piątek, 25 października 2013

Percabeth story: Rozdział 33 - "Elizabeth. W obozie dzieją się dziwne rzeczy. "


  Annabeth

                 Obudziłam się wczesnym rankiem. Kroplówka, maszyna, nie  wygodne łóżko. To szpital. No tak. Percy przywiózł mnie tutaj, ponieważ miałam poważne skurcze. Nie lubię, gdy się tak o mnie martwi. Według mnie powinien trenować w obozie, przecież zbliża się wojna. Jestem córką Ateny, sama powinnam dawać sobie ze wszystkim radę. Nie lubię być zależna od innych.
Dziś był piąty sierpnia. Został nam jeszcze nie cały miesiąc wakacji. W tym roku nie za bardzo się rozwijałam. Chyba byłam zbyt zajęta swoim związkiem, niż nauką, ale mimo tego jestem szczęśliwa.
                 Spojrzałam na zegarek. Zaledwie czwarta. Poleżałam w spokoju jeszcze przez kilka minut i wtedy znów poczułam okropne skurcze. Ból był taki okropny, że aż zdarzało mi się jęczeć. W mojej sali pojawiła się mam Percy'ego. Kazała mi brać głębokie oddechy. Musiałam zachować spokój, jak przystało na córkę Ateny, lecz nie potrafiłam. Ból był wręcz niesamowity. Po chwili obok mnie pojawiła się pielęgniarka oraz Apollo. Moja pościel zaczynała się robić mokra. To był znak.
- Zawieźcie ją na sale porodową. Odeszły jej wody. - Po chwili jechałam przez ciemny, szpitalny korytarz. Wśród tłumu dostrzegłam Percy'ego. Ten szybko do mnie podbiegł i złapał za rękę. Ewidentnie był przerażony. Zabawne. Chłopak, który pokonał Kronosa, walczył z armią potworów, zanurzył się w Styksie i wyszedł z tego cało, boi się o swoją dziewczynę, która zaczyna rodzić. Percy jest czasami wręcz
niemożliwy.
- Będzie dobrze, kochanie. - Powiedział. W jego głosie słychać było troskę. Apollo zapytał go, czy koniecznie musi wejść ze mną na salę porodową. Odpowiedział, że to już nie zależy od niego. Ostatecznie
skończyło się na tym, że razem ze mną weszła mama Percy'ego, a pozostali czekali na korytarzu.
 - Annabeth, teraz posłuchaj mnie uważnie. - Mówiła Sally, patrząc mi głęboko w oczy. - To nie będzie przyjemne. Będzie cie niesamowicie bolało. Musisz brać głębokie oddechy, a jednocześnie przeć. Nie wiem
ile to będzie trwało, ale skończy się dobrze. - Starałam się robić tak jak mówiła moja przyszła teściowa. Nie miałam już sił. Gdy Apollo powiedział, że powoli widać główkę, poczułam ogromną ulgę, lecz jednak to nie był koniec. Ból był tak okropny, że aż kilka razy krzyknęłam. Na coś takiego nie byłam przygotowana.
- Przyj! Już prawie koniec! Jeszcze 3 razy! Dasz radę, Annabeth! - 1, 2, 3! - I nagle odetchnęłam z ulgą.
- Brawo! - Powiedziała Sally gładząc mnie po głowie. - Spisałaś się znakomicie. - W sali rozległ się dźwięk płaczu dziecka. Chciało mi się płakać. Przed chwilą zostałam mamą.
- Godzina narodzin: 6:15. - Powiedziała pielęgniarka. Po chwili do rąk dostałam malutkiego człowieka. To była moja córka, moje małe, kochane dziecko. Moja Elizabeth.
- Jestem z ciebie bardzo dumna. - Szepnęła mama Percy'ego. Byłam jej bardzo wdzięczna za wszelką pomoc jakiej mi udzieliła. - Pójdę powiedzieć Percy'emu, by pojechał do domu po ubranka dla małej Lizzy.
Przed tobą jeszcze łożysko. Rób dokładnie to samo. Będzie dobrze. To nie potrwa tak długo.
Miała rację. Po piętnastu minutach z powrotem zostałam przewieziona na
salę. Elizabeth była wraz z pielęgniarkami, a ja miałam odpoczywać. Podczas przewozu dostrzegłam mamę, Posejdona oraz Clarisse. Po chwili wszyscy znaleźli się przy moim łóżku.
- Jak się czujesz? - Zapytała Atena. Podstawowe pytanie...
- Dobrze, ale jestem trochę zmęczona.
- Prześpij się kochanie. Niedługo przyjedzie do ciebie Percy. Zobaczymy się wieczorem. Śpij dobrze. - Powiedziała, po czym dała mi całusa w policzek i wyszła.
Zamknęłam oczy, pomyślałam o Lizzy i oddałam się w objęcia Morfeusza.
                  Na początku, jak zawsze widziałam ciemność, lecz później wszystko się zmieniło. Widziałam swoją kochaną córeczkę. Na początku była niemowlęciem, a w ciągu kilku sekund widziałam ją jako
nastolatkę. Miała długie, brązowe włosy i szkarłatnozielone oczy. Byłam obserwatorką we własnym śnie. Widziałam, jak walczyła w bitwie o sztandar. Technikę walki miała taką, jak Percy, natomiast po mnie
odziedziczyła szybkie rozpracowywanie strategii przeciwnika. Przez cały czas na jej twarzy gościł uśmiech.
 - Drake! - Krzyknęła, po czym podbiegła do wysokiego chłopaka o brązowych oczach i ciemnych włosach. Kogoś mi przypominał, lecz nie mogłam określić kogo. - Już myślałam,
że nie przyjedziesz.
- Przecież jestem herosem tak samo jak ty. Będę tu spędzał każde wakacje.
- Cieszę się, że cie widzę.
- Wiem, przecież jestem przystojny i przez pół lipca tylko na mnie czekałaś i nie mogłaś się doczekać widoku moich pięknych, mrocznych oczu. - Powiedział śmiesznie poruszając brwiami.
                 W tym momencie sen się rozmazał i znów nastała ciemność. Morfeusz wypuścił mnie ze swych objęć sprawiając, że się obudziłam. Do sali weszła kobieta w białym fartuchu - pielęgniarka.
- Jak się spało? - Zapytała wesołym, ale zmęczonym głosem.
- W sumie dobrze. Moja podświadomość nawet podczas snu myśli o Elizabeth.
- No właśnie. Masz może ochotę nakarmić córkę? - Po co ona zadaje takie pytanie? Przecież odpowiedź jest oczywista...

Percy

                   Wszedłem do szpitala z torbą pełną ubranek dla maluchów. Znajdowały się tam również małe zabawki typu "grzechotka" oraz butelka na mleko. Skierowałem się do windy i pojechałem na drugie piętro. Sala numer dziewiętnaście znajdowała się na samym końcu długiego korytarza. Z pokoju, w którym leżała Annabeth wyszła pielęgniarka. Kobieta uśmiechnęła się do mnie i ręką zachęciła mnie do wejścia. Wziąłem
głęboki oddech i wszedłem do środka.
Na łóżku leżała moja Ann, a na rękach trzymała małego człowieka, naszą córkę. Taki widok był niesamowity.
- Przepraszam na moment. - Powiedziałem wybiegając z sali. - Zostałem ojcem! O tak, o tak! Lepiej mi zazdrośćcie. O tak, o tak! - Zdecydowanie wyglądałem głupio tańcząc przed salą jak idiota i śpiewając. Jednak nic na to nie mogłem poradzić. Byłem szczęśliwy. Annabeth ma rację. Chyba rzeczywiście mam glony zamiast mózgu. Z powrotem wszedłem do sali i podszedłem do łóżka. Annabeth patrząc na mnie wybuchła śmiechem. Po chwili położyła mi naszą córkę. Była taka malutka, a jednocześnie śliczna.
- Kocham was najbardziej na świecie. - Wyszeptałem spoglądając to Elizabeth to na Annabeth. To był jeden z najwspanialszych dni, jakie mogłem sobie wyśnić. Miałem dziecko, wspaniałą narzeczoną, dom...miałem rodzinę.
W tym czasie do sali wszedł tata Ann, Atena, moja mama oraz Posejdon. Wszyscy stanęli i patrzyli na mnie, siedzącego obok Annabeth i trzymającego na rękach małą Lizzy. Moja mama wręcz nie wytrzymała i wybuchła płaczem. Na jej miejscu chyba bym zrobił to samo. Chociaż nie, ja nigdy nie płacze.
- Kochanie...- Powiedziała Atena podchodząc do swojej córki. Była uśmiechnięta, a taki widok jest rzadkością. - Nie mogę uwierzyć, że zostałaś mamą. Gdy widzę ciebie i Percy'ego z Lizzy na rękach, to czuje się, jakbym spoglądała na szczęście.

Thalia

    Wszyscy zebrali się w pawilonie jadalnym. Dosłownie wszyscy oprócz, Clarisse, której nigdzie nie mogliśmy znaleźć. Ostatecznie Chejron powiedział, że córka Aresa jest tam, gdzie powinna i mamy się tym nie przejmować. Do pawilonu przyszli nawet Satyrowie z Nimfami i Driadami. Naprawdę nie wiem, o co w tym wszystkim chodziło. Z Annabeth nie miałam kontaktu odkąd wróciłyśmy z Grecji.
- Słuchajcie! Mamy dla was wspaniałą wiadomość. Jednak najpierw weźcie do rąk szklanki z nektarem i wznieście toast za nowe życie. Dziś rano o godzinie 6: 15, córka Ateny, przyszła synowa boga mórz, narzeczona Perseusza Jacksona - Annabeth Chase, urodziła zdrową i prześliczną córeczkę - Elizabeth. Jest to dziecko, o którym mowa w jednej z przepowiedni. To ona pokona Uranosa. Wznieśmy za to toast! - Byłam wściekła, że dowiaduje się o tym dopiero teraz. Szybko pobiegłam do stajni, wsiadłam na swojego pegaza i poleciałam w stronę szpitala. Annabeth jest moją przyjaciółką i akurat teraz powinnam przy niej być.
Ewidentnie na tym świecie działo się coś dziwnego. Było spokojnie, a nawet za spokojnie. Gdzie są wszystkie potwory? Zrozumiałam, że jest to cisza przed burzą. Jedyne co się dzieje to tylko chaos w obozie. Wiem, że nie długo coś się stanie. Czuje to. Mój instynkt łowczyni nigdy się nie myli.
Lot pegazem do szpitala chyba nie był dobrym pomysłem. Gdzie ja teraz wyląduje? Brawo Thalia. Ależ jesteś mądra. No dobra. Wyląduje na parkingu. Śmiertelnicy nie widzą przez mglę i co najwyżej pomyślą, że to śmieszny samochód ze skrzydłami. Eh...sama sobie stwarzam problem.
Weszłam do szpitala. Nie znoszę tego specyficznego zapachu. Dlaczego Annabeth wolała urodzić tutaj niż na Olimpie? Czasem jej nie rozumiem. Podeszłam do kobiety o długich, blond włosach, która siedziała w recepcji.
 - Przepraszam, gdzie leży Annabeth Chase? - Zapytałam.
- A pani to...? Ktoś z rodziny?
- Tak. Kuzynka. - Musiałam tak odpowiedzieć, bo w sumie nie wiem, czy by mi powiedziała.
- Drugie piętro, sala numer dziewiętnaście.
- Dzięki. - Powiedziałam, kierując się w stronę windy. Mechaniczne drzwi się otworzyły, weszłam do środka, wcisnęłam przycisk z numerem "dwa" i pojechałam na górę. Jednak zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem w windzie sama. Obok mnie stał wysoki chłopak o brązowych włosach. Ubrany był w granatowe rurki i czarną koszulkę zespołu "Hollywood Undead". Krótko mówiąc przystojniak typu, „Jaki ja jestem piękny, żadna mi się nie oprze". Pustak, ale słucha dobrej muzyki. Albo po prostu szpan na koszulki z zespołami.
 - No hej. Masz może ochotę gdzieś ze mną wyskoczyć? - Zapytał obejmując mnie ręką. Szybko ją z siebie zrzuciłam.
- A może masz ochotę mieć szwy na ryjku? - Zapytałam chcąc brzmieć groźnie.
- Mmm...ostra. Takie lubię najbardziej.
- Weź spadaj. Mam chłopaka.
- Każda tak mówi. Zapewne kłamie. - Powiedział łapiąc mnie w tali i przyciągając do siebie. Moja cierpliwość się skończyła.
- Puszczaj mnie! - Krzyknęłam, po czym jego polik zaprzyjaźnił się z moim prawym sierpowym.
- Auu...ty szmato... - Krzyknął staczając się na ziemię.
- Więc teraz tak się podrywa? Mówiłam, że mam chłopaka. I przy okazji nie lubię, jak jakiś pusty, zapatrzony w siebie laluś mnie dotyka. - Powiedziałam wychodząc z windy.
Chodziłam po korytarzu w tę i we w tę jak jakaś idiotka. Nigdzie nie mogłam znaleźć sali numer dziewiętnaście. W końcu się poddałam i oparłam  się o jakieś drzwi na końcu korytarza. Coś mnie tchnęło i odwróciłam się. O Bogowie. Jaka ja jestem głupia. Przez cały czas ta dala była pod moim nosem.
Zapukałam i weszłam do środka.
- Annabeth...- Powiedziałam widząc ją leżącą na szpitalnym łóżku. Obok niej siedział Percy, a między nimi leżało małe zawiniątko. Córka Ateny spojrzała mi w oczy. Podeszłam bliżej Lizzy była taka mała. I jak ja mam uwierzyć, że taka mała istota ma pokonać Uranosa? To jest nieprawdopodobne.
- W końcu się urodziła. - Powiedziałam smyrgając po malutkim, delikatnym policzku. - Percy...Wydaje mi się, że potrzebują cie w obozie. Może pojedziesz potrenować? - Zasugerowałam.
- Daj spokój. Może i mam glony zamiast mózgu, ale wiem, że chcesz porozmawiać z Annabeth w cztery oczy.
- Brawo. Odszyfrowałeś mój przekaz.
- Więc przyjadę do ciebie wieczorem. Do zobaczenia. - Powiedział syn Posejdona, składając na ustach Ann czuły pocałunek.
  Gdy tylko Perseusz wyszedł zaczęłam pogrążać temat, którego Ann chciała uniknąć.
- 1. Jeśli chodzi o przepowiednie, to niekoniecznie ty musisz "zginąć". Mowa o córce mądrości, czyli równie dobrze może być to Clara lub ktoś inny.
- Thalia...
- 2. "Przez trzy dni posmakuje nicości". Zastanawiałaś się nad tym? Artemida poprosiła mnie o  zinterpretowanie przepowiedni, dlatego przez kilka dni się nad tym zastanawiałam. Wracając do przepowiedni. Dlaczego "trzy dni", a nie wieczność?
- Thalia...
- 3. "W Hadesie stanie jedną nogą". Czyli no cóż. Jak dla mnie nie koniecznie chodzi tutaj o śmierć. Ogólnie ta przepowiednia nie ma żadnego sensu. Równie dobrze może się to spełnić za kilka lat. Wiem, że nie jestem dzieckiem Ateny i zrobiłabym tego lepiej od ciebie, ale starałam się poważnie podejść do swojego zadania.
 - Thalia...
- 4. Czy ciebie też denerwują podrywacze? Wyobraź sobie, że jadę tutaj windą i jakiś palant zaczął mnie obmacywać. Zdenerwował mnie i dostał z prawego sierpowego.
5. I w końcu ostatnie. Nie lubię tak gadać, ale jesteś moją przyjaciółką i nawet ja potrzebuje się czasem zwierzyć, choć nie zaprzeczę jest to do mnie nie podobne. To wszystko przez Silenę. Tyle dni bez ciebie w obozie, wśród córek Afrodyty potrafi zmienić człowieka. No dobra...mam takie pytanie. Czy...czy ciebie pierwszy raz także bolał?
 - Na początek mam dla ciebie radę. Mniej czasu z dziećmi Afrodyty, a więcej z Łowczyniami. Póki co nie mam ochoty pogrążać tematu przepowiedni. Jeśli chodzi o tę akcje w windzie, podziwiam cię za twoją charyzmę. I najważniejsze. Robiłaś to z Nickiem?! Jesteś pewna, że go kochasz, że tego chciałaś? Jak do tego doszło?
- Widzisz...kocham go i mam pewność, że on mnie też. Jest pewna rzecz, o której ci nie mówiłam. Wykazałam się wtedy ogromną słabością. Tylko bardzo proszę nie przerywaj mi. Wiesz, że bardzo trudno ufam ludziom, a w szczególności chłopakom. Z Luckiem byłam szczęśliwa, a związek z nim sprawił, że się zaczęłam zmieniać. Gdy dowiedziałam się, że nie żyję, to mnie zabolało. Gdy wszyscy zasnęli nie wiedziałam co robię i opuściłam obóz. Szłam w stronę autostrady. Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawę, że nie byłam sobą. Dosłownie. Pamiętasz, jak pokłóciłaś się z Percym? On stwierdził, że to, co powiedział, to nie były jego słowa. Tak samo było ze mną. Zmierzając do celu...Twierdziłam, że chce się zabić. Otrząsnęłam się dopiero, gdy od śmierci dzieliły mnie zaledwie centymetry. Nico mnie uratował. Byłam mu wdzięczna. Najdziwniejsze jest to, że ja myślałam, że tego chce. Pamiętam, że ogarnęła mnie adrenalina i pocałowałam go. O dziwno on to odwzajemnił. Później siedzieliśmy przy pięści Zeusa i rozmawialiśmy. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy w ogóle coś do niego czuję. Wakacje w Grecji tylko pomogły mi dojść do wniosku. Z Nickiem jestem szczęśliwa. To chyba tyle. A właśnie. Jak do tego doszło? Oglądaliśmy film i tak się potoczyło. Nie żałuję.
 - Zaskoczyłaś mnie. Czy o tym "opętaniu" wie ktoś jeszcze?
- Nie.
- To może być sprawka Magos. Są to duchy, które pragną opętać ludzi. Na pewno służą Gai i Uranosowi. Coś tutaj nie gra. Wydaje się, że jest lepiej, a tak naprawdę jest coraz gorzej. Może na razie odstawmy te myśli. Póki co cieszę się, że jesteś szczęśliwa.

Clara

                  W czasie nieobecności Percy'ego, Annabeth  i Clarisse w obozie działy się dziwne rzeczy. W ciągu jednej nocy znaleźliśmy zwłoki dwóch herosów. Każdy z nich na ręce miał wyrytą literę Omegę.
Jednak to nie było najdziwniejsze. Były to dzieci Ateny. Gdy ich odnaleźliśmy, byli bez oczu.
Byłam strasznie przerażona. Poinformowałam o tym Chejrona i Pana D. Ich reakcja była błyskawicznie szybka. Nikt do końca nie wiedział, co lub kto nabija herosów. Jako córka Ateny starałam się zbadać sprawę. Przez pół dnia szukałam odpowiednich wiadomości w bibliotece. Jednak na darmo. Percy i Annabeth są szczęśliwi, ale w obozie jest istny chaos. Dzieją się rzeczy, których nikt nie jest w stanie zrozumieć i wyjaśnić.

Percy

                Obóz. Panował tutaj straszny chaos. Nie poznałem tego miejsca. Spędziłem tutaj sporą część swojego życia i widok biegających, rozwścieczonych dzieciaków bardzo mnie zaskoczył. Chciałem dowiedzieć się, co doprowadziło do takiego stanu, więc pobiegłem do Wielkiego Domu.
- Chejronie! - Krzyknąłem wpadając do jego pokoju.
- Percy Jackson. Gratuluję. Urodziła ci się córka. - Powiedział uśmiechając się.
- Chejronie, co się dzieje w tym obozie?
- Naprawdę nie miałem zamiaru cię martwić. Poprzedniej nicy zginęło dwoje dzieci Ateny. Zginął Matt - zastępca Annabeth oraz dziewczyna, która dopiero co przybyła. Oboje zostali odnalezieni bez oczu.
 Obecnie próbuje dowiedzieć się czegokolwiek o zabójcy, jednak na marne. Herosi nie mają zajęć, bo tak naprawdę nie mam czasu czegokolwiek zorganizować. Nie mogę pozwolić, by jeszcze ktoś zginął. Percy jeśli możesz to zawiadom wszystkich o bitwie o sztandar. Niech twoja obecność się przyda.
            Zrobiłem to o co poprosił mnie Chejeon. Za pięć minut miała odbyć się bitwa o sztandar, jednak nagle cała powierzchnia zaczęła się trząść.

 __________________________________________
No dobra. Przyznam, że troszkę się napracowałam nad tym rozdziałem. Starałam się poprawić wszelkie błędy, lecz nie wiem, czy mi wyszło. 
Na początek dziękuję Wiertareczce i Merr oni już dobrze wiedzą za co :D 
I dalej. Zaistniała pewna akcja. A mianowicie porównywanie. Obgadałam te sprawe z Merr i OBIE nie życzymy sobie, by nas do siebie porównywano. Nie rywalizujemy ze sobą, a wręcz przeciwnie bardzo się lubimy :D Każda z nas ma inny styl pisania, więc tak naprawdę nie rozumiemy, dlaczego nas porównujecie. 
Jak zauważyliście tytuł posta zaczyna się od Percabeth story: Rozdział 33 -......
Dlaczego? Już wiele razy mówiłam, że na tym blogu będą dwie historię. I dlatego naszła zmiana w tytułach.
Już nie długo pojawi się szablon na tego bloga *.*
Chciałabym, by pod tym postem było dużo komentarzy. Pokażcie ile Was jest! Dziękuję za taką liczbę odwiedzin. Dobijajcie też Merr hehe :D
I teraz tak!
Jeśli jesteście zainteresowani Zjazdem Herosów, który organizuję wraz z Merr to serdecznie zapraszam tutaj: ZJAZD HEROSÓW
Zapraszam też tutaj na moją stronkę: DŻERRKA
Więc czekam na bardzo dużo komentarzy :D
To chyba tyle. Jeszcze raz dziękuję
- Dżerrka

sobota, 19 października 2013

Percabeth story: Rozdział 32 - "Szpital"

                                                                            Percy
       
                Ta cała przepowiednia nadal tkwiła w mojej głowie. Annabeth udawała, że się niczym nie przejmuje, ale nie zawsze jej to wychodziło.
Wczorajszego wieczoru wróciliśmy do naszego domu. Stwierdziliśmy, że tak będzie najlepiej. Dzisiaj planowaliśmy pozałatwiać przeróżne sprawy, takie jak odwiedzenie urzędu, ponieważ już nie dłygo pojawi
się Elizabeth i trzeba pozałatwiać kilka rzeczy w przeróżnych urzędach i szpitalu. Tak. W szpitalu, ponieważ wszyscy stwierdziliśmy, że będzie najlepiej, jeśli nasz córka urodzi się tak jak zwyczajni śmiertelnicy. To miało nam ułatwić późniejsze ubezpieczenia i inne błahostki. Annabeth postanowiła pogodzić się z Ateną, natomiast ja miałem zamiar pojechać do mojej mamy i spakować wszystkie potrzebne rzeczy. Już na stałe opuszczałem dom rodzinny. Zakładałem własną rodzinę.
           Po śniadaniu udaliśmy się do miasta. Na początku pojechaliśmy do urzędu. Trzeba było podawać różne dane czyli, imię dziecka, nazwisko, imię matki, imię ojca itp. Dzięki temu jednocześnie załatwiliśmy ubezpieczenie. Później zawiozłem Annabeth na Olimp, a sam pojechałem do mamy. Zapukałem do drzwi. Cisza. Pociągnąłem za klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedłem do kuchni. Moja mama stała zmywając.
- O, Percy. - Powiedziała wycierając ręce, po czym mnie przytuliła. - Co u ciebie? Opowiadaj, jak było w Grecji?
- Naprawdę fajnie. Dużo przygód. Świetnie się bawiłem no i oczywiście odpocząłem. A właśnie. Mam coś dla ciebie. - Powiedziałem. Był to srebny naszyjnik z małymi, diamentowymi oczkami. - Podobno takie
naszyjniki nosiły służki Afrodyty. Miały je chronić przed złymi mocami, czy coś. Annabeth lepiej się orientuje.
- Naprawdę mi się podoba. Dziękuje. Nie trzeba było.
- Przyjechałem zabrać swoje rzeczy. Już na stałe się przeprowadzam. Ale chciałbym, byś dzisiaj razem ze mną, pojechała do mojego nowego domu. Wiesz, chciałbym, byś wyraziła swoje zdanie.
- Dobrze, Percy. Przebiorę się. Nie mogę uwierzyć, że już cie nie będzie w tym domu. Wyrosłeś na wspaniałego mężczyznę. - W oczach mojej mamy zbierały się łzy. Wiedziałem, że to dla niej trudne. Jestem jej jedynym dzieckiem. Zawdzięczam jej swoje życie. Bardzo mocno ją kocham.
W czasie, gdy moja rodzicielka się przebierała, ja poszedłem do swojego pokoju. Z szafy wziąłem kilka ubrań, zdjęcia i te rzeczy, które traktowałem jak pamiątki. Spakowałem je do torby, po czym
ostatni raz spojrzałem na swój dawny pokój.
- Jesteś gotowy synku? - Zapytała mama, na co odpowiedziałem kiwnięciem głowy. Po chwili byliśmy w drodze.

Annabeth


               Percy podwiózł mnie pod budynek Empire Seat Building. Wysiadłam z samochodu. Stałam na deszczu przez kilka minut. Bałam się, choć tak naprawdę nie wiem czego. W końcu weszłam. Jak zawsze w środku stał portier.
- Poproszę na Olimp. - Powiedziałam.
- Chyba się panienka pomyliła. - Powiedział mężczyzna, zajmując się różnymi papierami.
- Nie sądzę. - Mężczyzna nagle na mnie spojrzał. W jego oczach było zdziwienie.
- Panienka Annabeth. Przepraszam, nie wiedziałem, że to pani. Oczywiście zapraszam do windy. - Powiedział, podając mi klucze. Wcisnęłam guzik z odpowiednim piętrem i po chwili znalazłam się na
Olimpie. Wszyscy uśmiechali się, a gdy dostrzegali mnie wśród tłumu, lekko się kłaniali. Stanęłam przed dużymi drzwiami prowadzącymi do sali obrad. Weszłam do środka. Było pusto. Stwierdziłam, że bogowie
odpoczywają w swoich domach, więc poszłam do miejsca, gdzie mieszka
moja matka.
 Zapukałam do drzwi. Usłyszałam "proszę", więc weszłam do środka.
- Cześć mamo. - Powiedziałam cicho, stając w progu salonu.
- Annabeth! - Powiedziała Atena, zrywając się z fotela, by do mnie podejść. - Córeczko, przepraszam Cię za wszystko.  Wiem, że zrobiliśmy z tatą źle nic wam nie mówiąc.
- Nie zaprzeczę. - Powiedziałam przytulając Atenę.
- Naprawdę cię kocham córeczko. Kocham wszystkie swoje dzieci
- Wiem mamo. Potrzebuję twojej pomocy. Musisz mi pomóc znaleźć pracę. Lizzy przychodzi na świat, a ja muszę zarabiać.
- Wiem, że chcesz być architektem i wiem, że jesteś w tym naprawdę dobra. Świetnie sobie poradziłaś odbudowując Olimp.  Pomogę ci, bo bardzo cię zraniłam. Będziesz pracowała w mojej firmie, a kiedyś ją
odziedziczysz. Posejdon także przygotował coś dla Percy'ego.
- Dziękuję. Naprawdę doceniam twoją pomoc.
- Ja dziękuję, że mi wybaczyłaś.
- Jesteś moją mamą. Wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej.
               O godzinie piętnastej, Percy po mnie przyjechał. Razem pojechaliśmy do sklepu, po wózek dziecięcy. Byłam szczęśliwa, lecz pewna rzecz nie dawała mi spokoju. Przepowiednia. Czemu to wszystko
musi się dziać akurat wtedy, gdy jestem szczęśliwa? Jeśli umrę, to Percy zostanie sam z malutkim dzieckiem.
Brawo Annabeth. Gdyby był konkurs "depresyjna myśl roku" na pewno byś wygrała.
W sklepie spędziliśmy około dwudziestu minut. Percy'emu wybieranie wózka bardzo się podobało.  W końcu zdecydowaliśmy się na ładny, dziewczęcy w kolorze wrzosowym. Zapakowaliśmy zakup do samochodu i wróciliśmy do domu.

Thalia

               Treningi w obozie były bardzo ostre. Już po pierwszej części dnia nie miałam siły do życia. Rozumiem, że nadchodzi wojna, ale bez przesady. Wierzę, że damy sobie radę, że sobie poradzimy.
W obozie trwały przygotowania do pewnej, bardzo ważnej ceremonii. Planowaliśmy ślub Annabeth i Percy'ego. To miała być tajemnica. Planowana data to koniec sierpnia, gdy urodzi się Elizabeth. Wszyscy
byli bardzo zmęczeni, ale mimo to bardzo się angażowali w pomoc. Młodzi mieli się o tym dowiedzieć dopiero za kilka dni.
          Po kolacji byłam umówiona z Nico. Mieliśmy iść na spacer, a później posiedzieć w jego domku oglądając film. Uwielbiałam wieczory, jakie razem spędzaliśmy. Są spokojne, a przede wszystkim przy nim czuje się bezpiecznie. Jednak to nie jest czas myśleć o tym, co wydarzy się za godzinę. Teraz
razem z Sileną, Clarisse, Clarą, mamą Percy'ego, która dostała pozwolenie, by wejść na teren obozu oraz z Ateną spacerowaliśmy po obozie w poszukiwaniu miejsca zaślubin. Weszłyśmy w głąb lasu i wtedy zobaczyłyśmy śliczny staw o szkarłatnej wodzie. Od razu wiedziałyśmy, że jest to odpowiednie miejsce. Sally była zachwycona, zresztą ja również. 
- Mam już wspaniały pomysł na dekoracje. - Powiedziała Silena. - Na stawie zbudujemy most z białymi poręczami. Panna młoda będzie musiała przez niego przejść. Po drugiej stronie, za mostem  będzie altana, a po bokach krzesła dla gości. Tam się odbędzie uroczystość, natomiast przyjęcie będzie tutaj, gdzie obecnie jesteśmy. Ustawimy stoliki, krzesła, kwiaty. Będzie poczęstunek i tańce. Ogólnie będzie wspaniale. 
- Świetny pomysł. Myślę, że niedługo będziemy mogli poinformować o wszystkim Annabeth i Percy'ego. Trzeba będzie się udać z nimi na zakupy w poszukiwaniu sukni ślubnej i garnituru. Na dzisiaj koniec
organizacji. Zaczyna się robić późno. - Powiedziała Atena.
- Racja. Ja już muszę iść. Za niedługo mam spotkanie z Nickiem.
- No tak. Zapomniałam, że w naszym obozie jest milion par. - Powiedziała Clara sarkastycznie.
- Nie zapominaj, że do jednej z nich należysz ty.
               Godzina dwudziesta. Do mojego domku wszedł Nico.
- Gotowa na spacer? - Zapytał.
- Gotowa. - Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy na pola truskawek. Uwielbiałam to miejsce. Zapach owoców dawał słodki, spokojny nastrój.
- Już tyle treningów za nami. Mogłoby się wydawać, że zaczyna się robić nudno, ale jednak nie. Wszystko nadal jest oryginalne, każde wakacje się od siebie różnią. - Powiedział Nico mocno mnie przytulając.
- Myślę, że jeszcze kilka lat w obozie i już koniec mojego przyjazdu tutaj.
- Dlaczego?
- Pragnę żyć normalnie. Chce założyć rodzinę, mieć pracę, ale jednocześnie chce nadal być związana z życiem łowczyni i herosa.
- To zrozumiałe, ale nasze życie nigdy nie będzie normalne, ponieważ my nie jesteśmy normalni. Nasze życie jest związane z walką i już na zawsze tak zostanie.
- Wiem. Jakoś się potoczy. Póki co jestem szczęśliwa.
- To co? Idziemy do mnie oglądać film?
 - Pewnie. - Znów splótł ze sobą nasze palce i poszliśmy do domu syna Hadesa.
Wnętrze nie było takie jak sobie wyobrażałam. Oczekiwałam dużo czerni i mroku. Zamiast tego zobaczyłam czerwony pokój z czarnymi dodatkami. Na ścianach wisiały wisiały plakaty zespołów metalowych np. Anthrax, Iron Maiden, Nightwish, Slayer i choć nie jest to metal, lecz rock zobaczyłam plakat zespołu Hollywood Undead.
- A Bianca gdzie? - Zapytałam, gdy dostrzegłam duże łóżko z czarną pościelą.
- Obecnie wyruszyła gdzieś z Artemidą, lecz gdy wróci to będzie mieszkała w domku Artemidy.
- Nie nudzisz się tutaj zupełnie sam?
- Nudzę, ale przecież spędzam tutaj tylko noce.
- No w sumie racja. - Usiadłam na łóżku, podczas, gdy Nico podłączał  laptopa i włączał film. Postanowiliśmy obejrzeć "Obecność".
           Nie boje się horrorów, ale to był wyjątek. Gdy tylko działo się coś z demonem, odwracałam się i przytulałam głowę do piersi swojego chłopaka. Jego ciemne jak mrok tęczówki przeszywały mnie na
wylot, sprawiając, że po moim ciele rozeszły się ciarki.
- Kocham Cię. - Szepnął mi do ucha. Pop tych słowach połączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Zapomnieliśmy o filmie i całym świcie. Liczyliśmy się tylko my. Zaczęliśmy coraz bardziej siebie pragnąć. W końcu, Nico delikatnie położył się nade mną. Powoli rozpinał moją koszulę, jednocześnie delikatnie muskając wargami moją szyję. Z czasem moja koszulka wylądowała na ziemi. Wiedziałam, że dzisiejszej nocy do tego dojdzie. Chciałam tego. Nie zostawałam w tyle. Części garderoby Nica już dawno leżały na podłodze. Po kilku minutach byłam całkiem naga. Nico spoglądał na mnie łapczywie. Pragnął mnie, a ja pragnęłam jego. Jednak była pewna rzecz, o której syn Hadesa powinien wiedzieć. 
- Nico?... muszę ci coś powiedzieć - szepnęłam. - To mój pierwszy raz. 
Nico uśmiechnął się łobuzersko, pogładził mnie po włosach i delikatnie pocałował. 
- Mój też kochanie. 
Pocałowałam Nica, dając mu znać, że jestem gotowa. Po chwili poczułam ból, a w moich oczach pojawiły się łzy. Nico delikatnie muskał wargami moją szyję. Po chwili ból zmienił się w przyjemność. W moich żyłach płynęła adrenalina. Syn Hadesa zacisnął palce na mojej dłoni, a ja aż cicho jęknęłam, gdy jego przyjaciel wszedł wgłąb mnie. Podobało mi się to uczucie. To było cudowne. Nie wiem ile to trwało, ale wielokrotnie sprawiło, że osiągnęłam szczyt i Nico także. Później leżeliśmy nadzy w swoich objęciach. Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Cieszyłam się, że to właśnie z nim przeżyłam swój pierwszy raz. 
- Kiedyś ci się oświadczę. Jeszcze spędzimy razem całe życie. Obiecuję. - Powiedział mocniej mnie obejmując. 

Percy

               Annabeth zaczęła płakać.  Nie wiedziałem co się dzieje. Mówiła, że ma skurcze i nie daje rady. Szybko spakowałem jej rzeczy w torbę, odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę szpitala. Musiałem tam dotrzeć jak najszybciej. Był środek nocy, więc ulice nie były tak ruchliwe jak za dnia. Nie wiedziałem, czy to właśnie ten moment.
Po trzydziestu minutach dotarliśmy. Szybko zawiadomiłem Atenę, Posejdona, Apolla, który miał prowadzić poród oraz swoją matkę. Annabeth leżała na sali. Pielęgniarki powiedziały, że wody jeszcze nie odeszły. Usiadłem obok jej łóżka i złapałem za rękę. Ann zasnęła, wykończona po nocy, ale ja nie zamierzałem wracać do domu. 
- Percy, kochanie. - Powiedziała moja mam wchodząc do sali. - Co się stało? 
- Miała straszne skurcze. Nie wiedziałem co mam robić, więc ją tutaj przywiozłem. 
- Bardzo dobrze zrobiłeś. Te skurcze mogą oznaczać, że już niedługo dojdzie do porodu. Jedź do domu, zawiadom opiekuna obozu, prześpij się i wróć jutro rano. Ja z nią zostanę.
- Mamo...
- Percy, proszę cię. Jak już zasnęła to się nie obudzi. Znam to. 
- No dobrze. Przyjadę jutro z rana. 
                Tak jak poprosiła mnie mama, pojechałem do obozu. Wartownicy byli zdziwieni moim nagłym pojawieniem się w środku nocy. Powiedziałem im tylko, że to tylko nagła sytuacja i pobiegłem do Wielkiego Domu. 
- Chejronie! - Powiedziałem wchodząc do pokoju pełnego plakatów Madonny. 
- Percy. Co ty tutaj robisz o tej porze? - Zapytał centaur o dziwo jeszcze nie śpiąc.
- Annabeth jest w szpitalu. Miała ostre skurcze. Możliwe, że niedługo urodzi. 
- Dobrze, Percy. Ciesze się, że mnie o tym powiadomiłeś. Chodź ze mną. - Powiedział wychodząc z domku. - Myślę, że jest jej potrzebna ochrona. Nie wiadomo co komu strzeli do głowy. Musimy być przygotowani na wszystko. Czasem jestem już zmęczony tym całym zamieszaniem. 
Doszliśmy do domku Aresa. Chejron nacisnął mały guzik przy drzwiach, a w domku, obok jednego łóżka zapaliła się czerwona lampka. Po chwili przed nami stała zaspana Clarisse. 
- Jackson, a ty co tutaj robisz?! Co ci odbiło, żeby mnie budzić w środku nocy?! Obiecuję, że jak tylko wrócisz do obozu, to oberwiesz. 
- Tak, Clarisse. Ja też bardzo chętnie spiorę ci tyłek, ale to nie ja po ciebie dzwoniłem. 
- A kto? - Zapytała
- Ja. - Powiedział Chejron. - Wybacz, że cię niepokoje, ale mam dla ciebie zadanie. Annabeth leży w szpitalu. Jest bliska porodu. Myślę, że już wiesz, co masz robić?
- Pilnować, by nikt jej niepokoił. Pilnować jej i Elizabeth,
- Tak. Co więcej ty już do końca życia zostaniesz strażniczką Lizzy. Musisz ją chronić. Tak stwierdziło Fata. 
- Dobrze. W takim razie wyruszamy.
_____________________________________
Eh. Koniec. 
20 komentarzy = Następny rozdział

piątek, 11 października 2013

Percabeth story: Rozdział 31 - "O bogowie. Jestem wujkiem. Ale jaja..."

             Annabeth

                 O Bogowie. Już w połowie drogi zaczęłam się dusić. Z wulkanu na wyspie unosiły się okropne opary. Percy'emu dało to pretekst, bu odwieźć mnie do pokoju hotelowego' ponieważ "Szkodzi to mi i Elizabeth". Sprzeciwienie się nic by mi nie dało. Percy wziął mnie na ręce i wyskoczył z łódki. Zaczął biec po wodzie, gdy reszta powoli dobijała do wyspy.
Po czterech minutach byłam w pokoju hotelowym i nagle zadzwonił iryfon.
- Percy! - krzyknęła Thalia. - Nie przyjeżdżaj tu. Ty nie możesz. Tobie będzie to szkodzić, bo jesteś synem Posejdona. Zostań z Annabeth i zaopiekuj się nią. Ona jest w zaawansowanej ciąży i potrzebuje cię. My sobie poradzimy. Postaramy się wrócić jutro.
- Jesteście tego pewni?
- Tak, Percy. Jesteś synem Posejdona, a to oznacza, że ty nie będziesz tutaj bezpieczny.
- Dobra, ale jkaby co, to dajcie znać.
- Okej.
               Leżałam sobie na łóżku z ogromnym bólem brzucha. Percy poszedł do restauracji po jakieś jedzenie. Byłam naprawdę zmęczona i chciałam spać, lecz Elizabeth mi na to nie pozwalała.
- Lizzy, proszę nie bądź taka agresywna. - Powiedziałam.
- Jest dzieckiem dwójki herosów. Już teraz sobie trenuje - powiedział Percy trzymając tacę z owocami.
- Niech zgadnę, Glonomóżdku. Ma to po tobie?
- Oczywiście. - Może to naprawdę dziwne, ale miałam ochotę na ogórki kiszone i dżem truskawkowy. Masakra.
Percy odłożył tacę na półkę i położył się obok mnie.
- Jak myślisz, ile jeszcze będziemy na nią czekać? - zapytał kładąc rękę na moim brzuchu.
- Chyba niedługo. Lizzy zachowuje się tak, jakby chciała ujrzeć światło dzienne.
- Też tak sądzę.
- Wiesz, kochanie. Ja już chyba pójdę spać. Jestem zmęczona.
- Dobranoc kochanie. - Powiedział, po czym złożył na mych ustach delikatny pocałunek.

Thalia

                Gdy tylko dobiliśmy do brzegu natychmiast uzgodniliśmy, że Percy nie może  nam pomóc w tej misji. Dlaczego? Wokół nas znajdowało się około tysiąca tabliczek z napisem "Śmierć Posejdonowi:. Gdyby Percy pojawił się tutaj razem z nami na pewno by zginął, a na to nie mogliśmy pozwolić. Poza tym już niedługo zostanie ojcem i Annabeth go potrzebuję. Gdyby coś mu się stało, nie wiadomo jakby to przeżyła. 
Ogólnie wyspa była opuszczona lub bynajmniej na taką wyglądała. Postanowiliśmy zobaczyć, co jest na samym środku wyspy, dlatego szliśmy w stronę wulkanu, z którego dobywały się dziwne opary.
Szliśmy w milczeniu już dobre piętnaście minut i właśnie wtedy nad głową Sieleny pojawił się ogromny topór.
- Sieleno uważaj! - Krzyknęłam odpychając ją, co sprawiło, że dziewczyna przeturlała się i uderzyła w drzewo. Jeszcze chwila, a w jej głowie zagościł by ciężki topór.
- Dzięki Thalia  - Powiedziała córka Afrodyty wstając. Jednak na ataku na Sielenę nie przystało. Wielki topór nadal miał zamiar nas wszystkich pozabijać, lecz jego właściciel był dla nas niewidzialny.
Zaczęliśmy biec, ale napastnik szybko nas dogonił. Bałam się, że nie damy sobie rady. Nagle tajemnicza broń znalazła się tuż obok ręki Charlsa i mocno go drasnęła go, powodując, że zaczęła tryskać krew.
- Charlie - krzyknęła Sielena, po czym odwróciła się w stronę atakującego i stanęła.
- Ujawnij się! - krzyknęła i właśnie wtedy zaczęło się dziać coś bardzo dziwnego. Tajemnicza postać z każdą sekundą stawała się coraz bardziej wyraźna. W końcu okazało się, że jest to cyklop.
- Teraz żuć broń. - Powiedziała już pół tonu ciszej. Ewidentnie nie wiedziała co się dokładnie dzieje, dlaczego się jej słucha? Jednak to nie był czas na takie przemyślenia.
Cyklop posłusznie zrobił to, o co prosiła go córka Afrodyty.
- A teraz odejdź. Albo nie. Powiedz nam, do kogo należy ta wyspa i co powinniśmy o niej wiedzieć.
- Wyspa należy do Gai i Uranosa. To tutaj jest siedziba władców i to stąd będzie wymierzony atak. Pierwszym celem będzie obóz herosów, natomiast drugim sama siedziba bogów. Na wyspie zginie każdy, kto jest dzieckiem Posejdona lub jego sługą. W środku wulkanu znajduje się kuźnia, do której wstęp mają tylko żołnierze, którzy wytwarzają broń. - Powiedział cyklop, wyglądając jak zachipnotyzowany.
- To wszystko. Odejdź jak najdalej. Nie wracaj. - I stało się dokładnie tak, jak zapowiedziała Sielena.
- Dobra. Lepiej niech mi ktoś powie, jak to się stało, że on się mnie słuchał? - Zapytała dziewczyna jednocześnie podchodząc do swojego chłopaka i bandażując mu ramię.
 - Czaromowa - Powiedziała cicho Clara. - Być może, gdy Ares zaatakował obóz i zamordowała twoją siostrę, ona poprosiła waszą matkę o przekazanie mocy właśnie tobie. Teraz to ty masz dar czaromowy i
uratowałaś nam życie.
- Co teraz robimy, skoro wiemy, co jest na tej wyspie?
- Ja mam pewien pomysł. - Powiedział Tony z uśmiechem. Wszystkie oczy zostały skierowane na niego. - W wolnym czasie w obozie tworzyłem to...- Powiedział otwierając swój plecak, w którym znajdowało się
pełno małych kulek.
- Co to jest? - Zapytał Nico.
- Mini bomby. Wystarczy je odpowiednio nastawić. Możemy wysadzić ich siedzibę i dzięki temu spowolnimy atak na obóz. Jednak jest jedno "ale". Wybuch musi nastąpić wewnątrz wulkanu.
- Jak się tam dostaniemy? - Zapytałam.
- Hmm do środka mogą wejść tylko wojownicy wytwarzający broń. Możemy takich udawać. Wystarczy, że się troche przebierzemy i już. - Powiedziała Clara.
- W takim razie wiemy co robić. Gdy tylko wejdziemy do środka, nastawie bomby na czas pięciu minut. rozłożę je w odpowiednich miejscach. Wy będziecie musieli sprawić, by nikt mnie nie przyłapał. Gdy krzyknę "już" jak najszybciej uciekamy do łodzi i wypływamy na morze. Jeśli nam się nie uda...zginiemy.
 - Do dzieła. Im szybciej rozwalimy te miejscówkę, tym szybciej wrócimy do hotelu i normalnie spędzimy resztę herosowego "urlopu".
- Zgadzam się z Thalią. Działajmy. - Sielena wyciągnęła ze swojej torby kilka bluz z kapturem po czym kazała nam je założyć. Po przebraniu się nadszedł cza na dalszy ciąg misji.  Szliśmy kilka minut
i w końcu znaleźliśmy się przy wejściu do wulkanu. Pierwsza przeszkoda przed nami. Naprzeciw nas stało dwóch strażników.
- Gramy dalej. Nie przestajemy.  - Szepnęłam. Podeszliśmy bliżej. Tony stał na czele.
- Hasło. - Powiedział jeden ze strażników. No świetnie. Już po nas. Fajnie było żyć, ale się skończyło.
- Gaja i Uran...
- Znaczy kolega chciał powiedzieć Naleśniki Z Dżemem. - O Bogowie. Tony...spaliłeś.
- Możecie wejść. - Co?! Jak to? Skąd on to...nie rozumiem tego świata.
Syn Hefajstosa szybko wyjął kilka bomb i rozłożył wśród skał wewnątrz nieaktywnego wulkanu. Nie mogłam tu wytrzymać ani minuty dużej, ponieważ odór jaki wydobywał się z kominów kuźni, sprawiał, że robiło mi się niedobrze.
- Już! - Krzyknął Tony, po czym rzuciliśmy się biegiem w stronę wyjścia. Nie wiem ile czasu zostało nam do wybuchu, ale obawiam się, że nie koniecznie dużo. Potwory nas goniły, ale my byliśmy szybsi.
Znajdowaliśmy się już prawie przy łodzi, gdy Nico się wywrócił.
- Nico szybko! - Krzyknęłam wchodząc na pokład. W tym momencie wulkan wybuchł, a cała wyspa została pochłonięta w niszczycielskim ogniu.
- Nico - Szepnęłam. W moich oczach pojawiły się łzy. Cz on?...Nie!
- Jestem tutaj - Powiedział cichy, zadyszany głos tuż za mną.  Szybko się na niego rzuciłam. Bogowie dzięki!
- Jak jeszcze raz mnie tak wystraszysz, to obiecuję, że będzie po tobie.
- Przepraszam kochanie.
- A właściwie, jak udało ci się przeteleportować?
- Za pomocą cienia. - Dawno tego nie stosowałem, ponieważ strasznie męczy.
- Ważne, że przeżyłeś. Udało nam się. Mam nadzieję, że opóźni to atak potworów. Teraz czas na powrót do rzeczywistości.
                                                                      Percy

                Nad ranem obudził mnie głośny huk. Razem z Annabeth zerwaliśmy się z łóżka i pobiegliśmy do łóżka. To była ta wyspa. Ona wybuchła, ale gdzie są nasi przyjaciele? Co jeśli coś się stało? Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Annabeth szybko je otworzyła. To byli nasi przyjaciele. Od razu kamień spadł mi z serca.
- Opowiadajcie co tam się wydarzyło?. - Powiedziałem.
- To była siedziba Uranosa i Gai. Tam wytwarzano broń. Po prostu postanowiliśmy ich wybuchnąć. - Powiedział Tony.
- Ale nic wam nie jest?
- Nie. Jesteśmy cali, oprócz drobnych uszkodzeń.
- Idźcie spać. Porozmawiamy jutro rano.
- Okej. W takim razie pa.
Wszyscy wyszli, a my z Annabeth znów zostaliśmy sami. Leżeliśmy na łóżku ciesząc się swoją bliskością. Powoli powieki znów zaczęły mi ciążyć i nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem.
               Nad ranem obudził mnie ćwierkot ptaków. Z łazienki dobiegał mnie dźwięk wody. To pewnie Annabeth. Gdy moja dziewczyna wyszła uśmiechnięta, przywitałem ją czułym całusem, po czym sam
poszedłem się umyć.
 Może to dość dziwne, ale zacząłem tęsknić za domem. Jednak wiem, że takie wakacje nie powtarzają się za często i chciałbym je wykorzystać jak najlepiej.
Po porannej toalecie nadszedł czas na śniadanie. Zeszliśmy do restauracji i usiedliśmy przy stoliku obok naszych przyjaciół.
- Więc co dzisiaj robimy? - Zapytała Sielena.
- Może wyjdziemy dzisiaj do miasta? Jesteśmy w kraju początków naszej religii i cywilizacji. Chciałabym zobaczyć świątynie Zeusa, Partenon i inne zabytki.
-  W sumie jest to całkiem fajny pomysł. - Powiedział Tony uśmiechając się i obejmując Clarę, która zaproponowała zwiedzanie miasta.
- No dobra. To w takim razie jemy śniadanie i wychodzimy na miasto. - Powiedziała Annabeth.
- Mam jeszcze pewien pomysł. Chłopaki uczyli się serfingu, może po południu nam coś zaprezentują?
- To bardzo zły pomysł. Nie chce, by Thalia wiedziała jak się
kompromituje. - Powiedział Nico rumieniąc się.
- Oh daj spokój. Będzie zabawnie. Wakacje są po to, by się bawić i wygłupiać.
- No dobra.
               Nałożyłem sobie na talerz kanapkę z sałatą, serem oraz szynką i zacząłem się posilać. Obiecałem sobie, że kiedyś na pewno zabiorę Ann i Elizabeth do Grecji. Będą to rodzinne wakacje. Dla swojej rodziny chce wszystkiego co najlepsze. Gdy tylko wrócimy do Nowego Jorku, muszę spotkać się z ojcem. Tak naprawdę nie wiem, kim chce zostać w przyszłości i miałem cichą nadzieję, że może on mi podpowie.
 Szliśmy ulicami miasta. Wszystko było naprawdę ładne. Dużo sklepów, ludzi grających i śpiewających. Wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni.
Na początku postanowiliśmy przejść się po rynku Ateńskim, czyli zwyczajnym deptaku ze sklepami fontannami. Gdy zobaczyłem sklep z przedmiotami dla małych dzieci, poczułem się hmmm...jakby to
określić...dziwnie, ale fajnie. Thalia, Sielena i Clara postanowiły tam wejść, natomiast chłopaki mieli nas pilnować, znaczy pilnować mnie i Annabeth. Po piętnastu minutach dziewczyny wyszły uśmiechnięte,
niosąc za sobą kilka toreb z zakupami. Domyśliłem się, że to dla mojej córki. Oj Elizabeth. Ciotki cię będą rozpieszczać.
               Naszym drugim przystankiem był Partenon. Była to wspaniała, grecka budowla z greckimi kolumnami i fundamentami. Annabeth wyjęła ze swojej torebki aparat i powiedziała, że czas na zdjęcia. Szybko podała
przedmiot swojej siostrze, przyciągnęła do siebie i mocno przytuliła.
- 1,2,3 ... cyk - Powiedziała Clara. Przy Partenonie postanowiliśmy kupić pocztówkę i wysłać ją do obozu. Na odwrocie kartki napisaliśmy:
"Pozdrowionka z wakacji w Grecji. Nie przemęczajcie się na tych treningach. Zrobiliśmy coś dla was i wojna chyba się opóźni :D. Nie długo na świat przyjdzie córeczka Annabeth i Percy'ego o imieniu
Elizabeth. Wracamy do was pierwszego sierpnia. + Tony każe wam przekazać nowy okrzyk bitewny dla domku Hefajstosa - Naleśniki Z Dżemem.
To chyba tyle.
Thalia, Percy, Annabeth, Nico, Clara, Tony, Sielena i Charlie."

Zwiedziliśmy to co planowaliśmy i zmęczeni wróciliśmy do hotelu.


6 dni później

               Nasze wakacje dobiegły końca. Żal było opuszczać taki wspaniały kraj jak Grecja, ale obowiązki wzywają. Był dziś pierwszy sierpnia. W tym momencie staliśmy na lotnisku w Nowym Jorku, czekając
na Daniela, który miał nas zabrać do obozu, ponieważ akurat był w pobliżu na próbie swojego zespołu. Przyjechał po nas dopiero po piętnastu minutach. W Grecji razem z pozostałymi  herosami kupiliśmy pamiątki dla przyjaciół z obozu.
- Cześć dzieciaki -  Wsiadajcie do samochodu. Bagaże postawcie na ziemi, to wsadzę je do bagażnika.
Po pewnym czasie ruszyliśmy. W porównaniu z przechodniami byliśmy murzynami ze względy na naszą opaleniznę. Na mieście między Manhattanem, a Long Island były straszne korki. Ludzie trąbili, denerwowali się, a ja zacząłem tęsknić za cichą i spokojną Grecją. Na szczęście dom, w którym mieszkam wraz z Annabeth jest na uboczu, z dala od zgiełku i chaosu.
W końcu dotarliśmy do obozu. Śmiało mogłem powiedzieć, że jestem w domu. Wszyscy przywitali nas z uśmiechem na twarzy, pytając "jak było?", "co robiliście?". Odpowiadaliśmy z chęcią. Nico wziął dużą
torbę i zaczął rozdawać małe figurki. W oddali dostrzegłem Grovera i Tysona. O Bogowie! Jak ja dawno ich nie widziałem. Szybko do nich pobiegłem.
- Siemka. Dawno nie gadaliśmy. Opowiadajcie co tam u was? Grover. Dlaczego ostatnio wszędzie uciekasz? Nigdzie nie widziałem ani ciebie, ani Caliny. Co się dzieje? - Zapytałem.
- A no wiesz. Dużo obowiązków. abycie ojcem wcale nie jest aż takie łatwe.
- Co? Bycie ojcem? - Zapytałem zaskoczony.
- No widzisz. Tak jakoś wyszło. Jesteś wujkiem.
- No wiesz co? ai dopiero teraz się o tym dowiaduję?
- Sorry, ale nie było czasu.
- Nie no, spoko. Gratuluję. Wpadnę do was później. Chętnie zobaczę małego satyra.
- Ha ha. Okej.
               To było dla mnie naprawdę wielkim zaskoczeniem. Coś mnie tknęło, by zebrać pozostałe osoby towarzyszące mi na wakacjach i odwiedzić Chejrona. Miałem dziwne przeczucie, że chce nam coś powiedzieć. Jednak centaur nas uprzedził. Przyszedł do nas razem z Rachel.
- Wyrocznia miała wizję. To przepowiednia dotycząca córki Ateny, lecz bardziej sprecyzowana.
- Jak brzmiała? - Zapytała Annabeth.
- Dziecie Ateny
  Córa Mądrości
  Przez trzy dni posmakuje nicości
  W Hadesie stanie jedną nogą
  I zmierzy się ze swą największą trwogą
Ta przepowiednia brzmiała zdecydowanie lepiej...to znaczy była bardziej zrozumiała. Ale wiedziałem, że Annabeth się niepokoi. Wszyscy wiedzieli, że mowa o niej lub o Clarze, ale nikt nie chciał tego powiedzieć.  Nie potrafiłem dopuścić do siebie myśli, że już nie długo mogę stracić bardzo ważną dla mnie osobę. Nie mogę stracić Annabeth.

_________________________________________________
Hejka kochani. Naprawdę przepraszam, że tak długo nie ma rozdziału.
Nie planowałam tej kary. W końcu zdecydowałam jak zakończę tą część opowiadania. Tak...część,
ponieważ jeszcze będę pisała kontynuację z punktu Elizabeth.
No dobra. W sumie to mam nadzieję, że się wam spodoba. Liczę na conajmniej 20 komci :D
Z poważaniem:
Dżerrka, a nie Dżerr!
PS. Nadal mam karę. 

I jeszcze coś bardzo ważne!
Zlot herosów kochani. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej o zjeździe fanów PJ, to zapraszam tutaj: ZJAZD HEROSÓW

środa, 9 października 2013

Kiedy kolejny rozdział? Już niedłgo

Pewnie zastanawiacie się kiedy kolejny rozdział? 
A więc wam odpowiem. W weekend. Całkiem możliwe, że w weekend.
Nadal mam karę, ale piszę na telefonie i wysyłam sobie na meila, więc teraz jak na chwilkę usiadłam na komputer za pozwoleniem, to przekopiowałam na blogspota. 
Jeśli jednak się nie pojawi, to naprawdę przepraszam. 
Ten tydzień jest troszkę masakryczny. 
Plus moja przyjaciółka jest w szpitalu. Biedna blondi :( 



poniedziałek, 30 września 2013

UWAGA! INFORMACJA! WAŻNE!

Cześć i czołem, wita Was Merr (może mnie kojarzycie z percyiannabeth.blogspot.com).

Wbrew pozorom wcale nie włamałam się na konto Dżerrki xd.

Przepraszam, znowu bredzę i gadam od rzeczy.

Wasza ukochana Autorka mnie prosiła, żebym zakomunikowała, że nabroiła i ma karę. No dobra, napisała tylko, że ma karę, ale musiała nabroić,  żeby ją dostać, prawda? Prawda. Chyba.

W każdym razie nie oczekujcie rozdziału dopóki Dżerrka nie ogarnie tej kary.
Albo oczekujcie kiedy Dżerrka się upora z karą :)
Tak, to zdecydowanie lepiej brzmi.

Całuję Was w imieniu Dżerr ;*
~ Merr

piątek, 27 września 2013

Percabeth story: Rozdział 30 - 'Uklęknąłem i pocałowałem swoją narzeczoną, a jednocześnie córkę..."

Bardzo wazna notka pod rozdziałem!

Annabeth

               Spokój. Cisza. Zero walki. Tak właśnie  minął nam tydzień w naszym domku. Rany rannych herosów były prawie zagojone dzięki abrozji i nektarowi. Chejron i Pan D. postanowili zabrać ich do obozu, by  w spokoju mogli się przygotować do bitwy. My natomiast powoli zaczęliśmy się pakować. Grecja. O Bogowie! Nie mogę uwierzyć, że lecimy do Grecji. Zawsze o tym marzyłam. Ahh już sobie wyobrażam tę architekturę i morze. Zero treningów, wojny i misji. Po prostu odpoczynek z narzeczonym i przyjaciółmi.
          Stałam w garderobie już prawie godzinę, zastanawiając się co mam spakować na wyjazd. No na pewno kostium kąpielowy, ale....który? Przecież mam ich siedem. Jestem dziewczyną i nie potrafię od tak
wybrać. Ehh...beznadzieja. Wiedziałam, że bez pomocy eksperta nie dam sobie rady, tak więc chwyciłam złotą drachmę i zadzwoniłam Iryfonem do Sieleny. Dlaczego nie telefonem komórkowym? Gdy tylko go włączę, potwory od razy zlokalizują moje miejsce pobytu. Przyznam, że utrudniało to życie. Po około minucie oczekiwania na połączenie, pojawił się obraz, a w nim córka Afrodyty.
- Annabeth? Coś się stało? - zapytała zaskoczona moim Iryfonem.
- Tak! Wyruszamy dzisiaj do Grecji i nie mam pojęcia co spakować.
- A tak. Ja już jestem całkowicie gotowa. Rozumiem, że potrzebujesz mojej pomocy?
- To ty też jedziesz?
- Tak. Charlie zaprosił mnie jako swoją partnerkę.
- To super. Naprawdę nie mogę się doczekać.
- Oj uwierz, że ja też. A wiesz, że Clara i Tony są parą. Wszyscy w obozie byli bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyli ich razem. Ale w sumie to fajnie, że wśród herosów rozwija się miłość.
- Wiesz Sieleno, musisz mnie odwiedzić. Pomożesz mi się spakować i opowiesz, jak tam w obozie. - Podałam przyjaciółce dokładny adres zamieszkania i rozłączyłam się. Za cztery godziny lot do Grecji.

Percy

             W oczach Annabeth widziałem ekscytację. Już samo lotnisko w Atenach zrobiło na nas ogromne wrażenie. Annabeth miała rację. Architektura w Grecji naprawdę zachwyca. Ja jednak marzyłem tylko o jednym, a mianowicie lądowaniu. Jak najszybciej potrzebowałem zejść na ziemię. Jako syn Posejdona źle
znosiłem podróże lotnicze.
        Po kilku minutach w końcu wylądowaliśmy. Przeszliśmy przez bramki, wzięliśmy swoje bagaże i wyszliśmy na parking, gdzie czekał na nas wielki, czarny samochód. Już w samolocie ustaliliśmy, kto z kim

będzie w pokoju. Mieliśmy do dyspozycji cztery pokoje, a w każdym znajdowało się łóżko małżeńskie.
W jednym miałem zatrzymać się ja wraz z Annabeth, w drugim Clara z Tonym, w trzecim Charles i Sielena a w ostatnim Nico wraz z Thalią, co musiało być dla nich naprawdę niekomfortowe, bo przecież nie są razem.
       Jechaliśmy około trzydziestu minut do miejsca zakwaterowania. Hotel był równie piękny, co cała reszta w Atenach. Wnętrze było zaprojektowane na starożytność. Obrazy i rzeźby przedstawiały bogów. Kolumny podtrzymujące fundamenty równie urzekały. Muszę przyznać, że robiło to na nas ogromne wrażenie. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy posiadał ogromny basen, co naprawdę mnie uszczęśliwiło.
- Chodźmy do recepcji i zakwaterujmy się. Później pójdziemy się rozpakować, coś zjemy i możemy się gdzieś przejść. - Zaproponowała Sielena.
- Dobry pomysł.
 

Thalia

            Gdy tylko zobaczyłam duże, małżeńskie łóżko z baldachimem, poczułam dziwne skrępowanie. Przez najbliższe dwanaście dni będę tutaj spała wraz z synem Hadesa.
O naszym pocałunku nie wiedział nikt.
Dziwiłam się, że przy nim zapominam o chłopaku, którego zaledwie zapominałam o chłopaku, którego zaledwie półtora tygodnia temu kochałam. Czyżby to Afrodyta postanowiła namieszać w moim życiu? Jak ludzie wytrzymują tę całą miłość? Gdyby nie Nico, na pewno bym się przez nią zabiła. Razem z synem Hadesa rozpakowywaliśmy się w swoim pokoju. Towarzyszyły nam promienie słońca, które ocieplały wnętrze błękitnego pokoju oraz cisza. Oboje się krępowaliśmy. Oboje nie wiedzieliśmy jak rozpocząć rozmowę. Bałam się, że Afrodyta sprawi, że się w nim zakocham. Chyba tego nie chciałam. No właśnie. Chyba. yhh...moje życie jest do bani.
- Thalia... - Odezwał się. Jego mroczny głos sprawił, że po moim ciele zaczęły przechodzić dreszcze. Odwróciłam się, spoglądając mu prosto w czarne jak otchłań oczy. 
- Co? - zapytałam, mając nadzieję, że brzmi to groźnie.
- Czy to twoja koszulka? - W ręku trzymał czarny T - shirt z nadrukiem i napisem Green Day.
- Tak. Dzięki.
- Spoko...i....
- I...?
- Już nic.
- Okej.
- Znaczy. - Powiedział, po czym na chwilę zamilkł i odwrócił się do mnie plecami. Co on próbował powiedzieć? - Ten pocałunek...wiem, że powinniśmy o nim zapomnieć, ale ja tego nie chcę. Wolę o tym myśleć i mieć nadzieję, że się kiedyś powtórzy. - Powiedział szepcząc. Odwrócił się, posłał mi swój łobuzerski uśmiech i wyszedł na balkon. O Bogowie! Co ja mam teraz zrobić? Co?! Afrodyto daj mi jakąś radę.
Nie wiedząc, co dokładnie robię, wstałam z łóżka i poszłam na balkon. Stanęłam w wejściu, wpatrując się w odwróconego do mnie plecami Nica, jak w obrazek.
- Próbujesz mnie zabić, czy może się skradasz? - zapytał odwracając się.
- Nie. Wole cię mieć całego.
- Co masz na myśli? - Zapytał mrużąc oczy. Zrobiłam trzy kroki do przodu, po czym wtuliłam się w chłopaka, ciesząc jego ciepłem. Po chwili odwzajemnił uścisk, wywołując na mej twarzy pełen szczerości uśmiech. Czy to oznacza, że Luke miał rację? Czy to oznacza, że zakochałam się w synu Hadesa? By odpowiedzieć  na to pytanie, muszę przypomnieć sobie tę noc, w którą chciałam się zabić. Pocałunek. Co wtedy czułam? Byłam...wydawało mi się, że byłam szczęśliwa, bezpieczna. Afrodyta sprawiła, że go pokochałam.
- Wiesz, Thalia? Odkąd jesteś dla mnie miła, to wydajesz mi się naprawdę słodka. Odkąd Sandy...gdy okazało się, że jest zdrajczynią...poczułem jakieś ukucie w sercu, ale nie kochałem jej. To płytkie z mojej strony. Wiem, że to brzmi tandetnie. Chodziłem z dziewczyną, której tak naprawdę nie kochałem, ale wiesz, dlaczego? Bo ty byłaś z Luckiem. Jeszcze jak Łowczynie miały swoje zasady, podobałaś mi się. Podobał mi się twój styl. Gdy dowiedziałem się, że możecie angażować się w związki i jesteś z synem Hermesa, no zdenerwowałem się i zacząłem spotykać się z Sandy. Wiem, że to brzmi, jakby była dla mnie tylko odskocznią, ale chyba właśnie tak było.
- Do czego zmierzasz? - zapytałam spoglądając w jego ciemne tęczówki.
- Chce ci powiedzieć, że cię kocham. - I nagle poczułam, jakby moje serce stanęło i znów zaczęło bić ze zdwojoną prędkością. Czy byłam szczęśliwa, gdy usłyszałam te słowa? Owszem. Czy go kocham? Tak. I jestem tego całkowicie pewna.
Nie wiedziałam jak mam odpowiedzieć na jego wyznanie. Potrafiłam zrobić tylko jedno. Wspięłam się na palce i złączyłam nasze usta w długim, pełnym namiętności pocałunku. Zaczynałam być szczęśliwa.

Percy

              Widziałem minę Annabeth, gdy tylko weszła na balkon. Była zachwycona widokiem morza i przyznam, że ja również.
Cieszyłem się z tego, co mam. Wspaniałe wakacje z narzeczoną, z którą spodziewam się dziecka. 
Po rozpakowaniu się, zeszliśmy na dół, do restauracji, gdzie czekali na nas pozostali oprócz Thalii i Nica.
- Gdzie reszta? - zapytała Clara. Znów musiałem ruszyć swoje cztery litery i iść do pokoju nieobecnej dwójki, by ich troszkę pośpieszyć. Zapukałem raz - cisza. Drugi - znów cisza. Pociągnąłem za klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środka. Było pusto. Gdzie oni są? Balkon był szeroko otwarty. Wyszedłem na zewnątrz i wtedy ich zobaczyłem. Siedzieli na plaży, rzucając kamyki do morza. Nagle Thalia wstała krzycząc: "Wygrałam!". 
- Hej! - krzyknąłem. Na mój głos nasi poszukiwani odwrócili się. - Może raczycie towarzyszyć nam przy obiedzie? 
- Sorry. Zaraz do was dojdziemy. - Kiwnąłem głową na znak porozumienia i wróciłem do reszty przyjaciół. 
               Po smacznym, greckim obiedzie postanowiliśmy iść nad morze. Słońce powoli zachodziło, więc ludzie zaczęli opuszczać plaże, co wywołało na naszych twarzach uśmiech. Od razu zdjąłem koszulkę oraz spodnie i wbiegłem do ciepłej wody. Annabeth stała na brzegu rozkładając koc. Skorzystałem z okazji. Chwyciłem ją za rękę i wciągnąłem do morza.
- Percy! - Krzyknęła Annabeth. Nie pozwoliłem jej dokończyć. Nachyliłem się i złożyłem na jej ustach słodki pocałunek. 
- Kocham cię, Annabeth. 
- Ja ciebie też Glonomóżdżku. 
              Na niebie pojawił się księżyc, a my nadal siedzieliśmy na plaży, lecz tym razem przy ognisku. Nagle zaczęła pojawiać się gęsta mgła śmierdząca potworami.
- Nie podoba mi się to. - Powiedział Charles.
- Nam także. - Byłem przekonany, że znów czeka nas niezapowiedziana misja.
Spojrzałem się na Nica. Czy on trzymał Thalię za rękę? Nie. Na pewno nie. To pewnie są tylko przywidzenia.
- Patrzcie tam! - Krzyknęła Annabeth. Na morzu pojawiła się mała wyspa. Przysięgam, że jej wcześnie nie było.
- Co robimy? - zapytałem.
- Chyba musimy tam iść.
- Dzisiaj? Teraz jest trochę za późno. Nie jesteśmy przygotowani. - Powiedziałem.
- Percy ma rację. Lepiej, jeśli pójdziemy tam jutro, a teraz wracajmy do hotelu bo jeszcze zaatakuje nas jakiś potwór.
               Każdy udał się do swojego pokoju. Razem z Annabeth nie byliśmy zmęczeni, więc siedzieliśmy na balkonie, spoglądając w niebo. Nawet tutaj - w Grecji było widać gwiazdy ustawione w naszą podobiznę. Tak już będzie do końca świata, zawsze. To był prezent dla nas od Artemidy. Wiem, że oświadczyłem się Annabeth naprawdę szybko, ale nie żałuję. Wiem, że to ona jest właśnie tą jedyną.  To z nią zakładam rodzinę.
Spojrzałem na swoją dziewczynę. Zaciskała powieki i prawą ręką kurczowo trzymała się brzucha. Nasza córcia ewidentnie dawała jej popalić. Po kilki minutach Ann wstała i podeszła do barierki. 
- Myślisz, że wszystko będzie dobrze? - Zapytała. Podszedłem i objąłem ją w tali, jednocześnie całując w policzek.
- Tak. Wiem, że będzie dobrze. Wiem, że wygramy. - Ann znów położyła dłoń w miejscu, gdzie rozwijała się nasza córeczka.
Położyłem rękę na jej dłoni i poczułem ruchy naszej Elizabeth. Po chwili uklęknąłem i pocałowałem swoją narzeczoną, a jednocześnie córkę w brzuch. Annabeth uśmiechnęła się. Była szczęśliwa. W głębi duszy błagałem, by nasza Lizzy już się urodziła. Chciałem potrzymać ją na rękach, popatrzeć jak raczkuje, a z czasem mówi do mnie "tato".
- Jestem zmęczona. Chodźmy spać.
- Okej. - Wziąłem szybki prysznic, położyłem się obok Ann i zasnąłem.
W mojej głowie przez całą noc gościł jeden obraz, a mianowicie nasza tajemnicza wyspa. Wyczuwałem od niej naprawdę silną energię. Nie istniało na niej życie. Na środku znajdował się duży wulkan, z którego uchodził szary dym. Naprawdę nie znoszę tych swoich proroczych snów.
               Obudziłem się około godziny dziesiątej. Annabeth już nie spała. Leżałam obok, gładząc ręką mój nagi tors.
- Hej kochanie. - Powiedziała całując mnie w policzek.
- Hej. Jak się spało?
- Niesamowicie. - Nagle po naszym pokoju rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Jak zawsze musiał nam ktoś przeszkadzać.
- Proszę! - Krzyknąłem poirytowany.
- Hej gołąbeczki. Chyba pora wstawać. Mamy na dzisiaj dużo roboty. Dziewczyny wymyśliły dla siebie zakupy, natomiast my zrobimy sobie taki męski dzień.
- Zaraz, zaraz. A co z tą wyspą. - Zapytała Ann.- Mieliśmy...
- Tak, ale ta wyspa zniknęła.
- Co? Jak to zniknęła? - zapytałem zaskoczony.
- Normalnie. Już jej nie ma. - Szybko zerwałem się z łóżka i pobiegłem na balkon. Tony miał rację. Wyspy już nie było.
- Cholera. Ten świat jest dziwny.

***

               Ten dzień również można było zaliczyć do udanych. Dziewczyny poszły na zakupy, natomiast my oddaliśmy się męskim rozrywką, czyli serfingowi. Nikomu nie wychodziło, ale mnie tak. Przecież serfing jest sportem wodnym, a ja jestem synem Posejdona. 
               Wieczorem znów zorganizowaliśmy sobie ognisko na plaży. Siedzieliśmy i wspominaliśmy sobie śmieszne chwile w obozie. Było dużo śmiechu. 
- Thalia. Czy ty i Nico jesteście parą? - Coś mnie ugryzło, by o to zapytać. 
- Nie. Dlaczego tak uważasz? - Widziałem minę córki Zeusa. Kłamała, a to oznaczało, że ona i Nico byli razem. 
- Nie wychodzi ci kłamanie. Lepiej powiedzcie od kiedy?
- Od wczoraj - odpowiedział Nico obejmując swoją dziewczynę. 
- No to gratuluję. Thalia szybko się pozbierałaś...podziwiam cię. - Powiedziała Sielena. 
I nagle znów pojawiła się cuchnąca mgła, a zaraz po niej nasza tajemnicza wyspa. 
- Chyba znalazła się nasza zguba. 
- I co mamy teraz zrobić? - zapytała Thalia patrząc prosto na mnie.
- Sądzę, że powinniśmy wybrać się na wycieczkę. 
- Kiedy?
- Teraz.
Tony wraz z Charlsem pobiegli do hotelu po broń i latarki. My postanowiliśmy poczekać na nich około dziesięciu minut, po czym wszyscy razem poszliśmy na przystać załatwić motorówkę. Niestety wypożyczalnia byłą zamknięta. Co się dziwić. Przecież jest około północy. Jednak jedna łódź była delikatnie przymocowana do molo i bez problemu można by ją ukraść, choć ja wolałem termin "pożyczyć". 
- Płyniecie na tę wyspę, prawda? - Odwróciliśmy się. Przed nami stała staruszka. Widac było, że wie kim jesteśmy lub to czuje. 
- Tak. 
- Musicie wiedzieć, że jestem tym kim wy. Dwa pokolenia temu szkoliłam się w obozie. Jestem córką Demeter. Ta wyspa pojawia się tutaj od pół roku. Wielu herosów, w tym mój syn wyruszyło na obchód, jednak żaden nie powrócił. Musicie uważać. Czyimi jesteście dziećmi?
- Ja i Tony jesteśmy synami Hefajstosa. Annabeth i Clara to córki Ateny. Sielena jest dzieckiem Afrodyty. Natomiast Thalia, Nico i Percy...
- Percy i Annabeth? To oni pokonali Kronosa?
- Tak. 
- Czyli Thalia, Nico i Perseusz są dziećmi wielkiej trójki?
- No właśnie o to mi chodziło. - Powiedział Charlie.
- Widzę, że jesteście silni. Niech Bogowie mają Was w swojej opiece. Powodzenia młodzi herosi. 
- Dziękujemy za ostrzeżenie. - Powiedzieliśmy, po czym staruszka znikneła.
- Czy wam też się wydaję, że to było mega dziwne? 
- Tak. Ta babcia wydaje się podejrzana, pokręcona i trochę nienormalna. 
- Trafne ujęcie. 
- Lepiej już wyruszajmy. Nie mam ochoty tracić wspaniałych wakacji na jakiejś magicznej wyspie, na której znikają ludzie. - Powiedziała Annabeth z nutą irytacji w głosie. 
- Ann ma rację. Lepiej już płyńmy.

___________________________________________________

No kochani moi. Już skończyłam i wyrobiła się z rozdziałem punktualnie. 
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
Teraz chciałabym obgadać z wami pewną sprawę. Na paskach bocznych bloga (wygląd nadal czeka na szablon), a dokładniej na lewym pasku pojawił się pewien napis. Zastrzegam sobie prawa autorskie....Dlaczego? Co mnie do tego doprowadziło?
Otóż wszystko, co pojawiło się w moim opowiadaniu (nie zważając na to, że jest to moje "alternatywne zakończenie" serii PJ) jest tylko moim pomysłem czyli np. misje, sny, przepowiednie (oprócz tej o wielkiej siódemce) ciąża, zaręczyny. Nie życze sobie, by ktoś mi te pomysły kradł na swojego bloga czyli np. sny. Jeśli napotkam, że ktos złamała moją zasadę bez ostrzeżenia będę działała, ponieważ jest to złodziejstwo i kopiowanie, a blogerzy istnieje coś takiego jak regulamin! Droga osoba, która dostałaś ode mnie ostrzeżenie! Lepiej spraw, bym nie musiała działać.
No dobra to teraz zła Dżerr wynocha z mojej osobowości.
Oki. 
Miśki moje bardzo wam dziękuję, za wszelkie komentarze i za te ponad 36 tysięcy *.* odwiedzin bloga. Statystyka z każdym dniem mnie zaskakuje. Jesteście wspaniali i kochani. <3 <3 Kocham Was (a nie rzucam słów na wiatr).
Jest jedna rzecz, o której musicie pamiętać. Nie przepadam, gdy wszystko się układa. Lubie smutne zakończenia :D Czyli jest tak jakby...Cisza przed burzą :D 
Oki. Teraz tak. Niech każdy kto przeczyta zostawi po sobie ślad. To dla mnie ważne. Chociażby jakaś minka, ale bym wiedziała, że czytacie. Pod tym rozdziałem ma być co najmniej 20 komentarzy! Serio. Inaczej nie napiszę kolejnego tak szybko, tylko bede miała meeega urlop. Więc pliska 20 komci :D 
Ściskam Was
Dżerrka :***

czwartek, 19 września 2013

Percabeth story: Rozdział 29 - "Jak mogło do tego dojść?! Niesteś nieodpowiedzialna..."

Hejka. 
Zastanawiam się czemu każdy rozdział zaczynam o słowa "Hejka"
To jest naprawdę jakieś dziwne. 
Na samym początku chciałabym Wam serdecznie podziękować za tak wspaniałe komentarze. 
Gdy czytałam to na mojej twarzy pojawiał się wielki uśmiech i za to wam naprawdę dziękuję.
Ten rozdział chciałabym dedykować jednej osobie.
Jako pierwsza z czytelników do mnie napisała w styczniu i z czasem stała się jedna z moich kochanym przyjaciółek. Nie wiem, czy jeszcze tutaj zagląda, ale i tak dedykuję rozdział WIECE!
DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE JESTEŚ!


Percy

- Jak to? Jak to możliwe? Jakie poronienie? - zapytałem zdenerwowany. Co to wszystko miało znaczyć? Siedziałem sobie tak jak wszyscy w pawilonie jedząc obiad, gdy przybył Hermes, mówiąc, że wzywają mnie na Olimp, ponieważ Annabeth jest bliska poronienia.
- Obecnie znajdowałem się w salonie w domu Ateny wraz z Chejronem. Clarisse, Rachel, Dannym, Panem D. i pozostałymi bogami. 
- Percy, uspokój się. Zatrzymałem poronienie i udało mi się uratować wasze dziecko. 
- Ale jak do tego doszło? - zapytałem patrząc na Clarę, która najwidoczniej była świadkiem całego zdarzenia. 
- Była bardzo zdenerwowana, płakała. Gdy miałyśmy już wychodzić wywróciła się i zaczęła krwawić. 
- Na co była zdenerwowana? Przez co/kogo płakała?
- Przez Atenę. Dowiedziałyśmy się, że...że...ja i Annabeth jesteśmy bliźniaczkami dwujajowymi. Przez to obydwie zaczęłyśmy się kłócić z matką.
- To twoja wina! To wszystko przez ciebie! Ty śmiesz się nazywać boginią mądrości?! Chyba na głowę upadłaś! Dlaczego nie powiedziałaś dziewczynom całej prawdy? Obiecuję, że jeśli stanie się coś Annabeth lub Elizabeth to pożałujesz! Jesteś żałosna - krzyknąłem patrząc Atenie prosto w oczy.
- Perseuszu nie przeciągaj....
- Nie! - wtrąciła Atena - Posejdonie , on ma rację. Gdybym nie ukrywała prawdy nic by się nie stało. Przepraszam.
- Co rozumiesz za słowem "przepraszam"? Czasem to nie wystarczy. Najczęściej trzeba zapłacić za swoje czyny. Ty zapłacisz w taki sposób, że przez najbliższy czas żadna z dziewczyn nie powie do ciebie
"mamo"!. - Powiedziałem, to jedno, krótkie, ale pełne prawdy zdanie, po czym wyszedłem z pomieszczenia. Postanowiłem pójść do Annabeth i dowiedzieć się, jak się czuje.
           
 Annabeth leżała w tej samej sali, co kilka tygodni temu. Zapukałem do drzwi i wszedłem do środka. W sali na dużym łóżku leżała moja dziewczyna.  Mimo tego, co wydarzyło się zaledwie godzinę
temu, Annabeth była uśmiechnięta.
- Hej Percy - powiedziała spoglądając w moją stronę.
- Hej kochanie, jak się czujesz? - zapytałem siadając obok niej.
 - W sumie dobrze. Wiem, że ty i Clara przy mnie będziecie.
- Tak. Już słyszałem. To naprawdę niezwykłe. Tyle lat byłaś sama, a tu nagle dowiadujesz się, że masz siostrę bliźniaczkę.
- Rzeczywiście. Przynajmniej nie jesteśmy do siebie wrogo nastawione.
- Racja
Nagle do pokoju wszedł Apollo. Zanim szły cztery kobiety niosące dziwną maszynę z kabelkami i monitorem.
- Myślę, że czas na USG. Percy, czy zechcesz towarzyszyć Annabeth?
- Nie zapowiada się groźnie, więc tak. - Usiadłem na krześle, podczas, gdy Ann leżała na łóżku, spoglądając prosto w moje oczy. Bóg posmarował brzuch Annbeth dziwnym płynem, po czym zaczął go "masować
dziwnym urządzeniem".
- Spójrzcie teraz oboje na ekran. Popatrzcie tutaj. Mogę stwierdzić, że wasza córka rozwija się tak szybko, że wygląda na siódmy miesiąc. - Na monitorze było widać małego człowieka. Obraz był czarno biały. W
moich oczach pojawiły się małe krople. To był naprawdę cudowny widok.
- Mam dla was pewne propozycję. Obecnie jesteś na tabletkach maskujących ciąże prawda, Annabeth? Skoro już wszystcy wiedzą o dziecku, to może sprawimy, by twój brzuszek się ujawnił. Co ty na to?
- Spojrzałem na swoją narzeczoną. Ten pomysł ewidentnie jej się podobał i przyznam, że mi również.
- Jestem za - powiedziała Ann.
- W takim razie wypij to. Ten lek sprawi, że twoja ciąża nie będzie dużej ukrywana.

Annabeth

               Razem z Percym postanowiliśmy nie wracać do obozu prosto z Olimpu. Stwierdziłam, że miło by było, gdybyśmy odwiedzili Sally i Paula. 
Percy był zachwycony widząc mnie z dużym brzuszkiem, w którym rozwijała się malutka istotka. Ludzie na ulicy patrzyli na nas z uśmiechem, natomiast inni patrzyli z odrazą myśląc "Tak młodzi ludzie, a już się dziecka spodziewają". My jednak nie przejmowaliśmy się ich zdaniem. Byliśmy szczęśliwi.
               Weszliśmy do kamienicy, w której mieszkała mama Percy'ego wraz z mężem. Zapukaliśmy do drzwi, po czym weszliśmy do domu.
- Hej mamo! - Krzyknął mój chłopak.
- Percy? Czy to ty? Jak ja się za tobą stęskniłam. - Powiedziała Sally przytulając swojego syna i spoglądając na mnie.
- Ja za tobą też mamo. 
- A więc na pewno nie jesteście tutaj przypadkiem, prawda? - Powiedziała patrząc na mój brzuch.
- Zgadza się. Nie wiem, czy wiesz, ale razem z Ann spodziewamy się dziecka. - Sally był bardzo zdziwiona, ale także zadowolona.
- Macie może ochotę na herbatę i ciastka? Myślę, że musimy porozmawiać.
- Z chęcią. - Powiedziałam. Usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy wszystko opowiadać.
- Nie zaszłabym w ciążę, gdyby nie magiczne prezenty od Posejdona. Jak się okazało będziemy mieć córkę. Już dość dawno wybraliśmy dla niej imię - Elizabeth. Niestety wobec naszego dziecka są poważne wymagania. Zbliża się wojna z Gają i Uranosem. W ciągu jednego miesiąca byliśmy już  na kliku poważnych misjach. Herosi giną lub przechodzą na złą stronę. Istnieje przepowiednia, mówiąca o dziecku dwójki herosów. O dziecku, które ma pokonać Uranosa i pomóc nam uratować świat. To mowa o Elizabeth. Przyznam, że nie koniecznie podoba mi się jej przeznaczenie.
- Dobrze. Wiecie już może, jak będzie wyglądała wasza przyszłość?
- Nie do końca. Znaczy rozmawiałam z Posejdonem i Ateną. Obiecali nam pomóc, ale sądzę, że Atena wycofa się ze swojej obietnicy, ponieważ się pokłóciłyśmy. Jeśli chodzi o mieszkanie. Po drugiej stronie jeziora herosów, przy zatoce Long Island znajduje się dom. Tam będziemy mieszkać. Co do nauki, niestety nie wiem.
- Chyba wiem, jak wam pomóc. W czasie, gdy wy będziecie chodzić na lekcje, bo z tego co wiem, oboje będziecie uczęszczać do tego samego liceum, ja będę do was przychodziła i opiekowała się wnuczką. Później myślę, że sobie poradzicie, jeśli chodzi o pracę. Ty Annabeth chcesz być architektem i jeśli pogodzisz się z matką, to ona ci pomoże. Ty, Percy chcesz pracować tam, gdzie czujesz się najlepiej. Nie bój się prosić ojca o pomoc. - Miły czas spędzony z mamą Percy,ego dobiegł końca, ponieważ Iryfonem zadzwoniła do nas Clarisse informując, że coś się dzieje nie tak w obozie.
- Annabeth, ja wracam do obozu, a ciebie odwiozę na Olimp. Nie ma mowy, abyś w takim stanie i w tym momencie wróciła ze mną do obozu. To zbyt niebezpieczne. - Nie miałam żadnego wyjścia. Musiałam się
zgodzić.

Percy

               To, co działo się w obozie było naprawdę nieprawdopodobne. Nie atakowała nas armia, lecz...Ares. Co on sobie wyobrażał?!
- Tato, co ty wyprawiasz? - Krzyczała Clarisse, leżąc na ziemi i opatrując sobie ranę. Wielu herosów leżało na ziemi, wogóle się nie ruszając. To był naprawdę okropny widok.
- Jesteście żałośni.   Pomyślcie. Myślicie, że jesteście tacy silni? Mylicie się. Zobaczcie. Jestem sam, a kilku z was już zginęło próbując się bronić. Pomyślcie, co będzie, gdy dojdzie do wojny? Gaja i Uranos  wygrają. Takie jest przeznaczenie.
- Dlaczego nas atakujesz? - spytałem patrząc bogowi w oczy.
- Bo ten świat wcale nie ma sensu. Tylko Zeus, Hades i Posejdon mają władzę. A ja...nic. Jedyne  co mam na Olimpie, który tak naprawdę, nic nie znaczy. Gaja mnie odwiedziła. Obiecała prawdziwą władzę.
Pomyślałem "czemu nie". Jest jednak pewien warunek - Muszę was zniszczyć. Przez okres póki ona się do końca nie obudzi, niestety jestem śmiertelny, ale to i tak nie zmieni faktu, że was pozabijam.
 - Myślisz, że Gaja naprawdę da ci władzę? Mylisz się! Jesteś zdrajcą. Zdradziłeś swoją rodzinę tylko dla władzy. Jesteś naprawdę żałosny.
- Jak śmiesz się do mnie odzywać nędzny, śmiertelny robaku. - Ares chwycił miecz i natarł na mnie z całej siły. Przyznam, że bardzo trudno jest unikać ataków Boga wojny. Chwyciłem swój długopis, który
po chwili zmienił się w Orkan. Najlepszą obroną jest atak. Próbowałem walczyć, ale czułem, że przegrywam. Od śmierci dzieliły mnie zaledwie centymetry. Jednak postanowiłem się nie poddawać. Szybko natarłem na Aresa, co najwidoczniej było dla niego dużym zaskoczeniem. Walczyłem jako jedyny, gdy reszta bandażowała swoje rany i patrzyła się na to, co robię. Powoli zacząłem tracić siły. To okropne uczucie
wiedzieć, że za chwiĺę znajdziesz się w Hadesie przed sądem ostatecznym. Nagle nad głową Boga pojawił się złoty sztylet, który zaczął go atakować.  Nikt nie wiedział co się dzieje. Jednak technika, którą nóż atakował wroga wydawała mi się bardzo znajoma. Zamiast sterczeć i patrzeć, postanowiłem pomóc Annabeth, która walczyła w swojej magicznej bejsbolówce, dzięki której była niewidzialna. Byłem
na nią trochę zdenerwowany, ale stwierdziłem, że to nie czas i miejsce, by o tym myśleć.
Walka była masakrycznie trudna. Po dziesięciu minutach kilku herosów postanowiło nam pomóc. W końcu udało nam się powstrzymać Aresa, ale tylko dzięki Zeusowi, który strzelił w swego syna piorunem, zabijając
go na śmierć. Dzieci Aresa nie wiedziały jak mają się zachować. Czy z powodu ojca wszyscy będą spostrzegać ich jako zdrajców?
- Annabeth - powiedziałem chowając orkan do kieszeni spodni. - Prosiłem, żebyś została na Olimpie. Nie możesz walczyć w takim stanie.
- Wiem, Percy. Wybacz. Po prostu mam dość tego, że nic nie mogę robić.
- Wiem kochanie. Musisz jednak dbać o siebie i Elizabeth.
- Dobrze
               Dalsza część dnia była równie męcząca co jego początek. Odbył się ostry trening, a zaraz po nim wyścig kajaków. Tak naprawdę marzyłem tylko o jednym. - Gorącym prysznicu, jajecznicy oraz ciepłym
łóżku z Annabeth obok. W dzisiejszy dzień włożyłem mnóstwo wysiłku. Po wygranych wyścigach razem z Annabeth i Clarisse zostaliśmy wezwani do wielkiego domu. W środku czekali na nas instruktorzy oraz Hermes, który miał wszystko przekazać na Olimpie pozostałym Bogom.
- Musimy wiedzieć co dokładnie się stało? Dzieją się dziwne i niewiarygodne rzeczy. Dzisiejszego popołudnia zginęło czterech herosów, a dziewięciu jest w stanie krytycznym. Kto mi powie co się
tutaj wydarzyło? - zapytał Pan D. Od czasu balu, który został dla niego przygotowany, zmienił się. Pamięta nasze imiona i interesuje się obozem. Ten Dionizos jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. - Clarisse? Może ty mi powiesz co się tutaj wydarzyło? - Córka Aresa wyglądała na wystraszoną.
- Ja...ja nie mogę. Ares. Zaatakował nas ojciec.  On był zdrajcą. Teraz my też jesteśmy. - powiedziała dziewczyna jąkając się.
- Nie, Clarisse. Wy nie jesteście zdrajcami. To, że Ares przeszedł na złą stronę, wcale nie oznacza, że wy też musicie. - Powiedziała Ann przytulając dziewczynę.
- Dzięki Annabeth.
- Kogo straciliśmy? - zapytałem Chejrona.
- Nastazię od Afrodyty, Mie od Hekate, Alexa od Aresa oraz Patt od od Hermesa. - W myślach wyliczałem straty. Nastazia czarowała innych swoją mową, była jedyną córką Afrodyty, która to potrafiła. Mia była
świetną czarodziejką. Jej posługiwanie się magią Hekate było mistrzowskie. Alex umiał zabijać kilku wrogów jednocześnie. Był zastępcą Clarisse. A Patt? Dziewczyna była bardzo szybka i świetnie odwracała uwagę przeciwników.
- Straty są poważne. Każdy z nich był na swój sposób wyjątkowy. Jestem pewny, że nie zginęli, ponieważ się bronili. Atak na obóz był tylko po to, by zabić właśnie ich.
- Wyjąłeś mi to z ust, Percy. - Powiedziała Annabeth z powagą w głosie.
- Nie możemy już nic zrobić. Wojna zbliża się wielkimi krokami. Pozostaje nam tylko czekać na narodziny Elizabeth. Po kolacji odbędzie się spalanie całunów. Następnie przenosicie się do waszego domu. Tutaj nie jesteście bezpieczni.
- A co z tymi rannymi? Oni też prawie zginęli. Też byli ważni, prawda?
- Tak. Obecnie znajdują się w pawilonie szpitalnym.
- U nas jest bezpiecznie. Przeteleportujcie ich do nas. Tam nikt ich nie będzie atakował, a obóz będzie bezpieczny. - Powiedziałem.
- Percy ma rację. To świetny pomysł.
- No dobrze. W takim razie niech tak będzie. Pomieścicie się? - zapytał.
- Myślę, że z tym nie będzie problemu. - Powiedziała Annabeth.

                   O godzinie dziewiętnastej była kolacja, a zaraz później przyszedł czas na ognisko i spalanie całunów. Wszyscy ze smutnymi minami kierowali się w stronę obozowego teatru. Na samym przodzie, w
miejscu, gdzie wszystko było widoczne znajdowały się cztery stojaki, na których leżały całuny. Na jednym wyszyty był mały obrazek przedstawiający błyszczące nutki i napis "Nastazia". Na drugim, obrazek przedstawiał złote iskry, z których układał się napis "Mia". Na trzecim były wypisane wszystkie wspomnienia związane z Patt, a na czwartym były wychawtowane dwa miecze i napis "Alex". Właśnie teraz nadszedł czas, by pożegnać czwórkę wspaniałych herosów.
- Dzisiejszego popołudnia straciliśmy wspaniałych wojowników. Po naszych policzkach płyną łzy symbolizujące smutek i rozpacz. Jednak czeka ich nowe, być może lepsze życie w Elizjum. Nie ma co się smucić. Ich duchy są z nami i będą nas wspierać podczas wojny. - Powiedział Daniel, po czym spryskał całuny olejem oliwnym i podpalił. Zapadła cisza, a z naszych oczu uwalniały sie ostatnie krople łez.
                 Znów zebranie w wielkim domu. Chyba tej nocy nie uda mi się zasnąć. Tym razem towarzyszyli mi herosi z wybranej siódemki.
- Bogowie doszli do wniosku, że potrzebne są wam wakacje, dlatego wysyłają was na obowiązkowy wypoczynek do...Grecji. Waszym zadaniem jest zagłębienie się w naszą religię i kulturę. Wyruszacie, za
tydzień, a teraz idźcie odpoczywać. Annabeth i Percy, wy wracacie do swojego domu. W obozie meldujecie się dopiero za tydzień.
____________________________
Oki. Chciałam napisać dłuższy rozdział, ale niestety nie mogę, ponieważ wyjeżdżam na biwak  było mało czasu. Przyznam, że nie czuję tego rozdziału :( Nie podoba mi się :( Jednak to wy decydujecie :D 
Liczę na komentarze. 
Chciałabym pozdrowić Mroczną i zaprosić was na jej bloga o Percabeth. Mnie się spodobał. Trafiłam na niego przypadkiem. Także serdecznie zapraszam i polecam! Kliknij Tutaj - Blog Mrocznej
No i jeszcze zapraszam tutaj:
Stronka na temat bloga i o mnie na facebooku, gdzie często są nowe wiadomości dotyczące tego bloga KLIK
I serdecznie zapraszam na fanpage o Percym Jacksonie, gdzie jestem razem z Merr właścicielką stronki :D Ja jestem tam już od bardzo dawna. Masz ADHD i dysleksję? Nie martw się nie jesteś debilem tylko herosem
Chciałabym widzieć co najmniej 16 komentarzy :D
Co do wyglądu bloga to.......nadal czekam na szablon :D
Ściskam i całuję
Dżerrka