środa, 20 lutego 2013

Percabeth Story: Rozdział 13 - "koncert"

Na początku pozdrawiam wszystkich fanów tych cudownych zespołów, o których mowa w rozdziale.
Mam nadzieję, że się podoba.
Następny rozdział pojawi się, gdy będzie co najmniej 8 komentarzy.
Pozdrawiam i ściskam
Dżerr

- Rozmawiałem z Chejronem. Mamy wracać jutro przed kolacją.
- Czyli teraz siedzimy.
- Może koncert? - zaproponowała Thalia.
- Co? Czyj? - zapytała Annabeth z wielkim zdziwieniem w głosie.
- W centrum jest  dzisiaj koncert Nightwish i Hollywood Undead. To są dwa najpopularniejsze zespoły w całej Japonii.
- Hollywood Undead? Nie no, na serio? Aaaaaaaaa....nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Kocham ten zespół.
- Teraz to na sto pro będziemy szli.
- O której? Gdzie? Kiedy? - pytała zawzięcie Annabeth.
- O szóstej na placu Momohiro Takushi.
- Mamy dwie godziny. W co ja się ubiorę. Musimy zacząć się szykować. Nie zdążymy.
- Hahaha...córka Ateny zawsze opanowana. Śmiesznie by było, gdyby okazało się, że Danny jest herosem, a na dodatek w armii wroga. - powiedział Nico, a Annabeth spojrzała na niego ze złością, tak jakby chciała go zabić.
- Wypluj to!! - krzyknęła
- Hahaha. Dobra.....To widzimy się o wpół do szóstej.
- Pa
- Pa
Odwróciłem się w stronę Annabeth, która stała nie ruszając się, cała uśmiechnięta.
- Już mi lepiej. Oddychaj Ann....musisz być opanowana, przecież jesteś córką Ateny...Ok Percy. Już mi jakoś lepiej.
- Ostatni raz odwalało ci tak po czekoladzie.
- Wiem.
- Zaczynamy zachowywać się jak śmiertelnicy.
- Różnimy się od nich tylko tym, że walczymy z potworami, bierzemy udział w wojnach i na wakacje jeździmy na obozy, gdzie uczymy się sztuki walki oraz właściwości gorgoniej krwi.
- Taaaaaa - Annabeth usiadła mi na kolanach i mocno przytuliła.
- Co jest? Czym sobie zasłużyłem?
- Niczym. Po prostu mam przeczucie, że zdarzy się coś złego.
- Nic się nie zdarzy.
- Percy...nie ma po co się oszukiwać. W przepowiedni powiedziane jest jasno, że dziecko Ateny, które dowodzi, a jestem to ja - zginie. Poznałam swoje przeznaczenie. Kocham Cię i chciałabym spędzić z tobą resztę swojego życia, ale obawiam się, że nie będzie mi to dane. Przyjdzie czas, że poznasz kogoś innego, zakochasz się, założysz rodzinę i będziesz szczęśliwy.
- Owszem będę szczęśliwy, ale z tobą i z naszym dzieckiem...
- Na które mamy jeszcze czas.
- Dokładnie. To nie jest przepowiednia o tobie i proszę, skończmy już ten temat.
- Dobrze...Idę się  umyć i przebrać....chociaż..może ty idź pierwszy. Będę pewniejsza, że nie ma żadnych pająków.
- Okej.
Wszedłem pod prysznic zastanawiając się nad słowami Annabeth. Czy ona się ze mną żegna? Nie! Na pewno nie. Nie pozwolę, by umarła. Mamy wspólne plany, nie mogę jej stracić. Nie stracę!~Ona nie zginie!
Pozwoliłem, by ciepła woda zmyła ze mnie wszystkie troski i zmartwienia.



**********


Siedzieliśmy w pokoju czekając na resztę herosów. Ubrałem się w czarne dżinsy, biały T-shirt z napisem "Undead" i swoją kurtkę. Annabeth założyła czarne rurki, converse, biały top i czarną, skórzaną ramoneskę. 
- Już jest za dwadzieścia szósta. Gdzie oni są? Powinni być dziesięć minut temu.
- Może czekają na dole? 
- Może. Lepiej chodźmy sprawdzić.
Tak, jak nam się wydawało, nasi przyjaciele siedzieli na dole przy recepcji.
- Mieliśmy się spotkać u nas w pokoju - powiedziała Annabeth z wyraźnym wyrzutem w głosie.
- Ups.
- Dobra. Chodźmy.

Ku placu Tekeshi zmierzały tysiące nastolatków. Koncert był otwarty, a to oznaczało, że mógł na niego przyjść każdy, kto miał skończone 16 lat. Według mnie było to trochę nie fajne, ponieważ znałem kilkoro piętnastolatków, którzy byli wielkimi fanami Nightwish oraz HU, a nie mogli przychodzić na ich koncerty.

Staliśmy w tłumie przed wielką sceną. Wszyscy tańczyli w rytm muzyki, która była puszczana w czasie, gdy zespoły przygotowywały się do występu.
- Siemasz Tokyo! Jak się bawicie? Dostałem informacje, że autokar Hollywood Undead wpadł w przepaść, a potem utonął w pobliskiej rzece, ale nie martwcie się...wasz kochany zespól wystąpi, ale z lekkim opóźnieniem. W tym czasie powitajmy inny równie wspaniały zespół - NIGHTWISH
Rozległy się głośne krzyki. Annabeth wspięła się na palce i delikatnie pocałowała mnie w policzek.
Gdy artyści (dla mnie osoba, która tak wspaniale gra i tak wspaniale śpiewa, to artysta) weszli na scenę, to rozległy się krzyki, a w stronę występujących leciały koszulki i pluszowe misie.
Dźwięk pierwszej - Eva. Ann oparła głowę o moja pierś i przymknęła oczy. Znam ja już tyle lat. Cały czas pamiętam pierwsze słowa, jakie do mnie powiedziała. Właśnie zabiłem minotaura, więc spodziewałem się, że powie "Jesteś niesamowity" lub coś w podobie, ale nie...ona powiedziała tylko.."Ślinisz się przez sen". Cały utwór minął na wspominaniu pierwszego spotkania. I kolejna - "Lagoon". Oczywiście były też szybkie kawałki, ale przy tych wolnych Annabeth tak słodko się do mnie tuliła.
- Dziękujemy Tokyo. Jesteście super.
- Teraz powitajmy kolejny cudowny zespół. Tak, tak. Kochamy ich. HOLLYWOOD UNDEAD!!!
- Siemasz Japonia! Jak się bawicie!? Teraz taka sprawa. Nie dawno mój kuzyn puszczał naszą muzę na lodowisku przy pobliskim hotelu i przyszedł do niego jakiś koleś i poprosił o piosenkę dla swojej laski. Z tego miejsca chciałbym pozdrowić tę dwójkę. Percy oraz Annabeth - życzę Wam dużo miłości.

Annabeth spojrzała na mnie pytająco. Uniosłem ręce do góry w geście niewinności.
- Nie mam z tym nic wspólnego. - Nachyliłem się i delikatnie ją pocałowałem.
Zastanawiało mnie, skąd Daniel zna nasze imiona? Na sto pro nie od tego gościa, ponieważ on nie wie. Nie ważne.
Ann złapała mnie za rękę i wyrwała do tańca. Zaczęliśmy poruszać się w rytm piosenek "Street dreams", "Kill everyone", "Outside", "Lion", "Levitate", "Undead" "Young" i wiele, wiele innych.
To był naprawdę fajny wieczór. Dawno się tak dobrze nie bawiliśmy.


**********


W hotelu byliśmy około drugiej w nocy, wypompowani ze wszystkich sił. Przez całą drogę słuchaliśmy, jak Thalia kłoci się z Lukiem, bo tego pocałowała jakaś dziewczyna. Widziałem tę sytuację. Luke od razu ją od siebie odepchnął. Z resztą, ja nie będę się mieszał do ich związku, tak jak oni nie mieszają się do mojego.

Razem z Ann weszliśmy do naszego pokoju. Jedyne co robiłem, to zdjąłem buty i rzuciłem się na łóżko, a Annabeth poszła w moje ślady.
- Padam. Jestem wykończona. To jest gorsze niż treningi i bitwy o sztandar.
- Zgadzam się z tobą.
- Naprawdę nie miałeś z tym nic wspólnego? No wiesz...z HU.
- Oczywiście, że nie. To było dość dziwne. Ciekawe skąd Danny zna nasze imiona.
- Nie wiem, ale nie mam siły o tym myśleć.

Moja kochana dziewczyna przytuliła się do mnie. Leżeliśmy w ciszy. Nawet nie pamiętam, kiedy powieki zaczęły nam ciążyć i zasnęliśmy. 

Znów sen.
Z Ann siedziałem w obozie herosów, przy oceanie, koło molo. Normalnie rozmawialiśmy, gdy podeszła do nas blondynka o szaro niebieskich oczach. Pewnie była córką Ateny, ponieważ była bardzo podobna do Annabeth. W oczach jej i mojej narzeczonej pojawiły się łzy. Wtedy czas jakby przyśpieszył i nagle zastopował. Widziałem tę dziewczynę leżącą na ziemi. Obok niej klękała Annabeth i mocno płakała. I znów to dziwne przyśpieszenie, od którego zaczęło mi się kręcić w głowie. Tym razem zobaczyłem Annabeth, która leżała w kałuży krwi.
Obudziłem się cały blady. Było gdzieś około ósmej. Podniosłem się i ruszyłem w stronę łazienki.


ANNABETH


Przebudziłam się zdyszana. Rozejrzałam się po łóżku, ale nigdzie nie zobaczyłam Percy'ego. Z łazienki dobiegł mnie dźwięk wody, więc Percy pewnie się kąpie. Spojrzałam na swoją skaleczoną (przez te pająki) rękę. Krew się już z niej nie sączyła, ale nadal odczuwałam piekielny ból.
Podeszłam do szafy i wyjęłam jasne dżinsy i biały top. Przypomniałam sobie moją pierwszą rozmowę z Herą (nie znoszę jej). "To nie czas na jej wybór". Kiedy będzie? Czy ja już go miałam? Co oznaczają te wszystkie moje sny? 
Musze porozmawiać z matką, chociaż po tym, co odwaliła z Posejdonem, to jakoś nie mam ochoty.
- Hej! Już wstałaś?
- No jak widać - powiedziałam witając go wymuszonym uśmiechem.
- Jesteś jakaś smutna.
- Złe sny. Nie ważne.
- A co ci się takiego śniło?
- Yyyy....pająki. - Okłamałam go, ale nie chciałam mu dawać kolejnego zmartwienia. Już i tak myślał za wiele. Nie długo jego mózg zmieni się w wodorosty.
- Nie przejmuj się niczym.
- Wiem.
Podszedł do mnie i mocno przytulił. Kochałam go. Czułam się z nim bezpiecznie. Obawiam się, że przyszłość z nim nie będzie mi dana. Przeklęte fata!!!!
- Idziemy na śniadanie?
- Daj mi pięć minut.
Weszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam.
- Możemy iść.

W jadani przy długim stole siedzieli nasi przyjaciele. Jak widać Thalia i Luke nadal się do siebie nie odzywali, ale ja wiedziałam, że moja przyjaciółka już mu wybaczyła. Ona po prostu chciała, by Luke się lepiej postarał. W sumie, to ja też tak czasem robiłam, ale bardzo rzadko, ponieważ ja i Percy prawie się nie kłócimy.
Usiadłam na krześle między Sindy, a Soleną. Na talerz nałożyłam sobie kanapke z serem i jedno jabłko.
- To o której jedziemy do obozu? - zapytał Charles z widocznym zaciekawieniem w głosie.
- Po śniadaniu. Mamy być na kolacje. Chejron powiedział, że jest nowy nauczyciel i chce go nam przedstawić. 
- Trzeba będzie się śpieszyć. Jestem prawie pewna, że debile będą chcieli odbić Nakamurę. Nie można dopuścić do tego, by przeżył. Niestety, to ja muszę go zabić.- Percy znów do mnie podszedł i objął.
- Nie martw się. Będzie dobrze. Jestem przy tobie - szeptał mi do ucha.
- Wiem. Dziękuję. - Wstałam i odeszłam od stołu. 
Wbiegłam do pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Natychmiastowo zalałam się potokiem łez. Przyłożyłem dłonie do twarzy, bu uciszyć szloch i wtedy poczułam dotyk ust na swojej szyi. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że siedzę na kolanach swojego chłopaka wtulając głowę w jego ramię.
- Już nie płacz. Znajdę rozwiązanie.
- W tym problem, Percy. To, że chcesz mi pomóc jest cudowne, ale to moje problemy i to ja muszę sobie z nimi poradzić. Oboje wiemy, że umrę. Kocham Cię i zawsze będę, ale taka jest przepowiednia. Jej nie da się już zmienić. Chciałabym spędzić z tobą resztę życia, ale do tego nie dojdzie.
- Nawet tak nie mów. Już nie wolno płakać. Spokojnie.

Otarłam łzy spływające mi po policzkach.
- Czas się spakować.
- Masz rację.
Wyjęłam swoją zaczarowaną torebkę i na siłę zaczęłam upychać w niej swoje ubrania. Po kilku minutach byłam gotowa. Postanowiłam jeszcze opukać swoją twarz wodą, by nie było widać, że płakałam.
- Gotowa?
- Gotowa

Zeszliśmy na dół, do miejsca, w którym znajdowała się stajnia dla pegazów.
Jak się okazało założycielem tego hotelu był heros, który kochał konie, więc miejsce, w którym znajdowały się pegazy, było wprost cudowne. Obrazy przedstawiające niebo i rzeźby w kształcie chmur.

Wspięłam się na Mrocznego, a za mną usiadł Percy. Objął mnie w pasie i ruszyliśmy w stronę obozu. Starałam się nie myśleć o tych wszystkich snach oraz przepowiedniach. Czas robic dobrą minę, do złej gry i cieszyć się życiem. Przynajmniej póki mogę.


PERCY

Widziałem, jak się wszystkim przejmowała. Nie wiem czemu, ale miałem dziwne przeczucie, że ta przepowiednia nie jest wcale o niej.
Podróż minęła nam bardzo szybko. Wylądowaliśmy na dachu domku Hery. Bogini pewnie nieźle się wściekła, bo usłyszałem muczenie krów, a z nieba spadały pawie piórka.
Wystarczyło, że postawiliśmy nogę na trawniku, a obozowicze już znaleźli się przy nas. Nie było nas zaledwie tydzień, a ja już widziałem nowe twarze.
- Idźcie się rozpakować i róbcie co chcecie. Ja i Annabeth pójdziemy do Chejrona - powiedziałem przywódczym tonem.
- Okej
- Pa
- Pa.

Weszliśmy na ganek domu, w którym mieszkali instruktorzy. 
- Chejronie
- O już jesteście. Jak misja?
- Mamy sierp - powiedziała Ann z uśmiechem
- Dobrze. Teraz chodźcie. Musze Was komuś przedstawić 
Weszliśmy na arenę i to co zobaczyłem, sprawiło, że miałem ochotę skakać i śpiewać "Levitate"

________________________________________
To tyle. 
No to 8 komentarzy.
Dacie rade.





niedziela, 10 lutego 2013

Percabeth Story: Rozdział 12 - "pająki"

 Na początek kilka słów ode mnie. Więc, jak już zauważyliście dodałam kilka zakładek. Zachęcam do odwiedzania ich. W zakładce "Moje blogi" będziecie mieć linki do wszystkich moich blogów. Zapraszam też do zakładki polecane, gdzie napisałam linki do polecanych Wam blogów i do zakładki SPAM, gdzie koniecznie zostawcie link do siebie. Proszę o zostawianie go właśnie tam.
Teraz druga sprawa. Bohaterowie tutaj nie są tacy, jak w książce, ponieważ jest to zrobione celowo. Pewnego dnia, gdy wracałam ze Skierniewic, to wymyśliłam sobie Percy'ego, który jest troszkę inny. Annabeth, która często łamie zasady mamusi itp. Chce Wam tutaj pokazać bohaterów z różnych stron osobowości.
Dziękuję Wam za wszystkie miłe komentarze (szczególnie tobie Merr ), ale dziękuję także Anonimowemu, który dał komentarz dotyczący bohaterów.
Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ bardzo mnie motywują i dają niezłego kopa do pisania, a to jest mi bardzo potrzebne, a szczególnie teraz, gdy znów nadchodzą zmartwienia spowodowane powrotem drużynowej i potrzebuję oderwać się od rzeczywistości w świat magii, potworów i szaleńczej miłości, która stara się przetrwać wszystko, a także udaję się w świat marzeń i tragedii ( czyt. mój drugi blog ).
Dziękuję Wam, za to, że czytacie i proszę o komentarze.
Pozdrowienia dla mojej kochanej Asii :* i Wieczusi.
Dziękuję mojej kochanej becie - Wieka <3 :*
Miłego czytania
Dżerr



Siedziałem na ganku domu, w którym miałem zamieszkać razem z Annabeth.
- Percy. Chodź tu na chwilę.
- Idę
Wszedłem na górę do pokoju o różowych ścianach. Przy małym łóżeczku dziecięcym siedziała Annabeth. Ubrana była w prostą sukienkę z różową górą i czarnym dołem. Na jej twarzy malował się uśmiech.
- Tak?
- Kocham Cię - podszedłem do niej bliżej i pocałowałem w policzek. - Mamy cudowną córkę.
W małym łóżeczku spała dziewczynka o brązowych włoskach. Miała może z dwa latka góra. Nachyliłem się i delikatnie pocałowałem ją w czółko. Po chwili maleńka obudziła się, a ja ujrzałem zielono - szkarłatne oczy. Zupełnie takie jak moje.

Obudziłem się i zobaczyłem Annabeth przytulającą się do mojej piersi. Uśmiechnąłem się na widok jej uśmiechniętej twarzy.
- Dzień dobry - powiedziałem całując ja w poluczek
- Hej..yh..Japonia. Jak mi się nie chce iść do tej walniętej szkoły.
- Nie wierzę. Córce Atetny nie chce się uczyć. Ja też wolałbym zostać tutaj i zając się czymś innym.
- Czym?
- Tak w sumie to...- nie dokończyłem. Pocałowałem Ann i włożyłem rękę pod jej bluzkę.
- Percy. Proszę Cię przestań.
- Jesteś zła.
- Wcale nie
- Miałem dziś bardzo ładny sen.
- Hmmm?
- Siedziałem sobie na ganku nasze wspólnego domu i wtedy ty mnie zawołałaś. Poszedłem na górę do różowego pokoju i ty tam siedziałaś, przy małym, dziecięcym łóżeczku.  W środku leżała śliczna, mała dziewczynka. Ann...to była nasza córka. Ja chcę takiej przyszłości. Chcę jej tylko z tobą.
- Ja też chcę takiej przyszłości i też tylko z tobą.
- Musisz tak siadać na mnie częściej.
Do pokoju ktoś zapukał i drzwi się otworzyły. Weszli Thalia oraz Luke. Widząc Nas w takiej pozie zamarli. Ja i Annabeth spojrzeliśmy się na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- To nie tak, jak myślicie
- Oczywiście, że nie. Przecież macie ubrania - powiedział Luke ze śmiechem.
- Chcieliśmy Wam tylko przypomnieć o śniadaniu i zajęciach.
- Juz się szykujemy
- Widzimy
- Nie no, na serio
- Widzimy się za dwadzieścia minut.
Annabeth ze mnie zeszła i poszła w stronę łazienki. Wieczorem zdążyliśmy rozpakować wszystkie swoje rzeczy, więc z szafy wyciągnąłem ciemne dżinsy i biały T shirt ze śmiesznym nadrukiem. Usiadłem na łóżku i czekałem na wolną łazienkę. Siedziałem tak około pięciu minut, gdy nagle usłyszałem głos Annabeth dochodzący z łazienki. Szybko się zerwałem na nogi i ruszyłem w stronę pomieszczenia. Moja dziewczyna stała przy ścianie w samym ręczniku, a z ręki sączyła jej się krew.  Rozejrzałem się i zobaczyłem setki pająków. Wyciągnąłem swój orkan, który znajdował się zawsze w mojej kieszeni. Gdy robactwo zobaczyło mój miecz to syknęło i uciekło przez kanalizacje.
Annabeth zaczęła robić się cala blada i osunęła się na ziemię. Krew z jej ręki leciała potokiem.
Do naszego pokoju wbiegła Thalia, Silena oraz Sindy.
- Co tu się stało - krzyknęły przerażone.
- Nie wiem. Usłyszałem krzyk. Wbiegłem tutaj i zobaczyłem mnóstwo pająków. Uciekły, ale Annabeth straciła przytomność.
- Musicie dzisiaj tutaj zostać. Annabeth nie może dzisiaj nigdzie iść. Musi odpoczywać, a ty powinieneś się nią zaopiekować.  My sobie poradzimy. Zejdziemy w tunele.
- Dobrze. Weźcie przynajmniej bejsbolówkę Ann. Może wam się przydać.
- Dzięki. Opiekuj się nią. Jeśli pająki ją pokąsały to...Percy, ja nie będę cie okłamywać. Nie bez powodu Annabeth boi się pająków. Atena miała na pieńku z jedną laską i zamieniła ją w wielkiego pająka. Teraz wszystkie dzieci bogini boją się tego robactwa. Jeśli jad dostanie się do jej serca, to ona się już nie obudzi.
- Co?
- Bądź dobrej myśli. Ona nadal krwawi czarnym jadem. Jeśli jej krew zrobi się czysta to znaczy, że nie ma zagrożenia i trzeba zatamować ranę.
- Dzięki za pomoc
- Nie ma sprawy. To ja powinnam ci dziękować za  to, że zaufałeś Lukowi.
- Spoko.
- Ja lece.
- Uważajcie na siebie
- Pa
- Pa

Z szafki wyjąłem niebieski szlafrok w białe serduszka należący do Ann. Będzie na mnie zła, że ją przebrałem, ale nie mogłem pozwolić, by leżała w przemoczonym ręczniku. Pewnie by się jeszcze rozchorowała.
Krew Annabeth zaczęła robić się czysta. Szybko wyjąłem bandaż nasączony ambrozją i opatrzyłem jej ranę. Gdy tak na nią spoglądałem to moje powieki zaczęły robić się ciężkie. Położyłem się obok swojej dziewczyny i zapadłem w gorgoni sen.
Wszystkie moje myśli złożyły się w jeden sen. Raz widziałem dziewczynę leżącą we własnej krwi,  raz swoją przyszłą córkę i życie razem z Annabeth.
Obudziłem się czując czyjś dotyk na swoim policzku. Otworzyłem oczy i ujrzałem  śliczne, szare oczy mojej narzeczonej. Gdy tylko ją zobaczyłem, to moje usta rozszerzały się w łobuzerskim uśmiechu. Tak po prostu miałem.
- Jak się czujesz? - zapytałem
- Dobrze, ale nie pamiętam tego co sie stało w łazience
- Byłaś pod prysznicem i zaatakowały cie pająki. Straciłaś przytomność.
- Przebrałeś mnie? - ocho. Bedę miał przerąbane.
- Byłaś w samym przemoczonym ręczniku. Jeszcze byś się rozchorowała.
- Ogólnie byłabym na ciebie wściekła, ale teraz dziękuję.
- Jesteś głodna? Thalia przyniosła nam śniadanie.
-  W sumie, to mogłabym coś zjeść. A gdzie reszta?
- Postanowili zejść do tuneli.
- Sami?
- Thalia i dziewczyny powiedziały, że masz odpoczywać. Nic im nie będzie. Czuję to.
- Obyś miał rację.
- Na pewno czujesz się dobrze.
- Tak.
- Martwię się o ciebie.
- Ty zawsze się o mnie martwisz i jesteś strasznie zazdrosny. Wystarczy, że jakiś chłopak na mnie spojrzy i już zabijasz go wzrokiem.
- Ale i tak mnie kochasz :)
- Racja. Szaleńczo
- Chodź tu. - Przytuliłem ja i zacząłem mocno całować.

- Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy nasi przyjaciele są narażeni na niebezpieczeństwo.
- Jest dobrze.
- Chodźmy do tego muzeum. Trzeba zobaczyć co tam jest. Ciekawośc nie daje mi spokoju.
- Dobrze, ale naprawdę musisz coś zjeść.
- Dobra


**********

Znów staliśmy przed muzeum sztuki japońskiej. W oczach Annabeth dostrzegłem niepokój. Złapałem ją za rękę i ruszyliśmy w stronę wejścia.
Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że miejsce, w którym powinno być tłum zwiedzających, dzieciaków pałętających się po zakątkach i dotykających zabytków było puste. Ani jednej żywej duszy, no może oprócz mnie i Ann.
- Wyczuwam ich - powiedziała - Wyczuwam mnóstwo potworów
- Skąd wiesz, że tutaj są? - zapytałem
- Wiedzą, że tu jesteśmy
- Skąd?
- Odwróć się!
- O Bogowie!
I kogo moje Posejdonowe, zielone oczy ujrzały? Szpetną, koreańską mordę Nakamury. 
- Proszę, proszę. Kogo my tutaj mamy? Percy i Annabeth. Najlepsi z obozu herosów. Najwspanialsza para od czasów Parysa i Heleny. Widzę, że moje pajączki nie sprawiły, że umarłaś. A wielka szkoda. Jesteś godną przeciwniczką, córko Ateny.
- Czego ode mnie chcesz?
- Nie ja, lecz Gaja i Uranos. Chcą, by Jackson cierpiał, a nic go tak nie zrani, jak twoja śmierć. Poza tym boją się, że ten bachor z przepowiedni może być wasz.
- Czemu to niby takie straszne?
- Nie rozumiesz prawda? Uranos i Gaja boją się waszego dziecka. Ledwo Was mogą pokonać. Jeśli dziecko się urodzi to siłę będzie miało po ojcu, a mądrość po matce. Dziecko niepokonane. Dlatego właśnie jedno z Was musi zginąć, a Gaja wybrała dziewczynę.
- Nie tkniesz jej! - wykrzyknąłem
- Jesteś pewien? Już raz ja zraniłem. Albo ona zabije mnie, albo ja ją. Ann nie ma w sobie takiej siły. Cierpi, gdy zabija.
- Gdzie jest broń pana czasu? - spytała Ann zmieniając temat.
- Nie powinno cie to interesować. Już zaraz zginiesz.
- Nie zginę!!!
- Dosyć tego!!! - pobiegłem do niego i rozpoczęła się walka. Muszę przyznać, że wiele się nauczył, ale ja byłem lepszy. Szybko go podszedłem i dźgnąłem w miejscu, gdzie znajduję się serce. Ku mojemu zdziwieniu Nakamura tylko zaczął się wstać.
- Na marne się wysilasz. Nie słyszałeś? Tylko ona może mnie zabić. - Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, zobaczyłem, że Clarisse stoi za synem Hermesa i zakuwa jego ręce w kajdany.
- Skąd się tu wzięłaś?
- Chejron mnie przysłał. Nie zadawajcie tyle pytań. Ethan będzie czekał na Was w areszcie obozowym pod okiem najlepszych herosów.
Nagle rozległ się hałas, a z ziemi wyskoczyli nasi przyjaciele.
- Tunel nas tutaj przyprowadził.
- To znaczy, że ta broń jest gdzieś w tym muzeum.
Obejrzałem się za siebie, ale Clarisse już zniknęła.
- Musimy zacząć poszukiwania. Nie mam ochoty sterczeć tutaj przez cały dzień, więc ruszamy dupy.

Przeszukaliśmy siedem pomieszczeń i zabiliśmy mnóstwo potworów, ale nigdzie nie zauważyliśmy kilkunastometrowego sierpa.
- Strych! - krzyknął Nico
Wbiegliśmy po schodach na ostatnie piętro. Drzwi były pilnie strzeżone przez dwa cyklopy, ludożerców.
- Czujesz?
- Krew, ciepła krew.
- Głodny jestem.
- Ty zawsze jesteś głodny
- Wiem. Forever hungry
- Naprawdę czuję krew.
- To heros
- Ośmiu herosów

Jeden cyklop upadł na ziemię i po chwili zmienił się w kupkę pyłu. Spojrzałem się w bok, ale nigdzie nie dostrzegłem Annabeth. Moja dziewczyna walczyła sama z cyklopami, które miały wielką ochotę ją pożreć na kolację. Podziwiałem ją za odwagę.
Po chwili drugi ludożerca znalazł sie na ziemi w postaci złotego pyłu.
- Wow...Jak ty to?...Z chorą ręką?!! Dobrze się czujesz?!!!
- Tak!
- Jakby ci się coś stało? Nie wybaczył bym sobie tego. Jesteś bardzo nie rozważna.
- Wiem, bo spotykam się z tobą.
- Ohoho Percy, ale cię zgasiła.
- To skoro te potwory już zniknęły to może wejdziemy do środka?
- Jestem za.

Sala była cała w złotych rzeźbach i obrazach. Na samym środku pokoju znajdowała się szklana kopuła, a w niej czterometrowy, dobrze mi znany sierp.
- No! To było zbyt łatwe. Tylko dwóch strażników? Podejrzane. - powiedziałem.
- Tak. Przecież wyczuwałam całą armię potworów ale teraz nie wyczuwam ich w ogóle. - wtrąciła Annabeth.
- Nie ważne. Musimy rozbić tą szybę i zabrać sierp do obozu.
- Ciekawe, co ludzie sobie pomyślą? Grupka nastolatków niosąca latarnie z ulicy.
- Coś się wymyśli

Podszedłem bliżej swojej dziewczyny, odetkałem długopis, który z mrugnięciem powieki zmienił się w orkan i z całej siły ciąłem w szybę, która z wielkim hukiem opadła na podłogę i roztrzaskała się na tysiące małych kawałeczków.Annabeth wyciągnęła rękę w stronę broni i ku mojemu zdziwieniu sierp mienił się w pierścień z wielkim, czerwonym szmaragdem.
- To wydaję mi się, że nie będzie problemu z przeniesieniem go. - założyła ozdobe na palec obok pierścionka zaręczynowego, podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- To co teraz robimy? Jesteśmy tutaj dopiero 4 dni.
- Na razie wracajmy do hotelu. Zobaczymy co będzie dalej.






wtorek, 5 lutego 2013

Percabeth Story: Rozdział 11 - "tajemnicze muzeum"

 Hej kochani herosi!
Ciężki tydzień przede mną. Ten rozdział dedykuję: Rasmusce - Nie umrzemy! Nie możemy! Najpierw trzeba nauczyć się grać w pokera i porwać Logana i Daniela <3 ( polecam ten blog! czytajcie! ) Yunie - więcej wypadów do Tesco "Peron dziewięć i trzy czwarte!!" ( blog polecam! Czytać! ), Merr, która komentuje moje notki szczerze i za to ją wprost kocham. ( polecam jej blog! Dziewczyna, tak jak inne ma wielki talent ), Piłatowi, którego polubiłam i która kocha jeść - Tak jak ja!!! Ciastka planuję zrobić w weekend i wyślę priorytetem. Pamiętaj, że jak pokłócę się z rodzicami to zamiast do Skierniewic ucieknę do Elbląga :) (blog także polecam ), SchizllyBizlly, która bardzo fajnie pisze i dziękuję jej za to, że po prostu na tym blogspocie jest :) ( bardzo polecam jej bloga ), Natalii, za to, że komentuję bardzo dużo wpisów na stronce, której jestem adminką. Dziękuję ci za to w imieniu Alice, Arianny, Piper, Annabeth i oczywiście moim. ( polecam jej bloga. Bardzo mnie wciągnął ) dedykuję ten rozdział również Jerr, dzięki której zaczęłam publikować wszystkie swoje prace. Przez to, że dawniej zawiesiła swego bloga, poczułam potrzebę publikowania własnej kontynuacji jej bloga. Dziekuję, że mi wybaczyłaś. Niech twoja wena co do bloga z herosami rozwija się tak samo jak na blogu o One Direction. Dedykacja również dla Tysiaaa, która dopiero co zaczęła swoją przygodę na blogspocie. Odwiedzajmy jej blog. Polecam. Sama czytam i bardzo mi się spodobał. Dziękuję Wieczusii, za to, że czyta i bardzo dobrze mi się z tobą gada. Dedykacja również dla Asii, którą po prostu kocham. Pomarańczowa lodówka. Kocham to.
Polecam Wam jeszcze jeden blog: Blog Satana. Brdzo mnie zaciekawiło. Zapraszam :)
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału, ale wrócił ksiądz, więc moja wena co do rozdziału 12 i 13 się już ukazała. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, ale Uwaga: Rozdział pijawi się dopiero wtedy ( chodzi o 12, który spodobał sie moim koleżankom ), gdy będzie co najmniej 10 komentarzy pod tym postem. Stać Was na to! Wierzę w Was. Dacie radę!!
Dodałam ankietę dotyczącą pewnego rozdziału. Planuje napisać go z punktu widzenia Boga, ale nwm którego. Głosujcie w ankiecie. Pamiętajcie, że w mojej wyobraźni nie tylko Posejdon jest porypany :)
Miłego czytania!
Wasza Dżerr
PS   Zapraszam by luknąć stylizacje Annabeth. Przypominam o konkursie. Przewiduję nagrody. Jeśli się rozdziały w najbliższym czasie nie pojawią to znaczy, że mam karę lub umarłam :)





No super. Znalazł Nas. Wiedziałem, że coś musi się stać. Już miałem atakować, ale Annabeth mnie powstrzymała. Nakamura wyglądał bardzo dziwnie. Stał w miejscu i w ogóle się nie ruszał.
To było podejrzane.
- Mógłbym przysiąść, że ich słyszałem. Może to nie ten pokój i hotel. Przeklęte solarium. Musiało mnie oślepić? - stał tak jeszcze przez chwilę i wyszedł.
-Wydałeś Nas - krzyknąłem odwracając się do Luke'a. - Wiedziałem. Zaufaliśmy Ci, ale ty nas zdradziłeś!!!
- Percy! - powiedziała Annabeth - Chodź - złapała mnie za rękę i pośpiesznie ruszyliśmy w stronę wyjścia. Przy drzwiach posłałem Lukowi złowrogie spojrzenie. Miałem wielką ochotę go zabić.  - On Nas nie zdradził
- Skąd ta pewność? Ufasz bardziej jemu niż mnie.
- Wcale nie.
- Tak. Właśnie tak jest.
- Wiem, że to nie on, bo widziałam jak Ethan za nami leciał.
- I nic nie powiedziałaś?
- Myślałam, że się przewidziałam. Gdy odwróciłam się jeszcze raz, to jego nie było. Spróbuj zaufać Lukowi. Thalia, to nasza przyjaciółka, zasługuję na szczęście. Zrób to dla niej :)
- Robię to, bo cię kocham.
- Dziękuję...Za hotelem jest lodowisko pod gwiazdami. Może miał byś ochotę ze mną pójść?
- Ale ja nie umiem jeździć na łyżwach.
- Naucze Cię
- Muszę?
- Proszę
- A nie wolałabyś kolacji przy świecach?
- Nie! Jesteśmy w Japonii. Jutro będziemy musieli iść w poszukiwaniu broni kronosa, Wykorzystajmy ten czas.
- Dobrze. Obiecaj mi, że nic sobie nie złame.
- Obiecuję
- Nie wiem, czy umiem zaufać Lukowi. Nie Chodzi tu o zdradę, ale o te zdjęcia.
- Po pierwsze, gdybym Cię nie kochała, to na pewno bym nie zgadzała się za ciebie wyjść, po drugie Luke kocha Thalie, a Thalia kocha Luka, a po trzecie...już wiemy jak było z tymi zdjęciami.  To wszystko było dla przykrywki. Ja też nie umiem zaufać mu w 100%, ale staram się, dla Thalii, bo jest to moja przyjaciółka. Sam ostatnio mówiłeś, że nie warto wracać do przeszłości.
- Powiedziałem już, że będę się starał
- Dziękuję
- Annabeth?
- Tak
Podszedłem bliżej niej, objąłem w tali, by móc przysunąć ją nieco bliżej siebie i bardzo głęboko spojrzałem w jej piękne, szare oczy.
- Kocham Cię! - Wiem, mówiłem jej to już tysiąc razy, ale teraz poczułem jak te słowa płynom prosto do jej serca.
Annabeth przytuliła mnie, jak najmocniej potrafiła. Chciałem, by ta chwila trwała wiecznie. Jej słodki, migdałowy zapach pobudzał wszystkie moje zmysły i doprowadzał do szaleństwa.
- Ja też Cię kocham
Powoli się pochyliłem i delikatnie ja pocałowałem. To był jeden z najbardziej delikatnych pocałunków, jakich kiedykolwiek ją obdarowywałem.
Nasze ciała powoli zaczęły się od siebie odrywać.
- To ja pójdę się uszykować.
- W sumie, to ja też.
- Racja. Najdziwniejsze jest to, że mimo zimy i śniegu , jest tu naprawdę ciepło. Zauważyłeś, że ludzie normalnie chodzą tu na krótki rękawek.
- Tak. Może Zeus postanowił umilić nam pobyt tutaj? - oboje się na siebie spojrzeliśmy i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Percy. Jeśli Zeus w jakikolwiek sposób postanowił być dla  Nas miły to ja jestem łowczynią, która po śmierci pójdzie to Tartaru.
- Hahaha
- Dobra. Chodźmy. Jesteśmy po kilkugodzinnej podróży. Przydałaby mi się gorąca kąpiel. Muszę też zastanowić się, co mam założyć.
- Co powiesz na spacer po lodowisku?
- Jestem za.
- Chodźmy.


**********


Podczas, gdy Annabeth stała nad swoją torbą i zastanawiała się, co ma na siebie włożyć, ja brałem szybki prysznic. Po czterdziestu minutach oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Annabeth założyła na siebie kremowe rurki, czarny sweter w gwiazdki, czarne botki i w rękę wzięła swoją czarną torebkę.
- Gotoey?
- Tak! Nigdy się tak nie bałem. Nigdy nawet na łyżwach nie jeździłem.
- Walczyłeś z Aresem, a nawet Kronosem. Pokonałeś tysiące potworów. Już się nawet świnek morskich nie boisz. Uratowałeś mnie z rąk Atlasa, a nawet przyzwyczaiłeś się do tego, że moją matką jest Atena, a boisz się jazdy na łyżwach?
- No mniej więcej.
- To nie takie straszne. Bardzo łatwo jest się nauczyć.
- Może
- Na pewno


Po tym wieczorze na pewno będę miał siniaki. Zaliczyłem z dwadzieścia gleb, ale nic sobie nie złamałem! Sukces! Jestem strasznie poobijany. Nie ważne. Liczy się to, że nauczyłem się jeździć. Annabeth jest świetną nauczycielką. Było naprawdę fajnie. Lodowisko nie było tak zatłoczone jak mi się wydawało. Piosenki były bardzo fajne. Przeważnie DJ puszczał kawałki moich ulubionych zespołów np. Nigtwish. Iron Maiden. Green Day, 30 second to mars i oczywiście Hollywood Undead. Do tego ostatniego zespołu miałem wielki sentyment, podobnie jak Annabeth i reszta moich przyjaciół.
- Zaraz przyjdę. Muszę tylko coś załatwić.
- Dobra, tylko obiecaj, że niczego nie rozwalisz.
- Obiecuję. To tylko kilka minut. Zaczekaj chwilkę.
- Dobrze
Zostawiłem ją na chwilę i ruszyłem w stronę budki DJ-a.
- Tutaj nie wolno wchodzić.
- Poczekaj. Mam do ciebie prośbę. Puścisz taką jedną piosenkę? - chłopak spjrzał na mnie nie pewnie i po chwili uśmiechnął się.
- Co to za dziewczyna?
- Która to twoja dziewczyna?
- Ta w długich brązowych włosach.
- Taaa...Wow, gdzie ty ją poznałeś...wygląda..wow.
- Taa..To zagrasz czy nie?
- Jasne. Dla takiej ślicznotki...Oczywiście.
- Dobra, ale nie przesadzaj. Możesz oberwać.
- Hyh. Spoko
Powiedziałem, co ma zagrać i wróciłem do Annabeth.
- Hej
- Hej. Gdzie byłeś?
- Poprosić o piosenkę
- "Ten utwór dedykuję pewnej parze. Chłopie, twoja dziewczyna to niezła laska" - Annabeth zaczęła się śmiać, mocno mnie przytuliła i delikatnie pocałowała.
- Jesteś niesamowity. - Złapała mnie za rękę i ruszyliśmy w rytm piosenki Hollywood Undead - outside. Jak ja kochałem tę piosenkę. Zawsze, gdy jej słuchałem to zastanawiałem się, jak wyglądało by moje życie z Ann jako zwykłych śmiertelników.
- To co? Idziemy na spacer? - zapytała
- Jasne
Zmieniliśmy łyżwy na zwykłe buty i ruszyliśmy w nieznane nam japońskie dzielnice.
- Ale tutaj kolorowa. Nie mieszkają tutaj sami japończycy, ale i obco krajowcy. Widzę Hiszpana.
-  Wiem. Są tutaj światełka, tańce muzyka, ale ja i tak najbradziej kocham..
- Grecję?
- Tak. Jesteśmy na Hachioji. Najpiękniejszej ulicy w całym Tokyo.
- Skąd to wiesz?
- Przeczytałam tabliczkę. Właśnie ją minęliśmy.
-  Czekaj! Widzisz to samo co ja?
- Nakamura! Dokąd on idzie?
-Śledzimy go?
- W myślach mi czytasz. Telepatejszyn xd
- No oczywiście. Musimy być tylko ostrożni.
- Chodżmy.
- Odzyskał już wzrok. Dziwne
Szliśmy za nim w bezpiecznej odległości. Syn Hermesa co chwilę skręcał w alejki. Gdyby nie Annabeth na pewno byśmy się zgubili. Dotarliśmy do wielkiego budynku z czasów renesansu z napisem "Manggha - Muzeum sztuki japońskiej"
- Jak myślisz.? Co tam jest? - zapytałem
- Nie wiem, ale wyczuwam potwory. Dużo potworów. Chodźmy. Musimy powiedzieć o tym reszcie.
- Masz rację. Zmykajmy.

**********


Wparowaliśmy do hotelu jak złodzieje uciekający przed policją. 
Wbiegliśmy do pokoju Charlesa i Silena, ale nie było ich. Sprawdziliśmy resztę apartamentów, ale tez pustka. 
- Cholera, na bogów. Gdzie oni są?
- Trzeba ich znaleźć. Obawiam się, że postanowili się rozdzielić. Ja pójdę poszukać dziewczyn, a ty szukaj chłopaków. Spotkajmy się w naszym pokoju.
- Dobra.
Pobiegłem do sali gier w poszukiwaniu znajomych. Tak, jak przypuszczała Annabeth, byli oni w sali od bilardu.
- Chodźcie! Szybko! Ann i ja musimy Wam coś powiedzieć. To coś bardzo ważnego. Zbierajcie swoje dupy, no dalej, ruszcie się.
Jechaliśmy windą na górę z wielkim pośpiechem. Ku mojemu zdziwieniu, chłopaki nie zadawali tak wiele pytań. 
Otworzyłem drzwi od pokoju mojego i Annabeth. Dziewczyny siedziały z zaniepokojoną minom na łóżku.
- Powiecie, co sie stało?
- Pewnie. Ja i Percy poszliśmy sobie na spacer i widzieliśmy Ethana. Znowu.
- Przecież nie mógł iść sam. Nie widzi
- Widocznie już jest wszystko okej. Wracając do tematu. Zachowywał się tak, jakby nie chciał towarzystwa. Pośledziliśmy go trochę. Zaprowadził Nas do muzeum sztuki japońskiej. W tym muzeum musi coś być. Wyczuwam potwory. Myślę, że nasza misja ma zawiązek z tym miejscem. Coś musi się tam zajmować. Jutro mamy pierwsze zajęcia szkolne. Musimy zejść w tunele, tak jak chcieli tego Bogowie. Trzeba obmysleć plan działania. Nie moga przewidzieć tego, co zamierzamy. Trzeba być ostrożnym.
- Niech każdy z Nas skontaktuję się ze swoim boskim rodzicem - zaproponowała Sindy
- Nie wiem, czy to wypali. Zeus zabronił Bogom wtrącania się w nasze sprawy. Czasy się zmieniają, trzeba iść na własną rękę.
- Mimo wszystko możemy spróbować.
- Zawsze można spróbować - powiedziała Thalia. - Ja zawsze mogę  szantażować swojego ojca. Powiem Herze te wszystkie jego wybryki i zdrady...
- W sumie, to można spróbować. Niech każdy z Nas skontaktuje się ze swoim boskim rodzicem.
- Jak wrócimy do obozu, to trzeba dać herosom rady. NIE ŁĄCZCIE SIĘ W PARY, BO BĘDZIECIE WYSYŁANI NA NIEBEZPIECZNE MISJE
- Hahaha słuszna uwaga.
- Dobra. To my idziemy do siebie. Spróbuję skontaktować się z starym. - powiedział Charles.

Po chwili Ann i ja zostaliśmy sami.
- Więc co robimy? - zapytałem uśmiechając się łobuzersko.
- Dzwonimy do Posejdona i Ateny, idziemy się umyć, na kolację i spać.
- To nie brzmi romatycznie
- Nie będe potworem i pozwolę, byś czasem mnie pocałował. Nie licz na więcej.
- Przynajmniej tyle
- Spróbuj się połączyć z Posejdonem
Z torby wyjąłem złotą drachmę, otworzyłem balkon i wrzuciłem monetę do fontanny.
To co zobaczyłem sprawiło, że miałem ochotę krzyczeć.
- Annabeth! Musisz to zobaczyć.
- Co?...O cholera - Stałem na balkonie wraz z Ann i spoglądaliśmy na Posejdona i Atenę, którzy leżeli na łóżku, pili szampana i Uwaga: migdalili się. O Bogowie. Pomocy. W tym momencie Annabeth zaczęła krzyczeć, a wraz z nią nasi rodzice.
- Mamo! Co ty wyprawiasz?! Co......Jak...Wy nie możecie.....Ja...
- Spokojnie nie jesteśmy razem! Ja tylko korzystam z życia. Kiedyś w końcu trzeba. Spokojnie...Do niczego nie doszło.
- To my zadzwonimy kiedy indziej. Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziałem odciągając Annabeth od balkonu.
- O BOGOWIE! Percy..Masz w tej chwili masz mnie pocałować.
Oczywiście zrobiłem to o co mnie poprosiła. Teraz w moich koszmarach będzie Atena i Posejdon

________________________________________
Hej. Kto się spodziewał, że Atena i Posejdon razem?
Haha. Tak jakoś wyszło.
Rozdział 12 pojawi się, gdy będzie co najmniej 10 komentarzy.
Ściskam na odległość
Dżerr









niedziela, 27 stycznia 2013

Percabeth Story: Rozdział 10 - "Japonia. Tajemnica Thali"

Tydzień wolności minął cudownie. Było miło, wesoło i bardzo sympatycznie. Staraliśmy się nie rozmawiać na temat tabu, czyli na temat przepowiedni i wojny. Obozowicze wrócili i wszystko było tak jak dawniej. Krzyki, kłótnie, dowcipy braci Hood i treningi. Przyznam, że brakowało mi tego gwaru.
Ja postanowiłem udać się na arenę, by poćwiczyć szermierkę, a Annabeth poszła na łucznictwo.
Nacierałem słomianą kukłę, gdy przyszedł Chejron i poprosił mnie o rozmowę.
Udaliśmy się do jego gabinetu, gdzie czekała na nas Annabeth.
- Więc kochani. Powiem krótko. Japonia. Kolejna misja. Trzeba odnaleźć kryjówkę Uranosa i odnaleźć coś, co jest jego największą bronią. Musimy być przygotowani na każde wyzwanie. Domyślam się, że Ann już wie, dokąd się udajecie?
- Tokyo.
- Zgadza się. Wyruszy Was siódemka, ale zanim zapytacie, nie. Ja nie wiem, czy to jest grupka z przepowiedni. Wasza dwójka będzie dowodzić, bo jesteście najbardziej przygotowani i doświadczeni. Wyruszają: Nico, Sandy, Thalia, Silena oraz Charlie. Udajecie się do Osaca. Tam będzie na Was czekał mój kuzyn Izaya. Będziecie mieszkać w hotelu. Musicie udawać normalnych nastolatków. Będziecie uczęszczać do  szkoły. Pod salą gimnastyczną znajduję się tunel. Tam będziecie poszukiwać. W Japoni jest zima. Zabierzcie dużo ciepłych ubrań. Macie godzinę na spakowanie się. Powodzenia.
- Chejronie?
- Tak Percy?
- Jak będzie się nazywała ta szkoła.
- Seishun Gakuen...Wszyscy mówią na nią Seigaku.
- Dziękujemy.

Kolejna misja. Czemu zawsze ja i Annabeth? Życie herosa jest przereklamowane. I pomyśleć, że jak miałem 10 lat, to grałem w gry o herosach i jak traciłem życie to się tym nie przejmowałem. Tylko teraz jest mała różnica. NIE JESTEM W GRZE KOMPUTEROWEJ!!! WALCZĘ O ZYCIE SWOJE I TYCH, KTÓRYCH KOCHAM!!!
Wziąłem swoją magiczną torbę sportową i zacząłem pakować rzeczy do podróży. Jak zwykle spakowałem mnóstwo ubrań, termos z ambrozją, batoniki z nektarem, worek pieniędzy śmiertelników i worek drachm, które dostałem od ojca z karteczką "życzę upojnych nocy".
Czekałem razem z Charlsem oraz Nickiem na wzgórzu herosów czekając na dziewczyny.
Annabeth wbiegła w czarnych rurkach, białym swetrze w gwiazdki, brązową magiczną torebką i płaskich, brązowych botkach z dżetami.
- Cholera!
- Co się stało? - spytała Ann
- Teraz wszyscy będą mi podrywać narzeczoną.
- Oj nie przesadzaj!
- Lecieliśmy kilka godzin. Ja oraz Ann na Mrocznym, Charlie oraz Silena lecieli na pegazie o imieniu Axel, Nico i Sindy na Androjdzie, a Thalia na Zoe.
Rozśmieszyło mnie to. Córka Zeusa nazwała swojego pegaza na cześć łowczyni.

Nie przepuszczałem, że podróż może być tak przyjemna. Annabeth siedziała przede mną wtulając się w moją klatkę piersiową, a ja obejmowałem ją rękoma. Pocałowałem ją w policzek, a Ann zaczęła mówić o  rozbudowanej architekturze Japonii. Chyba po raz pierwszy w życiu nie zanudzała mnie tym na śmierć.
Rozejrzałem się dookoła. Thalia spała, Charlie i Silena przytulali się, chichotali i czasem całowali, a Nico delikatnie głaskał swoją dziewczynę po policzku.
- Percy?
- Tak
- Zaraz będziemy w Osaca. Jak się nazywał ten imprezowy kucyk?
- Izaya.
-  Życie herosa, to nie bajka.
- No wiem. Mam nadzieję, że kiedyś wszystko się ułoży. Bez wojen. bez potworów. Normalne życie.
- Z tobą
- Z tobą

Z dala widziałem wysokie budynki, ruchliwe ulice, parki, lodowiska i jeziora. Mimo, że była tutaj zima to nie odczuwałem chłodu.
Wylądowaliśmy w parku, przy wielkim, ciemno szkarłatnym jeziorze. Nikt nie zwracał na nas uwagi.  Ciekawiło mnie co zobaczyli dzięki mgle. Może ufo? Kto wie?
- Słyszycie to?
- Muzyka
- To dobiega z jeziora.
Podeszliśmy bliżej zbiornika wodnego. Woda zaczęła podejrzanie bulgotać. Przed nami stanął pól człowiek, pół koń. Centaur o brązowym zadku. Na jego nagim torsie znajdowały się wodorosty.
- Chcę rozmawiać z przywódcami. Percy Jackson i Annabeth Chase.
- Nie wyglądasz jak imprezowy kucyk. - powiedziałem
- Bo nim nie jestem. Jestem strażnikiem Japonii. Synem Posejdona.
- Luz. To się dogadamy. Siemasz bracie.
- Bez odbioru. Nie odpowiadam na takie zaczepki. Mam zaprowadzić Was do hotelu, w którym na jakiś czas się zatrzymacie. Nie daleko waszego miejsca zamieszkania znajduję się szkoła, do której będziecie uczęszczać. W czasie kilku zajęć będziecie szukać kryjówki giganta oraz jego największej broni, czyli sierpu Kronosa. Bogowie wybrali Was do tej misji, bo według przepowiedni para herosów będzie miała dziecko, które będzie umiało się tą bronią posługiwać. Tylko one będzie mogło zabić męża Gai. W szkolnych tunelach spotkacie coś, o czym dotąd nie słyszeliście. Stawicie czoła, temu, czego najbardziej się boicie. Musicie pokonać własne lęki. Inaczej cały świat pochłonie magia Gai. Na świcie nie będzie ani jednej żywej duszy. Uranos i Gaja wymordują wszystkich, a zaczną od waszych rodzin. Te tunele są dwa razy gorsze od labiryntu Dedala.


**********


Staliśmy przed ogromnym pięciogwiazdkowym hotelem. Przy drzwiach stał portier, który otwierał drzwi i z uśmiechem na twarzy mówił dzień dobry i do widzenia.
Hol hotelu był wprost śliczny. Widać, że założyciel miał zamiłowanie do mitologi greckiej. Na marmurowych ścianach było dużo obrazów przedstawiających herosów oraz bogów. Najbardziej zdziwił mnie obraz na którym widziałem Annabeth, która klęczała przed Thalią, tuż po naszej misji "Złote runo". Domyśliłem się. Ten hotel jest dla herosów.
Podzieliliśmy się na pokoje. Thalia była bardzo zadowolona z faktu, że będzie dzieliła sypialnie sama ze sobą.
Ja oczywiście miałem zamieszkać z Annabeth, z czego również bardzo się ucieszyłem :)


W każdym pokoju znajdowała się łazienka z kabiną prysznicową i ogromną wanną. Na ogromnym dwuosobowym łóżku z baldachimem znajdował się szampan  i czekoladki w kształcie serduszek. Rozumiałem, że dostaliśmy pokój małżeński.
- Nareszcie. Kilka chwil odpoczynku. - odparła Annabeth rzucając się na łóżko. - Percy! Czego się najbardziej boisz?
- Boję się, że cały ciężar misji spocznie na moich ramionach. Boję się, że coś może ci się stać i Cię stracę.
- Kochasz mnie jeszcze?
- Oczywiście. Nigdy nie przestanę cię kochać. Dlaczego wątpisz w moje uczucia?
- Nie wątpię. Widzę, jak inne dziewczyny na ciebie patrzą. Obawiam się, że jeszcze się odkochasz.
- Znamy się już bardzo długo. Nie zakochuję się w dziewczynach po wyglądzie, lecz po tym co mam w swoim sercu.  Zapamiętaj to, dobrze. - Annabeth skinęła głową. - Kocham Cię
- Kocham cię.
Do pokoju wpadła Silena i powiedziała, że Thalia prosi nas wszystkich na rozmowę. To chyba coś poważnego.

Siedzieliśmy w pokoju łowczyni. Każdy z Nas zastanawiał się, o co może chodzić.
Thalia wyglądała na dziwnie uśmiechnięta i zadowoloną.
- Więc? Powiedz nam, o co chodzi? 
- Chodzi o łowczynie
- To znaczy?
- Artemida zmieniła przysięgę. Zakochała się w śmiertelniku i zaszła w ciąże. To znaczy, że łowczynie mogą mieć no wiecie... partnerów. Ja tez jestem zakochana.
- Co? W kim?
- Boję się waaszej reakcji.
- Kto to?
- To..To jest Luke.
- Nasz Luke? Luke Castellan?
- Tak.
- Ale przecież on nie żyję.
- Żyję. To była przykrywka.
- Ale on przecież zarywał do Annabeth, gdy byliśmy u Hadesa.
- To była przykrywka. Ja to wymyśliłam.
- Ale to...
- Może dla Was jest to zdrajca, ale dla mnie nie. Ja go kocham.
- Percy - powiedziała Silena.- Luke tak samo jak ja. Był zdrajcą, ale okazał się bohaterem. Daliśmy mi szansę, to spróbujcie dać ją jemu. Myslę, że zasługuje na to. 
- Thalio. Ty znasz moje zdanie - powiedziała Ann.
- Dobra. Ale będzie musiał ciężko zapracować na moje zaufanie.
- Dziękuję.
- Przyprowadź go.
Do pokoju wszedł syn Hermesa. Przyznam brakowało mi go. Kiedys był moim przyjacielem. 
- Jak długo jesteście razem?
- Kilka tygodni.
- Ja Was naprawdę przepraszam.
- Dość tego. Nie wracajmy do przeszłości.
W tym momęcie usłyszeliśmy wielki huk, a do pokoju wbiegł Ethan Nakamura z mieczem w ręku




środa, 23 stycznia 2013

Spojler

Specjalnie dla Was spojler głównych bohaterów rozdziału 10.
Jeszcze taka krótka informacja. :)
Głosujemy na Percy;ego Jacksona. Dalej. Niech wygrają :) głosowanie. MTV 



Japonia
1. Percy Jackson



percy.jpg 

2. Annabeth Chase



annabeth.jpg 

3. Thalia Grace



Thalia.jpg   

4. Luke Castellan


luke.jpg   

5. Sindy Smith


 Sindy.jpg  

6. Silena Beauegrad


Silena.jpg   

7. Charles Backendoorf


 charles.jpg  


+ Nico Di Angelo, lecz nie mam zdjęcia. 
Ściskam
Dżerr





piątek, 18 stycznia 2013

Percabeth Story: Rozdział 9 - "Posejdon"

 Witajcie kochani herosi.
Mam dla Was pewną wiadomość.
Nie zamierzam kończyć pisać. Może nie każdemu się podobają moje opowiadania, ale ja bardzo lubię to robić.
Prowadzę 2 blogi z opowiadaniami i już mam pomysł na kolejny. Gdy skończę historię herosów, biorę się za następny pomysł. Nie, praca z herosami szybko się nie skończy.  Mam z biologii 4 aaaaaa!!!!
Nie no nie wierzę. Reakcja dziewczyn na dzisiejszej lekcji: Jak to zrobiłaś?
Szczerze nie wiem. By mieć 4 z biologi u mnie w szkole, trzeba cudu. Jestem z siebie dumna. 
Już wiem, w jakim kierunku się kieruję. Ponieważ dobrze mi idzie z językiem polskim i lubie to, to właśnie kieruje się do liceum na profil humanistyczny, ale kim będę w przyszłości, to się jeszcze zobaczy. 
Macie tutaj kolejny rozdział. W jakims komentarzu kiedyś zostało napisane, że chcecie więcej Posejdona. To może nie jest takie śmieszne, ale cóż.
Zapraszam na mojego drugiego bloga: http://problemowe-zycie-natalie.blogspot.com/.
ŚCISKAM Dżerr



Leżałem na łóżku próbując zasnąć, jednak bardzo dziwna i nieznana mi siła, kazała tego nie robić. Niestety powieki zaczęły mi ciążyć i udałem się w krainę snu.
Znów miałem koszmar. Widziałem dziewczynę  leżącą na ziemi w kałuży krwi. Nagle sceneria się zmieniła, a ja stałem na środku jeziora. W ręku trzymałem podpaloną, złotą kartkę z napisem: "Dziecko mądrości w bitwie polegnie"
Obudziłem się przerażony. Nie wiedziałem co mam robić. Rozumiałem, że te słowa i ta kartka to przepowiednia, która prawdopodobnie będzie dotyczyć Annabeth. Bałem się o nią, bałem się, że mogę ją stracić. Obiecałem sobię, że będę ją chronić, nawet kosztem mojego życia. Ona będzie szczęśliwa. To mogę jej zapewnić. 
Tej nocy nie potrafiłem już zasnąć.
O 6.00 wszyscy zebrali się na wzgórzu Herosów. Mieli przy sobie plecaki i walizki. Wspięli się na pegazy i ruszyli do rzymskiego obozu Jupiter.
- To zostaliśmy sami - powiedziałem do Ann uśmiechając się łobuzersko.
- No nie do końca. Są jeszcze harpie, driady...- Nie dokończyła, bo pocałowałem swoją mądralińską prosto w usta. 
- Mamy w końcu dużo czasy tylko dla siebie. Musimy to wykorzystać.
- Możemy też skorzystać z zaproszenia Posejdona.
- Możemy, ale jutro.
- Ja wolę dzisiaj. Nie przyjmuje odmowy.
- Yhhh dobrze. Chodźmy na śniadanie.
Na talerz nałożyłem sobie dwa niebieskie gofry i usiadłem z Annabeth przy stoliku Ateny.
- Miałem dzisiaj koszmar.
- Słucham
- Widziałem dziewczynę leżącą w kałuży krwi.
- To ja miałam to samo. Potem sceneria się zmieniła. Stałam na środku polany, a w ręku trzymałam przepowiednię. "Dziecko mądrości w bitwie polegnie". Percy?
- Tak?
- Boje się.- Do oczu Ann zaczęły napływać łzy.
- Nie masz czego. Będzie dobrze. - Po co to mówię. Tylko ją okłamuję, tak samo jak siebie. Nikt z nas nie wiem, jak będzie. Moje pocieszenie jej nie pomogło. - Chodź tu do mnie. Przytul się. - Annabeth wtuliła się we mnie tłumiąc w sobie płacz. Z nieba usłyszałem głos Ateny, który kazał mi opanować myśli.
- Juz ci lepiej?
- Mhmm
- Chodź. Pościgamy się na pegazach.
- Przegrasz.- Annabeth ruszyła w kierunku stajni. 

Wspiąłem się na Mrocznego i ruszyłem za pegazem Ann.
- Jaka stawka?- zapytała
- Trzy okrążenia wokół obozu herosów. Jeśli ty wygrasz, to robimy dziś to na co ty masz ochotę, a jeśli ja, to na odwrót.
- Stoi
- Mroczny nie zawiedź mnie.
- Przykro mi szefie.
- Co? O.o
- Przekupiła mnie.
- Czym?
- Cukrem.
- Stary, nie rób mi tego.
- Sorry szefie. Nie mogę.

Oczywiście Annabeth wygrała. Teraz moje plany związane z tym dniem na sto procent nie wypalą.
- Mówiłam, że przegrasz.
- To było oszustwo.
- Nie udowodnisz tego.- powiedziała pokazując mi język.- Wygrałam, a to znaczy, że robimy dziś to, na co ja mam ochotę.
- A mianowicie?
- Hmmm. Odwiedzimy Posejdona, a gdy wrócimy wieczorkiem, to się zobaczy.
- Ale śpisz dzisiaj u mnie? - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Mężczyźnie. Wam tylko jedno w głowie. Nie wiem Percy. Zobaczę. Możliwe, że będę dzisiaj nocować u siebie.
- Ej no weź. Nie bądź taka.
- Ja się idę umyć i przebrać. Za godzinę spotkamy się u mnie. Czas odwiedzić Posejdona. Ty też się odśwież.
- Marudzisz.
- Też Cię kocham.
Muszę się przyzwyczaić. Tak właśnie będzie wyglądało moje życie.



**********


Prysznic bardzo dobrze mi zrobił. Czułem w sobie siłę i energię. Założyłem swoje ulubione czarne dżinsy i białą bluzkę z czarnym nadrukiem.
Nawet w domku Posejdona słyszałem, jak Annabeth przeklina po starogrecku na swoje włosy. Nie rozumiałem, dlaczego tak się na nie wściekała. Dla mnie były bardzo ładne. Raz proste, a raz delikatnie falowane. Idealne, jak na mój gust.


**********



Siedziałem na łóżku Annabeth w domku Ateny i kątem oka spoglądałem, jak stoi ona w samej bieliźnie przed wielką szafą, którą dostała od Afrodyty, Ateny i Artemidy. Spoglądałem na jej piękne długie nogi i idealną figurę, jak w obrazek. Wiedziałem, że robi to specjalnie. Mógłbym wyjść i opanować swoje podniecenie, ale kazała mi siedzieć i patrzeć. Była okrutna!!!
Po pewnym czasie raczyła założyć na siebie białą sukienkę w czerwone kwiatki, czerwone baleriny i bransoletkę. Wyglądała tak dziewczęco i pięknie. Podeszła do mnie, usiadła na kolanach i delikatnie pocałowała.
- Jesteś okrutna - powiedziałem delikatnie całując ją w szyję. 
- Nie marudź, bo przez tydzień nie będę cię całowała.
- Przecież nic nie mówię.
- Chodźmy.
- Wzięłaś magicznego cukierka?
- Tak. Smakował jak wodorosty.
Złapałem Ann za rękę i ruszyliśmy w stronę oceanu.

Pałac mojego ojca był naprawdę wielki. Zółto - zielone ściany pokryte złotem i muszelkami, syreny w zbrojach strzegące wejść do pałacu.
Czterometrowe drzwi koloru złotego były pokryte płasko żeźbami przedstawiającymi bogów walczących z morskimi potworami.
- Percy Jackson! - Ku nam płynął siedemnastoletni chłopak z ciemnozielonym syrenim ogonem. Jego długie czarne włosy były spięte w wysokiego kucyka.
- Tryton. 
- Stary przysłał mnie po was. Zaprasza na obiad. Witaj Annabeth. Śliczna jak zawsze.
- Nie przystawiaj się do mojej dziewczyny. - powiedziałem z wielkim oburzeniem.
- Dobra, dobra. Ja tylko chciałem być miły.
- To trochę to ogranicz. - Super. Mój przyrodni brat podrywa moją narzeczoną na moich oczach. Kiedyś za to oberwie. 
Jadalnia była ogromna. Przy stole było ustawione czterysta miejsc, ale spokojnie zmieściło by się ich sześćset. Widniało mnóstwo potraw. Potrawka z kurczaka z warzywami, kotlety, z pięćdziesiąt dań wegetariańskich. longery jak z KFC i wiele innych potraw.
- Witajcie Percy, Annabeth
- Witaj Posejdonie.
- Cieszę się, że przyjęliście moje zaproszenie.
- Ależ nie mogliśmy odmówić - powiedziała Annabeth ze swoim pięknym, dyplomatyckim uśmiechem.
- Nawet nie wiecie, jak cudownie jest patrzeć na waszą rozkwitającą miłość. - mojemu ojcu powoli mina zaczynała robić się smutna i zaczynał wyglądać, jak stary wodorost. - Dobrze. Przejdę do rzeczy. Ja i Amfitryda musimy się rozstać.
- Ale dlaczego? Nie mogę tego zrozumieć. Byliście ze sobą kilka tysięcy lat, a teraz to?
- Dokładnie to byliśmy ze sobą  siedemnaście tysięcy lat, pięć miesięcy, cztery dni, dwie godziny, sześć minut i cztery sekundy. - powiedział mój ojciec.
- Skąd ta pewność?
- Z zegarka - Posejdon pokazał mi wielką stojąca maszynę, która najwyraźniej liczyły dni i godzuny związku mojego ojca.- Kilka razy widziałem Amfitrydę z innym i znalazłem jej pamiętnik. Była ze mną tylko dla wygody i pieniędzy. Dzięki mnie została królową, ale w ogóle mnie nie kochała. - Uwaga! Niepokonany Posejdon, władca mórz i oceanów, syn Kronosa zaczął histerycznie płakać z powodu kobiety, która go nie kochała i zdradzała. 
- Ależ Posejdonie. Nie zamartwiaj się tak. Wszystko się jeszcze ułoży. - Kolejny szok. Annabeth zamieniła się w boską pocieszycielkę. Przyznam. Umie pocieszać, a szczególnie mnie ^ ^. To nic nie dawało. Posejdon cały czas płakał, jak dziecko, któremu zabrano lizaka lub czerwonego balonika.
- Obawiam się, że nigdy nie znajdę tak pięknej i mądrej kobiety jak ty. Mój syn ma bardzo wielkie szczęście. Musisz o nią dbać Percy. Kobieta to nie zabawka. Bardzo ją lubię i nie zmarnuj tego. 
- Nie zmarnują. Bardzo kocham Annabeth. 
- Widzę. Ja chyba wystartuje do Ateny, ale nie, nie mogę. Ty i Annabeth musicie być razem. Ach wielka szkoda, wielka szkoda. Atena to taka wspaniała kobieta. Nie rozumiem, dlaczego przysięgła wieczne dziewictwo. Jestem pewien, że była by cudowna w te klocki. Mógłbym też wystartować do Sally, ale obawiam się, iż Paul, może mnie udusić. No trudno. Znajdę jakąś śmiertelniczkę i zrobie z niej królową wód. 
- Naprawdę mi przykro. Znajdziesz odpowiednią kobietę.  
- Tak wiem. Dosyć tego smutku. Czas się zadowolić szczęściem syna. Atena cię lubi. Powiedziała mi ostatnio, że chce już wnuka lub wnuczkę. Ona naprawdę nie może się doczekać.- Po tych słowach ja i Ann zakrztusiliśmy się Coca- Colą.
- Tato. My mamy dopiero po 17 lat. Chcemy skończyć szkołę, pobrać się, znaleźć pracę i dopiero później pomyśleć o dzieciach.
- Ale doczekam się wnuków, prawda.
- No myślę, że tak. 
- Uff. Już mi lepiej. Może byście mieli ochotę zwiedzić pałac?
- Naprawdę z chęcią, ale musimy się zbierać. Obóz został sam i nikt go nie strzeże. - powiedziała moja narzeczona.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że mnie jeszcze odwiedzicie.
- Oczywiście.



**********


Siedzieliśmy z Annabeth przy oczku wodnym, nad którym Alex oświadczył się Clarisse. 
- Więc Atena chce wnuka. - powiedziałem z usmiechem. - Nie sądziłem, że mnie polubi.
- Moja matka czasem mnie rozwala. Skąd wiesz o tym miejscu?
- To moja tajemnica.
- Tutaj jest pięknie. Tak magicznie. Cisza, spokój...
- Ty. Nic więcej mi nie potrzeba.- Nachyliłem się i zacząłem ją całowac po ustach i szyi.- Idziemy do mnie?- zapytałem z nadzieją.
- Zasłużyłeś na to.

Razem z Annabeth spędziliśmy cudowną i upojna noc.




środa, 16 stycznia 2013

Konkurs

Witajcie kochani herosi!
Jak już zauważyliście, dodałam kilka zakładek na bloga.
Znajdują się tam ważne wiadomości, gdzie będziecie mogli pisać o nowych notkach na waszych blogach, a także bedę tam zamieszczała informację dotyczące kolejnych rozdziałów np. opóźnienia, wyjazdy itp.
Dałam też zakładkę konkursy, gdzie będę umieszczała informację na ten temat.

Na stroncę na facebooku jest konkurs.
Wszyscy możecie wziąć udział.
Wystarczy napisać kartkę z pamiętnika bohatera, który jest już znacznie starszy np. 27 lat. :)
Podaję link: konkurs. Weź udział
Sądzę, że skoro tak pięknie piszecie, to weźmiecie udział w tym twórczym konkursie.
Zapraszam

Co do kolejnej zakładki.
Stroję bohaterek.
Od 1,5 roku tworze zestawy na pewnej stronie.
W tej zakładce można zobaczyć stylizację bohaterek, które stworzyłam, a także które stwarzają moje koleżanki.
Jeśli chcecie jakieś stworzyć, bym je opublikowała to można stworzyć na allani.pl i wysłać mi je na ten adres: nataluska98@op.pl lub Dzerr98@gmail.com

Daję też zakładkę polecane blogi oraz książki.


Kolejna sprawa.
Czytam pewne opowiadania dziewczyny, która chodzi do tej samej szkoły co ja.
opowiadania Yuny.
Mam prośbę. Jeśli macie ochotę to pokomentujcie.
Zapraszam też na mojego drugiego bloga Prawdziwe życie Natalie Anderson
To chyba tyle.
Ściskam
Dżerr

niedziela, 13 stycznia 2013

Percabeth Story: Rozdział 8 - "Kara"

 KOLEJNY ROZDAIŁ!!!!
Wiem trochę krótki. Wybaczcie.
Rozdział dla Rasmuski ( chce już do tartaru na naszą wspólną gre w remika.) dla Asii oraz Yuny.
Kocham Was
Dżerr






Tej nicy miałem koszmar. Byłem obserwatorem jakiejś akcji. Widziałem dziewczynę, która leżała na podłodze w kałuży krwi. Nagle ktoś wbiegł do pomieszczenia. Twarze tych osób były zamazane, jak w jakimś kryminalnym show. Zaczęło robić mi się duszno i obudziłem się cały zdyszany. Była gdzieś 5.00. Założyłem czarną bluzę z kapturem i poczłapałem w stronę tarasu. Teraz już wiem, dlaczego Annabeth tak kocha tutaj przebywać.
Taras mojego domku jest umieszczony na wysokim klifie, z którego można by skoczyć wprost do oceanu, ale istnieje ryzyko roztrzaskania się o skały.
Rekami oparłem się o barierkę i podziwiałem widoki. Nie rozumiałem tego, co ostatnio się działo. Jakieś walnięte sny, Gaja, która gada coś o jakimś pionie.
Hmmmm....Co poprawia humor Annabeth? Rozmowa o architekturze. Nie mnie to raczej nie pomoże :(. Co jeszcze? Prysznic. Czemu nie.
Wyjąłem z szuflady czysty ręcznik i ruszyłem pod strumień odświeżającej, relaksującej ciepłej wody.
Przyznam, że trochę mi to pomogło.
Gdy wychodziłem, zobaczyłem jak na moim łóżku leży Annabeth.
- Hej! Już nie śpisz. Dopiero 6.00
- Nie. Miałam jakiś dziwny koszmar. Widziałam postać, która  leżała w kałuży krwi.
- Miałem taki sam koszmar.
- Poza tym śniło mi się jeszcze jakaś dziewczyna. Nazywała się Clara, a co dziwniejsze mam uczucie, jakbym ją znała, ale nie znam. Czy te sny mogą coś znaczyć?
- Tez się nad tym zastanawiałem. Przyjdzie czas, że znajdziemy rozwiązanie tej zagadki. Jak Scooby-Doo. - Położyłem się obok Ann i mocno ją przytuliłem.
- Kocham te twoje oczy. Nigdy nie wiedziałem takich pięknych, a zarazem szarych.
- Dziękuję. Wszystkim się wydaję, że masz zielone oczy.
- A nie mam?
- Percy. Oczywiście, że nie. Masz kolor...czy ja wiem...szkarłatnego oceanu. W twoich oczach płynie woda. Tego boją się wszystkie potwory. Tej siły, którą masz w sobie.
- Kocham Cię. - po tych słowach Annabeth uśmiechnęła się i delikatnie mnie pocałowała.
- Jesteśmy najgorszymi przywódcami w historii obozu.
- Nie przesadzaj.
- Na prawdę. Przydałoby się coś zorganizować. może wyścig latających rydwanów?
- Myślę, że to jest bardzo dobry pomysł.
W tym momencie usłyszeliśmy głośny i piskliwy dźwięk konch, wołającej wszystkich obozowiczów.
- To chyba czas na nas.
- Idziemy.
Po drodze zaczepił nas Grover, mówiący, że Chejron nas woła i natychmiast mamy się u niego zjawić. Niestety nie wie on o co może chodzić, ale ja chyba już coś przeczuwam.
Z pokoju Chejrona dobiegały dźwięki piosenek Madonny. Jak można słuchać czegoś takiego. No cóż, każdy ma swój gust.
- Na reszcie jesteście. Wymyśliłem dla Was karę, a raczej dwie. Jedna dobra, druga zła. Od której zacząć?
- Od tej złej.
- Cały obóz wybiera się do rzymskiego obozu, a wasza dwójka zostaje.
- A ta dobra?
- Muszę uporządkować wszystkie swoje płyty. Macie je przesłuchać i  ułożyć alfabetycznie według piosenek.
O.o To ma byc na dobra. Oszaleje. Sam w obozie przez tydzień. Tylko ja i Annabeth ^^ Będzie zabawnie i bardzo przyjemnie. Już to sobie wyobrażam.
- Chejronie? - Annabeth przerwała moje odpływanie w marzeniach.
- Tak?
- Razem z Percym wymyśleliśmy zajęcia. Może tak latające rydwany?
- Dobrze, ale jak wrócimy.
- Oczywiście.
- Teraz zmykajcie na śniadanie.
- Do zobaczenia.


**********

Po śniadaniu apel, po apelu trening i inne zajęcia. Od roku w obozie istnieją lekcję boskiej chemii. Na te zajęcia chodzę razem z Annabeth. 
Miałem już obmyślona strategię. Nie uważałbym, a na wieczór przychodziłaby do mnie Annabeth udzielając korepetycji na temat rozpuszczalności gorgoniej krwi. Oczywiście uczyłaby mnie swoimi ustami. Już sobie wyobrażam ten smak migdałowego błyszczyka na jej wargach. Czas się ocknąć

Na wieczór umówiłem się z Ann na plaży. Siedzieliśmy mocno wtuleni, ciesząc się swoim wzajemnym ciepłem. Cieszyłem się, że mam przy sobie kogoś, kto mnie kocha. Cieszyłem się, że tą osobą jest Annabeth, a nie ktoś inny. Obozowicze mówią na nas Percabeth. Kiedyś się nawet spotkałem z takim zdaniem " Czy wy rozumiecie, że mogła kiedyś istnieć Percel. To znaczy Percy + Rachel. To okropne. "
Nie wiem dokładnie, kto to powiedział, ale w stu procentach się z nim zgadzałem. Rachel jest dla mnie dobra przyjaciółką, ale nic do niej nie czułem.
Gdy tylko obejmowałem lub znajdowałem się obok Ann, to do mojego serca napływała fala gorąca. W takich chwilach miałem ochotę dziękować Atenie za taką wspaniałą osobę.
- Dzisiaj śpię u siebie, Percy.
- Dlaczego?
- Bo jestem grupową. Oni już naprawdę są wściekli, że nie mam mnie cały czas w domku. Nie mogę pozwolić, by Samantha odwalała wszystko za mnie.
- Dobra. Porzucasz mnie. Ok
- To wcale nie tak.
- No wiem. Żartuję  przecież. Ja muszę zadzwonić do mamy.
- Koniecznie ją pozdrów.
- Objąłem Annabeth ramieniem i pocałowałem w policzek. - Muszę ci coś powiedzieć.
- Nie chcesz ze mną zerwać, prawda?
- Oczywiście, że nie. Dlaczego miałbym z tobą zrywać.
- Wiesz. Tak dziwnie to zabrzmiało. Nie strasz mnie.
- Chodź tu do mnie.- Zacząłem ją delikatnie całować, ale Annabeth odchyliła moje wargi językiem, przez co nasz pocałunek stawał się coraz bardziej ponętny.
- Chodźmy do ciebie. Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
Wziąłem Ann za rękę i ruszyliśmy do mnie.
- Muszę ci coś powiedzieć. Gaja do mnie przemówiła.
- Co?
- Szedłem na nasze spotkanie i wtedy ją usłyszałem. "Ciesz się swoją miłością puki jeszcze możesz..."
- Ja słyszałam to samo, dlatego bałam się, że chcesz ze mną zerwać.
- Nie martwmy się teraz o to. Ważne, że cie kocham. To się teraz liczy.

Szliśmy śmiejąc się, tak jakby nic się nie wydarzyło. Kochałem Ann za to, że tak szybko potrafiła zmienić swój i mój humor na lepszy.

Na moim łóżku leżała paczka i dwa listy. Jeden był zaadresowany do mnie, a drugi do Annabeth.
- Od Posejdona. Dziwne
- Czytaj
- "Drogi synu. Jestem c ciebie dumny. Wiem, że zaczynają się dziać dziwne rzeczy, ale musicie to przetrwać. Będziesz szczęśliwy.
Ja wiem, że ty wiesz o moim rozstaniu z Amfitrydą, ale musimy porozmawiać. Liczę, że odwiedzisz mnie wraz z Annabeth.
W paczce znajdziesz pewną rzecz, która ci się przyda. Życzę miłych wieczorów. 
Posejdon" - Mam zboczonego, boskiego rodzica. Teraz ty.
-" Kochana Annabeth. Na początku kilka słów ode mnie. Nie martw się słowami Ateny. Ona jest z ciebie dumna, ale boi się, że Percy kocha cię bardziej od niej. W paczce przesyłam ci cukierki, dzieki którym będziesz mogła oddychać pod wodą. Pozdrawiam.
Posejdon"

Resztę wieczoru siedzieliśmy rozmawiając. Annabeth pocałowała mnie na dobranoc i wybiegła do siebie.












czwartek, 3 stycznia 2013

Przeprosiny

Hej kochani.
Widzicie w moim domu jest chaos. Koomputer zostal odlaczony z powodu remontu. Sciana jest burzona, bo powiekszamy pokoj. Prawdopodobnie w tym tygodniu rozdzial sie nie pojawi. Ewentualnie bede mogla napisac przez tableta, ale nie moge pisac liter polskich. Piszcie w komentarzach, czy chcecie poczekac, czy chcecie teraz, ale zamiast znakow polskich bedzie a, c, n itd.
Kocham Was Dzerr