkę na ziemię, po czym szybko ją  rozdeptałam i rozpłynęłam się w powietrzu. Następne, co pamiętam, to obóz herosów i słone łzy.

___________________________
Kochani, także to był rozdział drugi. Na samym wstępie bardzo Was przepraszam, że taki krótki.
Życzę Wam wszystkim ciepłych i wesołych wakacji.
12 lipca zapraszam do Starachowic na zjazd herosów.
Do zobaczenia.
Wasza Dżerr.
O jej jak ja dawno nie pisałam i nie używałam słowa Dżerr, strasznie mi tego brakowało.