BRITHDAY PARTY
Posejdon
Ach....Kolejny cudowny, wspaniały dzień. Na początek spotkanie z przepiękną
Jasmine, a później szpital i widok mojej malutkiej wnuczki. Na samą myśl o
dwóch kobietach, no właściwie o kobiecie i bobasku moje glonowe serce coraz
szybciej bije.Posejdon
Zerwałem się z łóżka i podpłynąłem do swojej pięknej szafy, w której znajdowała się bielizna. Dziś
musiałem przybrać kształt człowieka, a to oznacza, że muszę wybrać majtaski. Długo wpatrywałem się w szafę i ostatecznie wybrałem granatowe bokserki w kolorowe klauny z napisem "I'm sexy boy". Oh
Podoni będziesz wyglądał w tym tak pięknie. Co się dziwić przecież jesteś bogiem. Nawet faceci się za tobą oglądają by być takim jak ty.
No dobrze. Koniec tych rozmyślań. Za godzinę spotkam się z czerwonowłosą ślicznotką i muszę się upewnić, że cały pałac jest odpowiednio czysty. Przecież nie mogę jej tutaj zaprosić, gdy będzie pełno kurzu.
To by było nie po dżentelmeńsku. Czas przeprowadzić test białej rękawiczki. Perfekcyjny syren domu wkracza do akcji. Zaczynamy od sali tronowej.
Wszystkie moje służki, ubrane w strój pokojówki ustawiły się w rzędzie przed tronem. Podpłynąłem i ręką, na której znajdowała się biała rękawiczka przetarłem po sweetaśnej ramie mojego kochanego krzesełeczka. Chwila napięcia. Czysto. Podobnie zrobiłem z żyrandolem. Znów piękna chwila pełna napięcia. Wow. Znów czysto. Nie no...Beznadzieja. Foch forever z przytupem na five minuten. Krótko mówiąc nic nie znalazłem. Żadnego brudu, żadnego pływającego glona. Po prostu pustka. Niestety. Ale przynajmniej wiem, że mogę teraz zaprosić do swojego pałacu kobietkę.
Po sprawdzeniu czystości poszedłem do swojej garderoby, by wybrać strój i przyszykować się do spotkania. Zależało mi na tej dziewczynie, więc chciałem wypaść jak najlepiej. Wybrałem dżinsy i koszulę w kratkę. Jak zawsze ciało poperfumowałem playboyem.
Nadszedł czas na spotkanie. Trzeba się odstresować. Zrobię sobie tak, jak ta dziewczyna, blondyna z High School Musical. Jak jej było? Ashley? Sharpej? A mniejsza z tym. Stanąłem przed lustrem i zacząłem
sobie machać rękami przed twarzą.
- Prrr, Pfff, bam!, Bam!- No dobrze. Odstresowany. Teraz można wypłynąć nad zatokę Long Island.
Wyszedłem pod pałac, zebrałem wodę pod sobą i ostrym ruchem dłoni sprawiłem, że woda wyrzuciła mnie na powierzchnię. Uwielbiam być bogiem mórz i oceanów. Dzięki temu jestem zawsze słuchy.
Usiadłem na ławce, która znajdowała się na molo i czekałem na Jasmine.
Nagle sobie coś uświadomiłem. Nie mam kwiatów! Oh Podoni. Ależ z ciebie biedaczek. Musisz szybko coś wymyślić. Do głowy przyszło mi tylko jedno rozwiązanie. Demeter.
- Siostrzyczko moja kochana. Potrzebuję twojej pomocy. - Powiedziałem w myślach. Cisza.
- Halo. Demeter. Siostrzyczko... - Znów cisza.
- Demeter ty stara pruchwo! Przestań mówić dzieciakom "Nie zrywaj moich roślinek młodzieńcze" tylko mnie wysłuchaj! - Powiedziałem poirytowany ciągłą ciszą.
- Posejdonie - Odezwał się głos w mojej głowie. - Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Trochę szacunku!
- Tak, tak...Słuchaj. Mam randkę, ale zapomniałem kupić kwiatów. Weź mi pomóż.
- Nie. Chyba sobie żartujesz. Za te odzywki? Nie ma mowy! - Krzyczała irytowana i oburzona.
- Proszę. Demeter, moja kochana, cudowna siostro... - W sumie raczej stara, beznadziejna siostro, ale pominiemy to.
- Dobrze, ale ostatni raz ci pomagam. - W jej głosie wyczułem zmęczenie i zdenerwowanie. Ciekawe czy to przez Hadesa, czy przeze mnie.
- Dzięki siostrzyczko. - Po chwili w moich rękach pojawił się bukiet czerwonych róż skraplanych granatowym atramentem. Odwróciłem wzrok. W moją stronę szła niska, czerwonowłosa dziewczyna ubrana w czarną obcisłą sukienkę. Oj Podoni. Lepiej szybko spójrz gdzieś indziej, bo się jeszcze podniecisz. Miałem ochotę zacząć śpiewać i tańczyć piosenkę polskich młotków "Ona tańczy dla mnie". W sumie to nie jest taki złu pomysł. Nie wytrzymałem. Stanąłem na ławce i zaczął się wydurniać.
- "Ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie, bo dobrze to wie, że porwę ją i w sercu schowam na dnie..."- Jasmine zaczęła się głośno śmiać i bić brawa.
- Witaj piękna. - Powiedziałem całując ja w dłoń i podając bukiet kwiatów. Dziewczyna odpowiedziała mi słodkim uśmiechem. - Chciałbym zaprosić cię do mojego pałacu. Liczę, że ci się spodoba. - Chwyciłem ją w tali, stanąłem na końcu pomostu i wskoczyłem do wody, jednocześnie stwarzając wielką bańkę, w której można swobodnie oddychać.
Clara
Usiadłam przy długim i szerokim stoliku, na którym położyłam kilka grubych książek. Otworzyłam jedna z nich na stronie, 169 czyli na rozdziale "Opętania" i wczytałam się w dość interesującą treść. Czas płynął bardzo szybko. Za oknem zaczynało się ściemniać.
Duchy Magos. Dowiedziałam się, że mają postać na wpół przezroczystego, zielono czarnego węża - Pytona, który wchodzi w dusze ludzi i kontroluje ich umysły. Gdy ofiara ma niewielką siłę woli i nie ma osoby, która trzyma ją przy życiu, Magos morduję ją w sposób pełen okrucieństwa.
W mojej głowie wszystko zaczęło się układać. Matt został opętany, lecz nie umiał walczyć z własna podświadomością. Poddał się od razu na samym starcie. Wąż to wyczuł, zrozumiał, że wygrywa i pozbył się herosa. Tak samo było, z Willow.
Ale chwile...Magos to potwór, a potwory nie maja wstępu na teren obozu. Jeśli herosi giną to tylko z jego powodu, a to oznacza, że wśród nas jest kolejny zdrajca, który wpuścił węża do naszego domu.
Musiałam jak najszybciej powiadomić innych o swoim nowym odkryciu. Gdy byłam juz przy samych drzwiach, te szybko i głośno się zamknęły. Coś było nie tak. Całkiem możliwe, że moje nowe odkrycie nie koniecznie się komuś spodobało.
- Córka, Atssseny. A do kądss sssię wybierassss? - Zapytał mrożący krew w żyłach głos, który wydobywał się z drugiego końca biblioteki. Byłam nieco wystraszona. Musiałam się uspokoić. W myślach zaczęłam liczyć do dziesięciu. Jeden, dwa, trzy, cztery...Nagle ogromny regał z książkami wywrócił się, spadając prosto na mnie. Nie kontrolując swojego zachowania krzyknęłam. Na szczęście udało mi się uniknąć rozpłaszczenia, jak naleśnik.
Żałowałam, że swój sztylet zostawiłam w domku Ateny. W walce nie miałam żadnych szans. Tajemniczy, ohydny głos był coraz bliżej mnie, dlatego postanowiłam się przemieścić. Jednak poruszanie się po bibliotece było naprawdę trudne, ponieważ na podłodze leżało pełno książek. Ostatecznie ukryłam się w jednym z kątów pomieszczenia. Z wywróconego krzesła, które leżało tuż obok, wyrwałam drewnianą nogę.
Póki, co to mi musiało wystarczyć.
- Gdziesss jessstesss ssskarbie? - Miałam serdecznie dość tego ohydnego "ss.". Rozumiem, że jest to wąż, ale naprawdę...
Strach coraz bardziej przepełniał mój umysł. Serce biło jak szalone. Znów musiałam się uspokoić. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. W myślach znów liczyłam do dziesięciu. Powoli zaczynałam normalnie
funkcjonować. Otworzyłam oczy.
- Witajsss...
- Aaaa! - Krzyknęłam, gdy okropny wąż wyskoczył tuż przy mojej twarzy. Na szczęście odskoczyłam w ostatnim momencie. Pragnęłam dotrzeć do okna, ale jednak nie należało to do dość łatwych zadań. Biegłam przez przerwy między regałami, zrzucając książki. Wiedziałem, że Magos nadal za mną pełznie. Już przy samym wyjściu z regałów rozrzuciłam książki, sprawiając, że powstał dość duży stożek tamujący drogę. Nie miałam zbyt wiele czasu. Pochyliłam się opierając ręce na kolanach. Właśnie wtedy wąż przeleciał przez stertę książek prosto na moją twarz, co spowodowało, że się wywróciłam na ziemię. Zaczęłam się wić i krzyczeć, choć wiedziałam, że nie ma to żadnego sensu. Nikt mi już nie pomoże. Nikt mnie tu nie usłyszy. Magos zaraz wpełznie w moje usta i wejdzie w moje ciało. To będzie mój koniec, ale jednak wierzyłam, ze coś wymyślę. Nie poddawałam się. Próbowałam strzepnąć Magos ze swojej twarzy, ale na marne. Wąż ukąsił mnie w szyję, sprawiając, że po moim ciele rozległa się trucizna paraliżująca.
Zaczęłam się uspokajać, lecz jednak nie z własnej woli.
- Przegrałasss kochaniesss. - Powiedział wąż jednocześnie wchodząc w moje usta. Szczerze miałam ochotę wymiotować.
- Clara! - Mogłabym przysiąść, że słyszałam głos Tony'ego. Nie. To na pewno moja wyobraźnia. Po prostu umierałam. Na pewno.
- Clara! - Tym razem rzeczywiście słyszałam krzyk Percy'ego i Tony'ego. Może jeszcze jednak nie umieram?
Magos już całą głowę zanurzył w moich ustach. Nie mogłam się ruszyć. Musiałam walczyć, ale nie potrafiłam. Nie chciałam się poddawać, lecz
nie miałam innego wyjścia.
- Clara! - Drzwi biblioteki szeroko się otworzyły. Do środka wbiegł Tony wraz z Percym. Zmusiłam się do spojrzenia w oczy Tony'ego. Był przerażony. Przez chwilę obaj stali osłupiali, przyglądając się jak Magos wchodzi w moje ciało. Dopiero po chwili Tony rzucił się z pomocą. Chciałam coś powiedzieć, jednak coś mnie hamowało i na to nie pozwalało. Przeszywał mnie okropny ból. Czułam się, jakby ktoś wsadził
mi do gardła rozgrzaną lokówkę i jeszcze ją rozszerzał. Tony podbiegł do mnie, chwycił pozostałą część węża i zaczął go wyciągać. Ból i strach to najgorsze połączenie, jakie może istnieć. Percy pobiegł po pomoc a ja pragnęłam tylko śmierci. Z każdą chwilą byłam coraz bardziej słabsza. W końcu Magos opuścił moje ciało. Przed oczami miałam czarne plamki. Ostatnie, co widziałam to Tony, który zabijał potwora. Następnie nastała już tylko ciemność.
Czy ja umarłam? Czy ta przepowiednia o córce Mądrości może być o mnie? Gdzie ja jestem? Halo?!
To była jaskinia. Moje słowa i myśli głucho odbijały się od skalnych ścian, powodując głośne echo.
Byłam sama. Wokół mnie zaczęły się pojawiać pająki i węże. Nie! Tylko nie to! Niech mi ktoś pomoże! Błagam! Ja muszę wrócić do obozu! Zaczęłam słyszeć szepty, głosy ludzi dobrze mi znanych, ale zaraz...Chwila...Ja, ja ich chyba nie znam, dlaczego myślę zupełnie, co innego?
- Co z nią? - Zapytał głos numer jeden z nutą przerażenia.
- Żyje. Spokojnie To...- Nie dosłyszałam tego słowa. To pewnie imię.
Odwróciłam głowę w lewo. Ujrzałam ostre światło. Moje oczy już zdążyły się przyzwyczaić do ciemności, więc światło mocno mi doskwierało. Zadałam sobie pytanie. Podejść tam, czy nie? Do odważnych
świat należy. Podeszłam. Była to latająca mula światła. Ewidentnie pragnęła bym ją dotknęła. Zrobiłam to. W głowie zaczęło mi się kręcić.
Obudziłam się. To był sen. Odruchowo dotknęłam swoich ust. Pustka. Żadnego węża. Pamiętałam, co wydarzyło się wcześniej, ale nic więcej. Nade mną pochylało się dwóch chłopaków i jeden mężczyzna z
nogami konia. Kojarzyłam ich, ale tak naprawdę nie wiedziałam, kim są.
Z resztą nie wiedziałam gdzie właściwie jestem i najważniejsze...Kim jestem?
- Wreszcie się obudziłaś. - Powiedział chłopak o brązowych oczach. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się o ciebie martwiłem.
Spojrzałam na niego niepewnie i zadałam to bardzo ważne dla mnie pytanie.
- Kim jesteś?
Percy
Tony
Clara spała w pawilonie szpitalnym jeszcze tej nocy. Chejron powiedział, że na jej amnezję nie wynaleziono lekarstwa. Byłem naprawdę...hmmm... Podenerwowany. Clara straciła pamięć, a to znaczy, że nie wie, kim jestem, a najważniejsze: nie wie, co do mnie czuje. Nie chce jej tracić.
Rano zamiast prosto na śniadanie poszedłem po Clare. Chejron kazał mi się nią opiekować, dlatego na śniadaniu miała usiąść wraz ze mną przy stoliku, gdzie siedzieli instruktorzy.
Wszedłem do pawilonu szpitalnego. Clara siedziała na swoim łóżku czytając książkę. Wyglądała na mocno przestraszoną.
- Cześć. - Powiedziałem siadając obok niej.
- Jak się czujesz? - Zapytałem. Nie odpowiedziała mi.
- Może jesteś głodna? - Znów cisza.
- Chcesz iść do pawilonu jadalnego? - Kiwnęła przecząco głową. Nie mogłem jej tak zostawić. Musiałem coś wymyślić. Pragnąłem, by pamięć jej wróciła.
- Wczoraj wieczorem bardzo się o ciebie martwiłem. - Powiedziałem kierując swój wzrok w stronę okna. - Tak właściwie to nadal się martwię.
- Kim jesteś? Dlaczego cie kojarzę, ale nie pamiętam? - Zapytała. Na dźwięk jej delikatnego, zachrypłego głosu aż drgnąłem. Nagle w mojej głowie się oświeciło. Clara pisała pamiętnik. To jest najlepszy
sposób, by przypomnieć jej to, co nas łączy.
- Mam pewien pomysł, ale chwilę musisz poczekać. Coś przyniosę. Jestem Tony, a resztę dowiesz się za chwilę. Pobiegłem do domku Ateny i od razu skierowałem się w stronę łóżka swojej dziewczyny. Gdzie ona
mogła schować ten pamiętnik? Pod poduszką? Sprawdziłem. Nie ma. Ale...W poszewce było coś ukryte. Tak! To pamiętnik! Szybko go wyjąłem i z powrotem pobiegłem do pawilonu szpitalnego.
- Już jestem! - Krzyknąłem wbiegając do sali i siadając obok ciemnej blondynki. Otworzyłem zeszyt.
Moje Życie
Dalsza wędrówka: Beznadziejna sytuacja. Przez prawie dwa lata uciekałam przed potworami zwiedzając cała Amerykę. W żadnej kryjówce nie przebywałam dłużej niż dwa dni. Szczerze" Wszystko było lepsze niż życie w obozie rzymskim. Bycie córką Minerwy nigdy nie było proste.
Pamiętniku wyobraź sobie taką sytuację: Smacznie sobie śpię przy ciepłym ognisku, gdy nagle pojawia się Faun, znaczy Satyr wraz z pewnym chłopakiem. Jak im" Grover i Tony? Całkiem możliwe. No, więc
Grover powiedział, że od teraz będę bezpieczna. Zaufałam mu.
Nowy Początek:
Trafiłam o Obozu Herosów. Pamiętniku tu jest zdecydowanie lepiej niż w Obozie Rzymskim. Nie jestem jedynym dzieckiem Minerwy...Znaczy Ateny. Już pierwszego dnia poznałam Annabeth i Percy'ego. Ta dwójka podobno od roku jest parą i do tego są najlepszymi herosami w obozie. Wszyscy są dla mnie mili i nikt nie pyta czy mam pępek. Satyr miał rację. Rzeczywiście tutaj czuję się bezpiecznie. A Tony? Okazał się świetnym przyjacielem. I pomyśleć, że gdybym nie uciekła to nigdy bym tutaj nie trafiła. Jestem za wszystko wdzięczna losowi. FATA dziękuję!
Przepowiednia:
Siedmiu Herosów podjąć musi wyzwanie
Inaczej pastwem ognia lub burz świat się stanie
Przysięga tchem ostatnim dochowana będzie
A wróg w zbrojnym rynsztunku Wrót Śmierci siędzie.
Ledwo, co zadomowiłam się w Obozie, a już słyszę o jakichś przepowiedniach, które mówią o zniszczeniu świata. Życie herosa jest przereklamowane. To wcale nie jest tak fajna zabawa, jak się wydaje. Ciekawe, kto jest tą wybraną siódemką z przepowiedni?
Wybrana siódemka:
Dzisiaj dowiedzieliśmy się, o których herosach mowa w przepowiedni. Jak się okazało na misję zamknięcia Wrót Śmierci wyruszą:
Nico - Syn Hadesa
Charles - Syn Hefajstosa
Thalia - Córka Zeusa
Percy - Syn Posejdona
Annabeth - Córka Ateny
Tony - Syn Hefajstosa
Ja - Córka Ateny
To nie jest jednak najgorsze. Ja...Ja się chyba zakochałam w Tonym. On jest taki czuły w stosunku do mnie...Po prostu samo tak jakoś wyszło.
Powrót:
Dziś wróciliśmy z misji. Wszystko przebiegło pomyślnie. Oczywiście są drobne okaleczenia, ale nikt nie zginął, a Drzwi Śmierci zostały zamknięte.
A teraz najlepsza wiadomość
Aaaaaaaaa Tony powiedział mi, że mnie kocha. Aaaaaa Afrodyto uwielbiam Cię. Właśnie sobie zdałam sprawę, że ostatnio zachowuje się, jak córka Afrodyty. To nie w moim tylu. Coś jest ze mną nie tak hahahaha......
Tajemnica:
Co się wydarzyło? Otóż już wyjaśniam. Dzisiaj odbyły się zawody w obozie. Oczywiście wygrał Percy, co nie jest dla mnie zaskoczeniem. Wiem, co potrafi i mało, kto jest w stanie mu dorównać. Po zawodach musiałam jechać na Olimp, by porozmawiać z matką. No, więc wchodzę sobie grzecznie do domu Ateny i co słyszę? Kłótnie. A czyją? Annabeth i Ateny. Jak się okazało Ann i ja jesteśmy siostrami...Bliźniaczkami. Nie wiem, jak matka mogła pozwolić na to, byśmy były rozdzielone. Ona miała na początku rodzinę, nie ważne, jaką...Po prostu ja miałam. A ja? Ja od zawsze byłam sama. Nie miałam nikogo....
Spojrzałem na dziewczynę. W szarozielonych tęczówkach zbierały się łzy. Po chwili pojedyncza kropla przezroczystego, słonego płynu spadła jej po delikatnym, lekko bladym policzku.
- Nie płacz. - Powiedziałem gładząc jej ramię. Po chwili dziewczyna mocno się do mnie przytuliła.
- Dzięki tobie, już wszystko wiem. A najważniejsze, że wszystko pamiętam...
__________________________________________
16 listopada.
Dokładnie rok temu opublikowałam na
tym blogu pierwszy rozdział. Nie mogę uwierzyć, że jestem z wami już tyle czasu.
Blog jest dla mnie czymś naprawdę
wspaniałym.
Może zacznę od podziękowań?
Dziękuję Merr za wszelką pomocą. Gdy
nie mam możliwości napisania, że mnie nie ma, ona mi zawsze pomaga.
Dziękuję Virii za inspirację swoimi
rysunkami.
Dziękuję przyjaciołom za wszelkie
wsparcie, jakie mi udzielacie.
Dziękuję Wiertareczce za wszelką
pomoc, jaka mi udziela.
Dziękuję Rickowi, za to, że wymyślił
Percy'ego.
A przede wszystkim dziękuję
Wam.
Gdyby nie wy, nie piałabym. To wy
mnie wspieracie, wy czytacie, obserwujecie, komentujecie.
Dziękuję wam za każde słowo, za każdy
komentarz i dziękuje za taką liczbę wyświetleń. Kiedyś tylko o takiej marzyłam,
a teraz? Nie wierzę w to, co widzę. Jesteście wspaniali!
I oczywiście wielkie podziękowania
dla kochanej Mii z Land of Grafic za wykonanie cudownego szablonu.
Krótko mówiąc dziękuję wam,
Teraz coś z innej beczki.
Nie mam mnie z wielu powodów.
To nie jest powód do hejtów xd.
Wy nigdy kary nie mieliście?
Ale to nie jedyny powód.
Brzask został zawieszony, ja
przeszłam do innej drużyny i zostałam zastępową. Przed każdą zbiórka muszę
napisać konspekt. A teraz jestem w organizacji festiwalu.
Plus jestem drużynową Gromady
Zuchowej.
Dużo mam? No dla mnie tak.
Zapytajcie się Merr, „Kiedy ostatnio
z tobą pisałam dużej niż 10 minut?"
Zapytajcie sie jej...Ciekawe, co wam
odpowie.
Plus mam jeszcze coś. Cos, o czym
wiedzą tylko zaufani ludzie. Czyli Bartek, Wieka, Merr...Ostrzegam was ze z
tego powody nie będzie mnie prawdopodobnie w styczniu.
Nie robie z siebie biedulki. Nie
chciałam mówić tym osobom o tym, co wiedzą.
Robiłabym z siebie biedulkę gdybym
pisała tutaj "Jestem taka biedna...Nie będzie mnie w styczniu, bo
mam..." No i tyle. Nie będę wam pisała, bo nie jestem biedulką, i nie
mówcie mi, że taka jestem, bo mnie nie znacie.
Dziękuję za uwagę.
Kocham was:*
Wasza Dżerrka



