sobota, 8 lutego 2014

Percabeth Story: Rozdział 39 - "Dzień, na który wszyscy czekali. Annabeth, Percy i Elizabeth Jackson...jednak nie wszystko jest jak z bajki, gdy do akcji wkracza Gaja..."


Clarisse


               Z każdym dniem było nas coraz mniej. Każde dziecko Aresa codziennie popełniało najgorszy błąd - zabijało samo siebie. Czy to, co się teraz dzieję, ma jakiś związek z tym, że nasz ojciec był zdrajcą? Dlaczego nikt z mojego rodzeństwa nie chce rozmawiać? Przecież jestem tą samą Clarisse, tylko z nowymi obowiązkami, z nowa misją.
Wczorajszego wieczoru podsłuchałam, jak moja siostra - Amelia, mówiła do lustra w łazience: "Nie będę służyć Gai. Nie jestem zdrajczynią." Następne, co zobaczyłam, to jej śmierć. Chciałam ją powstrzymać, ale niestety nie zdążyłam. Dziewczyna leżała w kałuży własnej, czerwonej krwi. Zrobiła to, co dawniej Sandy - zabiła się ze strachu. Wtedy zaczęłam wszystko rozumieć. To przez nią. Gaja rzuciła przekleństwo na każde dziecko Aresa. Od momentu jej śmierci, każdy z nas będzie się bał i popełni samobójstwo.
Miałam wielką ochotę powiedzieć o swoim odkryciu Annabeth, ale powstrzymywał mnie fakt, że dzisiaj był dla niej bardzo ważny dzień.  W tym momencie była w domku Ateny razem ze swoją matką i przygotowywała się do ceremonii zaślubin.  Percy natomiast znajdował się w domku Posejdona razem z ojcem i matką.  Moim zadaniem była opieka nad Lizzy, co wcale minie przeszkadzało.. Dziewczynka bawiła się w pawilonie jadalnym razem z Driadami i Satyrami. Ubrana była w białe rajstopki i błękitną,  błyszczącą sukienkę. We włosy miała wpięte białe kokardki. Wyglądała bardzo ładnie,  a zarazem delikatnie. Z resztą,  jak każde,  małe dziecko.

Annabeth

            

               Jedno wielkie zamieszanie. Wszystko dotyczące mojej osoby. To fryzura, sukienka, makijaż. Miałam dość.
- Afrodyto zajmiesz się makijażem, dobrze? - Zapytała moja matka. Kto jak kto, ale ona przejmowała się wszystkim najbardziej.
- A czy mogę spojrzeć w lusterko? Zapytałam z nadzieją w głosie. - Siedzę tutaj już trzecią godzinę, a nawet na chwilę nie mogłam się zobaczyć.
- Twój wygląd ma być niespodzianką, choć twoja najpiękniejszą cechą jest rozum. - Powiedziała bogini mądrości, spoglądając mi w oczy. - Jeszcze dziesięć minut i będziesz mogła się zobaczyć.
Ten dzień miał być dla wszystkich piękny, ale osobiście czułam się bardzo dziwnie. Ludzie w obozie giną, a ja się bawię. To nie jest nic wesołego. Niestety, dzisiejszy dzień był długo przygotowywany i nie może zostać odwołany.

- Umalowana. Teraz czas na sukienkę. - Rzekła Afrodyta, ukazując swoje  białe zęby w lekkim uśmiechu. - Posłusznie robiłam to, o co prosiły mnie dwie boginie. Z trudem wciskałam się w białą kieckę, ale w końcu się udało. Po pięciu minutach byłam gotowa.
- Teraz możesz zobaczyć się w lustrze. - Szepnęła moja matka. Stanęłam w wyznaczonym miejscu. Bogini mądrości zdjęła ze zwierciadła złote prześcieradło, a moim oczom ukazała się tak piękna dziewczyna, że aż podskoczyłam z wrażenia. Makijaż był bardzo delikatny. Na powiekach namalowana była cienka, czarna kreska, która optycznie powiększała oko, natomiast rzęsy zostały lekko wydłużone za pomocą tuszu do rzęs. Policzki miałam delikatnie zaróżowione, a usta pomalowane były malinowym błyszczykiem do ust.
Włosy miałam rozpuszczone, ale pokręcone lokówką. Grzywka zaś spięta była białą spinką w kształcie sowy, czyli atrybutu mojej matki. Biała suknia na wzór greckiej togi idealnie leżała na moim lekko opalonym ciele, natomiast buty na lekkim obcasie były zakryte przez sukienkę. Po raz pierwszy śmiało mogłam powiedzieć, że wyglądam pięknie. Przynajmniej tak się czułam.
Nagle w obozie rozległ się dźwięk Konchy, a tym razem oznaczało to, że czas na uroczystość. Powoli zaczynałam się stresować, ale jednocześnie zapominać o wszelkich dotychczasowych nieprzyjemnościach.
- Gotowa? - Zapytała Atena przytulając mnie.
- Tak. - Odpowiedziałam nie będąc pewna swoich słów. Ukradkiem zobaczyłam, że w kącikach jej szarych oczu zbierają się łzy.
- Wyglądasz ślicznie. - Szepnęła mi do ucha, po czym ręką wskazała na drzwi. Już czas. To miał być dzień bez żadnych przeszkód. 

Percy

        


               Stałem  w altanie ubrany w czarny, elegancki garnitur. Za mną stała Hera - bogini małżeństwa, Zeus - ten największy sknera, a jednocześnie "najważniejszy" i Afrodyta - bogini miłości. W pierwszym rzędzie siedziała moja mama z Paulem (śmiertelnicy dostali specjalne zaproszenie, by wejść na teren obozu), Clarisse z Elizabeth, która przez cały dzień była uśmiechnięta oraz Clara z Tonym, Ateną i Tyson'em. W drugim rzędzie zobaczyłem Grovera z Kaliną, która na rękach trzymała małego satyra. To był dzień, w którym nikt nie myślał o nadchodzącej wojnie. Każdy był szczęśliwy i uśmiechnięty. Tak, jak być powinno. 
Nagle dzieciaki od Apolla zaczęły grać na harfach i fortepianach, a goście słysząc muzykę, momentalnie wstali jednocześnie obracając się w tył. W moją stronę powoli kroczyła Annabeth. Wyglądała naprawdę wspaniale. Na jej twarzy zapanował szczery uśmiech. Jestem wielkim szczęściarzem. mając u boku kogoś takiego, jak ona.
Po chwili stanęła przede mną, nadal nie przestając się uśmiechać. Złapałem ją za rękę i razem odwróciliśmy się w stronę bogów. Hera uśmiechnęła się do nas krzywo. Szczerze nienawidzę 


tej bogini. Irytuje mnie samą obecnością, z reszta podobnie, jak córkę Ateny. Oboje za nią nie przepadamy.
 - Zebraliśmy się tutaj, by być świadkami jak syn Posejdona i córka Ateny przysięgają sobie miłość przed całym Olimpem. Percy. - Zwróciła się do mnie. - Powtarzaj za mną słowa przysięgi.  
Cały świat przestał istnieć. Liczyła się tylko ta chwila. Tylko te szare, wspaniałe, prawdziwe oczy.
- Ja, Perseusz, przysięgam tobie, córko Ateny miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Obiecuję strzec cię przed wszelkim niebezpieczeństwem. Przyrzekam na Olimp i na Styks.
- Ja Annabeth, przysięgam tobie, synu Posejdona miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Obiecuję zawsze ci pomagać i być przy tobie w momentach, gdy będziesz mnie najbardziej potrzebowała. Przyrzekam na Olimp i na Styks.
Z tacy, którą trzymała Afrodyta wzięliśmy po jednej obrączce, na której po grecku wygrawerowany był cytat: "Miłość jest najlepszym drogowskazem herosa."
Spojrzałem w szare oczy córki Ateny. Lekko się nachyliłem i złączyłem nasze wargi w delikatnym pocałunku. Po chwili wszyscy zaczęli bić brawa. Lizzy zeskoczyła ze swojego miejsca i wbiegła prosto w nasze objęcia.
- Kocham Was. - Powiedziała cichutko. To była jedna z najwspanialszych chwil.
Następnie dobyło się przyjęcie, pierwszy taniec i łzy wzruszenia gości. Najbardziej łzy wypływały z oczy Ateny i mojej mamy. Wszystko było naprawdę wspaniałe, aż do pewnego momentu.
Po północy rozległ się krzyk jednej z córek Afrodyty. Przed blondynką w kałuży czerwonej mazi leżała jedna z córek Aresa. Kolejne samobójstwo. Dzieci boga wojny...w tym monecie zostało ich zaledwie sześcioro.
- Spokojnie. Tutaj nic się nie dzieję. Wszystko jest w porządku.- Mówił Chejron starając się uratować sytuację. Średnio mu się to udawało.
Do ciała dziewczyny szybko podbiegła Thalia wraz z Nico. Chwilowo nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Dziewczyna miała na sobie SPÓDNICZKĘ. Widać miłość dobrze na nią wpływa. Ze swojej torebki wyciągnęła szary woreczek, z którego na ciało zmarłej wysypała niebieski proszek. Po chwili córka Aresa zaczęła znikać.
Po dwudziestu minutach goście zapomnieli o przykrym wypadku.
- Musimy porozmawiać. - Odwróciłem się. Przede mną i Ann stała Clarisse.

Clarisse

            

               Gdy tylko zobaczyłam, jak lalka barbie  krzyczy na widok ciała mojej siostry, zrozumiałam, że muszę powiedzieć o wszystkim Glonomóżdżkowi i Mądralińskiej. - Musimy pogadać. - Powiedziałam, gdy w końcu udało mi się ich odnaleźć w tłumie gości.
- Co się stało? - Zapytali niemal jednocześnie.
- Wydaję mi się, że wiem, dlaczego dzieci Aresa biorą udział w masowych samojebkach.
- Co masz namyśli? - Spytała Annabeth, siadając przy stoliku.
- Pamiętacie, jak Sandy walczyła z Percym w obozie? Przecież wynik był taki, że ona sama się zabiła. Wydaję mi się, że Gaja mogła posłużyć się magią i rzucić klątwe, na wszystkie dzieci boga wojny. W ten sposób...
- W ten sposób tyle herosów się morduję, a ona ma mniej przeciwników. - Dokończyła córka Ateny. 
- Dobra dziewczyny. To chyba nie jest dobry moment na takie rozmyślanie. - Przerwał Percy. - Clarisse na chwilę zapomnij, że jesteś herosem i zacznij się bawić. Niczym się nie przejmuj. Elizabeth tez tańczy. - Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynkę tańczącą z Nico. To był naprawdę zabawny widok.
Odpowiedziałam uśmiechem i zostawiłam ich samych.


Annabeth

               Noc była naprawdę wspaniała. Nie ważne, że były drobne nieporozumienia. Każdy świetnie się bawił. Gdy Clarisse odeszła tańczyć, my również postanowiliśmy pójść w jej ślady. Percy podszedł do naszej córki i poprosił ją o jeden taniec. Dziewczynka z uśmiechem na twarzy, lekko kiwnęła głową,  zgadzając się. Mnie natomiast do tańca poprosił syn Hadesa. 
- A jak układa ci się z Thalią? - Zapytałam z ciekawości. Ostatnio wcale nie rozmawiam z przyjaciółką.
- Wydaję mi się, że bardzo dobrze. Wiadomo, e czasami ma swoje humory, ale kocham ja i wydaję mi się, że ona też coś do mnie czuje. 
- Uwierz mi, że ona naprawdę cię kocha. Wiesz...najpierw była łowczynią i panował zakaz spotykania się z chłopakami. Gdy Artemida zaszła w ciążę i odwołała dawne prawo, Thalia zaczęła spotykać się z Lukiem. Była szczęśliwa, ale teraz jest naprawdę szczerze uśmiechnięta. Ona naprawdę cię kocha.
- Dzięki. Chyba bardzo chciałem to usłyszeć. - Powiedział spuszczając wzrok. 
- Nie ma sprawy. 
- Annabeth? - Odwróciłam się. Za mną stała Thalia. Ubrana była w białą bluzkę w czarne czaszki, czarną ramosekę, czarną skórzaną spódnicę i buty na lekkim obcasie z ćwiekami w kolorze khaki. Wyglądała naprawdę ładnie. Przedtem nie zwróciłam tak na nią uwagi. 
- Masz gościa. - Za plecami dziewczyny stał mężczyzna, kobieta oraz dwóch chłopców. Każdy z nich ubrany był odświętnie.  Był to mój ojciec z rodziną. 
- Córeczko. - Powiedział, próbując mnie przytulić, ale nie udało mu się, gdyż się odsunęłam. 
- Dlaczego tutaj przyjechaliście? Przecież wiem, że nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego. To, kim jestem tylko rujnuje waszą idealną rodzinę. - Powiedziałam, mając łzy w oczach. 
- To nie prawda. - Tym razem odezwała się moja macocha. - Jesteś inna, ale wyjątkowa. Wielokrotnie uratowałaś naszą rodzinę. Rodzinę, do której nadal należysz. 
- To dlaczego się tak nie czuję? Jestem przez was odtrącona. 
- Przepraszam, jeśli tak uważasz. - Powiedział mój tata. W tym monecie poczułam, jak ktoś mnie obejmuję. To był Percy. Za rękę trzymał Elizabeth. 
- Mamo, czy to jest mój dziadek? - Zapytała Lizzy. Kucnęłam i spojrzałam jej w oczy. 
- Tak, kochanie. To jest twój dziadek. - Odpowiedziałam delikatnie i niepewnie się uśmiechając. - Tato. - Rzekłam odwracając się w jego stronę. - Jest tutaj ktoś, z kim powinieneś porozmawiać. Napewno jej się tutaj nie spodziewałeś. 
- Dobrze...w takim razie przyprowadź ją. - W jego głosie słychać było niepewność i niezdecydowanie.
Ruszyłam przed siebie. Wydawało mi się, że nadszedł czas, na wyjaśnienie sobie całej prawdy. 
- Claro. - Powiedziałam podchodząc do wysokiej blondynki. - Chciałabym, żebyś kogoś poznała. - Dziewczyna pokazała swoje idealnie białe, równe zęby i ruszyła za mną. Po chwili stanęła ja wryta. 
- Annabeth. - Szepnęła, stojąc przed naszym ojcem. - To nie ma sensu. Przecież on nawet nie wiem, kim ja jestem. 
- Doskonale wiem. - Wtrącił lekko siwy mężczyzna. - Wszędzie rozpoznam te oczy. Tylko Atena, Annabeth i ty takie posiadacie. Jesteś...jesteś moją córką. 
- Córką?! Czy taki ktoś, jak ty może się nazywać ojcem, Fryderyku? Proszę cię, nie żartuj sobie ze mnie. Ojciec nigdy by nie pozwolił, by jego dziecko już od małego było zdatne tylko na siebie. Ojciec stara się o swoich dzieciach wiedzieć wszystko, a ty? Ty nie wiesz o mnie nic! Jak ja mogła się czuć, będąc zupełnie sama? Nigdy nie czułam ciepła rodzinnego. Spójrz na swoich synów,  a na mnie. Oni mają wszystko, a ja nie mam nic. Moją jedyną rodziną są Annabeth, Percy i Lizzy. To właśnie oni wraz z Tonym mnie akceptują, a ty? Gdzie byłeś,  kiedy najbardziej potrzebowałam ojca? Nigdy nie przebaczę ani tobie, ani Atenie. Przez siedemnaście lat byłam dla was wyrzutkiem, ale teraz rola się zmieniła.
- Przepraszam, ale te wasze całe Fata i bitwy to...
- To, co? No słucham. - Zapadła cisza. Po policzkach Clary leciały łzy.  Nikt się nie odzywał. - Tak myślałam. Nie stać cię na nic więcej. Nie chcę cię znać. - Zapłakana odeszła prosto w ramiona swojego chłopaka. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Przecież czułam,  że Clara ma rację.
- Nie przejmuj się. Czasem już tak w życiu bywa. Zobaczysz, jeszcze kiedyś wszystko się ułoży. - Nie odpowiedziałam. Po prostu odeszłam.
Wszyscy wokół tańczyli i świetnie się bawili. Musiałam odetchnąć,  więc zagłębiłam się w las.
Nagle usłyszałam cichy szept. Był delikatny, ale jednocześnie  groźny i mrożący krew w żyłach. Towarzyszył temu mocny wiatr. Po kilku sekundach przede mną pojawiła się postać z liści i ziemi. To była Gaja. Oczy nadal miała zamknięte.
- Córka Ateny. Właśnie ciebie szukałam. Wiem o tobie więcej,  niż ci się wydaję. Dziś rano stwierdziłaś, że się zmieniłaś i chcesz wrócić do starej osobowości. Pragniesz być twarda i odważna. Chcę ci dać szansę na wykazanie się.Tylko ty możesz uratować świat i powstrzymać mnie przed wybudzeniem, ale jest jeden warunek. Musisz złożyć żywą ofiarę. Na oczach wszystkich zabij siebie lub swoją córkę. Chciałaś być odważna, więc możesz się rycerskością wykazać. Pamiętaj, że tylko w ten sposób ocalisz to, na czym najbardziej ci zależy. Jeśli już się zdecydujesz na złożenie ofiary, musi ona zginąć z broni przeklętej... - Głos i wiatr zaczęły ustawać, a ciemna zjawa zniknęła.
Gaja miała rację. Dziś rano obiecałam sobie, że wrócę do starej Annabeth. Jednak w tym zadaniu nie chodzi o moją odwagę, lecz o ocalenie życia. Czy to, że zginie jedna osoba będzie czymś okrutnym? Nie. Gdy dojdzie do wojny, to do świata podziemia przypłynie tysiące dusz. Podjęłam decyzję. Muszę się zabić. To jedyne wyjście.
Pobiegłam szybko do domku Ateny i z szuflady bukowego biurka wyjęłam kartkę papieru oraz długopis. Jeśli mam odejść, to Percy przynajmniej powinien wiedzieć, jaki jest tego powód.
Na śnieżnobiałym papierze napisałam kilka krótkich zdań, po czym chwytając swój sztylet, wróciłam do gości.

Percy

               Noc mijała powoli, ale wspaniale. Annabeth zniknęła, ale po chwili wróciła. Elizabeth powoli zaczęła zasypiać, ale gdy zapytałem, czy chce się położyć w domku Posejdona, to upierała się, że nie. Po raz kolejny tej nocy, poprosiłem swoją żonę do tańca.  Córka Ateny wtuliła swą głowę w moją klatkę  piersiową. Tej chwili nie mogło nic zepsuć. 
- Chciałabym, abyś zawsze był przy Elizabeth. - Powiedziała cicho. Przyznam, że zaskoczyły mnie jej słowa. - Przekaż jej, że zawsze mocno będę ją kochała. - W moją dłoń wsunęła małą karteczkę. Oczy wszystkich skierowane były wprost na nas. Annabeth uśmiechnęła się blado, po czym zrobiła rzecz, która mnie załamała. Nie zdążyłem jej powstrzymać. W sercu córki Ateny znalazł się sztylet, a dziewczyna powoli osunęła się na ziemię. 
- Kocham cię. - Wyszeptała, a jej ciało zamarło w bezruchu.
- Nie! - Krzyknąłem. - Nie! To nie może być prawda! 
- Percy! - W moją stronę podgalopował Chejron. Wszyscy wokół zamarli na widok Ann. Nie mogłem się opanować. Co się właściwie stało? W dłoni poczułem lekko szorstką kartkę. Odwinąłem ją, by móc zobaczyć, co się tam znajduje. Był to krótki list.
"Kochany Percy.
Ostatnimi czasy byłam zupełnie inną Annabeth niż dawniej, a było to spowodowane matczyną miłością, która przepełniła moje serce. Dziś podczas wesela przemówiła do mnie Gaja i powiedziała, że mogę ocalić świat przed jej zagładą. Mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy, gdyż warunek - moja śmierć - został spełniony.
Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, że zostawiłam ciebie i Elizabeth. 
Zawsze będę cię kochać.
Żegnaj.
Twoja Annabeth. "
- Nie! - Krzyknąłem po raz kolejny. Dlaczego Gaja mi to robi? Dlaczego po raz kolejny niszczy moje życie?
- Tato! - Odwróciłem się. W moje ramiona wpadła Elizabeth. Płakała. - Dlaczego mamusia leży i się nie rusza? - Zapytała cichutko. Nie umiałem jej odpowiedzieć. Po raz pierwszy uroniłem łzę złości. Ukradkiem zobaczyłem, że Chejron wstaje. Spojrzałem na niego niepewny.
- Przykro mi, Percy. Annabeth nie żyję. - Po tych słowach wszyscy wybuchli głośnym płaczem, a zwłaszcza Lizzy, Atena i moja mama. 
- Zginęła, by ratować nas wszystkich. - Powiedziałem tak, aby wszyscy mnie usłyszeli. Nie musiałem nikomu tłumaczyć. Szczerze to nawet nie chciałem. Spojrzałem na herosa, który podniósł ciało mojej żony.Nie mogłem wytrzymać tego całego napięcia. Podniosłem Elizabeth i pewnym, wściekłym krokiem ruszyłem w stronę auta. Było tylko jedno miejsce, gdzie mogłem się teraz udać. Dom. Mój dawny dom, ten, w którym się wychowałem.

___________________________________________
No więc rozdział 39 zakończony. Annabeth nie żyje. 
Mam błędy, bo gdzie nie gdzie spacja mi szwankowała i za pewne jest troszkę literówek, ale jestem tego świadoma, ale jednak nawet mój word się wyłącza i szlak mnie trafia. Tak więc skończyłam rozdział, komentarze - dużo. 
Pozdrawiam szeregowego - Merr i spadam na zbiórkę zastępu :D 
Liw miała mi rozdział zrecenzować, ale nie było możliwości wysłania :( 
Także czekam na komentarze, a teraz spadam.
Miłego weekendu.
Dżerrka

środa, 29 stycznia 2014

Percabeth Story: Rozdział 38 - "To były jej ostanie słowa, jakie do mnie powiedziała..."

        Percy

                   Annabeth była załamana. Niby pokonaliśmy potwora, ale czuła się,  jakby ojciec uważał ją za kogoś innego. Czuła się odrzucona, niechciana.
Obudziliśmy się w środku nocy. Ann zabrała wszystkie swoje rzeczy, pamiątki,  zdjęcia i płyty.  Ubrała Elizabeth, przygotowała dla niej jedzenie i napisała kartkę,  którą zostawiła na biurku w swoim pokoju. Ukradkiem zobaczyłem, że napisała przeprosiny. Przepraszała za to, kim jest. Wiedziałem,  że podjęła decyzje odsunięcia  się od ojca. W porównaniu ze swoim przyrodnim rodzeństwem była zupełnie innym człowiekiem,  ale według mnie nie jest to złą rzeczą, ponieważ jest to oznaka bycia wyjątkowym.
 Była druga po południu.  Powoli dojeżdżaliśmy na miejsce. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że jestem naprawdę głupi. Nie pomyślałem o najbardziej istotnej rzeczy. Gdy ja zanurzałem się w Styksie, musiałem myśleć o rzeczy, która najbardziej trzyma mnie przy życiu. Jak będzie z Elizabeth?  Dlaczego o tym nie pomyślałem? Ale...Przecież rozmawiałem z Ateną i ona uważała, że ten pomysł jest naprawdę dobry. Dlaczego nic nie powiedziała?
- Chyba jesteśmy na miejscu. - Z zamyśleń wyrwał mnie głos Annabeth.
- Tak. - Zaparkowałem samochód na poboczu tak, aby nie przykuwał niczyjej uwagi.
Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy w stronę starego, opuszczonego studia filmowego. Weszliśmy do środka.  Jak zawsze zaczęło śmierdzieć stęchlizną. Spojrzałem na Annabeth. W jej oczach widać było mądrość, jaką  odziedziczyła po swojej matce - bogini mądrości. Mimo wszelkich przeciwności losu, Mądralińska zawsze potrafiła wybrnąć z trudnej sytuacji.
Wierzyłem, że w razie komplikacji, tym razem też jej się to uda.
Otrząsnąłem się. W pomieszczeniu wszędzie panowała ciemność,  która przyprawiała o gęsią skórkę.
- Herosi. Wyczuwam półbogów. - Usłyszałem cichy głos. Po chwili zapaliły się wszystkie pochodnie, które wisiały na ścianach. Dzięki temu lepiej mogłem skupić się na otoczeniu. Przed nami stał wysoki mężczyzna o bardzo bladej karnacji. Ubrany był w długi, czarno zielony płaszcz,  podobny do pałatki. Jego włosy płonęły czarnym dymem. Stopy miał bose. Tuż za nim, pojawił się mały otwór w ścianie, w którym widniała czarna jak słoma rzeka.
- Charon. - Powiedziała Annabeth.
- Żywi nie mają wstępu do świata umarłych.- Powiedział.
- A może jednak? - Zapytałem, mając nadzieję, że Strażnik zrobi dla nas wyjątek. Na marne. - Słuchaj. Jeśli chcesz, mogę ci zapłacić cały worek złotych drachm, ale musisz nas przepuścić.  Zbliża się wojna i zrobię wszystko, by Gaja i Uranos nie wygrali. - Po chwili milczenia przewodnik wyciągnął dłoń. W swoim plecaku znalazłem worek monet i podałem je tak, jak wcześniej obiecałem.
- Zapraszam. - Powiedział jeszcze bardziej rozszerzając utwór w ścianie,  aż ku naszym oczom ukazała się drewniana łódź.
Płynęliśmy na drugi koniec rzeki. Elizabeth kurczowo trzymała się szyi Annabeth. Dziewczynka rosła niesamowicie szybko. W tej chwili wyglądała na dwulatkę, choć miała tak naprawdę zaledwie około dwóch tygodni.
Po krótkiej chwili dobiliśmy do brzegu.
- I co teraz? - Zapytałem Annabeth. Przyznam, że bałem się wyniku całego zdarzenia.
- Działamy. - Odpowiedziała stanowczo. Usiadła na brzegu i nogi zamoczyła w rzece. Na jej rękach nadal leżała nasza córeczka.
- Pamiętajcie, że was kocham. Mocno trzymaj Elizabeth. Myśl o tym, co najbardziej trzyma cię w świecie żywych.  - Powiedziałem, po czym pocałowałem obydwie kobietki.
- Ja też cię kocham, Percy.  - To były ostatnie słowa, jakie od niej usłyszałem.

Annabeth

               
    Pierwsze uczucie - ból. Ból, który mógł mnie rozszarpać na strzępy. Wszystkie moje mięśnie zaczynały robić się bezwładne. Czułam, jak Elizabeth wyślizguje mi się z rąk. Niestety, nie mogłam nic z tym zrobić. Słyszałam powolne bicie własnego serca. Tętno zaczynało słabnąć. Umierałam, choć nie mogłam na to pozwolić. Musiałam ratować siebie i córkę.  Dla obozu, dla świata...Dla Percy'ego.
Zaczęłam przypominać sobie wszystkie dobre chwile, jakie kiedykolwiek mi się przydarzyły, ale przychodziło mi to z naprawdę wielką trudnością. W mojej głowie pojawiło się kilka obrazów.
W pierwszym klęczałam na ziemi pod obozową sosną. Na moich kolanach leżała dziewczyna o czarnych włosach. Miałam wtedy trzynaście lat. To był moment, gdy Thalia powróciła do naszego świata.
Drugim obrazem były poprzednie wakacje. Był to pocałunek. Pocałunek mój i Percy'ego, który odbył się w  bańce, pod wodą w obozowym jeziorze.
Ostatnim obrazem  była Elizabeth.  Po prostu ona. Moja kochana córka.
Ból zaczął ustępować. Znów poczułam w swoich mięśniach siłę. Próbowałam wypłynąć,  jednak coś złapało mnie za rękę. Nie coś, a raczej ktoś. To była Lizzy. Nie minęła chwila, a znalazłyśmy się na powierzchni.
- Bogowie dzięki.  - Powiedział Percy, po czym mocno nas przytulił. Nagle Elizabeth zaczęła płakać. Dopiero teraz zobaczyłam, jak bardzo się zmieniła. Wyglądała na czterolatkę. Jej ciałko pokryte było złotym pyłem. Nic nie rozumiałam. Złoty pył oznacza śmierć potworów, ale jak to możliwe? Skąd w Styksie znalazły się takie niebezpieczeństwa? Jak Lizzy sobie z nimi poradziła?

Atena

 - Jak to Annabeth i Elizabeth zanurzyły się w Styksie?! - Zapytał Posejdon unosząc się.  - Jeszcze ty im to doradzałaś? Lizzy jest małym dzieckiem, Ateno.
- Bracie, uspokój się. Daj Atenie dojść do słowa. - Wtrącił Zeus.
- Dziękuję ojcze. Więc,  nie bez powodu zawołałam tę naradę. Postanowiłam odwiedzić naszą wyrocznie Delficką. Wtedy usłyszałam przeznaczenie. Przeznaczenie dotyczące Elizabeth.  Przepowiednia brzmiała następująco:
W jej żyłach złota krew płynie. 
Nigdy nie wiadomo, kiedy dziecko zginie.

Jej przeznaczeniem Uranosa pokonać. 

Z wielką zemstą musiała się uporać.  
Posejdonie, dzięki nam Lizzy się narodziła. Tak bardzo pragnęliśmy wnuczki, że poprosiliśmy o pomoc Hekate - bogini magii. - Powiedziałam, spoglądając na tron wymienionej bogini. - Jest jedno słowo kluczowe. - MAGIA. W córce Percy'ego i Annabeth drzemie moc, która może ją uratować, ale także zgubić. Lizzy została zanurzona w Styksie, ponieważ jej rodzice nie wiedzą o słowach przepowiedni. Po prostu się o nią martwili. Gdy Percy poprosił mnie o radę,  powiedziałam mu, że jest to dobry pomysł. W tej naradzie chodzi mi o jedną rzecz. Jeśli coś wyprowadzi Elizabeth z równowagi, może się to skończyć zagładą dla całego świata.
- Ateno, przecież to jest niewiarygodne.
- Ale prawdziwe, Zeusie.
-W takim razie, co mamy robić? - Zapytała bogini urodzaju.
- Musimy pilnować,  by Lizzy swojej mocy użyła tylko raz - gdy będzie zabijała Uranosa.
- Naradę uważam za zamkniętą. 

Clarisse

         
  Nareszcie. Percy i Annabeth wrócili. Wiedziałam, gdzie byli, ponieważ Percy mnie uprzedził o swoich zamiarach. Ja również uważałam, że jest to dobry pomysł.
Teraz musiałam ich poinformować o pewnej istotnej rzeczy. Dziś rano, od razu po śniadaniu, Rachel miała tę swoją "wizję" i powiedziała kolejną przepowiednie. Jednak te słowa,  które wypadły z jej ust razem z zielonym dymem mocno mnie przeraziły. Dotyczyły one Elizabeth.
Z tą dziewczynką byłam mocno zżyta. Mimo, że ma kilka tygodni, bardzo szybko się rozwija, choć dla nikogo nie jest to zaskakujące,  ponieważ od dawna wiemy, że Posejdon z Ateną maczali w tym palce. Sama byłam świadkiem,  jak zaczęła raczkować, a później wypowiadać wybrane słowa: mama, tata, babcia, dziadek, ciocia, wujek. Jednak, gdy zobaczyłam ją teraz, gdy wychodziła z samochodu, byłam mocno zaskoczona. Wyjeżdżała nie umiejąc chodzić,  a teraz?  Wyglądała zupełnie inaczej. Jakby woda z rzeki podziemia sprawiła,  że dziewczynka wydoroślała. Miała ciemnobrązowe włosy lekko za ramiona. Samodzielnie chodziła i mówiła.  Wyglądała na cztero lub pięciolatkę. Przypomniały mi się słowa Percy'dgo i Ann. Podobno, gdy będzie się zachowywała,  jakby miała pięć lat, stanie w miejscu i dopiero  po kilku latach zacznie normalnie dojrzewać.
- Ciocia Clarisse. - Usłyszałam, a po chwili dziewczynka wylądowała w moich ramionach.
- Hej maleńka. Widzę,  że przez te trzy dni sporo urosłaś. - Ta mała mnie odmieniła. Przez nią stałam się kimś innym. Nie byłam taka, jak dawniej. Przy niej nie potrafiłam być twarda.
Postawiłam Elizabeth na ziemi i podeszłam do jej rodziców. Wyczuli powagę sytuacji. Momentalnie ich miny zmieniły się i wyrażały zaniepokojenie.

Percy

         
   Po polikach Annabeth spływały łzy, choć szybko je wycierała. Nie chciała się niczym przejmować, choć teraz nie zbyt jej to wychodziło. Wiedzieliśmy, że istnieje przepowiednia dotycząca naszej córki, ale nikt z nas nie przypuszczał, że  może ona być aż tak poważna. Wiedziałem, że musimy zrobić wszystko, by chronić Elizabeth. Wiedziałem też, że Clarisse nam w tym pomoże. Nigdy nie pytałem, dlaczego jest tak bardzo zżyta z naszą córką, ale pewnego dnia słyszałem, jak rozmawiała z Chejronem o przypisanym jej zadaniu. W tym świecie Fata nie oszczędzają nikogo. 
- Mama. - Usłyszałem cichy głos Lizzy, która wchodziła do salonu z pluszowym misiem w ręku. Spojrzałem na Annabeth, Córka Ateny ponownie otarła swoje policzki.- Dlaczego jesteś smutna? - Zapytała wdrapując się na moje kolana.
- Nie jestem, kochanie. - Odpowiedziała Ann wymuszając uśmiech.
- Mogę pojechać do babci Ateny? - Zapytała cichutko.
- Oczywiście, że możesz. Zaraz cię zawieziemy. - Lizzy uśmiechnęła się, zeskoczyła z moich kolan i poszła na górę do swojego pokoju.
- Ja spadam do obozu. - Powiedziała córka Aresa. - Jak odwieziecie małą to wpadnijcie.
- Nie ma sprawy. - Odpowiedziałem, po czym odprowadziłem ją do drzwi.

***

               Staliśmy pod drzwiami Wielkiej Sali na Olimpie. W domkach nie było ani jednego boga, dlatego przyszliśmy właśnie tutaj. Po chwili ogromne, złote wrota zostały otwarte, a naszym oczom ukazały się trony, na których siedzieli nasi rodzice. Gdy tylko Atena nas zobaczyła, szybko rzuciła kartki i długopis, które wcześniej trzymała w ręce, zniżyła się do rozmiarów zwykłego człowieka i szybko podbiegła do Elizabeth.
- Hej słoneczko. - Powiedziała całując ją w policzek. Dziewczynka odpowiedziała szerokim i promiennym uśmiechem.
- Lizzy bardzo chciała was odwiedzić. Mam nadzieję, że nie sprawi to problemu ani dla ciebie, ani dla Posejdona.
- Ależ skąd.- Odpowiedziała bogini mądrości. - Plan pracy Olimpu dokończymy innym razem. - W tym momencie spojrzała na Zeusa, który nie miał zbyt zadowolonej miny.
- Plan Pracy Olimpu? - Zapytałem nieco zaskoczony.
- Tak. - Odpowiedziała. - Musimy zaplanować, jak będziemy działać. No wiecie np. przeróżne uroczystości.
- Rozumiem. - Odpowiedziałem uśmiechając się.
- To ja i Posejdon zajmiemy się naszym małym skarbem, a wy skorzystajcie z wolnego czasu. Możecie odwiedzić obóz. Czuję, że mają wam coś ważnego do powiedzenia.
- W takim razie, przyjedziemy po Elizabeth wieczorem.
- Śpieszyć się nie musicie. - Usłyszałem za plecami. Chwyciłem Annabeth za rękę i wyszliśmy z Wielkiej Sali.

Thalia

             
  Naprawdę już nie mogłam wytrzymać tego wiecznego krzyku córek Afrodyty. Latają jak upośledzone po całym obozie krzycząc:, „W co ja się ubiorę na uroczystość?", "Tylko trzy dni do ślubu, a ja zgubiłam tusz do rzęs numer tysiąc dwieście sześćdziesiąt cztery”,  ”Nie mogę znaleźć butów pasujących do mojej kreacji". No bogowie! Zlitujcie się! Jedynie Silena była w miarę normalna...No może oprócz tego, że nagminnie próbowała mnie namówić, bym założyła spódniczkę lub sukienkę na ślub Percy'ego i Annabeth. Ostatecznie, pod namową Nico, zgodziłam się. 
W obozie po prostu trwał chaos. Plan dnia zawsze wyglądał tak samo, ale mimo tego wszystkiego, było ciekawie. 
Rano: Śniadanie, trening, bitwa o sztandar. 
Popołudnie: Obiad, wolne, trening, przygotowanie ceremonii.
Wieczór: Kolacja, trening, ognisko.
Za godzinę mam spotkanie z Synem Hadesa. Cieszę się, gdy przy mnie jest, choć samotność też mi nie przeszkadza. 
Zastanawiam się, czy Percabeth (większość obozowiczów tak na nich mówi) wiedzą o przepowiedni dotyczącej Elizabeth. Co ta mała dziewczynka może zrobić? Tego nikt z nas nie może być pewny. 
Codziennie też rozmawiam z Clarą. Dziewczyna chce wyruszyć do San Francisco, by odnaleźć swojego ojca. Jednocześnie boi się tego spotkania.
               Po ciekawych rozmyślaniach położyłam się na łóżku i w internecie, do którego zasięg w magiczny sposób znajdował się w domku Zeusa, zaczęłam szukać jakiegokolwiek stroju na uroczystość. W internetowym butiku Afrodyty znalazłam biały top w czarne czaszki, czarną skórzaną spódnice, czarną ramoneskę oraz czarne buty ze złotymi ćwiekami. Czemu nie? Sileno bądź ze mnie dumna.  Włożyłam części garderoby do koszyka i kliknęłam "kup", "Hermes express".
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - Krzyknęłam. Do domku wszedł Nico.
- Hej. - Powiedział uśmiechając się. - Jego oczy były lekko podkrążone. 
- Wyglądasz na zmęczonego. - Powiedziałam przytulając go. 
- Po prostu Chejron i Dionizos wymyśli sobie, że mam roznosić zaproszenia na ślub Percabeth, razem z Hermesem, ponieważ umiem się przemieszczać metodą cienia.
- Przecież to cię wykończy. - Powiedziałam. 
- Wiem, ale teraz nie warto o tym myśleć. - Syn Hadesa położył się obok mnie i włączył horror. 

Annabeth

               Byłam zaskoczona, W obozie już wszystko było gotowe. Co więcej...Oznajmiono nam, że za trzy dni razem z Percym przysięgniemy sobie miłość. Tak, byłam szczęśliwa, choć przepowiednia dotycząca mojej córki nadal tkwiła mi w głowie. Co więcej...Chejron powiedział, że coś złego dzieje się z dziećmi Aresa. Kłócili się ze sobą, a później  popełniali liczne samobójstwa. To wszystko było jedną, wielką zagadką, której po raz pierwszy nie mogłam, a raczej nie potrafiłam rozwiązać. 

__________________________________

No, więc drodzy Demigods. 
Już po feriach, więc z wielką chęcią do Was wracam. Jestem szczęśliwa, a przede wszystkim pełna energii. 
Mam nadzieję, że rozdział, choć troszkę się Wam spodobał. 
Szczerze? Jesteśmy coraz bliżej końca pierwszej części. Na tym blogu spędziłam ponad rok i nawet teraz tego nie żałuję. 
Chciałabym, abyście licznie skomentowali ten rozdział. 
Przede wszystkim dziękuję Wam za meile i za nowych obserwatorów. Jestem Wam bardzo wdzięczna. 
Teraz chciałabym Was zaprosić na parę blogów.
1. Story Of My Life blog mój i mojej przyjaciółki. Opowiada historię siedemnastoletniej dziewczyny z pasjami, która stara się rozwiązać rodzinne zagadki, które mogą doprowadzić do tragedii.
2. Przygody Wiki blog autorstwa Sjo. Dziewczyna dopiero zaczyna i fajnie by było, gdybyście ja wspomogli komentarzami 
3. Mroczna Strona Nieba blog kochanej Liw dziewczyny, którą razem z Merr poznałam będąc w nieciekawej sytuacji. Osobiście ten blog mi się bardzo podoba i serdecznie na niego zapraszam. Myślę, że nie pożałujecie. 
To chyba tyle.
Byłabym wam bardzo wdzięczna za komentarze. 
Pozdrawiam i ściskam 
Dżerrka 
PS Mam małe problemy ze czcionką, gdyż blogger się zbuntował xd. Więc przepraszam. 
Miła niespodzianka, ponieważ rozdział pojawił się dwa dni wcześniej. 


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Spamowy post - Chętnie odwiedzę wasze blogi

Witam Was moi drodzy.
Pewnie zastanawiacie się, co dalej z tym blogiem.
Tak, jak wcześniej obiecałam, wracam do was już w lutym.
Już w piątek zaczynam ferie, ale zaczynają się dla mnie urodzinami koleżanki, zdjęciem szwów i jeszcze biegiem po całym mieście na orientację xd. Ale w sumie fajnie.
A jak u was? Jak oceny na pierwszy semestr?

No dobra.
Ten post poświęcam na spam, gdyż czasem nie nadążam. Bardzo chcę, abyście pod tym postem napisali linki do swoich, bo jestem załamana i już nie mam co czytać. Aaaaaaa!
Więc wasze blogi są moim jedynym ratunkiem, kochani :D 
Przy okazji, życzę wam spełnienia marzeń. Nie wiem czemu. Chyba po prostu wreszcie szczerze się uśmiecham
I ostrzegam Was jeszcze przed pewną rzeczą, a mianowicie osobą. 
Jak już pewnie wiecie, proszę, abyście uważali na Ci Żu. Nie ostrzegam tylko jak, ale także kilkanaście innych dziewczyn :* 
On nie zachowuje się normalnie i obiecuję, że na zjeździe się nie pojawi.
Buziaki. 
Wasza Dżerrka
Zostawiajcie linki misie!

sobota, 28 grudnia 2013

Bohaterowie opowiadania


Jak już wiecie, to opowiadanie będzie się dzieliło na dwie części. 
Pierwsza część powoli dobiega końca, a druga niedługo się rozpocznie.
Pierwsza seria (powiedzmy, że tak to nazwę) nazywa się 
Percabeth story.
Dlaczego? 
Cóż, odpowiedź jest mega prosta. W tej serii opisywane są wszystkie przygody (oczywiście te, które sb wymyśliłam) Prcabeth. Czyli co było do tej pory?

1. Oświadczyny
2. Misja "Pierścień Kronosa"
3. Próba samobójcza Annaabeth
4. Ciąża
5. Wrota Śmierci
6. Zdrajczyni Sandy
7. Śmierć Luka
8. Thalia jest z Nico
9. Narodziny Elizabeh
10. Planowanie ślubu
11. Porwanie Elizabeth

Póki co, wydarzyło się tyle, z czego planowałam. 
Kto, wie, może ktoś będzie dochodził do samego końca? To już zależ od was :D 

Druga częśc opowiadania będzie się nazywała
Nowe pokolenie lub Elizabeth story
Sama jeszcze nie wiem. 
Druga część będzie opowiadała historię i przygody Elizabeth oraz jej przyjaciół. Wiadomo będzie wzmianka o starych bohaterach.
Pamiętajcie, że druga seria, nie musi oznaczać, że pierwsza skończy się dobrze, bo nie jestem fanką happy endów.

No dobrze, a teraz chciałabym przedstawić Wam bohaterów opowiadania :D

1.
Percy Jackson - Syn boga mórz, narzeczony Annabeth i ojciec Elizabeth.
Jeden z najlepszych herosów pierwszego pokolenia.
Walczył z z Kronosem.
Wybranek bogów i wielu przepowiedni.
Oddałby życie, za bezpieczeństwo rodziny i przyjaciół.
Kocha niebieskie jedzenie.


2.
Annabeth Chase - Córka bogini mądrości, narzeczona Percy'ego i matka Elizabeth.
Jeden z najlepszych herosów pierwszego pokolenia.
Porwana i więziona przez tytanów.
Wybrana przez Olimp.
Zawsze pomaga swoim przyjaciołom.
Rozważna i mądra.
Kocha swoich bliskich.


3.
Elizabeth Jackson - Córka Annabeth i Percy'ego.
Według przepowiedni to ona ma zabić Kronosa.
Urodzona 5 sierpnia.
Bardzo szybko się rozwija.
Ukochana wnuczka Ateny i Posejdona.


4.
Clarisse La Rue - Córka Aresa, boga zdrajcy.
Świetna wojowniczka. Jedna z najlepszych herosów pierwszego pokolenia.
Ma tajemnicze przeznaczenie, które wiąże się z życiem Elizabeth Jackson.


5.

Clara Nightley - Chase - Córka Ateny, rodzona siostra Annabeth.
Przez większość życia wychowanka rzymskiego obozu herosów, uciekinierka.
Jedna z wybranych.


6.
Tony Hamilton - Syn Hefajstosa. Chłopak Clary.
W obozie herosów zaledwie od połowy wakacji.
Wybranek przepowiedni.



No i tyle z bohaterów, którzy coś znaczą w moich myślach xd.
Oczywiście wiem, że notka jest masakrycznie spóźniona, ale to akurat nie jest moja wina xd.
No więc takie spóźnione życzenia ode mnie,

Kochani. Święta jest to czas rodziny, miłości i przebaczania.
Chciałabym Wam życzyć dużo zdrowia, które jest w życiu najważniejsze.
Spełnienia marzeń, bo chyba każdy by chciał, by jego marzenia były na wyciągnięciu ręki.
Prawdziwych przyjaciół, którzy zawsze będą was wspierać w trudnych dla Was chwilach. 

Sukcesów, dzięki którym będziecie mogli się bardziej rozwijać.
I oczywiście czego tylko sobie zapragniecie. 
Pamiętajcie, że na pewno macie przy sobie ludzi, którym na Was zależy.
Nie bójcie się marzyć, ponieważ świat bez tego jest nudny, przeciętny i szary.
Róbcie to co lubicie, ponieważ nikt nie ma prawa Wam tego odebrać. 
Spełniajcie się w życiu, byście nigdy niczego nie żałowali.
Jednocześnie chciałabym Wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku.
Oby 2014 był tysiąc razy lepszy od 2013.
Wszystkiego najlepszego! 




Teraz coś innego.
Wielu z was pisało, bym odpoczęła i postanowiłam skorzystać z tej propozycji.
Potrzebuję odpoczynku, by móc usiąść przed zeszytem z długopisem w ręce i zacząć pisać nowe rozdziały na tego właśnie bloga.
Myślę, że tak będzie najlepiej.
Mój urlop nie będzie trwał długo.
Planuje powrócić już 1 lutego, ewentualnie wcześniej.
Czyli zawieszam blog na okres miesiąca.
Oczywiście tylko tego, ponieważ chce teraz troszkę czasu poświęcić na  Story Of My Life - Zapraszam 
oraz 
Łowca - Zapraszam!
To chyba tyle.

To do zobaczenia za miesiąc! <3
- Natala (Dżerrka)

sobota, 21 grudnia 2013

Percabeth Story: Rozdział 37 - "Wpadłem na pewien pomysł, może pomoże świat Hadesa, zagłada jest blisko, a trzeba walczyć. Musimy byc potężni, by przetrwać."

Wiecie co...chyba umieram xd. 
PS. Jest tu może jakiś harcerz z hąrogwi łódzkiej lub z hufca Piotrków Tryb.? 
Jesli tak, to macie ode mnie gigant uściski :D

Percy

     
Przez całą noc zastanawiałem się, jak zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie. Pomyślałem o pewnym momencie mojego życia, czyli o wycieczce wraz z Synem Hadesa, do podziemia. Odruchowo dotknąłem swojej tak zwanej "Pięty Achillesa". A może by tak...? Nie! To absurdalne. Nie ma na to szans, jeszcze zdarzy się coś złego....Chociaż....Eh! Muszę się poradzić Ateny. Czy stało by się coś złego, gdyby Annabeth i Lizzy zanurzyły się w Styksie? Tylko Bogini Mądrości będzie znała odpowiedź na to pytanie.
Zszedłem na dół i skierowałem się w stronę piwnicy. Otworzyłem drzwi w kolorze mahoniu i wszedłem do środku. Powitał mnie zapach wilgoci i ciemność. Ręką pogładziłem ścianę w nadziei, że znajdę włącznik światła. Po chwili w pomieszczeniu zrobiło się jaśniej. Zszedłem po kamiennych stromych schodach. Przed moimi oczami pojawiło się pomieszczenie podzielone na dwie części. Ściany pierwszej części pomalowane były na morski zieleń, była to domowa świątynia Posejdona. Natomiast druga część pomieszczenia była pomalowana na biało, jednak elementami dekoracyjnymi były złote sowy. To pomieszczenie było świątynią Ateny. Skierowałem się ku Stojakom na ofiary i wrzuciłem trochę winogrona do ognia. "Bogini Mądrości. Ja, Perseusz Jackson, proszę cię o radę. Chodzi o dobro mojej rodziny."
Stałem przez chwilę pod obrazem bogini i czekałem, na choć małą radę. Po chwili przede mną pojawiła się mama Annabeth.
- Percy. Czy ty myślisz, że bogowie nie mają prawa do wypoczynku? Znów zaczynam cię nienawidzić.- Odparła zdenerwowana bogini.
- Przepraszam, ale mam kilka pytań i muszę znaleźć na nie odpowiedzi, a tak się składa, że tylko ty możesz mi w tym pomóc.
- O co chodzi, synu Posejdona? Co cię gnębi? - Zapytała mrużąc oczy z zaciekawienia.
 - Ostatnio wiele słyszę, że losy świata zależą od herosów, ale najwięcej od Elizabeth, ponieważ to ona ma (przynajmniej według przepowiedni) pokonać Uranosa. Chodzi mi o to, że nie chcę, by się jej coś stało, dlatego pomyślałem o "Pięcie Achillesa". Stało by się coś, gdyby Annabeth i Lizzy zanurzyły się w Styksie? - Usłyszałem, jak bogini mądrości westchnęła.
- Cóż, Percy. Szczerze się dziwie, że wpadłeś na taki pomysł. To może się okazać naprawdę bardzo niebezpieczne, ale wykonalne. Rzeczywiście, może sprawić, że moja córka i wnuczka będą bezpieczniejsze. Pamiętaj jednak, że sam nie możesz podjąć decyzji, jeśli chodzi o Elizabeth. Masz do niej takie same uprawnienia, jak moja córka i oboje powinniście podjąć odpowiednią decyzję.
- Jaką decyzję? - Za plecami usłyszałem głos Annabeth. Dziewczyna stała ze skrzyżowanymi rękami. Minę miała poważną, ale jednocześnie niepewną.
- Pomyślałem...pomyślałem, że Lizzy wraz z tobą mogłaby się zanurzyć w Styksie. Tak chyba było by bezpieczniej.
- Percy, czyś ty już do końca oszalał?! - Zapytała Annabeth ze zdziwieniem. - Ona ma się zanurzyć w Styksie? Przecież to jest strasznie niebezpieczne. Ona jest bardzo mała. To, że wygląda, jak
roczne dziecko, wcale nie znaczy, że nim jest.
- Ale Annabeth, proszę zastanów się. To może jej kiedyś uratować życie.
- Percy, to ty się zastanów. Ledwo, co sam wypłynąłeś ze Styksu.
- Proszę, abyś, chociaż o tym pomyślała.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem.
- Proszę. - Powiedziałem łapiąc ją za rękę.
- Muszę to przemyśleć, ale nic nie obiecuję. - Powiedziała, po czym odwróciła się napięcie i wyszła z pomieszczenia.
Spojrzałem w stronę stojaka. Atena zniknęła. Cóż...Nie pozostało mi już nic innego jak z powrotem wrócić do sypialni i udać się do krainy snu.

Clara

           
   Czułam się, jak wrak człowieka.  Chociaż to głupie porównanie, ponieważ nie byłam już żywym człowiekiem. Mój dawny dom, to rzeka w świecie, w którym królem jest Hades - bóg zmarłych. Byłam jedną z tysięcy dusz, które pływały w Styksie w nadziei na trafienie do dobrego miejsca. Przez cały czas zastanawiałam się, jak tutaj trafiłam? Czy zginęłam na polu walki? A może zupełnie inaczej? Tego nie mogłam sobie przypomnieć. Byłam tylko duszą, która nie mogła nic zrobić. Nie ruszałam żadną częścią ciała. Z resztą już go nie posiadałam. Po prostu leżałam na plecach i pozwalałam, by prąd niósł mnie ku Elizjum, bo tam miałam nadzieję trafić. Hades, gdy stawałam przed sądem, powiedział, że tutaj czeka na mnie nowe życie. Może to dziwne, ale czułam, że chce wrócić do tego poprzedniego, choć nie wiele z niego pamiętałam. W mojej duchowej podświadomości słyszałam dziwne głosy, które wołały mnie do siebie. Czułam, że już kiedyś je słyszałam, ale jak na złość nie mogłam sobie przypomnieć, do kogo należą.
- Claro! - Z zamyśleń wyrwały mnie słowa Hadesa. - Claro, wypłyń. - Rozkazał. Zmusiłam się, by ruszyć swoimi "dłońmi" i "nogami". Po chwili ujrzałam boga podziemia. Ubrany był jak zwykły śmiertelnik. Miał na sobie czarne spodnie, czarny T-Shirt i czerwoną skórzaną kurtkę. Jego w miarę długie, kręcone włosy delikatnie powiewały, choć nie było wiatru. Swoim wyglądem  przypominał mi chłopaka, którego znałam za czasów swojego życia. Jego imię zaczynało się na literę "N". Może to jego syn? Sama
do końca nie wiem.
- Twój czas w tym świecie dobiegł końca. Twoim przyjaciołom na tobie zależy. Musisz do nich wrócić. Gaja może wygrać. Od ciebie zależy, jaki będzie wynik.

          Obudziłam się cała zdyszana. To tylko sen. Dziwny sen. Co on mógł oznaczać? Teraz nie mogłam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Wiedziałam jedno. Ten sen nie wróży nic dobrego.

Annabeth

      
Najbliższe wejście do Hadesu znajduje się w Hollywood, a to oznacza dwa dni drogi. Naprawdę nie wiem, dlaczego się zgodziłam. A co jeśli nam się nie uda? Co jeśli nie wrócimy? Oh, Annabeth weź już przestań. To twoje zamartwianie się staje się nudne, monotonne. Jesteś herosem, więc do jasnej cholery musisz się ogarnąć.
Super. Sama siebie upominam. Stałam się inna, gorsza. Zastanawiam się, co mnie tak zmieniło? Odpowiedzi do tego pytania nadal nagminnie szukam.
Gdy skończyłam rozmowę z Percym, szybko wróciłam do sypialni. Łóżeczko Lizzy przenieśliśmy do naszej sypialni, ponieważ malutka strasznie płakała. Nie podkurczała nóżek, czyli nie miała żadnej kolki. To
musiały być po prostu koszmary.
Po chwili poczułam  jak ręka Percy'ego oplata moją talię. Zasnęłam.

               Obudziłam się  około godziny dziewiątej. Tej nocy nic mi się nie śniło. Po prostu słodka, idealna ciemność. To dobrze, ponieważ sny u herosa bywają naprawdę okrutne.
Odwróciłam głowę, by zobaczyć, czy Elizabeth już wstała. Jak się okazało, nie było jej w łóżeczku. Spojrzałam na poduszkę leżącą obok mnie. Percy'ego także nie było. Tym razem się nie martwiłam. Jeśli nie ma tej dwójki, to znaczy, że Lizzy jest razem ze swoim tatą.
Nagle drzwi do sypialni lekko się uchyliły. Usłyszałam cichy głos Percy'ego.
- Chodź obudzimy mamę. - Wtedy moje oczy ujrzały małą Elizabeth. Dziewczynka raczkowała po podłodze z uśmiechem na twarzy. Percy szedł za nią, asekurując. Taki widok był naprawdę niezapomniany. Wstałam i
wzięłam sobie Lizzy na ręce, a Percy'emu posłałam czuły uśmiech.
- Mimo prawie nieprzespanej nocy, Elizabeth jest dość żywa. - Powiedział syn Posejdona, rozkładając się na łóżku.
- Właśnie to zauważyłam, ale to chyba dobrze. Jadła coś? - Zapytałam. Percy odpowiedział mi przeczącym kiwnięciem głowy.
Lizzy już nie piła mleka matki, może to dlatego, że tak szybko się rozwija? Sama nie wiem.
- Co kochanie, czas na śniadanko? - Zapytałam, dając buziaka swojej córci. Uśmiech z jej twarzy wcale nie znikał.
Zeszłam na dół do kuchni i przygotowałam mleko dla Elizabeth. Przypomniała mi się nocna rozmowa z Ateną. Zanurzenie w Styksie. Czy rzeczywiście podjęłam dobrą decyzję? Czy Lizzy na pewno nic się nie
stanie? Nie byłam do końca przekonana, co do tego pomysłu.
- Percy. - Powiedziałam siadając przy stole w jadalni. - Jeśli mamy wyruszyć do Hollywood, to tylko dzisiaj. Zaraz po śniadaniu.
- Tak szybko? - Zapytał zaskoczony. W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową.
- W takim razie, dobrze.
                 Wybiła godzina dwunasta. Byliśmy gotowi do podróży. Ostatni raz sprawdziłam, czy w bagażniku znajduje się wszystko, czego będziemy potrzebować. Percy na tylną szybę przykleił znaczek "Jedzie z nami
dziecko" i usiadł za kierownicą. Po chwili ruszyliśmy w stronę Hollywood. Lizzy bezpiecznie spała na tylnym siedzeniu w swoim przenośnym nosidełku, przypięta pasami. Nikt, oprócz Ateny nie wiedział o naszych zamiarach. Stwierdziliśmy, że tak będzie najlepiej.
Pocałowałam Percy'ego w policzek, po czym oparłam głowę o szybę czarne mitsubishi. Zamknęłam oczy. Ciemność pod moimi powiekami, była niemal taka sama jak niebo nocą. Momentalnie zasnęłam.
- Dziś, czyli ósmego września powstanie nasza pani. Gaja się przebudzi i razem ze swoim mężem poprowadzi nas do walki z bogami i herosami. My Giganci i Tytani wygramy. Świat będzie należał tylko do nas. - Twarzy mówiącego nie widziałam. Był przedstawiony, jako czarna sylwetka, stojąca na szczycie wysokiego klifu i pobudzająca potwory do walki.
Gaja przebudzi się ósmego września. Właśnie wtedy dojdzie do wojny. Ziemia planuje na samym początku zaatakować nasz obóz. Wiedziałam, że są silni.
- Giganci, odwróćcie się. Tam, za wami stoi heros. Zabijcie go! - Nie wiedziałam, co się dokładnie dzieje. Wszystkie potwory biegły prosto w moją stronę. Po kilku sekundach poczułam, jak czyjś miecz
wbija mi się prosto w serce. Z ust wylała mi się krew i upadłam na ziemię.

Szybko otworzyłam oczy. Żyję. To tylko kolejny, okropny koszmar herosa. Ostatnimi czasy takie zdarzały mi się coraz częściej. Może po wojnie będzie lepiej i koszmary już nie będą mnie męczyć?
- 8 września - Powiedziałam zdenerwowana. Ręce mi się trzęsły i nie mogłam nad nimi zapanować.
- Słucham? - Zapytał Percy marszcząc czoło.
- Gaja planuje atak na ósmego września. - Oznajmiłam.
- Skąd wiesz? - Zapytał spoglądając na mnie zdezorientowany. - Sny? - Dodał po krótkiej chwili.
- Tak. Męczą mnie prawie każdej nocy. Zawsze jest to coś, co jeszcze się nie wydarzyło.
- Nie myśl o tym. Jeśli rzeczywiście atak nastąpi 8 września, to mamy jeszcze trochę czasu. Jest dopiero czternasty sierpnia. Mamy czas.
- Rzeczywiście. - Odparłam nie do końca przekonana. Spojrzałam na tylne siedzenie. Lizzy już nie spała. Leżała w swoim nosidełku i bawiła się grzechotką, zawieszoną na rączce przenośnego łóżeczka.- Gdzie tak dokładnie jesteśmy? - Zapytałam rozkojarzona. Mogłam przysiąść, że już kiedyś widziałam to miejsce. Hmmm...ale czasami ja jestem głupia. Przecież to park w ...
- San Francisco. - Byłam tak blisko domu taty. Spojrzałam na zegarek. Godzina piata po południu, Domyśliłam się, co Percy planował. - Zaraz będziemy na miejscu. - Syn Posejdona skręcił w ulicę, na której znajdował się mój dom. Nie minęły trzy minuty, gdy samochód się zatrzymał.
Do reki wzięłam nosidełko, w którym leżała Elizabeth i ruszyłam w stronę swojego starego domu. 
Przez chwilę stałam przed domem, zastanawiając się, czy zadzwonić dzwonkiem, czy może po prostu je otworzyć. Ostatecznie wcisnęłam mały przycisk znajdujący się przy drzwiach. Nie minęła minut, kiedy przede mną pojawiła się wysoka kobieta o długich blond włosach i kasztanowych oczach.
- Annabeth...Jak miło cie widzieć. Witaj, Percy. Rozumiem, że postanowiliście nas odwiedzić. Proszę, wejdźcie.
Jak zawsze powitał mnie zapach świeżutkich ciastek cynamonowych. Pamiętam, że jak byłam mała, to obiecałam sobie, że jak kiedyś założę rodzinę, to w moim domu zawsze będzie się roznosił taki sam zapach. Razem z Percym usiedliśmy na kanapie w salonie. Lizzy, która piła mleko z butelki leżała na kolanach Syna Posejdona.
- Annabeth? - Z przed pokoju dobiegł mnie dźwięk głosu taty. Wstałam i podeszłam do wysokiego mężczyzny o czarno-siwych włosach, - Wyglądasz wspaniale. - Powiedział, przytulając się. - Tęskniłem za tobą córeczko.
- Ja za tobą też tato.
Oboje poszliśmy do salonu, gdzie na stole leżało ciasto czekoladowe i ciastka. Zaczęłam rozumieć, dlaczego żona mojego taty była tata surowa wobec mnie, gdy byłam mała. Chciała mieć normalną rodzinę. Bała się, że moja obecność może sprowadzić niebezpieczeństwo. Ona najzwyczajniej w świecie bała się o swoją rodzinę, do której ja nie należałam.
- Pokażcie mi tego małego skarba. - Powiedział mój ojciec, spoglądając na podłogę, po której raczkowała Lizzy. Dziewczynka nagle usiadła na karmelowym dywanie i zaczęła płakać. Szybko do niej podeszłam i wzięłam na ręce. Niestety, to nie pomogło. Po chwili usłyszeliśmy głośny ryk. Ryk potwora. Wiedziałam, co mam zrobić.
- Do piwnicy! - Krzyknęłam.
Podałam Lizzy swojemu tacie i razem z Percym wybiegłam na zewnątrz. Ku nam zmierzała Echidna, czyli stworzenie o pół kobiecych kształtach. Zamiast nóg ma łuski. Jej czarne oczy zawsze są żądne krwi herosa. Na szczęście w walce jest dość słaba.
- Co robimy? Jakieś sugestie?
- Tak. - Powiedziałam z uśmiechem. Nie wiedzieć czemu byłam zadowolona i pewna swojej wygranej. - Po prostu zaatakujmy oboje. Ona nie ma zbyt podzielnej uwagi i bardzo szybko się męczy. Jednak, żeby ją zabić, trzeba jej uniemożliwić poruszanie się, czyli trzeba jej odciąć te łuskowate kopyta.
- Nie ma sprawy. Ty ją podenerwuj, ja się zajmę resztą.
Podenerwować potwora, czyli jak zawsze grac na zwłokę. No Annabeth, przynajmniej w tym masz wprawę.
- Hej, ty! Myślałaś może nad weekendem w SPA? Sądzę, że by ci się przydał, bo wiesz...ta cera i te łuski...fuu. - Echidna spojrzała na mnie złowrogo. O to mi chodziło. Nawet nie zauważyła Percy'ego, który powoli się do niej skradał. - A przepraszam bardzo, ale czy ty się ostatnio ważyłaś? Wiesz, nie jestem dietetykiem, ale na moje oko powinnaś zrzucić co najmniej siedemdziesiąt kilogramów. Nic dziwnego, że wszyscy się ciebie boją, skoro tak wyglądasz. Polecam dużo marchwi i wody mineralnej. - Chyba teraz przegięłam, ponieważ potwór z wielką szybkością się na mnie rzucił. Percy jednak zareagował i po chwili rozległ się sie głośny ryk bólu, który zamienił się w pył.

________________________________

Eh...Tak szczerze, to zaczynam mieć już coraz bardziej poważne problemy. Wiele narzekacie, że  mało czasu poświęcam blogowi, ale jednak dla mnie jest to dużo, zważając na to, że mam trochę rzeczy do roboty. Jednak bycie zastępową nie jest takie proste. Tak szczerze, to mam problemy w szkole, ponieważ hmmmm....mam cztery....zagrożenia. I to wszystko dlatego, że zamiast się uczyć ja wolałam czytać, pisać i chodzić na ZHP. Ale i tak z niczego nie rezygnuje. Po prostu się zaczynam uczyć, a nie codziennie pisać. 
No więc, to koniec dzisiejszej notki. Nie składam póki co wesołych świąt, ponieważ mam zamiar dodać notkę (nie będzie wtedy rozdziału) dnia 24 grudnia :D 
No więc póki co, mogę wam życzyć dużo odpoczynku.
- Natala