Po
powrocie do Obozu, szybko pobiegłam do Wielkiego Domu, aby poinformować
Chejrona i Pana D. o nowej misji, na którą miałam wybrać się razem z
dwójką towarzyszy. W tym momencie były tylko dwie rzeczy, na których
szczerze mi zależało. Ponad wszystko chciałam ochronić Obóz Herosów,
czyli rzecz biorąc mój świat przed jakimkolwiek zagrożeniem oraz
pragnęłam dotrzymać przysięgi, którą złożyłam kilka dni temu przed
Drake'em. W ludziach najbardziej nienawidzę kłamstwa i chamstwa, a on
okazał się największym oszustem, jakiego kiedykolwiek miałam czelność
poznać. Chce go zranić tak samo, jak on zranił mnie. Doskonale wiem, że
uda mi się to prędzej czy później. Stanęłam przed dużymi, brązowymi
drzwiami z drewna bukowego i pociągnęłam za pomalowaną klamkę. Drzwi
otworzyły się z lekkim skrzypnięciem, a moimi oczom ukazał się brązowy
centaur i wysoki mężczyzna w hawajskiej koszuli, popijający dietetyczną
colę. Jak zwykle grający w karty.
- Elizabeth Jackson. Jesteś w naszym domu tak samo często, jak twoja
matka - Odpowiedział Dionizos.
- Zeus zapowiedział nam misję. Mam wyruszyć z dwójką herosów, aby odbić
Atenę i schwytać wnuka Hadesa - Odpowiedziałam, siadając na jednym z
wolnych krzeseł przy stole.
- Czy wiesz z kim chciałabyś wyruszyć na wyprawę droga Lizzy? - Zapytał
Chejron, który odłożył swoją talię kart na stolik, krzycząc "znów
wygrałem".
- Niestety nie. Myślę, że najrozsądniej będzie, jeśli pójdę do wyroczni i
usłyszę przepowiednie. Będę wtedy wiedziała, na czym mniej więcej
stoję.
- Wiesz, droga Elizabeth? Jesteś pod tym względem bardzo podobna do
matki. Zawsze trzeźwo myślisz, nie poddajesz się i wiesz, jak wybrnąć z
ciężkich sytuacji. Do tej pory nie wiem, jaką część charakteru masz po
ojcu. -
Chejron znał moją mamę odkąd przybyła do obozu razem z Thalią i Lukiem,
miała wtedy siedem lat. W wieku dwunastu lat, do świata herosów dołączył
mój tata i tak się właśnie poznali. Tata był glonomóżdżkiem, który
dobro swoich bliskich stawiał ponad własne. Mama była rozsądną i mądrą
córką Ateny.
- Jeszcze dziś idź do Rachel. Poproś o przepowiednię dotyczącą twojej
misji i powołaj dwójkę towarzyszy, których także będzie dotyczyła
przepowiednia.
- Dziękuję Chejronie. Do zobaczenia na ognisku - Uśmiechnięta wybiegłam z
Wielkiego Domu i skierowałam się prosto w stronę jaskini Rachel.
Przyznam, że nieco bałam się przepowiedni, ale co by się nie działo,
zrobię to, osiągnę swoje cele i nic mi w tym nie przeszkodzi. Mnie, a
przepowiednią dzieliła tylko fioletowa zasłona, która na celu miała
imitację drzwi.
- Cześć, Rachel - Powiedziałam z uśmiechem, siadając na fioletowej,
futrzanej kanapie.
- Hej, Lizz. Pewnie chciałabyś usłyszeć przepowiednię, prawda? -
Zapytała.
Rudowłosa dziewczyna tak naprawdę była w wieku moich rodziców, lecz w
momencie, gdy przyjęła do swojego ciała ducha Delf, była nieśmiertelna.
Zatrzymała się w wieku szesnastu lat.
- Tak. Chodzi o misję uratowania Ateny. Chce wiedzieć z kim mam wyruszyć
i co może mnie czekać. Czy masz dla mnie jakąś przepowiednię? -
Zapytałam z nutką nadziei w glosie.
- Mam przepowiednię, którą wypowiedziałam przed Percym i Annabeth, rok
po twoich narodzinach. Jest to przepowiednia dotycząca nie tylko tej
misji, ale całej ciebie. -
Po tych słowach oczy dziewczyny zaczęły świecić na zielono, a z jest
ust wydobył się duszący i nie przyjemnie pachnący dym tej samej barwy.
Byłam na prawdę zaskoczona tym widokiem. Oznaczało to, że przepowiednia
jest naprawdę wielkiej wagi.
"Wnuczka Ateny na poszukiwanie babci wyruszy,
Razem z kuzynką kamień nadziei skruszy,
Przysięgę ogromnej wagi złoży,
I by jej spełnić,
wielkich starań dołoży.
Atena bezpieczeństwo wnuczce zapewni,
Lecz obietnica dla bliskich się nie spełni,
Wnuczka oceanu do obozu powróci
Przez co wiele smutku narzuci
Umrzeć, czy żyć będzie jej dane
Nowych herosów nie przyprowadzi na marne."
Rachel opadła na fotel, a jej oczy przestały świecić. Powoli odwróciłam
się za siebie i zobaczyłam, że kilkunastu herosów przysłuchiwało się
całej przepowiedni. Wszyscy mieli bardzo zaskoczone miny i szeroko
otwarte oczy. Musiałam jakoś załagodzić całą sytuację.
- To co kochani? Chyba czas na ognisko! - Odpowiedziałam z uśmiechem, a
reszta herosów wybuchła głośnym śmiechem, po czym ruszyła w stronę pola
ogniskowego.
Pomarańczowo czerwony ogień buchał na wszystkie strony, dając wszystkim
obozowiczom choć trochę ciepła. Uwielbiałam te ogniska i miałam do nich
ogromny sentyment. Zawsze śpiewaliśmy obozowe piosenki i graliśmy w
przeróżne gry. Dawało nam to mnóstwo powodów do śmiechu. Tak też było
tym razu, jednak wiedziałam, że wszyscy czekają, aż ogłoszę, kogo
zabiorę ze sobą na misję. Postanowiłam, że powiem to właśnie teraz.
- Moi kochani. Jak pewnie już wszyscy wiedzą, Atena została porwana, a
Drake okazał się zdrajcą. Zbliża się wojna, a my nie mamy żadnych szans,
bez bogini sprawiedliwości i strategii, dlatego właśnie musimy ją odbić
z rąk wroga. Według przepowiedni mam wyruszyć na misję odnalezienia
Ateny i mogę zabrać ze sobą tylko dwójkę herosów. W wyborze pomogła mi
przepowiednia, którą usłyszałam zaledwie godzinę temu. Postanowiłam, że
na misję wybiorą się ze mną Eveline oraz Josh - syn Irys, który w obozie
jest już cztery lata. Oboje będą mi bardzo potrzebni w misji.
Wybrani wstali a wśród ogniska rozniosły się oklaski. Eve podeszła do
mnie i mocno uścisnęła.
- Nie martw się Lizz. Damy sobie radę. Co trzy głowy to nie jedna.
- Dziękuję, że jesteś - Odpowiedziałam, czując, jak po policzku spływa
mi pojedyncza, słona łza.
Do moich myśli powróciły wszelkie wspomnienia. Odczuwałam smutek
związany z nimi. To takie uczucie, jakby się tonęło, jakby grzebano cię
w ziemi. Zanurzam się w wodzie, która ma płowy kolor rozkopanej gleby.
Każdy oddech dusi. Nie ma niczego, czego można by było się przytrzymać,
niczego, w co można się wbić pazurami. Nie ma wyjścia. Trzeba odpuścić.
___________________________
A oto i kolejny rozdział. Mam nadzieję, że pojawi się pod nim naprawdę dużo komentarzy i, że się wam spodoba.
Dziękuję Sonii za to, że jest moją betą i dzięki niej rozdziały są znacznie lepsze.
Chciałabym zaprosić was w parę miejsc.
Oto blog o historii herosów. Zapraszam serdecznie, może was zaciekawi. Drugie Życie Herosów
Blog o Natalie Prawdziwe Życie Natalie Anderson
piątek, 26 września 2014
piątek, 5 września 2014
Elizabeth Story: Rozdział 4 - "Wizyta na Olimpie, nowa misja..."
Staliśmy pod największym budynkiem w Nowym Jorku czyli pod Empire State Building, gdzie na sześćsetnym piętrze znajdowała się siedziba naszych rodziców i dziadków, czyli po prostu Olimp. Zeus został poinformowany o naszej wizycie w środku nocy i trzeba przyznać, że nie był koniecznie zadowolony. Powiedział, że nikogo nie wpuści, ale ostatecznie Chejronowi udało się go przekonać.
Na te krótką wycieczkę wybrało się sześcioro herosów, czyli ci, którym ufam najbardziej. Cały czas zastanawiałam się, jak ja wszystkim powiem, że wnuk Hadesa i Zeusa, a mój najlepszy przyjaciel okazał się zdrajcą? Bóg niebios może uznać to za oszczerstwo, co w sumie jest do niego podobne, ponieważ nie ma co ukrywać, ale Zeus jest zadufany w sobie i w swojej rodzinie. Przynajmniej nie zjada własnych dzieci, jak jego ojciec, Kronos.
Razem z innymi herosami weszliśmy do środa budynku. Marmurowe, złocone kolumny podtrzymujące hol były idealnie zaprojektowane. Na ścianach powieszone były przeróżne obrazy sławnych malarzy takich jak Leonardo Da Vinci. Przy dużym biurku na podeście, które przypominało recepcję siedział średniego wzrostu mężczyzna o kasztanowych włosach i niebieskich oczach. Podeszłam razem z Eveline, a on spojrzał na nas nie ufnie.
- W czym mogę pomóc? - Zapytał głębokim, ale jednocześnie srogim głosem.
- Poproszę klucz do windy na sześćsetne piętro. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- Proszę sobie ze mnie nie żartować. Takie piętro w tym budynku nie istnieję.
Zdjęłam swoje okulary przeciwsłoneczne i ukazałam głęboką zieleń swoich oczu. Mężczyzna mrugnął szybko kilka razy, po czym otworzył szufladę i wyciągnął długi, złoty klucz.
- Czy Pan Zeus się was spodziewa młodzi herosi? - Zapytał z podejrzeniem, jakbym nie wiem co chciała zrobić tam na górze.
- Tak, wszystko jest ustalone. - Mężczyzna podał mi klucz, po czym zawołaniem ręki, zachęciłam pozostałych do wejścia do windy.
Włożyłam kluczy w otwór w windzie, a następnie pojawił się przycisk z liczbą Omega. Eveline wcisnęła go i tak pojechaliśmy na górę.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, przed nami rozciągał się obraz beztroskiego życia. Ludzie ubrani w białe szaty z czasów starożytności, Muzy Apolla grające na lirach i śpiewające pod fontanną oraz nimfy, który bawiły się w chowanego z dziećmi pośród kolumn. Tutaj wszystko wydawało się takie proste i łatwe.
Wyszliśmy z małego pomieszczenia i ruszyliśmy po schodach na samą górę, do sali narad, gdzie już wszyscy na nas czekali.
- Masz jakiś pomysł, jak rozpocząć całą pogawędkę? - Zapytała moja kuzynka.
- Zawsze mam jakiś plan, więc zostawcie to mnie.
Drzwi do sali otworzyły się, a ja zobaczyłam dwanaście tronów, lecz jeden z nich był całkowicie pusty. Atena nadal nie wróciła, a bogowie nie wiedzą, co się z nią dzieję.
Weszłam do pomieszczenia i na samym środku razem ze swoimi towarzyszami złożyłam pokłon, oddając wszystkim bogom cześć. Tak, jak moja mama nie przepadałam za Herą, ale to chyba miałam już wrodzone.
- A więc co was tutaj sprowadza młodzi herosi? - Zaczął Posejdon, mój dziadek, jeden z najfajniejszych bogów.
- Mamy pewna informację. Kilka dni temu miałam sen, w którym Atena została porwana. Razem z wnukiem Zeusa i Hadesa - Drake'em, postanowiliśmy ją odnaleźć. Drake miał już gotowy plan, co było dla mnie bardzo zaskakujące, ponieważ zazwyczaj polegał na mnie. Gdy jechaliśmy taksówką, dowiedziałam się prawdy. Atena została porwana i w tym momencie jest przynętą. Gaja - matka ziemia powróciła z rządzą zemsty na wszystkich ludziach, herosach oraz bogach. Drake okazał się oszustem i od samego początku spiskował przeciwko swoim rodakom. Jest zdrajcą, który służy naszemu wrogowi. Dzięki niemu wiem, gdzie znajduje się bogini mądrości i sprawiedliwej wojny.
- To nie dorzeczne! - Krzyknął Pan Olimpu. - Mój wnuk na pewno nie ma z tym nic wspólnego.
- Przykro mi, ale taka jest prawda. Drake miał mnie doprowadzić do kryjówki Gai, lecz udało mi się uciec. - Odpowiedziałam.
- Jeśli prawdą jest, to co mówisz, to w takim razie on zostaje wygnany. Każda osoba, która będzie z nim utrzymywała kontakt, skończy tak, jak on. Młodzi herosi macie nową misję. Musicie odnaleźć Atenę i sprowadzić ją tutaj. Bez niej, nie będziemy mieć strategii i nie wygramy wojny.
Na misje wyruszy trójka z Was. Macie czas do następnego poniedziałku czyli do przesilenia i do następnej rady, a teraz idźcie już, gdyż musimy sobie wszystko przemyśleć.
Do obozu trafiliśmy przed obiadem. Chejron zadawał nam mnóstwo pytań dotyczących naszej wizyty, lecz nie było nic konkretnego do opowiadania, więc wspomniałam tylko o nadchodzącej misji, na którą będę musiała się wybrać razem z dwoma herosami.
Przed obiadem spotkałam się z Eveline, gdyż miałam potrzebę wygadania się. Dziewczyna nie była już tak samo uśmiechnięta, jak dawniej. Ją także bolała zdrada naszego wspólnego przyjaciela i również bardzo to przeżywała. Chciałam jej powiedzieć o tym, że przysięgłam na Styks, że zabiję Drake'a, ale bałam się jej reakcji, dlatego postanowiłam zachować to wyłącznie dla siebie.
- I jak się trzymasz? - Zapytała blondynka. W jej oczach widać było smutek i żal.
- Nie za dobrze. Staram się być opanowana, jak przystało na herosa, lecz muszę przyznać, że nie umiem tak łatwo o nim zapomnieć. Nie wyobrażam sobie walki między nim, a mną. Wiem, że będę musiała podnieść na niego broń, ale będzie to dla mnie zdecydowanie zbyt trudne i będę musiała się zdobyć na uwagę. Tylko nie rozumiem, dlaczego on cały czas tkwi w mojej głowie. - Odpowiedziałam całkowicie szczerze.
- Wiesz, Elizabeth. Są tacy ludzie, którzy nigdy nie przestaną być dla nas ważni.
- Wiem o tym, ale po prostu chciałabym, bym nigdy go nie poznała. Chce po prostu go nie znać i tyle. Ja chce by było dobrze dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla obozu, by moja siostra mogła żyć w spokojnym świecie herosów. Czy to tak wiele? - Zapytałam. Clarisse zawsze była dla mnie najważniejsza, odkąd się tylko urodziła i nie chce, by kiedykolwiek stała jej się krzywda.
- Doskonale cię rozumiem, Lizz, ale nie uważasz, że prosisz o zbyt wiele? Życie herosa nigdy nie było usłane różami. Zawsze na drodze pojawią się góry i przepaście, ale tak jest nawet w normalnym życiu i tego nie da się uniknąć. Jest to nierealne. - Eve zawsze wiedziała, co mądrego powiedzieć, by pocieszyć człowieka. W sumie nic dziwnego, przecież jest wnuczką Ateny.
____________________________
No, ok. W końcu udalo mi się coś napisać. Na samym początku chce Was przeprosić za to, że w niektórych zdaniach nie ma litery "L", ale z altem, gdyż nie chce się napisać, bo brat zepsul klawiaturę.
Okej.
Rozdzial jest krótki, ale nie mam weny i nie mialam go na czym napisać, a dopiero wczoraj kupiono nowego laptopa.
Na początku zachęcam Was do obejrzenia oto tego filmiku, którego potrafię oglądać po kilka razy dziennie.
Jula dziękuję Ci za te wspaniale kilka dni. Mam dla cb :( wiadomość - Stalo się to najgorsze - to koniec. Wiesz czego, bo dzis plakalam przez telefon, ale wiem, że będzie dobrze i jeszcze będzie tak jak ma być, bo jest na razie przerwa.
Dziękuję Ci misiaczku, Kocham Cię.
A co do moich czytelników
Dziękuję tym, którzy choć trochę mnie zrozumieli, a do tych którzy woleli hejtować. - Ja mam też życie prywatne. Byly wakacje, wyjazdy itp. Teraz liceum i dziś maly incydent życiowy, który doprowadza mnie do lez, ale dodaje rozdzial, tak? Chyba lepiej wiem, czy mam bloga w dupie, czynie, a moja odpowiedz to - NIE. NIE MAM GO W DUPIE, BO TO MOJE DZIECKO!
Ta...dla Was, powinnam caly czas siedziec, nigdzie nie wychodzić, tylko pisac i pisac, a w dupie miec zycie.
Tak się zachowujecie.
No nic.
To chyba na tyle.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
Dżerr
Na te krótką wycieczkę wybrało się sześcioro herosów, czyli ci, którym ufam najbardziej. Cały czas zastanawiałam się, jak ja wszystkim powiem, że wnuk Hadesa i Zeusa, a mój najlepszy przyjaciel okazał się zdrajcą? Bóg niebios może uznać to za oszczerstwo, co w sumie jest do niego podobne, ponieważ nie ma co ukrywać, ale Zeus jest zadufany w sobie i w swojej rodzinie. Przynajmniej nie zjada własnych dzieci, jak jego ojciec, Kronos.
Razem z innymi herosami weszliśmy do środa budynku. Marmurowe, złocone kolumny podtrzymujące hol były idealnie zaprojektowane. Na ścianach powieszone były przeróżne obrazy sławnych malarzy takich jak Leonardo Da Vinci. Przy dużym biurku na podeście, które przypominało recepcję siedział średniego wzrostu mężczyzna o kasztanowych włosach i niebieskich oczach. Podeszłam razem z Eveline, a on spojrzał na nas nie ufnie.
- W czym mogę pomóc? - Zapytał głębokim, ale jednocześnie srogim głosem.
- Poproszę klucz do windy na sześćsetne piętro. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- Proszę sobie ze mnie nie żartować. Takie piętro w tym budynku nie istnieję.
Zdjęłam swoje okulary przeciwsłoneczne i ukazałam głęboką zieleń swoich oczu. Mężczyzna mrugnął szybko kilka razy, po czym otworzył szufladę i wyciągnął długi, złoty klucz.
- Czy Pan Zeus się was spodziewa młodzi herosi? - Zapytał z podejrzeniem, jakbym nie wiem co chciała zrobić tam na górze.
- Tak, wszystko jest ustalone. - Mężczyzna podał mi klucz, po czym zawołaniem ręki, zachęciłam pozostałych do wejścia do windy.
Włożyłam kluczy w otwór w windzie, a następnie pojawił się przycisk z liczbą Omega. Eveline wcisnęła go i tak pojechaliśmy na górę.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, przed nami rozciągał się obraz beztroskiego życia. Ludzie ubrani w białe szaty z czasów starożytności, Muzy Apolla grające na lirach i śpiewające pod fontanną oraz nimfy, który bawiły się w chowanego z dziećmi pośród kolumn. Tutaj wszystko wydawało się takie proste i łatwe.
Wyszliśmy z małego pomieszczenia i ruszyliśmy po schodach na samą górę, do sali narad, gdzie już wszyscy na nas czekali.
- Masz jakiś pomysł, jak rozpocząć całą pogawędkę? - Zapytała moja kuzynka.
- Zawsze mam jakiś plan, więc zostawcie to mnie.
Drzwi do sali otworzyły się, a ja zobaczyłam dwanaście tronów, lecz jeden z nich był całkowicie pusty. Atena nadal nie wróciła, a bogowie nie wiedzą, co się z nią dzieję.
Weszłam do pomieszczenia i na samym środku razem ze swoimi towarzyszami złożyłam pokłon, oddając wszystkim bogom cześć. Tak, jak moja mama nie przepadałam za Herą, ale to chyba miałam już wrodzone.
- A więc co was tutaj sprowadza młodzi herosi? - Zaczął Posejdon, mój dziadek, jeden z najfajniejszych bogów.
- Mamy pewna informację. Kilka dni temu miałam sen, w którym Atena została porwana. Razem z wnukiem Zeusa i Hadesa - Drake'em, postanowiliśmy ją odnaleźć. Drake miał już gotowy plan, co było dla mnie bardzo zaskakujące, ponieważ zazwyczaj polegał na mnie. Gdy jechaliśmy taksówką, dowiedziałam się prawdy. Atena została porwana i w tym momencie jest przynętą. Gaja - matka ziemia powróciła z rządzą zemsty na wszystkich ludziach, herosach oraz bogach. Drake okazał się oszustem i od samego początku spiskował przeciwko swoim rodakom. Jest zdrajcą, który służy naszemu wrogowi. Dzięki niemu wiem, gdzie znajduje się bogini mądrości i sprawiedliwej wojny.
- To nie dorzeczne! - Krzyknął Pan Olimpu. - Mój wnuk na pewno nie ma z tym nic wspólnego.
- Przykro mi, ale taka jest prawda. Drake miał mnie doprowadzić do kryjówki Gai, lecz udało mi się uciec. - Odpowiedziałam.
- Jeśli prawdą jest, to co mówisz, to w takim razie on zostaje wygnany. Każda osoba, która będzie z nim utrzymywała kontakt, skończy tak, jak on. Młodzi herosi macie nową misję. Musicie odnaleźć Atenę i sprowadzić ją tutaj. Bez niej, nie będziemy mieć strategii i nie wygramy wojny.
Na misje wyruszy trójka z Was. Macie czas do następnego poniedziałku czyli do przesilenia i do następnej rady, a teraz idźcie już, gdyż musimy sobie wszystko przemyśleć.
Do obozu trafiliśmy przed obiadem. Chejron zadawał nam mnóstwo pytań dotyczących naszej wizyty, lecz nie było nic konkretnego do opowiadania, więc wspomniałam tylko o nadchodzącej misji, na którą będę musiała się wybrać razem z dwoma herosami.
Przed obiadem spotkałam się z Eveline, gdyż miałam potrzebę wygadania się. Dziewczyna nie była już tak samo uśmiechnięta, jak dawniej. Ją także bolała zdrada naszego wspólnego przyjaciela i również bardzo to przeżywała. Chciałam jej powiedzieć o tym, że przysięgłam na Styks, że zabiję Drake'a, ale bałam się jej reakcji, dlatego postanowiłam zachować to wyłącznie dla siebie.
- I jak się trzymasz? - Zapytała blondynka. W jej oczach widać było smutek i żal.
- Nie za dobrze. Staram się być opanowana, jak przystało na herosa, lecz muszę przyznać, że nie umiem tak łatwo o nim zapomnieć. Nie wyobrażam sobie walki między nim, a mną. Wiem, że będę musiała podnieść na niego broń, ale będzie to dla mnie zdecydowanie zbyt trudne i będę musiała się zdobyć na uwagę. Tylko nie rozumiem, dlaczego on cały czas tkwi w mojej głowie. - Odpowiedziałam całkowicie szczerze.
- Wiesz, Elizabeth. Są tacy ludzie, którzy nigdy nie przestaną być dla nas ważni.
- Wiem o tym, ale po prostu chciałabym, bym nigdy go nie poznała. Chce po prostu go nie znać i tyle. Ja chce by było dobrze dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla obozu, by moja siostra mogła żyć w spokojnym świecie herosów. Czy to tak wiele? - Zapytałam. Clarisse zawsze była dla mnie najważniejsza, odkąd się tylko urodziła i nie chce, by kiedykolwiek stała jej się krzywda.
- Doskonale cię rozumiem, Lizz, ale nie uważasz, że prosisz o zbyt wiele? Życie herosa nigdy nie było usłane różami. Zawsze na drodze pojawią się góry i przepaście, ale tak jest nawet w normalnym życiu i tego nie da się uniknąć. Jest to nierealne. - Eve zawsze wiedziała, co mądrego powiedzieć, by pocieszyć człowieka. W sumie nic dziwnego, przecież jest wnuczką Ateny.
____________________________
No, ok. W końcu udalo mi się coś napisać. Na samym początku chce Was przeprosić za to, że w niektórych zdaniach nie ma litery "L", ale z altem, gdyż nie chce się napisać, bo brat zepsul klawiaturę.
Okej.
Rozdzial jest krótki, ale nie mam weny i nie mialam go na czym napisać, a dopiero wczoraj kupiono nowego laptopa.
Jula dziękuję Ci za te wspaniale kilka dni. Mam dla cb :( wiadomość - Stalo się to najgorsze - to koniec. Wiesz czego, bo dzis plakalam przez telefon, ale wiem, że będzie dobrze i jeszcze będzie tak jak ma być, bo jest na razie przerwa.
Dziękuję Ci misiaczku, Kocham Cię.
A co do moich czytelników
Dziękuję tym, którzy choć trochę mnie zrozumieli, a do tych którzy woleli hejtować. - Ja mam też życie prywatne. Byly wakacje, wyjazdy itp. Teraz liceum i dziś maly incydent życiowy, który doprowadza mnie do lez, ale dodaje rozdzial, tak? Chyba lepiej wiem, czy mam bloga w dupie, czynie, a moja odpowiedz to - NIE. NIE MAM GO W DUPIE, BO TO MOJE DZIECKO!
Ta...dla Was, powinnam caly czas siedziec, nigdzie nie wychodzić, tylko pisac i pisac, a w dupie miec zycie.
Tak się zachowujecie.
No nic.
To chyba na tyle.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
Dżerr
wtorek, 8 lipca 2014
Elizabeth Story: Rozdział 3 - "W Obozie Herosów mamy zdrajcę. Mojego przyjaciela..."
Witam Was drodzy herosi.
Ten post, jak sam tytuł mówi jest rozdziałem.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Chciałam Wam oznajmić, że znów poczułam tą kochana pasje do pisania herosów. Gdy chodzę wieczorem z psem na spacery - w uszach słuchawki i muzyka, a w głowie wydarzenia, które poznacie w rozdziałach. Czuję się jak Elizabeth.
Także mam nadzieję, że będzie się Wam miło czytało.
Rozdział dedykuję osobie, która znów zachęciła mnie do pisania. - Julaa kocham mocno i dziękuję. A już nie długo wspólny wyjazd nad zaporę. Dedykuję też Pati
A więc zapraszam na rozdział :D
Dżerr
___________________________________________
Pojawiłam się w Pawilonie Jadalnym, akurat w porę kolacji. Nie było mnie cały dzień. Nie sądziłam, że ten czas tak szybko mija.
Oczy wszystkich herosów były skierowane prosto na mnie. Każdy zastanawiał się, co robię.
Jednak ja po prostu wstałam i starałam się nie zwracać na nich uwagi.
- Grupowi! - Krzyknęłam. W moim głosie można było wyczuć władczą nutę, ale jednocześnie zszokowanie i smutek. - Za dwadzieścia minut spotykamy się w Wielkim Domu, w sali wojennej. Nie spóźnijcie się! W Obozie mamy zdrajcę. - Na słowie "zdrajca", głos mi się załamał. Jednak nie chciałam by, ktoś to zauważył, dlatego szybko wzięłam swój plecak na plecy i ruszyłam w stronę miejsca spotkania.
Usiadłam na krześle i czekałam w ciszy. Po kilkudziesięciu minutach pojawili się wszyscy grupowi oraz Chejron z Panem D.
- Co się stało? - Zapytał centaur.
- Atena została porwana. Planowałam ją uwolnić, dlatego w nocy się wymknęłam razem z Drake'm. Gdy jechaliśmy taksówką na lotnisko, słyszałam jego rozmowę z kierowcą. Usłyszałam jaki ma plan. Drake miał zaprowadzić mnie prosto w pułapkę, a Atena jest przynętą, do ściągnięcia mnie. Drake jest zdrajcą. Gaja powraca, by zniszczyć wszystkich herosów.
- Drake? - Zapytała Eveline. - Nasz Drake. Nie, to nie do wiary.
- Niestety, taka jest prawda. - Wtrącił Chejron. - Od dawna przeczuwałem, że ten chłopak coś knuje. Nie pozostało nam nic innego, jak stworzenie nowej bariery, by Drake nie mógł wejść na teren obozu.
- Ale jak, mamy to zrobić? - Zapytałam.
- Istnieje tylko jeden sposób. Trzeba poprosić Zeusa. Jutro, kilkoro z Was wybierze się na wycieczkę na Olimp. Postarajcie się go ubłagać.
- A jeśli się nam nie uda?
- Nie przyjmujcie tego do wiadomości. Jesteście herosami. Musi się wam udać.
Ten post, jak sam tytuł mówi jest rozdziałem.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Chciałam Wam oznajmić, że znów poczułam tą kochana pasje do pisania herosów. Gdy chodzę wieczorem z psem na spacery - w uszach słuchawki i muzyka, a w głowie wydarzenia, które poznacie w rozdziałach. Czuję się jak Elizabeth.
Także mam nadzieję, że będzie się Wam miło czytało.
Rozdział dedykuję osobie, która znów zachęciła mnie do pisania. - Julaa kocham mocno i dziękuję. A już nie długo wspólny wyjazd nad zaporę. Dedykuję też Pati
A więc zapraszam na rozdział :D
Dżerr
___________________________________________
Pojawiłam się w Pawilonie Jadalnym, akurat w porę kolacji. Nie było mnie cały dzień. Nie sądziłam, że ten czas tak szybko mija.
Oczy wszystkich herosów były skierowane prosto na mnie. Każdy zastanawiał się, co robię.
Jednak ja po prostu wstałam i starałam się nie zwracać na nich uwagi.
- Grupowi! - Krzyknęłam. W moim głosie można było wyczuć władczą nutę, ale jednocześnie zszokowanie i smutek. - Za dwadzieścia minut spotykamy się w Wielkim Domu, w sali wojennej. Nie spóźnijcie się! W Obozie mamy zdrajcę. - Na słowie "zdrajca", głos mi się załamał. Jednak nie chciałam by, ktoś to zauważył, dlatego szybko wzięłam swój plecak na plecy i ruszyłam w stronę miejsca spotkania.
Usiadłam na krześle i czekałam w ciszy. Po kilkudziesięciu minutach pojawili się wszyscy grupowi oraz Chejron z Panem D.
- Co się stało? - Zapytał centaur.
- Atena została porwana. Planowałam ją uwolnić, dlatego w nocy się wymknęłam razem z Drake'm. Gdy jechaliśmy taksówką na lotnisko, słyszałam jego rozmowę z kierowcą. Usłyszałam jaki ma plan. Drake miał zaprowadzić mnie prosto w pułapkę, a Atena jest przynętą, do ściągnięcia mnie. Drake jest zdrajcą. Gaja powraca, by zniszczyć wszystkich herosów.
- Drake? - Zapytała Eveline. - Nasz Drake. Nie, to nie do wiary.
- Niestety, taka jest prawda. - Wtrącił Chejron. - Od dawna przeczuwałem, że ten chłopak coś knuje. Nie pozostało nam nic innego, jak stworzenie nowej bariery, by Drake nie mógł wejść na teren obozu.
- Ale jak, mamy to zrobić? - Zapytałam.
- Istnieje tylko jeden sposób. Trzeba poprosić Zeusa. Jutro, kilkoro z Was wybierze się na wycieczkę na Olimp. Postarajcie się go ubłagać.
- A jeśli się nam nie uda?
- Nie przyjmujcie tego do wiadomości. Jesteście herosami. Musi się wam udać.
Rozkaz Chejrona był jasny. Musimy go posłuchać. Tylko Zeus może sprawić, że bariera chroniąca obóz nie będzie wpuszczała zdrajcy.
Wszyscy Grupowi rozeszli się do swoich domków. Już miałam wracać do siebie, gdy centaur zagrodził mi drogę.
- Elizabeth? - Wypowiedział moje imię ze współczuciem.
- Tak? - Odpowiedziałam
- Podaj godzinę zbiórki i zbierz sobie ekipę. Wszyscy razem musicie przekonać Bogów. Oni mogą wam pomóc. Jednak musisz pamiętać, że jesteś dowódczynią i to ty masz ostatnie zdanie, lecz słuchaj innych, bo jeśli będziesz za bardzo podlegała sobie, to może cię to zgubić. Nie mów złego słowa na swojego starego przyjaciela. Nie zapominaj, że jest on i nadal będzie wnukiem tego najważniejszego Boga.
- Zapamiętam twoje rady Chejronie. Dziękuję.
- Z twego zachowania można wywnioskować, że jesteś bardzo podobna do swojej matki. Uważajcie na siebie.
- Tak jest! - Po tych słowach opuściłam Wielki Dom i pobiegłam w stronę domku Hermesa, by porozmawiać z Davidem. Chłopak ma siedemnaście lat i jest grupowym. Z tego, co mi wiadomo w obozie mieszka od szóstego roku życia. Przybył tutaj sam, gdy ścigała go jedna z gorgon - Meduza. David zawsze chętnie mi pomaga i wiem, że mimo tego, że nie za bardzo się lubimy, zawsze stanie po mojej stronie ze względu szacunku do mnie i do mojej rodziny, który, jak mów Chejron jest dumą obozu.
Zapukałam do drzwi i czekałam, aż ktoś zechce mi je otworzyć.
- Hasło, proszę. - Powiedziała dziewczyna, która lekko uchyliła drzwi. Nazywała się Jessica.
- Brak hasła. - Odpowiedziałam. Dziewczyna uśmiechnęła się i ręką zachęciła mnie do wejścia. - Gdzie David? - Zapytałam.
- Tutaj jestem. - Odwróciłam się. - Za mną stał chłopak o krótkich, blond włosach i brązowych oczach. - W czymś ci pomóc? - Zapytał mrużąc oczy. - Chodzi o Drake'a?
- Nie. Jest zdrajcą i nie zamierzam o nim rozmawiać. Chciałabym, żebyś był w mojej ekipie, podczas jutrzejszej wyprawy na Olimp. Zbiórka o godzinę ósmej pod sosną Thalli. Mógłbyś przekazać innym grupowym?
- Pewnie. To wszystko?
- Tak. Pamiętajcie, aby wstać wcześnie i coś zjeść. Nie wiadomo ile będziemy w siedzibie Bogów.
- Zrozumiałem.
- W takim razie już będę szła. Dzięki za pomoc. - David odprowadził mnie wzrokiem do drzwi i zniknął.
Stałam pod prysznicem już od piętnastu minut. Pozwoliłam, by ciepła woda obmyła mnie ze wszelkich, niebezpiecznych myśli. Chciałam zapomnieć o całej tej sytuacji, ale po prostu nie potrafiłam. Z Drake'm przyjaźniłam się od urodzenia, no może nie dosłownie. Otóż, gdy się urodziłam, bardzo szybko dorastałam. Zatrzymałam się z rozwojem, na pięć lat. Siedem miesięcy po wojnie urodził się Drake. Można powiedzieć, że widziałam, jak dorasta. Gdy powinny wybić moje szóste urodziny, znów zaczęłam rosnąć. Dlatego mam osiemnaście, a nie dwadzieścia lat. Jestem w tym samym wieku, co Drake. Wszystko przez magię Hekate, w której mój dziadek mieszał palce.
Wyszłam z pod prysznica ubrana w piżamę. Kierowałam się w stronę łóżka, lecz nie było ono wolne. Leżał na nim mój stary przyjaciel.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam, chwytając do ręki sztylet.
- Chce z tobą porozmawiać.
- Nie mamy o czym. - Powiedziałam ze złością w głosie. - Wynoś się, albo pójdę po Chejrona.
- Elizabeth...- Powiedział próbując do mnie podejść.
- Powiedziałam wynoś się. Nie chce cię znać. Przysięgłam na Styks, że cię zabije. Chcesz, by ta przysięga spełniła się teraz?
- Lizzy - Gdy usłyszałam swoje przezwisko z dzieciństwa, wypływające z jego ust, do oczu podeszły mi łzy. Dlaczego on trzyma z Gają? Czy ja czymś mu zawiniłam?
- Nie mów tak na mnie. Nie jesteśmy przyjaciółmi, lecz wrogami. Wynoś się. - Chłopak nie posłuchał. Szybko do mnie podszedł, obezwładnił ręce i pocałował, a dopiero później zniknął.
Położyłam się do łóżka z nadzieją, że dzisiejszy dzień okaże się tylko koszmarem, które nawiedzają każdego herosa. Nie mogłam się bardziej mylić.
Znajdowałam się w obozie, w tłumie herosów. Na środku było puste miejsce, a po drugiej stronie polany stała Gaja wraz z jej armią i Drake'm. Obok mnie stały dwie dziewczyny, których nigdy nie widziałam oraz wysoki chłopak o dłuższych, blond włosach. Przyglądał się wrogom.
- Bez przywódcy wasz obóz pójdzie do odstrzału. - Powiedział stary przyjaciel. - Gdzie jest Elizabeth. - Odpowiedziała mu cisza. Chciałam wybiegnąć na środek, ale nie mogłam. Nie mogłam się nawet odezwać. Co się dzieje?
Nagle tysiące strzał poleciało prosto na nas, powodując masowy mord wojenny.
_______________________
Proszę o komentarze :D
Dżerr
piątek, 27 czerwca 2014
Elizabeth Story: Rozdział 2 - "Tajemnica Drake'a..."
Po długich i męczących poprawkach powracam w świat Percy'ego Jacksona wraz z nowym rozdziałem do Elizabeth Story - Nowe Pokolenie.
Na samym początku przepraszam, za długi czas oczekiwania, a powodem tego były moje cztery zagrożenia, ale ostatecznie zdałam.
No więc zapraszam na rozdział, a notka uzupełniająca pod rozdziałem.
Obudziłam się przerażona i zadyszana. Jak to możliwe? Dlaczego? Co się dzieję? Moja babcia została porwana, a nie znam przyczyny tego, co się stało. Czyżby świat Herosów znów miał być zagrożony, tak jak przed osiemnastoma latami? Czyżby Gaja powróciła z nowym planem i z jeszcze większą siłą?
Atena jet moją babcią, dlatego muszę zrobić wszystko, by wydostała się z rąk porywaczy, czyli jednym słowem muszę ją uratować.
Otworzyłam niebieski, duży kuferek, który znajdował się zaraz pod moim łóżkiem i wyciągnęłam z niego czarny plecak - kostkę, który rok temu dostałam od kilku obozowiczów. Szybko zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak łuk ze strzałami od Apolla, kilka zielonych pereł od dziadka Posejdona, sztylet, który kilkanaście lat temu odziedziczyłam po mamie, bielizne, czyste spodnie i bluzkę na zmianę, woreczek złotych drahm oraz śpiwór.
Musiałam zastanowić się nad planem działania. Bo przecież nie wparuję do kryjówki pełnej potworów, a wydaję mi się, że będzie się tam od nich roiło i nie powiem "Hej, wpadłam po babcie, możecie się od razu położyć, bym już na samym początku mogła was skopać?". Nie, na pewno by mnie nie posłuchali. Ba, prędzej by próbowali mnie zabić, a znając moje szczęście, szybko by im się to udało.
Także postanowiłam działać bez żadneg planu i iść tak jakby na spontana. A co tam?
Gdy tylko otworzyłam drzwi od swojego domku, przywitał mnie zapach lasu i morza, a razem z nim mój przyjaciel Drake.
- A ty dokąd się wybierasz? - Zapytał, dziwnie mrużąc oczy, jakby podejżewał, co planuję. - Czyżby po babcię?
- A ty skąd to wiesz? - Przyznam, że byłam zaskoczona. Skąd on wie? Co to, druga Rachel?
Rachel jest wyrocznią, która mieszka w Obozie Herosów. Odkąd skączyłą szesnascie lat, wcale się nie starzeje. Podobno była przyjaciółką moich rodziców.
- Miałem sen, podejrzewam, że ty także go miałaś i właśnie się wybierasz uratować Atenę. - Odpowiedział. - A ja zamierzam ci w tym pomóc.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? Nawet nie mam planu. - Odpowiedziałam, spuszczając wzrok.
- Ty Elizabeth nie musisz mieć, wystarczy, że ja mam. Na sam początek musimy dostać się nad zatokę, a później taksówką pojedziey na Manhattan, gdzie ukradne Zeuowi samolot i polecimy do San Francisco, gdzie więziona jest twoja babcia.
- Skąd iesz, gdzie ona się znajduję i skąd masz plan? - Zapytałam. To było dziwne. Po pierwsze, wnuk Hadesa nigdy nie posiadał żadnego planu, a po drugie, skąd on wie, gdzie znajdję się Atena, przecież nawet bogowie na Olimpie tego nie wiedzą.
- Już ci mówiłe, ja także miałem sen, a plan wymyśliłem na poczekaniu. - Odpowiedział odwracając oczy.
- No dobra, to możemy już ruszać? Zależy mi na czasie.
- Jasne.
Na początku w ciszy szliśmy przez las. Co chwilę potykałam się o wystające korzenie drzew. Gwiazdy na niebie świeciły inaczej niż zwykle, nie były tak jaskrawe, jak zawsze. Były przygasłe, zupełnie jakby Artemida była smutna. Jakby przeczuwała, że niedługo ma stać się coś niedobrego.
Gdy wreszcie dotarliśmy do Zatoki Long Island, Drake szybko podszedł do najbliższej, żółtej taksówki i spytał o podwózkę. Znów włączyły mi się dziwne przeczucia.
Byłam strasznie zmęczona, dlatego miałam nadzieję, że w taksówce, będę mogła spokojnie zasnąć, lecz nie. Skończyło się na tym, że po prostu zamknęłam oczy.
Z uwagą przysłuchiwałam się rozmowie Drake'a z kierowcą.
- Dlaczego Gaja już porwała Atenę? Dlaczego akurat ją? I do czego ja wam jestem potrzebny? - Zapytał syn Nico.
- Naprawdę nie wiesz? Gaja chce zemsty, a właściwie chce zabić twoją Elizabeth, a Atena jest jej babcią. To przynęta na córkę Percabeth. A ty? Dobrze wiesz, co ta mała do ciebie czuje, ufa ci, a ty masz ją przyprowadzić prosto do nas. A jak odmówisz posłuszeństwa, to dobrze wiesz, co się stanie. Zginą wszyscy, na których Ci zależy. Masz dwanaście godzin, by przyprowadzić ją do nas. Inaczej, źle się to skończy.
- Wiem. Przyprowadzę, ale nie zapominaj, że nie służę Gai, lecz robię to dla bezpieczeństwa Lizz.
Co on mówi? Zawozi mnie w pułapkę dla mojego bezpieczeństwa? Zwariował? Co się stało z moim Drake'em? Gdzie jest ten chłopak, którym jestem zauroczona? To na pewno nie jest on.
Taksówka się zatrzymała.Szybko z niej wysiadłam i poczekałam, aż odjedzie.
- Chyba najlepiej będzie, jak od razu mnie zabijesz! No dalej! Co tak stoisz?! Zabij mnie! - Krzyczałam przez łzy. Trudno było mi w to wszystko uwierzyć. Przecież to mój przyjaciel.
- O czym ty mówisz? - Zapytał zaskoczony?
- Za kogo ty mnie uważasz? Nie jestem głucha. Wszystko wiem. Jak mogłeś mi to zrobić? Nienawidzę cię. Szczerze cię nienawidzę.
Z plecaka wyciągnęłam jedną kulkę, której rozgniecenie pozwoli znaleźć mi się, gdzie tylko zechce. Jednak nie użyłam jej od razu. Przez chwilę trzymałam ją w zaciśniętej dłoni.
- Lizzy, o nie tak, jak myślisz! - Krzyknął.
- Nie Drake. Nie będziesz mi niczego tłumaczył. Chcesz mojej śmierci, tak to rozumiem. Ale powiem ci, że nikt mnie nie zabiję. Nikomu się to nie uda. Gaja nadchodzi, a ty w tym momencie jesteś wrogiem wszystkich herosów. Nawet moim. Przysięgam na Styks, że nadejdzie taki moment, że sama cię zabiję. Mimo, że jestem w tobie zakochana, a ty o tym wiesz, jestem gotowa cię zabić. Żegnaj Drake. Przekaże wszystko twojej matce. Od tej pory nie jesteś już moim przyjacielem.
Rzuciłam kulkę na ziemię, po czym szybko ją rozdeptałam i rozpłynęłam się w powietrzu. Następne, co pamiętam, to obóz herosów i słone łzy.
___________________________
Kochani, także to był rozdział drugi. Na samym wstępie bardzo Was przepraszam, że taki krótki.
Życzę Wam wszystkim ciepłych i wesołych wakacji.
12 lipca zapraszam do Starachowic na zjazd herosów.
Do zobaczenia.
Wasza Dżerr.
O jej jak ja dawno nie pisałam i nie używałam słowa Dżerr, strasznie mi tego brakowało.
Na samym początku przepraszam, za długi czas oczekiwania, a powodem tego były moje cztery zagrożenia, ale ostatecznie zdałam.
No więc zapraszam na rozdział, a notka uzupełniająca pod rozdziałem.
Obudziłam się przerażona i zadyszana. Jak to możliwe? Dlaczego? Co się dzieję? Moja babcia została porwana, a nie znam przyczyny tego, co się stało. Czyżby świat Herosów znów miał być zagrożony, tak jak przed osiemnastoma latami? Czyżby Gaja powróciła z nowym planem i z jeszcze większą siłą?
Atena jet moją babcią, dlatego muszę zrobić wszystko, by wydostała się z rąk porywaczy, czyli jednym słowem muszę ją uratować.
Otworzyłam niebieski, duży kuferek, który znajdował się zaraz pod moim łóżkiem i wyciągnęłam z niego czarny plecak - kostkę, który rok temu dostałam od kilku obozowiczów. Szybko zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak łuk ze strzałami od Apolla, kilka zielonych pereł od dziadka Posejdona, sztylet, który kilkanaście lat temu odziedziczyłam po mamie, bielizne, czyste spodnie i bluzkę na zmianę, woreczek złotych drahm oraz śpiwór.
Musiałam zastanowić się nad planem działania. Bo przecież nie wparuję do kryjówki pełnej potworów, a wydaję mi się, że będzie się tam od nich roiło i nie powiem "Hej, wpadłam po babcie, możecie się od razu położyć, bym już na samym początku mogła was skopać?". Nie, na pewno by mnie nie posłuchali. Ba, prędzej by próbowali mnie zabić, a znając moje szczęście, szybko by im się to udało.
Także postanowiłam działać bez żadneg planu i iść tak jakby na spontana. A co tam?
Gdy tylko otworzyłam drzwi od swojego domku, przywitał mnie zapach lasu i morza, a razem z nim mój przyjaciel Drake.
- A ty dokąd się wybierasz? - Zapytał, dziwnie mrużąc oczy, jakby podejżewał, co planuję. - Czyżby po babcię?
- A ty skąd to wiesz? - Przyznam, że byłam zaskoczona. Skąd on wie? Co to, druga Rachel?
Rachel jest wyrocznią, która mieszka w Obozie Herosów. Odkąd skączyłą szesnascie lat, wcale się nie starzeje. Podobno była przyjaciółką moich rodziców.
- Miałem sen, podejrzewam, że ty także go miałaś i właśnie się wybierasz uratować Atenę. - Odpowiedział. - A ja zamierzam ci w tym pomóc.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? Nawet nie mam planu. - Odpowiedziałam, spuszczając wzrok.
- Ty Elizabeth nie musisz mieć, wystarczy, że ja mam. Na sam początek musimy dostać się nad zatokę, a później taksówką pojedziey na Manhattan, gdzie ukradne Zeuowi samolot i polecimy do San Francisco, gdzie więziona jest twoja babcia.
- Skąd iesz, gdzie ona się znajduję i skąd masz plan? - Zapytałam. To było dziwne. Po pierwsze, wnuk Hadesa nigdy nie posiadał żadnego planu, a po drugie, skąd on wie, gdzie znajdję się Atena, przecież nawet bogowie na Olimpie tego nie wiedzą.
- Już ci mówiłe, ja także miałem sen, a plan wymyśliłem na poczekaniu. - Odpowiedział odwracając oczy.
- No dobra, to możemy już ruszać? Zależy mi na czasie.
- Jasne.
Na początku w ciszy szliśmy przez las. Co chwilę potykałam się o wystające korzenie drzew. Gwiazdy na niebie świeciły inaczej niż zwykle, nie były tak jaskrawe, jak zawsze. Były przygasłe, zupełnie jakby Artemida była smutna. Jakby przeczuwała, że niedługo ma stać się coś niedobrego.
Gdy wreszcie dotarliśmy do Zatoki Long Island, Drake szybko podszedł do najbliższej, żółtej taksówki i spytał o podwózkę. Znów włączyły mi się dziwne przeczucia.
Byłam strasznie zmęczona, dlatego miałam nadzieję, że w taksówce, będę mogła spokojnie zasnąć, lecz nie. Skończyło się na tym, że po prostu zamknęłam oczy.
Z uwagą przysłuchiwałam się rozmowie Drake'a z kierowcą.
- Dlaczego Gaja już porwała Atenę? Dlaczego akurat ją? I do czego ja wam jestem potrzebny? - Zapytał syn Nico.
- Naprawdę nie wiesz? Gaja chce zemsty, a właściwie chce zabić twoją Elizabeth, a Atena jest jej babcią. To przynęta na córkę Percabeth. A ty? Dobrze wiesz, co ta mała do ciebie czuje, ufa ci, a ty masz ją przyprowadzić prosto do nas. A jak odmówisz posłuszeństwa, to dobrze wiesz, co się stanie. Zginą wszyscy, na których Ci zależy. Masz dwanaście godzin, by przyprowadzić ją do nas. Inaczej, źle się to skończy.
- Wiem. Przyprowadzę, ale nie zapominaj, że nie służę Gai, lecz robię to dla bezpieczeństwa Lizz.
Co on mówi? Zawozi mnie w pułapkę dla mojego bezpieczeństwa? Zwariował? Co się stało z moim Drake'em? Gdzie jest ten chłopak, którym jestem zauroczona? To na pewno nie jest on.
Taksówka się zatrzymała.Szybko z niej wysiadłam i poczekałam, aż odjedzie.
- Chyba najlepiej będzie, jak od razu mnie zabijesz! No dalej! Co tak stoisz?! Zabij mnie! - Krzyczałam przez łzy. Trudno było mi w to wszystko uwierzyć. Przecież to mój przyjaciel.
- O czym ty mówisz? - Zapytał zaskoczony?
- Za kogo ty mnie uważasz? Nie jestem głucha. Wszystko wiem. Jak mogłeś mi to zrobić? Nienawidzę cię. Szczerze cię nienawidzę.
Z plecaka wyciągnęłam jedną kulkę, której rozgniecenie pozwoli znaleźć mi się, gdzie tylko zechce. Jednak nie użyłam jej od razu. Przez chwilę trzymałam ją w zaciśniętej dłoni.
- Lizzy, o nie tak, jak myślisz! - Krzyknął.
- Nie Drake. Nie będziesz mi niczego tłumaczył. Chcesz mojej śmierci, tak to rozumiem. Ale powiem ci, że nikt mnie nie zabiję. Nikomu się to nie uda. Gaja nadchodzi, a ty w tym momencie jesteś wrogiem wszystkich herosów. Nawet moim. Przysięgam na Styks, że nadejdzie taki moment, że sama cię zabiję. Mimo, że jestem w tobie zakochana, a ty o tym wiesz, jestem gotowa cię zabić. Żegnaj Drake. Przekaże wszystko twojej matce. Od tej pory nie jesteś już moim przyjacielem.
Rzuciłam kulkę na ziemię, po czym szybko ją rozdeptałam i rozpłynęłam się w powietrzu. Następne, co pamiętam, to obóz herosów i słone łzy.
___________________________
Kochani, także to był rozdział drugi. Na samym wstępie bardzo Was przepraszam, że taki krótki.
Życzę Wam wszystkim ciepłych i wesołych wakacji.
12 lipca zapraszam do Starachowic na zjazd herosów.
Do zobaczenia.
Wasza Dżerr.
O jej jak ja dawno nie pisałam i nie używałam słowa Dżerr, strasznie mi tego brakowało.
piątek, 30 maja 2014
Elizabeth Story: Rozdział 1 - "Drake nie będzie w obozie"
Przybywam do Was z rozdziałem pierwszym nowej serii. Miejmy nadzieje, że lepszej od tamtej :D
Miłego czytania.
Do zobaczenia w notce pod rozdziałem :)
Dżerr
- Czym ty się tak przejmujesz? - Zapytał tata, stając obok mnie - W obozie jesteś przecież co weekend, więc nie jest to dla ciebie żadna nowość. Jakbyś czegoś zapomniała, to zawsze możesz wrócić do domu, przecież daleko nie masz.
- Tak tato, właśnie widać, jak mnie.... - nie było dane mi skończyć.
- Percy! - Krzyknęła moja mama. - Lizz wyraźnie powiedziała, że nie nie lubi w ciągu Obozu wracać do domu. Chce się poczuć jak reszta.
- Tak, tak, wiem. Tylko nie zapomnij, że za trzy tygodnie wyjeżdżamy na wakacje do Hiszpanii - dopowiedział jeszcze ojciec.
- Pamiętam, tato. Wrócę na czas.
No cóż, co roku razem z przyjaciółmi rodziców wyjeżdżamy do Europy na ciekawe wakacje. Tym razem padło na Hiszpanię. Nigdy jednak nie czułam się samotna. Czas spędzałam razem z siostrą cioteczną i przyjacielem. Dziś właśnie spotkam się z nimi w Obozie.
- Dawaj buziaka. - Podeszłam do swojej rodzicielki i dałam jej całusa w policzek. Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam płacz małego dziecka.
- Percy, idź po Clarisse. Już się obudziła. - Rozkazała mama.
Tata mruczał coś pod nosem. Po co komu dzieci, że im większe, tym większy kłopot, ale posłusznie poszedł. Z resztą jak zwykle. Często tak mówił, ale ja wiem, że on nas kocha.
A więc mam trzymiesięczną siostrę. Kocham ją bardzo mocno i nie wyobrażam sobie, by kiedyś mogło jej się coś poważnego stać.
Ma duże, zielone oczy i wszyscy mówią, że jest bardzo podobna do mnie.
Po chwili czekania tata znów pojawił się w drzwiach, trzymając na rękach małą dziewczynkę.
- Pa maleńka - Powiedziałam machając do dziecka.
Chwilę później byłam już na leśnej drodze prowadzącej do Obozu.
Droga leśna była jednym z moich ulubionych miejsc w Obozie. Cisza, spokój, szum drzew, Jezioro Herosów i ptaki. Kochałam łono natury i potrafiłam je docenić.
- Buu! - Usłyszałam za plecami.
Nie wystraszyłam się, ponieważ byłam już do tego przyzwyczajona. Powoli się odwróciłam. Przede mną stała wysoka blondynka o ciemnych, brązowych oczach. Razem tworzyło to dość nietypowe połączenie. Dziewczyna miała na imię Eveline i była córką Clary i Tony'ego, wnuczką Ateny i Hefajstosa, moją siostrą cioteczną. Nasze mamy, to biologiczne siostry.
- Co? Ale jak to? Dał jakiś konkretny powód? - Zapytałam zawiedziona.
Drake był moim najlepszym przyjacielem. Zawsze umiał mi pomóc, pocieszyć, a gdy płakałam, często zamieniał się w psychologa. Był ode mnie młodszy zaledwie o pół roku. Jego dziadkami są Hades i Zeus, a rodzice to Thalia i Nico. Szczerze mówiąc na wieść o tym, że nie będzie go w obozie, zrobiło mi się przykro. Tak. Zależy mi na nim i kocham go.
Po chwili byłyśmy już na miejscu. Jak zawsze powitał mnie tutaj zapach ogniska, krzyk córek Afrodyty, dźwięk strzał i cięciw, a także metaliczny odgłos ocieranych o siebie mieczy.
To jest właśnie Obóz. Mój drugi dom. Miejsce, gdzie każdy heros powinien czuć się swobodnie.
Na samym początku pokierowałam się w stronę domku Posejdona, gdzie mieszkałam podczas swojego pobytu w Obozie. Raczej jestem typem samotnika, dlatego wole przebywać tutaj, niż w pełnym gwaru domku Ateny. Powoli zaczęłam się rozpakowywać. Zanim się zorientowałam, była już pora ogniska. Siedziałam na drewnianej kłodzie, razem z innymi śpiewając obozowe piosenki i piekąc pianki. Kochałam śpiewać. Była to moja pasja i dar, który dostałam od Apolla. Jednak swobodny nastrój przerwał mi dotyk czyiś rąk na moich ustach. Stałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam nawet dokładnie co się dzieję. Po chwili napastnik opuścił ręce, a ja zrozumiałam, że stoi za mną mój przyjaciel.
- Zeusie. Nigdzie nie możemy jej znaleźć. Bogini zniknęła. W jej domu jest pełno śladów walki. Cóż mamy czynić? - Zapytał jeden ze strażników, wchodząc do komnaty Zeusa
- Musicie ją odnaleźć. A najważniejsze, nie możemy informować młodych herosów o porwaniu Ateny. To będzie zbyt niebezpieczne. Zrozumiano?- Tak jest Panie - Odpowiedział strażnik, po czym szybko wyszedł z komnaty tronowej. Atena została porwana. Nikt nie wie z jakiego powodu. Czyżby niebezpieczeństwo powstało? Czy naszemu światu grozi coś okropnego? Kto odnajdzie boginię, a kto jest sprawcą jej porwania? Na te pytania nikt nie zna odpowiedzi.
__________________________________________
No więc tak. Przyznam szczerze, że bardzo zatęskniłam za blogosferą herosów i cieszę się, że w końcu udało mi się coś dodać.
Rozdział pierwszy jest dość krótki, ale postaram się, by długość drugiego była bardziej zadowalająca.
Cieszę się, że większość z czytelników nadal pozostała wierna mojemu blogowi i z chęcią go czyta.
Jak pewnie zobaczyliście na początku, rozdział ten dedykowałam Mateuszowi i Adamowi, lecz do Mateusza kieruje te słowa:
Miej wiarę i nigdy się nie poddawaj. Masz przyjaciół i oni zawsze Ci pomogą. Walcz do samego końca. Wiem, że dasz sobie radę. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia.
Adam, ty spraw, by Mateusz nie bał się pisać w naszych konferencjach, bo przecież ja nie gryzę.
Oczywiście mile widziane są komentarze, a jak będzie ich dużo, to będę w siódmym niebie. Także, do dzieła.
Zbliża się czerwiec, więc jest to czas poprawek. Dajecie rade?
No dobra...jak zauważyliście wygląd bloga oraz tytuł zmienił się diametralnie, ale to dlatego, iż zaczynamy nową serię.
Swój cenny czas na wykonanie nagłówka straciła Julia O. którą znacie z innego bloga, a za wysiłek, jaki włożyła w swoją pracę serdecznie jej dziękuję. Ogromne podziękowania kieruje też do Sonii, która jest korektorem tego opowiadania. Jesteś wspaniała.
To chyba tyle.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
PS A jeśli lubicie historie paranormalne, dotyczące duchów, dziwnych zjawisk, tajemnic i zagadek, to serdecznie zapraszam tutaj: OPUSZCZONY DOM. Nagłówek na tego bloga wykonał Albert, z zdjęć, które przedstawiają prawdziwy OPUSZCZONY DOM, w którym rozgrywa się historia opowiadania.
~Dżerr.
Miłego czytania.
Do zobaczenia w notce pod rozdziałem :)
Dżerr
Rozdział pierwszy
Stałam w progu domu z plecakiem na plecach i walizką w ręce. Ostatni raz spojrzałam na listę rzeczy, które powinnam ze sobą zabrać. Wszystko jest jak należy.- Czym ty się tak przejmujesz? - Zapytał tata, stając obok mnie - W obozie jesteś przecież co weekend, więc nie jest to dla ciebie żadna nowość. Jakbyś czegoś zapomniała, to zawsze możesz wrócić do domu, przecież daleko nie masz.
- Tak tato, właśnie widać, jak mnie.... - nie było dane mi skończyć.
- Percy! - Krzyknęła moja mama. - Lizz wyraźnie powiedziała, że nie nie lubi w ciągu Obozu wracać do domu. Chce się poczuć jak reszta.
- Tak, tak, wiem. Tylko nie zapomnij, że za trzy tygodnie wyjeżdżamy na wakacje do Hiszpanii - dopowiedział jeszcze ojciec.
- Pamiętam, tato. Wrócę na czas.
No cóż, co roku razem z przyjaciółmi rodziców wyjeżdżamy do Europy na ciekawe wakacje. Tym razem padło na Hiszpanię. Nigdy jednak nie czułam się samotna. Czas spędzałam razem z siostrą cioteczną i przyjacielem. Dziś właśnie spotkam się z nimi w Obozie.
- Dawaj buziaka. - Podeszłam do swojej rodzicielki i dałam jej całusa w policzek. Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam płacz małego dziecka.
- Percy, idź po Clarisse. Już się obudziła. - Rozkazała mama.
Tata mruczał coś pod nosem. Po co komu dzieci, że im większe, tym większy kłopot, ale posłusznie poszedł. Z resztą jak zwykle. Często tak mówił, ale ja wiem, że on nas kocha.
A więc mam trzymiesięczną siostrę. Kocham ją bardzo mocno i nie wyobrażam sobie, by kiedyś mogło jej się coś poważnego stać.
Ma duże, zielone oczy i wszyscy mówią, że jest bardzo podobna do mnie.
Po chwili czekania tata znów pojawił się w drzwiach, trzymając na rękach małą dziewczynkę.
- Pa maleńka - Powiedziałam machając do dziecka.
Chwilę później byłam już na leśnej drodze prowadzącej do Obozu.
Droga leśna była jednym z moich ulubionych miejsc w Obozie. Cisza, spokój, szum drzew, Jezioro Herosów i ptaki. Kochałam łono natury i potrafiłam je docenić.
- Buu! - Usłyszałam za plecami.
Nie wystraszyłam się, ponieważ byłam już do tego przyzwyczajona. Powoli się odwróciłam. Przede mną stała wysoka blondynka o ciemnych, brązowych oczach. Razem tworzyło to dość nietypowe połączenie. Dziewczyna miała na imię Eveline i była córką Clary i Tony'ego, wnuczką Ateny i Hefajstosa, moją siostrą cioteczną. Nasze mamy, to biologiczne siostry.
- Co? Ale jak to? Dał jakiś konkretny powód? - Zapytałam zawiedziona.
Drake był moim najlepszym przyjacielem. Zawsze umiał mi pomóc, pocieszyć, a gdy płakałam, często zamieniał się w psychologa. Był ode mnie młodszy zaledwie o pół roku. Jego dziadkami są Hades i Zeus, a rodzice to Thalia i Nico. Szczerze mówiąc na wieść o tym, że nie będzie go w obozie, zrobiło mi się przykro. Tak. Zależy mi na nim i kocham go.
Po chwili byłyśmy już na miejscu. Jak zawsze powitał mnie tutaj zapach ogniska, krzyk córek Afrodyty, dźwięk strzał i cięciw, a także metaliczny odgłos ocieranych o siebie mieczy.
To jest właśnie Obóz. Mój drugi dom. Miejsce, gdzie każdy heros powinien czuć się swobodnie.
Na samym początku pokierowałam się w stronę domku Posejdona, gdzie mieszkałam podczas swojego pobytu w Obozie. Raczej jestem typem samotnika, dlatego wole przebywać tutaj, niż w pełnym gwaru domku Ateny. Powoli zaczęłam się rozpakowywać. Zanim się zorientowałam, była już pora ogniska. Siedziałam na drewnianej kłodzie, razem z innymi śpiewając obozowe piosenki i piekąc pianki. Kochałam śpiewać. Była to moja pasja i dar, który dostałam od Apolla. Jednak swobodny nastrój przerwał mi dotyk czyiś rąk na moich ustach. Stałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam nawet dokładnie co się dzieję. Po chwili napastnik opuścił ręce, a ja zrozumiałam, że stoi za mną mój przyjaciel.
***
- Musicie ją odnaleźć. A najważniejsze, nie możemy informować młodych herosów o porwaniu Ateny. To będzie zbyt niebezpieczne. Zrozumiano?- Tak jest Panie - Odpowiedział strażnik, po czym szybko wyszedł z komnaty tronowej. Atena została porwana. Nikt nie wie z jakiego powodu. Czyżby niebezpieczeństwo powstało? Czy naszemu światu grozi coś okropnego? Kto odnajdzie boginię, a kto jest sprawcą jej porwania? Na te pytania nikt nie zna odpowiedzi.
__________________________________________
No więc tak. Przyznam szczerze, że bardzo zatęskniłam za blogosferą herosów i cieszę się, że w końcu udało mi się coś dodać.
Rozdział pierwszy jest dość krótki, ale postaram się, by długość drugiego była bardziej zadowalająca.
Cieszę się, że większość z czytelników nadal pozostała wierna mojemu blogowi i z chęcią go czyta.
Jak pewnie zobaczyliście na początku, rozdział ten dedykowałam Mateuszowi i Adamowi, lecz do Mateusza kieruje te słowa:
Miej wiarę i nigdy się nie poddawaj. Masz przyjaciół i oni zawsze Ci pomogą. Walcz do samego końca. Wiem, że dasz sobie radę. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia.
Adam, ty spraw, by Mateusz nie bał się pisać w naszych konferencjach, bo przecież ja nie gryzę.
Oczywiście mile widziane są komentarze, a jak będzie ich dużo, to będę w siódmym niebie. Także, do dzieła.
Zbliża się czerwiec, więc jest to czas poprawek. Dajecie rade?
No dobra...jak zauważyliście wygląd bloga oraz tytuł zmienił się diametralnie, ale to dlatego, iż zaczynamy nową serię.
Swój cenny czas na wykonanie nagłówka straciła Julia O. którą znacie z innego bloga, a za wysiłek, jaki włożyła w swoją pracę serdecznie jej dziękuję. Ogromne podziękowania kieruje też do Sonii, która jest korektorem tego opowiadania. Jesteś wspaniała.
To chyba tyle.
Do zobaczenia w następnym rozdziale.
PS A jeśli lubicie historie paranormalne, dotyczące duchów, dziwnych zjawisk, tajemnic i zagadek, to serdecznie zapraszam tutaj: OPUSZCZONY DOM. Nagłówek na tego bloga wykonał Albert, z zdjęć, które przedstawiają prawdziwy OPUSZCZONY DOM, w którym rozgrywa się historia opowiadania.
~Dżerr.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Ostateczna decyzja
No witam ponownie. Możecie się pewnie domyślać, o co chodzi w tym poscie.
No więc każdego dnia przybywało komentarzy dotyczących mojej decyzji.
Więc wszystko sobie dokładnie przemyslalam.
Na kartce wypisalam sobie wszystkie aspekty za i przeciw.
A więc pozdrawiam wszystkich hejterów i zdenerwuje ich swoją decyzją, ale postanowiłam zostać.
Będę pisać dalej.
Aspekty:
ZA:
1. Pisanie jest moją życiową pasją, a ten blog jest moim pierwszym dzieckiem i zawsze bardzo kocham tego bloga.
2. Historia, jaką wam obiecałam w sumie jest już zaczeta.
3. Moje odejście kilku z was trochę zawiodło.
4. Uszczesliwilabym wielu hejterów.
Przeciw
Brak weny, która powraca.
Co do rozdziału. Jutro wyjeżdżam i wracam w niedzielę, więc rozdział chyba po majowce.
Póki co to tyle.
Dzerr
No więc każdego dnia przybywało komentarzy dotyczących mojej decyzji.
Więc wszystko sobie dokładnie przemyslalam.
Na kartce wypisalam sobie wszystkie aspekty za i przeciw.
A więc pozdrawiam wszystkich hejterów i zdenerwuje ich swoją decyzją, ale postanowiłam zostać.
Będę pisać dalej.
Aspekty:
ZA:
1. Pisanie jest moją życiową pasją, a ten blog jest moim pierwszym dzieckiem i zawsze bardzo kocham tego bloga.
2. Historia, jaką wam obiecałam w sumie jest już zaczeta.
3. Moje odejście kilku z was trochę zawiodło.
4. Uszczesliwilabym wielu hejterów.
Przeciw
Brak weny, która powraca.
Co do rozdziału. Jutro wyjeżdżam i wracam w niedzielę, więc rozdział chyba po majowce.
Póki co to tyle.
Dzerr
sobota, 19 kwietnia 2014
Wiadomość. Koniecznie przeczytaj...
Kochany czytelniku. Witam Cię w świecie mitologii, herosów, miłości, walk i przyjaźni na całe życie.
Zastanawiałeś się, czy jesteś herosem, czy śmiertelnikiem?
Zastanawiałeś się, co zrobiła z tobą książka autorstwa Ricka Riordana?
Nauczyła Cię czegoś? Tak.
Co mam na myśli.
Przez ostatni rok żyłam tylko książką. Za wszelką cenę chciałam poczuć się, jak Annabeth. Być inna. Odnaleźć siebie.
Za każdym razem, gdy wychodziłam z psem, w uszy wkładałam suchawki i w wyobraźni stwarzałam swoją historię, którą przelewałam na papier.
18 lutego zrozumiałam, że ten świat nie istnieje. Już wtedy miałam dość.
Percabeth Story było, jest i zawsze będziee moim kochanym dziecjem.
Kocham tego bloga i zawsze będę, ale już za bardzo oddaliłam się od tego świata, a moje pomysły się wyczerpały. Elizabeth Story nie będzie.
Szczerze pisząc to teraz leżę słuchając Blach Dhalia i płaczę, bo się z Wami żegnam.
Przede mną egzaminy i liceum. Zmieniłam siebie. Odnalazłam siebie.
Każdy bohater mnie czegoś nauczył.
Percy, że przyjaciele pomagają.
Ann, że warto się wyróżniać.
Tyson, że nie można się przejmować.
Thalia, że o przeszłości trzeba zapomnieć.
Także do zobaczenia.
Co jakiś czas dodam one-shoty, ale nie będzie historii Lizz.
Co z zeszytami....jest ich 5. Po świętach wyślę je do Julii do Starachowic. Niech ma cząstke mnie. A odbiore to w wakacje.
Teraz jestem w swoim świecie. W świecie opuszczonego domu.
Tam można znaleźć mnie.
Dziękuję za 1.5 roku.
Wspaniali czytelnicy.
Pozdrawiam i tule.
Dżerr
Dzerr98@gmail.com
Opuszczony Dom
GG. 45061438
Zastanawiałeś się, czy jesteś herosem, czy śmiertelnikiem?
Zastanawiałeś się, co zrobiła z tobą książka autorstwa Ricka Riordana?
Nauczyła Cię czegoś? Tak.
Co mam na myśli.
Przez ostatni rok żyłam tylko książką. Za wszelką cenę chciałam poczuć się, jak Annabeth. Być inna. Odnaleźć siebie.
Za każdym razem, gdy wychodziłam z psem, w uszy wkładałam suchawki i w wyobraźni stwarzałam swoją historię, którą przelewałam na papier.
18 lutego zrozumiałam, że ten świat nie istnieje. Już wtedy miałam dość.
Percabeth Story było, jest i zawsze będziee moim kochanym dziecjem.
Kocham tego bloga i zawsze będę, ale już za bardzo oddaliłam się od tego świata, a moje pomysły się wyczerpały. Elizabeth Story nie będzie.
Szczerze pisząc to teraz leżę słuchając Blach Dhalia i płaczę, bo się z Wami żegnam.
Przede mną egzaminy i liceum. Zmieniłam siebie. Odnalazłam siebie.
Każdy bohater mnie czegoś nauczył.
Percy, że przyjaciele pomagają.
Ann, że warto się wyróżniać.
Tyson, że nie można się przejmować.
Thalia, że o przeszłości trzeba zapomnieć.
Także do zobaczenia.
Co jakiś czas dodam one-shoty, ale nie będzie historii Lizz.
Co z zeszytami....jest ich 5. Po świętach wyślę je do Julii do Starachowic. Niech ma cząstke mnie. A odbiore to w wakacje.
Teraz jestem w swoim świecie. W świecie opuszczonego domu.
Tam można znaleźć mnie.
Dziękuję za 1.5 roku.
Wspaniali czytelnicy.
Pozdrawiam i tule.
Dżerr
Dzerr98@gmail.com
Opuszczony Dom
GG. 45061438
sobota, 29 marca 2014
Strzałka!
Strzałka!
Heej. Jestem Julie ;* najlepsza przyjaciółka Talki. Piszę tego posta z konta Dżerrki, ponieważ muszę jej podziękować. Ale to tak straaaaaaaaaaaaaaaaaasznie, straasznie :* Na wszystkie możliwe sposoby. Hmm... Opowiem wam dlaczego. No to może tak :
Pewnego razu, była sobie taka dziwna dziewczyna o imieniu Julia. Kochała tańczyć, grać na scenie i pisać opowiadania. Zaczęła ona czytać jedno opowiadanie o herosach ,a mianowicie Percabeth Story, autorką była Dżerr. Dziewczyna marzyła tylko o tym, aby ją poznać, ale nie miała odwagi zaprosić, popisać, zagadać. W końcu odważyła się. Zaprosiła swoja idolkę na facebook'u i zagadnęła. Na początku dziewczyny rozmawiały normalnie. Poznawały się. Okazało się, że mają wspólne zainteresowania. Dziewczyna o imieniu Julia zaczęła się zaprzyjaźniać i napisała to Dżerr. Napisała, że strasznie ją polubiła, ucieszyła ją odpowiedź, Dżerr napisała, że też strasznie ją polubiła.
To była tylko kwestia czasu kiedy dziewczyny zostały dobrymi przyjaciółkami wspierały się, gadały, śmiały się. Pojawiały się problemy, choroby i inne takie. Dziewczyny nie przestały, wzmocniły swoją więź i co z tego wyszło? Teraz są najlepszymi przyjaciółkami. Dzielą je kilometry, sporo drogi, nie widują się. Lecz piszą, gadają przez komórkę ,a zobaczą się... NA WSPÓLNYCH Wakacjach.
No, ale co to ma do podziękowań?
Nie dawno na moim blogu pojawiły się hejty. Kto mnie uratował? Kto mnie bronił? Natalka. Moja najlepsza przyjaciółka. Za to chcę jej serdecznie podziękować ,więc...
Dżerrko !
Dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Za to, że byłaś i jesteś. Za wsparcia i podnoszenie przy upadkach. Za nie dopuszczenie do upadku w momentach mojego życia. Za wszystkie słowa. Za... Za wszystko! Za te wakacje, których co prawda jeszcze nie ma, ale będą i już zakładam, że będą one najlepsze na świecie ;*
Kocham cię najbardziej na świecie. Dziękuję, że jesteś.
Dziękuję :)
Pozdrawiam Ciebie oraz wszystkich czytelników tego bloga.
Julie ;*
wtorek, 18 marca 2014
Epilog
Annabeth
Od ostatniej bitwy z gigantami minęło sporo czasu, a właściwie cztery lata. W tym czasie nie działo się nic szczególnego. Razem z Percym wiedziemy normalne, pełne przygód życie. Oboje zdaliśmy maturę z dobrym wynikiem (no bynajmniej ja) i oboje mamy pracę, którą kochamy.
Ja jestem szefem firmy architektonicznej, a Percy ma swój własny instytut badań morskich. Nie ukrywam, że ten sukces zawdzięczamy naszym boskim rodzicom.
Co działo się po wojnie?
Cóż. Uranos zniszczył większą część obozu, a odbudowanie go przypadło na mnie. Teraz jest wszystko dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Każdy bóg ma swoją małą świątynie, domki obozowiczów są dwa razy większe, gdyż coraz więcej dzieciaków przybywa do obozu. Pole ogniskowe jest większe, a odbudowany amfiteatr wprost zapiera dech w piersiach. Krótko mówiąc za każdym razem, gdy jestem w obozie, rozpiera mnie duma.
Herosi. No cóż. Powoli wszyscy zapomnieli o całej sprawie, ale w naszych sercach i tak na zawsze zostaną wspomnienia po zmarłych. W lesie nawet powstał obozowy cmentarz, na którym pochowani są nasi przyjaciele. Co roku, w wakacje zbieramy się tam i oddajemy hołd młodym bohaterom, którzy szybują pośród Elizjum, tak jak ptaki na wolności, poszukując w tym świecie ciepła, dobra i miłości.
Kilkoro herosów przeszło na tak zwaną emeryturę, czyli postanowili wieść dalej normalne życie np. zakładając rodziny.
Jednak pewna rzecz nadal mnie nie pokoi. Czuję, że kiedyś Gaja powróci i walka z nią nie będzie należeć do zbyt łatwych.
Jednak teraz nie można się niczym przejmować. Póki co nic złego się nie zapowiada i oby tak jak najdłużej.
_____________________________________________________
To już jest konie, nie ma już nic, skończyłam serię, możemy się uczyć.
Kilka długaśnych słów ode mnie.
Każdy z Was w ciągu półtora roku widział, jak się zminiam. Z głupiej, czternastoletniej dziewczynki wyrosła silna i pewna siebie szesnastolatka.
Pisanie od samego początku mi nie wychodziło. Miałam wzloty, jak i upadki, ale nie żałuję, że założyłam tego bloga, bo dzięki niemu poznałam Was, czyli cudownych, szczerych do bólu i prawdziwych Demigods.
Liczę, że z większością zobaczę się na zjeździe lub w komentarzach w następnej serii Drugie pokolenie - Elizabeth story.
Jestem wdzięczna każdemu z osobna za każde, nawet przypadkowe wejście na bloga i za każdy komentarz.
To dzięki Wam robię to, co robię i mimo, że jestem w tym kiepska, to nie żałuje i nie wstydzę się tego.
Szczególne podziękowania kieruję do:
Merr - Gdyby nie ty nie wiem, czy ten blog by jeszcze istniał. Byłaś przy mnie wiele razy, gdy cię potrzebowałam. Wspierałaś mnie i zawsze mówiłaś, że mam się nie poddawać. Mimo, że nie zawsze jestem, to musisz wiedzieć, że kocham cię jak siostrę i jesteś dla mnie bardzo wazna.
Pipes - Twoje komentarze często dawały mi mocno w kość, ale wiem, że pisałaś to, by w jakiś sposób mi pomóc. Mimo, że się czasem starałam, to nie zawsze mi to wychodziło, gdyż jak moi rodzicie widzieli, że zaczynam pisać, zabierali kartki, wyrzucali do kosza i kazali się uczyć.
Wieka - Poznałam ciebie właśnie przez tego bloga i jesteś chyba jedyną osobą, której zaufałam tak szybko. Wspierałaś mnie zawsze i mimo kłótni wiem, że zawsze przy mnie będziesz. Na rozmowy telefoniczne wydałaś fortunę, ale pamiętaj, że jesteś dla mnie jak Ika, a doskonale wiesz, że Ika jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Twoja strata była by bardzo bolesna.
Julaa - Moja kochana Demigood, którą uwielbiam i kocham. Jedna z moich najlepszych przyjaciółek, tak samo jak Milena. Obie jesteście cudowne i wspieracie mnie duchowo. Nie mogę się doczekać, gdy was spotkam. Te wakacje będą najlepszymi wakacjami.
Aria P. - Twój komentarz pod postem Kitty sprawił, że miałam wiele łez w oczach. "Mimo, że nie przepadam za twoim pisaniem, wcale nie znaczy, że chce twojej śmierci". Te słowa zapamiętam chyba na zawsze. Dziękuję za komentarze WSZYSTKIM.
Arya Chase - Tobie dziękuję za wiadomości i obrazki, jakie wysyłałaś nie tylko na meila, jak i na stronkę.
Wszyscy jesteście cudowni.
Do zobaczenia w następnym sezonie.
- Dżerr
niedziela, 16 marca 2014
Percabeth Story: Rozdział 40 część 2 - "Półbogowie nigdy się nie poddają. Walczcie do samego końca, bo taki jest wasz obowiązek."
DEDYKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY CHOĆ RAZ DODALI KOMENTARZ POD JAKIMKOLWIEK POSTEM.
JESTEŚCIE WSPANIALI I ZA TO WAM DZIĘKUJĘ!
Annabeth
JESTEŚCIE WSPANIALI I ZA TO WAM DZIĘKUJĘ!
Annabeth
Obudziłam się dość późno. Na niebie zamiast słońca świeciły małe kropeczki, które swoim blaskiem oświetlały świat. Która to może być? Dziesiąta wieczorem? Eh...nieważne.
Przekręciłam głowę w lewo, uświadamiając sobie, co zdarzyło się zaledwie kilka godzin temu. Tak! To nie sen! Ja naprawdę żyję! To wspaniałe, a wręcz niewiarygodne.
Leżałam przez chwilę szeroko się uśmiechając. Świeże powietrze delikatnie owiewało moje lekko opalone ciało.
Znajdowałam się na tarasie Wielkiego Domu. Przyprowadzono mnie tu, bym mogła odpocząć po zamieszaniu związanym z moim zmartwychwstaniem. Zaraz! Wojna. Rachel przepowiedziała bitwę. Muszę się zbierać.
Szybko zrzuciłam z siebie ciepły, niebieski koc i ruszyłam biegiem w stronę pola ogniskowego. Z dala dobiegały mnie dźwięki muzyki, śmiechu i dobrej zabawy.
- Annabeth! - Krzyknęła Thalia. Po chwili każdy heros podchodził i mocno mnie przytulał. - Nawet nie wiesz, jak bardzo mi ciebie brakowało.- Na córkę Zeusa zawsze mogłam liczyć. Byłam jej za to bardzo wdzięczna.
- Chwila. - Powiedziałam, przerywając śmiechy i muzykę. - Dlaczego siedzicie tak bezczynnie? Czy już się poddaliście? Zbliża się wojna. Nie mamy przygotowanej żadnej techniki, a musimy walczyć. Powinniście ćwiczyć, a nie siedzieć. Nie wygramy nic nie robiąc. - Mówiłam. To już nie był ten sam obóz. Dlaczego tak bezczynnie siedzą i nic nie robią? To jest do nich naprawdę nie podobne.
- Nie mamy czasu, Annabeth. Gaja przebudziła się zdecydowanie zbyt szybko. Nie jesteśmy przygotowani i nie mamy odpowiedniej techniki. Nawet gdybyśmy walczyli, nie wygramy. Świata już nie będzie. - Odpowiedział jeden z synów Apolla. Przyznam, że jego słowa jeszcze bardziej mnie zdenerwowały.
- Co wy mówicie?! Wszyscy jesteśmy herosami. Czyżby moja śmierć i moje poświęcenie poszły na marne? Kim wy jesteście? Co się z wami stało?...
- Annabeth ma rację. - Powiedział Percy przerywając moją wypowiedź. Podszedł i delikatnie mnie objął.- Wielu herosów oddało życie i tylko po to, byście teraz bezczynnie siedzieli? Nie poznaję was. Rozumiem, że jesteście zmęczeni, ale takie jest życie herosa. Fata zadecydowało. Musicie walczyć. - Byłam mile zaskoczona słowami Percy'ego. Widać jego także zdziwiło zachowanie naszych przyjaciół.
- Słuchajcie. Niech grupowi przyjdą na naradę. Ustalimy plan działania. Będziemy walczyć! - Po tych słowach ruszyłam w stronę Wielkiego Domu.
- Chwila. - Powiedziałam, przerywając śmiechy i muzykę. - Dlaczego siedzicie tak bezczynnie? Czy już się poddaliście? Zbliża się wojna. Nie mamy przygotowanej żadnej techniki, a musimy walczyć. Powinniście ćwiczyć, a nie siedzieć. Nie wygramy nic nie robiąc. - Mówiłam. To już nie był ten sam obóz. Dlaczego tak bezczynnie siedzą i nic nie robią? To jest do nich naprawdę nie podobne.
- Nie mamy czasu, Annabeth. Gaja przebudziła się zdecydowanie zbyt szybko. Nie jesteśmy przygotowani i nie mamy odpowiedniej techniki. Nawet gdybyśmy walczyli, nie wygramy. Świata już nie będzie. - Odpowiedział jeden z synów Apolla. Przyznam, że jego słowa jeszcze bardziej mnie zdenerwowały.
- Co wy mówicie?! Wszyscy jesteśmy herosami. Czyżby moja śmierć i moje poświęcenie poszły na marne? Kim wy jesteście? Co się z wami stało?...
- Annabeth ma rację. - Powiedział Percy przerywając moją wypowiedź. Podszedł i delikatnie mnie objął.- Wielu herosów oddało życie i tylko po to, byście teraz bezczynnie siedzieli? Nie poznaję was. Rozumiem, że jesteście zmęczeni, ale takie jest życie herosa. Fata zadecydowało. Musicie walczyć. - Byłam mile zaskoczona słowami Percy'ego. Widać jego także zdziwiło zachowanie naszych przyjaciół.
- Słuchajcie. Niech grupowi przyjdą na naradę. Ustalimy plan działania. Będziemy walczyć! - Po tych słowach ruszyłam w stronę Wielkiego Domu.
***
Siedziałam na stole do ping-ponga, trzymając w rekach mapę obozu.
- Jakim, cudem wejdą na teren obozu, skoro mamy Złote Runo, które sprawia, że przez granicę żaden potwór nie może przejść? - Zapytałam. To pytanie nurtowało mnie od prawie godziny.
- Wejdą przez wodę. - Szepnęła wyrocznia. Rudowłosa dziewczyna szkicowała coś na białej kartce papieru. - Przecież nasze jezioro ma połączenie z zatoką Long Island. Wiem to, bo jak byłam mała, tata mnie tutaj zabrał, znaczy na zatokę. Zawsze wiedziałam, że coś tutaj jest, ale dopiero, gdy poznałam Percy'ego dowiedziałam się co. - Zamknęłam oczy mając nadzieję, że uda mi się coś wymyślić. W tym momencie każdy liczył właśnie na mnie.
- Mam pewien pomysł. - Powiedziałam po pewnym czasie. Wszyscy skupili swój wzrok prosto na mnie. - Z tego co wiem, w lesie poukrywane są bunkry. Skoro już są, to dlaczego ich nie wykorzystamy? Zamiast stać i niczemu nie służyć, mogą na czas bitwy być naszą kryjówką. Gdy armia Gai i Uranosa wejdzie na teren obozu, będą myśleć, że nikogo nie ma. Kilku chłopaków od Hermesa i Hefajstosa wyjdzie, by z zaskoczenia pozbyć się przeciwników.Gdy wrócą, łucznicy od Apollina wystrzelą strzały. Powstanie zamieszanie, a my pozbędziemy się wielu herosów z armii tej jędzy. Jednak walka będzie nieunikniona. Po łucznikach wyskoczymy my i rozpoczniemy to, co od dawna jest przepowiedziane. Percy, Clarisse i ja pobiegniemy na przywódców, a reszta zajmie się innymi. Nie mamy pewności wygranej, ale z dobrym planem i zaangażowaniem wszystko jest możliwe.
- Uważam ten plan za bardzo dobry. Czy ktoś ma jakieś zastrzeżenia? - Zapytała Clarisse. Gdy z Percym przeprowadziliśmy się i stwierdziliśmy, że nasza przygoda w obozie dobiega końca, trzeba było przekazać dowództwo. Teraz naszą starą funkcję pełniła córka Aresa.
- Tak. - Odpowiedział, Percy, co wprawiło mnie w jeszcze większe zaskoczenie. - Co z Elizabeth i przepowiednią? - Miał rację. Zapomniałam o tym.
- Dziewczynkę trzeba ukryć w lesie razem z Driadami.Tylko one najlepiej znają teren. Jeżeli Lizzy nie pojawi się na polu bitwy, to możliwe, że przepowiednia się nie spełni. - Odpowiedział Chejron, po raz pierwszy tego wieczoru. Zawsze na naradach odzywał się tylko wtedy, gdy mieliśmy jakiś problem. W ten sposób uczył nas zaradności. Jednocześnie często uczyliśmy się na swoich błędach.
- A więc wszystko ustalone. Grupowi niech przekażą plan pozostałym. Niech każdy domek wystawi po dwie osoby na nocną wartę. Nie wiemy, kiedy dokładnie zaatakują. Patrole będą pilnowały do godziny czwartej. Następnie ubieramy się w zbroje, zabieramy broń i idziemy do bunkrów. - Powiedziała córka Aresa, po czym szybko odeszła w stronę swojego domku. Przez chwilę spróbowałam zrozumieć, co ta dziewczyna może czuć. Jest zupełnie sama, bez żadnego rodzeństwa. Nie ma się komu wyżalić, choć wątpię, by kiedykolwiek to robiła.
Z zamyśleń wyrwał mnie dotyk Percy'ego. Uśmiechnęłam się do niego blado i oboje ruszyliśmy w stronę lasu, gdzie obecnie znajdowała się Elizabeth.
Przed nami pojawiło się ogromne drzewo, w którym znajdowały się duże, brązowo czarne drzwi. Zapukałam, a po kilku sekundach przede mną stanął Grover.
- Wejdźcie. - Powiedział uśmiechnięty. W ręku trzymał nadgryzioną puszkę coli. Nic się nie zmienił. Stary przyjaciel, z którym przeżyliśmy wiele przygód i misji.
W środku było naprawdę dużo miejsca. Nie było to zwyczajne drzewo. Jest to raczej coś w rodzaju podziemnego domu.
- Co się stało? - Zapytała Kalina, wyczytując wszystko z mojej twarzy. Ta Driada wyróżniała się od innych. Była w miarę odważna i mądra, a to cechy warte uwagi.
- Jutro wszystko się rozstrzygnie. Przybędą. - Odpowiedziałam. - Potrzebna jest wasza pomoc. Czy jest tutaj miejsce, gdzie można ukryć Elizabeth? Ona nie może brać udziału w bitwie. Gdy Gaja ją zobaczy to...
- Rozumiem. - Odpowiedziała Driada, przerywając mi. - Chodźcie za mną. - Na ręce wzięła swojego kilku miesięcznego synka i zaprowadziła nas w stronę mosiężnego regału z książkami.
- Percy, czy mógłbyś go przesunąć? - Zapytała. Glonomódżek z chęcią zrobił to, o co poprosiła go Kalina. Naszym oczom ukazały się szare, metalowe drzwi, które zamiast klamki miały zamek, wyglądający jak ster w statku. - To jedno z najbardziej bezpiecznych miejsc na terenie całego obozu. Tak zwany schron. Zostawcie u nas Lizzy. Tutaj będzie bezpieczna.
Starałem się robić wszystko według planu, lecz nigdzie nie było widać ani Gai, ani Uranosa. Ewidentnie coś się komplikowało.
Nie wiedząc, co dokładnie mam robić, odetkałem Orkan i walczyłem z pierwszym, lepszym herosem. Pięta Achillesa pomagała mi w walce, bo wcale nie musiałem się tak bardzo martwić o swoje życie. Nie było łatwo. Nas było znacznie mniej, ale jak to powiedział kiedyś mój ojciec "Nie liczy się ilość, ale skuteczność".
Widziałem, jak przegrywamy. Młodzi herosi, którzy w obozie byli pierwszy raz, w tym momencie bez ruchu leżeli na ziemi. Annabeth również to dostrzegła. Widziałem, jak z kieszeni szortów wyciąga duży, fioletowy pierścień. Dobrze wiedziałem, do czego on służy. Jest to tak zwany sierp Kronosa, Pana Czasu. Annabeth za pomocą właśnie tej broni potrafiła zatrzymać czas. Tak właśnie zrobiła i tym razem.
- Mamy pięć minut, zanim sekundy znów zaczną płynąć. Nie uda nam się zabić wszystkich, ale zawsze możemy zdobyć przewagę! - Krzyknęła córka Ateny, a nasi herosi ruszyli z uniesionymi mieczami prosto na armie przeciwnika.
Potwory błyskawicznie zamieniały się w kupki złotego pyłu, a herosi padali w kałuże krwi. Jednak nic nie może trwać wiecznie. Nim się obejrzeliśmy, po obozie znów rozległ się krzyk ataków. Nie było łatwo.
Nagle ziemia zaczęła się mocno trząść, aż powstała w niej ogromna szczelina, prowadząca na samo dno okropnego, ciemnego Tartaru. Przed nami pojawiła się dwójka najgorszych wrogów: Gaja i Uranos. Ziemia miała około dziesięciu metrów wysokości i była złoto czarna, a jej mąż liczył piętnaście metrów i był cały czerwony. Oboje deptali po całym obozie, doszczętnie go niszcząc. Teraz rozpoczęła się prawdziwa rzeź. Nigdy tego nie wygramy.
Odruchowo spojrzałem w stronę lasu i zamarłem. Za jednym z drzew stała Elizabeth. Widziałem też Grovera, który próbował ją zabrać w bezpieczne miejsce, ale ta mu się wyrywała. Po kilku sekundach dziewczynka wbiegła prosto na pole bitwy.
- Nie! - Krzyknęła Annabeth, dostrzegając to, co ja. W tym samym momencie Gaja głośno zaczęła się śmiać. Łucznicy z jej armii ustawili strzały prosto na moją córkę. Cięciwa naciągnięta...ognia. Strzały wystrzelone. W ostatnim momencie zobaczyłem, jak Clarisse rzuca się na Lizzy, jednocześnie przyjmując na siebie cały atak. Zapadła cisza. Z ust córki Aresa wydarł się mrożący krew w żyłach krzyk bólu. Cierpiała. Jej ciało zalały krople czerwonej mazi. Dziewczyna ugięła się na własnych nogach i upadła na ziemię.
- Percy. - Powiedziała ukradkiem sił. Patrzyła na mnie, jakbym mógł jej pomóc. Przez chwilę próbowała się podnieść, ale kończyło się to dla niej bolesnym upadkiem. - To było...moje...zadanie. - Po tych słowach przewróciła się na plecy i wydobyła z siebie ostatni oddech. Umarła.
- Nie! - Krzyknęła Elizabeth., podnosząc się z ziemi. - Zabiliście ciocię Clarisse! - Po raz pierwszy ujrzałem coś tak potężnego. Moja córka wywołała w obozie ogromny huragan. Stała naprzeciw gigantów z zaciśniętymi dłońmi. Co złego się teraz wydarzy?
- Elizabeth, stój! Uspokój się! - Krzyknęło kilku bogów. Pojawili się w samą porę.
Lizzy nie słuchała. Była zdenerwowana, a z jej ciała płynęła dziwna, silna energia. Woda w jeziorze mocno obijała się o piaszczyste ściany klifu. Tworzył się sztorm. Nie, poprawka. Elizabeth tworzyła sztorm.
- Lizz! - Krzyknął mój ojciec próbując do niej podejść. Dziewczynka odczytując jego zamiary, uniosła ręce do góry i zapanowała nad wodą. Dopiero teraz dowiedziałem się, że ma taką moc.
Potężny strumień wody skierowała prosto na swojego dziadka i mocno w niego uderzyła, sprawiając, że Posejdon stracił równowagę. To, co Elizabeth wyprawiała w tym momencie było niesłychane. Za pomocą rąk stworzyła ogromny wir, który prowadził na dno Tartaru. Do jej dzieła po kolei wpadało wielu wojowników, jak i potworów. Armia Gai i Uranosa już nie istniała. Została tylko ta dwójka.
Ziemia z własnej woli rozpłynęła się w czarny pył. Uciekła.
Lizzy jedną ręką podtrzymywała wir wodny, a drugą stworzyła ogromną, wodnistą rękę, która zebrała w siebie całą, dostępną broń, czyli miecze, sztylety i strzały, a po chwili wystrzeliła prosto na naszego wroga. Takiego ataku nikt się nie spodziewał. Nie minęła minuta, kiedy pokiereszowany Uranos ruszył w stronę Tartaru.
Elizabeth opuściła ręce, jednocześnie zalewając obóz. Woda na ziemi zmieniła się w błoto i kałuże. Lizzy zachwiała się i ze zmęczenia zemdlała. Dzięki niej obóz i świat nadal istnieją.
_____________________________________________
A więc to już jest koniec. A raczej rawie koniec, bo przed nami jeszcze epilog który pojawi się w najbliższym czasie.
To opowiadanie (cała seria) nie jest ideałem. Na bieżąco będę starała się wszystko popoprawiać. Jednak potrzebna mi będzie pomoc.
POSZUKIWANA BETA, OSOBA KTÓRA POMOŻE MI KOREKTOROWAĆ POPRZEDNIE ROZDZIAŁY, ABY INNYM LEPIEJ SIĘ CZYTAŁO. BARDZO PROSZĘ, NIECH KTOŚ SIĘ ZGŁOSI W KOMENTARZU LUB NA MEILA Dzerr98@gmail.com.
Także pojawi sie epilog, a następnie druga seria.
Może będzie lepsza od tej? Mam taką nadzieję.
A teraz parę linków. Dość dla mnie istotnych waznych.
1. Masz ADHD i dysleksję? Nie martw się nie jesteś debilem tylko herosem. Stronka o tematyce PJ i OH prowadzona przeze mnie, Merr i McLean. Organizowane są tam zabawy i inne. Super fanpage.
2. Dżerrka mała stronka informacyjna o kolejnych rozdziałach, ale też taka dla zabijania mojej nudy.
3. Story Of My Life blog, który jest mi bardzo bliski. Tematyka wzorowany na moim dawnym blogu. Piszę go razem z najlepszą przyjaciółką. - Kitty.
4. Pamiętnik Dżerrki blog, który powstał na początku mojej przygody z blogowanie. Na nim właśnie widać, jak bardzo się zmieniałam.
To chyba tyle.
No i jeszcze może mój ask KLIK.
Do zobaczenia!
Widzimy się za około dwa/trzy tygodnie z nowa serią a z epilogiem oby ja najszybciej.
Liczę na wasze komentarze.
- Uważam ten plan za bardzo dobry. Czy ktoś ma jakieś zastrzeżenia? - Zapytała Clarisse. Gdy z Percym przeprowadziliśmy się i stwierdziliśmy, że nasza przygoda w obozie dobiega końca, trzeba było przekazać dowództwo. Teraz naszą starą funkcję pełniła córka Aresa.
- Tak. - Odpowiedział, Percy, co wprawiło mnie w jeszcze większe zaskoczenie. - Co z Elizabeth i przepowiednią? - Miał rację. Zapomniałam o tym.
- Dziewczynkę trzeba ukryć w lesie razem z Driadami.Tylko one najlepiej znają teren. Jeżeli Lizzy nie pojawi się na polu bitwy, to możliwe, że przepowiednia się nie spełni. - Odpowiedział Chejron, po raz pierwszy tego wieczoru. Zawsze na naradach odzywał się tylko wtedy, gdy mieliśmy jakiś problem. W ten sposób uczył nas zaradności. Jednocześnie często uczyliśmy się na swoich błędach.
- A więc wszystko ustalone. Grupowi niech przekażą plan pozostałym. Niech każdy domek wystawi po dwie osoby na nocną wartę. Nie wiemy, kiedy dokładnie zaatakują. Patrole będą pilnowały do godziny czwartej. Następnie ubieramy się w zbroje, zabieramy broń i idziemy do bunkrów. - Powiedziała córka Aresa, po czym szybko odeszła w stronę swojego domku. Przez chwilę spróbowałam zrozumieć, co ta dziewczyna może czuć. Jest zupełnie sama, bez żadnego rodzeństwa. Nie ma się komu wyżalić, choć wątpię, by kiedykolwiek to robiła.
Z zamyśleń wyrwał mnie dotyk Percy'ego. Uśmiechnęłam się do niego blado i oboje ruszyliśmy w stronę lasu, gdzie obecnie znajdowała się Elizabeth.
Przed nami pojawiło się ogromne drzewo, w którym znajdowały się duże, brązowo czarne drzwi. Zapukałam, a po kilku sekundach przede mną stanął Grover.
- Wejdźcie. - Powiedział uśmiechnięty. W ręku trzymał nadgryzioną puszkę coli. Nic się nie zmienił. Stary przyjaciel, z którym przeżyliśmy wiele przygód i misji.
W środku było naprawdę dużo miejsca. Nie było to zwyczajne drzewo. Jest to raczej coś w rodzaju podziemnego domu.
- Co się stało? - Zapytała Kalina, wyczytując wszystko z mojej twarzy. Ta Driada wyróżniała się od innych. Była w miarę odważna i mądra, a to cechy warte uwagi.
- Jutro wszystko się rozstrzygnie. Przybędą. - Odpowiedziałam. - Potrzebna jest wasza pomoc. Czy jest tutaj miejsce, gdzie można ukryć Elizabeth? Ona nie może brać udziału w bitwie. Gdy Gaja ją zobaczy to...
- Rozumiem. - Odpowiedziała Driada, przerywając mi. - Chodźcie za mną. - Na ręce wzięła swojego kilku miesięcznego synka i zaprowadziła nas w stronę mosiężnego regału z książkami.
- Percy, czy mógłbyś go przesunąć? - Zapytała. Glonomódżek z chęcią zrobił to, o co poprosiła go Kalina. Naszym oczom ukazały się szare, metalowe drzwi, które zamiast klamki miały zamek, wyglądający jak ster w statku. - To jedno z najbardziej bezpiecznych miejsc na terenie całego obozu. Tak zwany schron. Zostawcie u nas Lizzy. Tutaj będzie bezpieczna.
Percy
Spojrzałem na zegarek, który dostałem od Paula jako prezent ślubny. Wybiła godzina szósta rano. Wszyscy rozrzuceni byli po bunkrach, znajdujących się w lesie. Póki co było spokojnie, co zaczynało niepokoić Annabeth.
- Zaczynam się koszmarnie nudzić, Jackson. - Powiedziała Clarisse, przepychając się w stronę wyjścia. Już nie jest miła. Wróciła do swojego starego wrednego "ja".
- To proszę bardzo. Drzwi otwarte, droga wolna. Możesz wyjść i dać się zabić. Twoja decyzja. Ja tam za tobą nie zapłaczę. - Powiedziałem, uśmiechając się łobuzersko. Widać i w takich sprawach trzyma mnie poczucie humoru.
- Weź się lepiej zamknij, Jackson. - Odpowiedziała córka Aresa, uderzając mnie w ramię.
Nasze małe przekomarzanie przerwało lekkie trzęsienie ziemi. Przez dziurę w drewnianych drzwiach dostrzegłem, że kilku wojowników z mieczami uniesionymi nad głowy, biegnie w stronę obozu herosów. Jednak po chwili przystanęli. Powitała ich pustka. Właśnie rozpoczęła się inwazja.
Armia wroga stała, nie wiedząc co się dzieję. Spodziewali się walki i dostaną ją, lecz nieco później.
- Dawać dzieci Hefajstosa i Hermesa. - Rozkazała Annabeth. Na twarzy córki Ateny widać było skupienie. - Działamy według planu. - Przyznam, że właśnie takiej Ann mi brakowało. Silnej i przywódczej.
Kilku chłopaków, w tym Charles i Tony szybko wyszło z naszej kryjówki. Widziałem, jak jeden z nich podchodzi od tyłu do wojownika z armii przeciwnej i z zaskoczenia podcina mu gardło. Po szyi wroga płynęła strużka czerwonej, ciepłej cieczy. Nieznany mi chłopak lekko się zachwiał i upadł na ziemię. Morderstwo idealne.
Kilku herosów robiło to samo. Widziałem, jak Annabeth uśmiecha się lekko do samej siebie. Jej plan jest doskonały i trzeba to przyznać.
Nie minęło piętnaście minut, kiedy nasi wrócili.
- Nieźle się spisaliście. - Rzekła córka Aresa, klepiąc Tony'ego w ramię. - Teraz czas na łuczników. Na co jeszcze czekacie leniwce? Do dzieła!
Tym razem również nie było problemów. Dzieci Apolla nie musiały odchodzić zbyt daleko. Schowali się za drzewami i na rozkaz przywódców, wystrzelili strzały, powodując krzyki bólu i panki. Powstał masowy mord. Kilkadziesiąt ciał uginających się pod własnym ciężarem i upadających na zakrwawioną ziemię. Po raz pierwszy tego dnia pomyślałem, że wygramy. Nie wiedziałem, jak bardzo się mylę.
- Atak! - Krzyknęła Clarisse, a my wybiegliśmy prosto na pole bitwy. Rozpoczęła się walka. Za obóz! Za bogów! Za życie i świat!- To proszę bardzo. Drzwi otwarte, droga wolna. Możesz wyjść i dać się zabić. Twoja decyzja. Ja tam za tobą nie zapłaczę. - Powiedziałem, uśmiechając się łobuzersko. Widać i w takich sprawach trzyma mnie poczucie humoru.
- Weź się lepiej zamknij, Jackson. - Odpowiedziała córka Aresa, uderzając mnie w ramię.
Nasze małe przekomarzanie przerwało lekkie trzęsienie ziemi. Przez dziurę w drewnianych drzwiach dostrzegłem, że kilku wojowników z mieczami uniesionymi nad głowy, biegnie w stronę obozu herosów. Jednak po chwili przystanęli. Powitała ich pustka. Właśnie rozpoczęła się inwazja.
Armia wroga stała, nie wiedząc co się dzieję. Spodziewali się walki i dostaną ją, lecz nieco później.
- Dawać dzieci Hefajstosa i Hermesa. - Rozkazała Annabeth. Na twarzy córki Ateny widać było skupienie. - Działamy według planu. - Przyznam, że właśnie takiej Ann mi brakowało. Silnej i przywódczej.
Kilku chłopaków, w tym Charles i Tony szybko wyszło z naszej kryjówki. Widziałem, jak jeden z nich podchodzi od tyłu do wojownika z armii przeciwnej i z zaskoczenia podcina mu gardło. Po szyi wroga płynęła strużka czerwonej, ciepłej cieczy. Nieznany mi chłopak lekko się zachwiał i upadł na ziemię. Morderstwo idealne.
Kilku herosów robiło to samo. Widziałem, jak Annabeth uśmiecha się lekko do samej siebie. Jej plan jest doskonały i trzeba to przyznać.
Nie minęło piętnaście minut, kiedy nasi wrócili.
- Nieźle się spisaliście. - Rzekła córka Aresa, klepiąc Tony'ego w ramię. - Teraz czas na łuczników. Na co jeszcze czekacie leniwce? Do dzieła!
Tym razem również nie było problemów. Dzieci Apolla nie musiały odchodzić zbyt daleko. Schowali się za drzewami i na rozkaz przywódców, wystrzelili strzały, powodując krzyki bólu i panki. Powstał masowy mord. Kilkadziesiąt ciał uginających się pod własnym ciężarem i upadających na zakrwawioną ziemię. Po raz pierwszy tego dnia pomyślałem, że wygramy. Nie wiedziałem, jak bardzo się mylę.
Starałem się robić wszystko według planu, lecz nigdzie nie było widać ani Gai, ani Uranosa. Ewidentnie coś się komplikowało.
Nie wiedząc, co dokładnie mam robić, odetkałem Orkan i walczyłem z pierwszym, lepszym herosem. Pięta Achillesa pomagała mi w walce, bo wcale nie musiałem się tak bardzo martwić o swoje życie. Nie było łatwo. Nas było znacznie mniej, ale jak to powiedział kiedyś mój ojciec "Nie liczy się ilość, ale skuteczność".
Widziałem, jak przegrywamy. Młodzi herosi, którzy w obozie byli pierwszy raz, w tym momencie bez ruchu leżeli na ziemi. Annabeth również to dostrzegła. Widziałem, jak z kieszeni szortów wyciąga duży, fioletowy pierścień. Dobrze wiedziałem, do czego on służy. Jest to tak zwany sierp Kronosa, Pana Czasu. Annabeth za pomocą właśnie tej broni potrafiła zatrzymać czas. Tak właśnie zrobiła i tym razem.
- Mamy pięć minut, zanim sekundy znów zaczną płynąć. Nie uda nam się zabić wszystkich, ale zawsze możemy zdobyć przewagę! - Krzyknęła córka Ateny, a nasi herosi ruszyli z uniesionymi mieczami prosto na armie przeciwnika.
Potwory błyskawicznie zamieniały się w kupki złotego pyłu, a herosi padali w kałuże krwi. Jednak nic nie może trwać wiecznie. Nim się obejrzeliśmy, po obozie znów rozległ się krzyk ataków. Nie było łatwo.
Nagle ziemia zaczęła się mocno trząść, aż powstała w niej ogromna szczelina, prowadząca na samo dno okropnego, ciemnego Tartaru. Przed nami pojawiła się dwójka najgorszych wrogów: Gaja i Uranos. Ziemia miała około dziesięciu metrów wysokości i była złoto czarna, a jej mąż liczył piętnaście metrów i był cały czerwony. Oboje deptali po całym obozie, doszczętnie go niszcząc. Teraz rozpoczęła się prawdziwa rzeź. Nigdy tego nie wygramy.
Odruchowo spojrzałem w stronę lasu i zamarłem. Za jednym z drzew stała Elizabeth. Widziałem też Grovera, który próbował ją zabrać w bezpieczne miejsce, ale ta mu się wyrywała. Po kilku sekundach dziewczynka wbiegła prosto na pole bitwy.
- Nie! - Krzyknęła Annabeth, dostrzegając to, co ja. W tym samym momencie Gaja głośno zaczęła się śmiać. Łucznicy z jej armii ustawili strzały prosto na moją córkę. Cięciwa naciągnięta...ognia. Strzały wystrzelone. W ostatnim momencie zobaczyłem, jak Clarisse rzuca się na Lizzy, jednocześnie przyjmując na siebie cały atak. Zapadła cisza. Z ust córki Aresa wydarł się mrożący krew w żyłach krzyk bólu. Cierpiała. Jej ciało zalały krople czerwonej mazi. Dziewczyna ugięła się na własnych nogach i upadła na ziemię.
- Percy. - Powiedziała ukradkiem sił. Patrzyła na mnie, jakbym mógł jej pomóc. Przez chwilę próbowała się podnieść, ale kończyło się to dla niej bolesnym upadkiem. - To było...moje...zadanie. - Po tych słowach przewróciła się na plecy i wydobyła z siebie ostatni oddech. Umarła.
- Nie! - Krzyknęła Elizabeth., podnosząc się z ziemi. - Zabiliście ciocię Clarisse! - Po raz pierwszy ujrzałem coś tak potężnego. Moja córka wywołała w obozie ogromny huragan. Stała naprzeciw gigantów z zaciśniętymi dłońmi. Co złego się teraz wydarzy?
- Elizabeth, stój! Uspokój się! - Krzyknęło kilku bogów. Pojawili się w samą porę.
Lizzy nie słuchała. Była zdenerwowana, a z jej ciała płynęła dziwna, silna energia. Woda w jeziorze mocno obijała się o piaszczyste ściany klifu. Tworzył się sztorm. Nie, poprawka. Elizabeth tworzyła sztorm.
- Lizz! - Krzyknął mój ojciec próbując do niej podejść. Dziewczynka odczytując jego zamiary, uniosła ręce do góry i zapanowała nad wodą. Dopiero teraz dowiedziałem się, że ma taką moc.
Potężny strumień wody skierowała prosto na swojego dziadka i mocno w niego uderzyła, sprawiając, że Posejdon stracił równowagę. To, co Elizabeth wyprawiała w tym momencie było niesłychane. Za pomocą rąk stworzyła ogromny wir, który prowadził na dno Tartaru. Do jej dzieła po kolei wpadało wielu wojowników, jak i potworów. Armia Gai i Uranosa już nie istniała. Została tylko ta dwójka.
Ziemia z własnej woli rozpłynęła się w czarny pył. Uciekła.
Lizzy jedną ręką podtrzymywała wir wodny, a drugą stworzyła ogromną, wodnistą rękę, która zebrała w siebie całą, dostępną broń, czyli miecze, sztylety i strzały, a po chwili wystrzeliła prosto na naszego wroga. Takiego ataku nikt się nie spodziewał. Nie minęła minuta, kiedy pokiereszowany Uranos ruszył w stronę Tartaru.
Elizabeth opuściła ręce, jednocześnie zalewając obóz. Woda na ziemi zmieniła się w błoto i kałuże. Lizzy zachwiała się i ze zmęczenia zemdlała. Dzięki niej obóz i świat nadal istnieją.
_____________________________________________
A więc to już jest koniec. A raczej rawie koniec, bo przed nami jeszcze epilog który pojawi się w najbliższym czasie.
To opowiadanie (cała seria) nie jest ideałem. Na bieżąco będę starała się wszystko popoprawiać. Jednak potrzebna mi będzie pomoc.
POSZUKIWANA BETA, OSOBA KTÓRA POMOŻE MI KOREKTOROWAĆ POPRZEDNIE ROZDZIAŁY, ABY INNYM LEPIEJ SIĘ CZYTAŁO. BARDZO PROSZĘ, NIECH KTOŚ SIĘ ZGŁOSI W KOMENTARZU LUB NA MEILA Dzerr98@gmail.com.
Także pojawi sie epilog, a następnie druga seria.
Może będzie lepsza od tej? Mam taką nadzieję.
A teraz parę linków. Dość dla mnie istotnych waznych.
1. Masz ADHD i dysleksję? Nie martw się nie jesteś debilem tylko herosem. Stronka o tematyce PJ i OH prowadzona przeze mnie, Merr i McLean. Organizowane są tam zabawy i inne. Super fanpage.
2. Dżerrka mała stronka informacyjna o kolejnych rozdziałach, ale też taka dla zabijania mojej nudy.
3. Story Of My Life blog, który jest mi bardzo bliski. Tematyka wzorowany na moim dawnym blogu. Piszę go razem z najlepszą przyjaciółką. - Kitty.
4. Pamiętnik Dżerrki blog, który powstał na początku mojej przygody z blogowanie. Na nim właśnie widać, jak bardzo się zmieniałam.
To chyba tyle.
No i jeszcze może mój ask KLIK.
Do zobaczenia!
Widzimy się za około dwa/trzy tygodnie z nowa serią a z epilogiem oby ja najszybciej.
Liczę na wasze komentarze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)