niedziela, 16 marca 2014

Percabeth Story: Rozdział 40 część 2 - "Półbogowie nigdy się nie poddają. Walczcie do samego końca, bo taki jest wasz obowiązek."

DEDYKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY CHOĆ RAZ DODALI KOMENTARZ POD JAKIMKOLWIEK POSTEM.
JESTEŚCIE WSPANIALI I ZA TO WAM DZIĘKUJĘ!

Annabeth

              Obudziłam się dość późno. Na niebie zamiast słońca świeciły małe kropeczki, które swoim blaskiem oświetlały świat. Która to może być? Dziesiąta wieczorem? Eh...nieważne. 
Przekręciłam głowę w lewo, uświadamiając sobie, co zdarzyło się zaledwie kilka godzin temu. Tak! To nie sen! Ja naprawdę żyję! To wspaniałe, a wręcz niewiarygodne.
Leżałam przez chwilę szeroko się uśmiechając. Świeże powietrze delikatnie owiewało moje lekko opalone ciało. 
Znajdowałam się na tarasie Wielkiego Domu. Przyprowadzono mnie tu, bym mogła odpocząć po zamieszaniu związanym z moim zmartwychwstaniem. Zaraz! Wojna. Rachel przepowiedziała bitwę. Muszę się zbierać. 
Szybko zrzuciłam z siebie ciepły, niebieski koc i ruszyłam biegiem w stronę pola ogniskowego. Z dala dobiegały mnie dźwięki muzyki, śmiechu i dobrej zabawy.
- Annabeth! - Krzyknęła Thalia. Po chwili każdy heros podchodził i mocno mnie przytulał. - Nawet nie wiesz, jak bardzo mi ciebie brakowało.- Na córkę Zeusa zawsze mogłam liczyć. Byłam jej za to bardzo wdzięczna.
- Chwila. - Powiedziałam, przerywając śmiechy i muzykę. - Dlaczego siedzicie tak bezczynnie? Czy już się poddaliście? Zbliża się wojna. Nie mamy przygotowanej żadnej techniki, a musimy walczyć. Powinniście ćwiczyć, a nie siedzieć. Nie wygramy nic nie robiąc. - Mówiłam. To już nie był ten sam obóz. Dlaczego tak bezczynnie siedzą i nic nie robią? To jest do nich naprawdę nie podobne.
- Nie mamy czasu, Annabeth. Gaja przebudziła się zdecydowanie zbyt szybko. Nie jesteśmy przygotowani i nie mamy odpowiedniej techniki. Nawet gdybyśmy walczyli, nie wygramy. Świata już nie będzie. - Odpowiedział jeden z synów Apolla. Przyznam, że jego słowa jeszcze bardziej mnie zdenerwowały.
- Co wy mówicie?! Wszyscy jesteśmy herosami. Czyżby moja śmierć i moje poświęcenie poszły na marne? Kim wy jesteście? Co się z wami stało?...
- Annabeth ma rację. - Powiedział Percy przerywając moją wypowiedź. Podszedł i delikatnie mnie objął.- Wielu herosów oddało życie i tylko po to, byście teraz bezczynnie siedzieli? Nie poznaję was. Rozumiem, że jesteście zmęczeni, ale takie jest życie herosa. Fata zadecydowało. Musicie walczyć. - Byłam mile zaskoczona słowami Percy'ego. Widać jego także zdziwiło zachowanie naszych przyjaciół.
- Słuchajcie. Niech grupowi przyjdą na naradę. Ustalimy plan działania. Będziemy walczyć! - Po tych słowach ruszyłam w stronę Wielkiego Domu.

***
               Siedziałam na stole do ping-ponga, trzymając w rekach mapę obozu. 
- Jakim, cudem wejdą na teren obozu, skoro mamy Złote Runo, które sprawia, że przez granicę żaden potwór nie może przejść? - Zapytałam. To pytanie nurtowało mnie od prawie godziny.
- Wejdą przez wodę. - Szepnęła wyrocznia. Rudowłosa dziewczyna szkicowała coś na białej kartce papieru. - Przecież nasze jezioro ma połączenie z zatoką Long Island.  Wiem to, bo jak byłam mała, tata mnie tutaj zabrał, znaczy na zatokę. Zawsze wiedziałam, że coś tutaj jest, ale dopiero, gdy poznałam Percy'ego dowiedziałam się co. - Zamknęłam oczy mając nadzieję, że uda mi się coś wymyślić. W tym momencie każdy liczył właśnie na mnie.
- Mam pewien pomysł. - Powiedziałam po pewnym czasie. Wszyscy skupili swój wzrok prosto na mnie. - Z tego co wiem, w lesie poukrywane są bunkry. Skoro już są, to dlaczego ich nie wykorzystamy? Zamiast stać i niczemu nie służyć, mogą na czas bitwy być naszą kryjówką. Gdy armia Gai i Uranosa wejdzie na teren obozu, będą myśleć, że nikogo nie ma. Kilku chłopaków od Hermesa i Hefajstosa wyjdzie, by z zaskoczenia pozbyć się przeciwników.Gdy wrócą, łucznicy od Apollina wystrzelą strzały. Powstanie zamieszanie, a my pozbędziemy się wielu herosów z armii tej jędzy. Jednak walka będzie nieunikniona. Po łucznikach wyskoczymy my i rozpoczniemy to, co od dawna jest przepowiedziane. Percy, Clarisse i ja pobiegniemy na przywódców, a reszta zajmie się innymi. Nie mamy pewności wygranej, ale z dobrym planem i zaangażowaniem wszystko jest możliwe.
- Uważam ten plan za bardzo dobry. Czy ktoś ma jakieś zastrzeżenia? - Zapytała Clarisse. Gdy z Percym przeprowadziliśmy się i stwierdziliśmy, że nasza przygoda w obozie dobiega końca, trzeba było przekazać dowództwo. Teraz naszą starą funkcję pełniła córka Aresa.
- Tak. - Odpowiedział, Percy, co wprawiło mnie w jeszcze większe zaskoczenie. - Co z Elizabeth i przepowiednią? - Miał rację. Zapomniałam o tym.
- Dziewczynkę trzeba ukryć w lesie razem z Driadami.Tylko one najlepiej znają teren. Jeżeli Lizzy nie pojawi się na polu bitwy, to możliwe, że przepowiednia się nie spełni. - Odpowiedział Chejron, po raz pierwszy tego wieczoru. Zawsze na naradach odzywał się tylko wtedy, gdy mieliśmy jakiś problem. W ten sposób uczył nas zaradności. Jednocześnie często uczyliśmy się na swoich błędach.
- A więc wszystko ustalone. Grupowi niech przekażą plan pozostałym. Niech każdy domek wystawi po dwie osoby na nocną wartę. Nie wiemy, kiedy dokładnie zaatakują. Patrole będą pilnowały do godziny czwartej. Następnie ubieramy się w zbroje, zabieramy broń i idziemy do bunkrów. - Powiedziała córka Aresa, po czym szybko odeszła w stronę swojego domku. Przez chwilę spróbowałam zrozumieć, co ta dziewczyna może czuć. Jest zupełnie sama, bez żadnego rodzeństwa. Nie ma się komu wyżalić, choć wątpię, by kiedykolwiek to robiła.
Z zamyśleń wyrwał mnie dotyk Percy'ego.  Uśmiechnęłam się do niego blado i oboje ruszyliśmy w stronę lasu, gdzie obecnie znajdowała się Elizabeth.
Przed nami pojawiło się ogromne drzewo, w którym znajdowały się duże, brązowo czarne drzwi. Zapukałam, a po kilku sekundach przede mną stanął Grover.
- Wejdźcie. - Powiedział uśmiechnięty. W ręku trzymał nadgryzioną puszkę coli. Nic się nie zmienił. Stary przyjaciel, z którym przeżyliśmy wiele przygód i misji.
W środku było naprawdę dużo miejsca. Nie było to zwyczajne drzewo. Jest to raczej coś w rodzaju podziemnego domu.
- Co się stało? - Zapytała Kalina, wyczytując wszystko z mojej twarzy. Ta Driada wyróżniała się od innych. Była w miarę odważna i mądra, a to cechy warte uwagi.
- Jutro wszystko się rozstrzygnie. Przybędą. - Odpowiedziałam. - Potrzebna jest wasza pomoc. Czy jest tutaj miejsce, gdzie można ukryć Elizabeth? Ona nie może brać udziału w bitwie. Gdy Gaja ją zobaczy to...
- Rozumiem. - Odpowiedziała Driada, przerywając mi. - Chodźcie za mną. - Na ręce wzięła swojego kilku miesięcznego synka i zaprowadziła nas w stronę mosiężnego regału z książkami.
- Percy, czy mógłbyś go przesunąć? - Zapytała. Glonomódżek z chęcią zrobił to, o co poprosiła go Kalina. Naszym oczom ukazały się szare, metalowe drzwi, które zamiast klamki miały zamek, wyglądający jak ster w statku. - To jedno z najbardziej bezpiecznych miejsc na terenie całego obozu. Tak zwany schron. Zostawcie u nas Lizzy. Tutaj będzie bezpieczna.

Percy

               Spojrzałem na zegarek, który dostałem od Paula jako prezent ślubny. Wybiła godzina szósta rano. Wszyscy rozrzuceni byli po bunkrach, znajdujących się w lesie. Póki co było spokojnie, co zaczynało niepokoić Annabeth. 
- Zaczynam się koszmarnie nudzić, Jackson. - Powiedziała Clarisse, przepychając się w stronę wyjścia. Już nie jest miła. Wróciła do swojego starego wrednego "ja".
- To proszę bardzo. Drzwi otwarte, droga wolna. Możesz wyjść i dać się zabić. Twoja decyzja. Ja tam za tobą nie zapłaczę. - Powiedziałem, uśmiechając się łobuzersko. Widać i w takich sprawach trzyma mnie poczucie humoru.
- Weź się lepiej zamknij, Jackson. - Odpowiedziała córka Aresa, uderzając mnie w ramię.
Nasze małe przekomarzanie przerwało lekkie trzęsienie ziemi. Przez dziurę w drewnianych drzwiach dostrzegłem, że kilku wojowników z mieczami uniesionymi nad głowy, biegnie w stronę obozu herosów. Jednak po chwili przystanęli. Powitała ich pustka. Właśnie rozpoczęła się inwazja.
Armia wroga stała, nie wiedząc co się dzieję. Spodziewali się walki i dostaną ją, lecz nieco później.
- Dawać dzieci Hefajstosa i Hermesa. - Rozkazała Annabeth. Na twarzy córki Ateny widać było skupienie. - Działamy według planu. - Przyznam, że właśnie takiej Ann mi brakowało. Silnej i przywódczej.
Kilku chłopaków, w tym Charles i Tony szybko wyszło z naszej kryjówki. Widziałem, jak jeden z nich podchodzi od tyłu do wojownika z armii przeciwnej i z zaskoczenia podcina mu gardło. Po szyi wroga płynęła strużka czerwonej, ciepłej cieczy. Nieznany mi chłopak lekko się zachwiał i upadł na ziemię. Morderstwo idealne.
Kilku herosów robiło to samo. Widziałem, jak Annabeth uśmiecha się lekko do samej siebie. Jej plan jest doskonały i trzeba to przyznać.
Nie minęło piętnaście minut, kiedy nasi wrócili.
- Nieźle się spisaliście. - Rzekła córka Aresa, klepiąc Tony'ego w ramię. - Teraz czas na łuczników. Na co jeszcze czekacie leniwce? Do dzieła!
Tym razem również nie było problemów. Dzieci Apolla nie musiały odchodzić zbyt daleko. Schowali się za drzewami i na rozkaz przywódców, wystrzelili strzały, powodując krzyki bólu i panki. Powstał masowy mord. Kilkadziesiąt ciał uginających się pod własnym ciężarem i upadających na zakrwawioną ziemię. Po raz pierwszy tego dnia pomyślałem, że wygramy. Nie wiedziałem, jak bardzo się mylę.
- Atak! - Krzyknęła Clarisse, a my wybiegliśmy prosto na pole bitwy. Rozpoczęła się walka. Za obóz! Za bogów! Za życie i świat!
Starałem się robić wszystko według planu, lecz nigdzie nie było widać ani Gai, ani Uranosa. Ewidentnie coś się komplikowało.
Nie wiedząc, co dokładnie mam robić, odetkałem Orkan i walczyłem z pierwszym, lepszym herosem. Pięta Achillesa pomagała mi w walce, bo wcale nie musiałem się tak bardzo martwić o swoje życie. Nie było łatwo. Nas było znacznie mniej, ale jak to powiedział kiedyś mój ojciec "Nie liczy się ilość, ale skuteczność".
Widziałem, jak przegrywamy. Młodzi herosi, którzy w obozie byli pierwszy raz, w tym momencie bez ruchu leżeli na ziemi. Annabeth również to dostrzegła. Widziałem, jak z kieszeni szortów wyciąga duży, fioletowy pierścień. Dobrze wiedziałem, do czego on służy. Jest to tak zwany sierp Kronosa, Pana Czasu. Annabeth za pomocą właśnie tej broni potrafiła zatrzymać czas. Tak właśnie zrobiła i tym razem.
- Mamy pięć minut, zanim sekundy znów zaczną płynąć. Nie uda nam się zabić wszystkich, ale zawsze możemy zdobyć przewagę! - Krzyknęła córka Ateny, a nasi herosi ruszyli z uniesionymi mieczami prosto na armie przeciwnika.
Potwory błyskawicznie zamieniały się w kupki złotego pyłu, a herosi padali w kałuże krwi. Jednak nic nie może trwać wiecznie. Nim się obejrzeliśmy, po obozie znów rozległ się krzyk ataków. Nie było łatwo.
Nagle ziemia zaczęła się mocno trząść, aż powstała w niej ogromna szczelina, prowadząca na samo dno okropnego, ciemnego Tartaru. Przed nami pojawiła się dwójka najgorszych wrogów: Gaja i Uranos. Ziemia miała około dziesięciu metrów wysokości i była złoto czarna, a jej mąż  liczył piętnaście metrów i był cały czerwony. Oboje deptali po całym obozie, doszczętnie go niszcząc. Teraz rozpoczęła się prawdziwa rzeź. Nigdy tego nie wygramy.
Odruchowo spojrzałem w stronę lasu i zamarłem. Za jednym z drzew stała Elizabeth. Widziałem też Grovera, który próbował ją zabrać w bezpieczne miejsce, ale ta mu się wyrywała. Po kilku sekundach dziewczynka wbiegła prosto na pole bitwy.
- Nie! - Krzyknęła Annabeth, dostrzegając to, co ja. W tym samym momencie Gaja głośno zaczęła się śmiać. Łucznicy z jej armii ustawili strzały prosto na moją córkę. Cięciwa naciągnięta...ognia. Strzały wystrzelone. W ostatnim momencie zobaczyłem, jak Clarisse rzuca się na Lizzy, jednocześnie przyjmując na siebie cały atak. Zapadła cisza. Z ust córki Aresa wydarł się mrożący krew w żyłach krzyk bólu. Cierpiała. Jej ciało zalały krople czerwonej mazi. Dziewczyna ugięła się na własnych nogach i upadła na ziemię.
- Percy. - Powiedziała ukradkiem sił. Patrzyła na mnie, jakbym mógł jej pomóc. Przez chwilę próbowała się podnieść, ale kończyło się to dla niej bolesnym upadkiem. - To było...moje...zadanie. - Po tych słowach przewróciła się na plecy i wydobyła z siebie ostatni oddech. Umarła.
- Nie! - Krzyknęła Elizabeth., podnosząc się z ziemi. - Zabiliście ciocię Clarisse! - Po raz pierwszy ujrzałem coś tak potężnego. Moja córka wywołała w obozie ogromny huragan. Stała naprzeciw gigantów z zaciśniętymi dłońmi. Co złego się teraz wydarzy?
- Elizabeth, stój! Uspokój się! - Krzyknęło kilku bogów. Pojawili się w samą porę.
Lizzy nie słuchała. Była zdenerwowana, a z jej ciała płynęła dziwna, silna energia. Woda w jeziorze mocno obijała się o piaszczyste ściany klifu. Tworzył się sztorm. Nie, poprawka. Elizabeth tworzyła sztorm.
- Lizz! - Krzyknął mój ojciec próbując do niej podejść. Dziewczynka odczytując jego zamiary, uniosła ręce do góry i zapanowała nad wodą. Dopiero teraz dowiedziałem się, że ma taką moc.
Potężny strumień wody skierowała prosto na swojego dziadka i mocno w niego uderzyła, sprawiając, że Posejdon stracił równowagę. To, co Elizabeth wyprawiała w tym momencie było niesłychane. Za pomocą rąk stworzyła ogromny wir, który prowadził na dno Tartaru. Do jej dzieła po kolei wpadało wielu wojowników, jak i potworów. Armia Gai i Uranosa już nie istniała. Została tylko ta dwójka.
Ziemia z własnej woli rozpłynęła się w czarny pył. Uciekła.
Lizzy jedną ręką podtrzymywała wir wodny, a drugą stworzyła ogromną, wodnistą rękę, która zebrała w siebie całą, dostępną broń, czyli miecze, sztylety i strzały, a po chwili wystrzeliła prosto na naszego wroga. Takiego ataku nikt się nie spodziewał. Nie minęła minuta, kiedy pokiereszowany Uranos ruszył w stronę Tartaru.
Elizabeth opuściła ręce, jednocześnie zalewając obóz. Woda na ziemi zmieniła się w błoto i kałuże. Lizzy zachwiała się i ze zmęczenia zemdlała. Dzięki niej obóz i świat nadal istnieją.

_____________________________________________
A więc to już jest koniec. A raczej rawie koniec, bo przed nami jeszcze epilog który pojawi się w najbliższym czasie.
To opowiadanie (cała seria) nie jest ideałem. Na bieżąco będę starała się wszystko popoprawiać. Jednak potrzebna mi będzie pomoc.
POSZUKIWANA BETA, OSOBA KTÓRA POMOŻE MI KOREKTOROWAĆ POPRZEDNIE ROZDZIAŁY, ABY INNYM LEPIEJ SIĘ CZYTAŁO. BARDZO PROSZĘ, NIECH KTOŚ SIĘ ZGŁOSI W KOMENTARZU LUB NA MEILA Dzerr98@gmail.com.
Także pojawi sie epilog, a następnie druga seria.
Może będzie lepsza od tej? Mam taką nadzieję.
A teraz parę linków. Dość dla mnie istotnych  waznych.
1. Masz ADHD i dysleksję? Nie martw się nie jesteś debilem tylko herosem. Stronka o tematyce PJ i OH prowadzona przeze mnie, Merr i McLean. Organizowane są tam zabawy i inne. Super fanpage.
2. Dżerrka mała stronka informacyjna o kolejnych rozdziałach, ale też taka dla zabijania mojej nudy.
3. Story Of My Life blog, który jest mi bardzo bliski. Tematyka wzorowany na moim dawnym blogu. Piszę go razem z najlepszą przyjaciółką. - Kitty.
4. Pamiętnik Dżerrki blog, który powstał na początku mojej przygody z blogowanie. Na nim właśnie widać, jak bardzo się zmieniałam.

To chyba tyle.
No i jeszcze może mój ask KLIK.
Do zobaczenia!
Widzimy się za około dwa/trzy tygodnie z nowa serią a z epilogiem oby ja najszybciej.
Liczę na wasze komentarze. 

środa, 12 marca 2014

Luźny, dziwny, potrzebny dla mojej osoby, wyrażający mnie ... post.

Jestem człowiekiem i mam uczucia, a to oznacza, że czasem potrzebuję jakiegoś luźnego postu na moim ulubionym, kochanym blogu, także oto nic nie wnoszący do życia post, opisujący tę debilkę siedzącą przed komputerem z ręcznikiem na głowie czyli mnie. 

No więc tak. 
Ble, ble, ble moje zycie było takie i takie, srakie i srakie, ble, ble, ble. Słowo kluczowe: BYŁO.
Zmieniłam się i to dzięki Wam! 
Thank you very much...
itd. 
No więc. 
Zdałam sobie sprawę, że jak zaczynałam swoją przygodę z tym blogiem to byłam uśmiechniętą Dżerr, która niczego się tam nie boi, jest raczej uśmiechnięta i ze wszystkiego się smieje. Później byłam taka se ponura, zua, pragnełam śmierci itd. ble, ble, ble.
No, ale wy mnie znacie z tej gorszej, słabej strony i chce to zmienić. :D

Zacznijmy od początku? Oki? 
Jestem Natalia i miło mi Was poznać. 
Mam szesnaście lat. Chodzę do trzeciej gimnazjum, od półtora roku pisze opowiadania, co jest moją pasją. Uwielbiam czytać książki i grać w przedstawieniach teatralnych. 
Jestem metalem, ale tylko pod tym względem, że słucham takiej muzyki. 
Mam kilka wspaniałych przyjaciółek, w tym cztery, których jeszcze nigdy na żywo nie spotkałam. Ach te cudowne kilometry. -.-
Mam psa o imieniu Sara xd. 
Nie mam chłopaka. :( Taki forever alone. 
Mam cudna siostrę cioteczną. - Ikę :D 
Jestem głupia, szurnięta i miałam tysiące chorób. To cudowne szczęście -.- 
No i kocham czekoladę, ale już jej nie jem, bo jestem grubasem.
Raz w mundurze harcerskim po nutelli, turlałam się pod kościołem na akcji zarobkowej drużyny. 
A więc to ja. 
Miło Was poznać. 

Czy odpowiada Wam taka Dżerrka?
Uśmiechnięta i starająca się pokonać pokuse smierci? 
Bo wiecie, że i tak się nie zmienie?
Wolę siebie właśnie taką, niż tą poprzednią. 

I teraz uwaga! 
Z okazji prawie 80000 wyświetleń, razem z Kitty postanowiłyśmy nagrać schizowy, głupi filmik, w którym odpowiadamy na jakieś pytania i odwalamy bekę z życia codziennego.
Miło by było dostać jakieś tam pytania itd. 
Więc może byście tak coś dali? Jakieś małe pytanko.
I chętnie poczytam coś o Was, kochani. 
Do zobaczenia prawdopodobnie w sobotę. 
Odnowiony model Natalii xd. 


niedziela, 2 marca 2014

Percabeth Story - Rozdział 40 część 1 - "Byłem zaskoczony całą sytuacją..."

ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MILENIE :**

Sally

      

        Być może jestem zwykłym śmiertelnikiem, ale to wcale nie znaczy, że nie rozumiem tego, co się teraz dzieje. Mój syn wraz z wnuczką od dwóch dni siedzą w domu i opłakują zmarłą po kątach,  a ja? Ja staram się być oparciem dla rodziny, ale sama jestem pogrążona w ogromnym smutku. Co oni teraz zrobią? Jak sobie poradzą? Annabeth nie żyję i to jest prawda, z którą trzeba się pogodzić. 
Usiadłam na kanapie obok Percy'ego. Chłopak patrzył na leżącą Elizabeth. Dziewczynka miała opuchnięte policzki, po których cały czas spływały słone kropelki. Najbardziej było mi żal właśnie jej. Była świadkiem,  jak matka wbija sobie sztylet w serce. Lizzy jest mała i nie rozumie, dlaczego to zrobiła. Jest tylko dzieckiem, które niczemu nie zawiniło.
Dziś rano w pokoju Percy'ego znalazłam kartkę papieru, na której napisane były słowa od córki Ateny. Uratowała świat, poświęcając swoje życie. Każdy będzie ją uważał za bohaterkę. 
Miałam jednak głupie przeczucie, że Gaja nie dotrzyma słowa i mimo wszystko zaatakuje Obóz Herosów,  a potem pozbędzie się wszystkich ludzi.
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam i leniwym krokiem ruszyłam, by je otworzyć. Przede mną stał Posejdon.
- Witaj, Sally.- Powiedział bóg mórz i oceanów. Nie próbował się uśmiechać.  Był poważny.
- Dzień dobry, proszę, wejdź. - Powiedziałam,  wpuszczając go do mieszkania.- Napijesz się czegoś?- W trudnych chwilach także należy wykazać się odrobiną kultury.
- Nie. Dziękuję. Nie rób sobie problemu. Jak się czują Percy i Elizabeth? - Nie potrafiłam odpowiedzieć. Po prostu opuściłem wzrok i zaprowadziłam go do salonu. Gdy Percy zobaczył ojca, podniósł się i ruszył w stronę wyjścia. 
- Poczekaj. - Powiedział Posejdon, łapiąc go za ramię. - Wiem, że to trudne i wiem, że nie możesz się z tym pogodzić,  ale musisz żyć dalej. Zrób wszystko, by Ann nie pożałowała swojej decyzji. Bądź twardy. Nie bądź lamusem, przecież jesteś ojcem. Masz córkę i powinieneś dla niej wziąć się w garść. Jutro rano będziemy spalać całun Annabeth. Powinieneś tam być i powiedzieć kilka słów od siebie. - Posejdon miał rację. Percy powinien zacząć normalnie funkcjonować. Przed nim całe życie i nie może wiecznie opłakiwać zmarłej.



Percy

            Wszyscy powtarzali tylko jedno: Zapomnij, przecież trzeba żyć dalej.
Ale czy da się zapomnieć o jednej z najważniejszych osób w życiu? To nie jest łatwe. Posejdon w jednym miał rację. Muszę żyć dalej i być oparciem dla tych, którzy mnie potrzebują. Stwierdziłem,  że już wystarczająco długo byłem u mojej mamy, więc czas wrócić do domu. Nie mieliśmy ze sobą żadnych bagaży,  więc po prostu założyłem buty, dałem całusa swojej rodzicielce i biorąc Elizabeth na ręce,  zszedłem na dół. 
Próbowałem wyjechać samochodem z parkingu, ale ten nie chciał ruszyć. 
- Cholera! - Powiedziałem zdenerwowany. - Głupie auto! Brak Paliwa.
W lusterku zobaczyłem wzrok swojej córki.  Znów płakała. Szybko przesiadłem się na tylne siedzenie i przytuliłem ją do siebie.
- Nie płacz,  kochanie. Już nie płacz. - Dziewczynka wytarła ze swoich policzków małe łezki. - Chyba musimy pójść pieszo.
Zamknąłem samochód,  złapałem Elizabeth za rękę i powoli ruszyliśmy w stronę Long Island. Samochodem było to piętnaście minut, natomiast pieszo około godziny.
Gdy dochodziliśmy już do szesnastej alei, Elizabeth zaczynała być zmęczona. Wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy dalej. Jak ja sobie teraz ze wszystkim poradzę? Annabeth nie żyje i taka jest prawda. Ja? Ja nie potrafię się z tym pogodzić. Przecież ją kochałem i nadal kocham. W nocy nie potrafię robić nic, oprócz patrzenia na Elizabeth i płakania. To normalne, że płacze. Straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. Teraz została mi tylko córka,  w której oczach widać smutek i cierpienie. Muszę zrobić wszystko, by się uśmiechnęła. Ja mogę cierpieć, ale ona nie.
- Percy? - Pod jedną z kawiarni stała nie wysoka dziewczyna o głębokich, brązowych oczach i długich, czarnych włosach. Była to Amy. Puszczalska laska z mojej szkoły. Pierwszoklasistka, której w roku szkolnym pomagałem w nauce pływania. Niestety chodziła na grekę. Nigdy jej nie lubiłem. 
- Cześć Amy - Powiedziałem oschle. 
- Jak tam wakacje? - Zapytała dziewczyna. Nie miałem wyjścia. Musiałem stanąć i chwilę z nią porozmawiać. 
- Źle. - Odpowiedziałem krótko, obracając się w jej stronę. 
- Na pewno nie jest aż tak beznadziejnie. Masz siedemnaście lat. Pewnie dużo imprezujesz. Zazdroszczę ci, że jesteś starszy..
- Nie imprezuję. - Powiedziałem, przerywając jej. W oczach dziewczyny widać było zaskoczenie. Po chwili spojrzała na Lizzy.
- A to, kto? - Podeszła do dziewczynki i uśmiechnęła się. 
- Moja córka. - Odpowiedziałem krótko. Akurat teraz nie mam ochoty na towarzyskie spotkania. 
- Ty masz córkę? Nie wiedziałam. Ta obrączka na palcu pewnie też coś znaczy. Strasznie szybko ci córka urosła. Ile ma lat? A zresztą nie ważne. Lepiej powiedz, gdzie masz żonę. - Tym razem trafiła w nasz słaby punkt. Po policzkach Elizabeth znów zaczęły spływać łzy, natomiast ja byłem temu bliski. Nie potrafiłem odpowiedzieć na jej pytanie. 
- Halo. Ziemia do Percy'ego. Słyszałeś? Pytałam, gdzie jest twoja żona. - Bogowie! Czy ta siksa nie może przestać? Nie widzi, że nie mam ochoty z nią rozmawiać? - Halo. Odpowiesz mi?  
- Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć, to Annabeth nie żyje. Zmarła. I bardzo dziękuję, że spowodowałaś płacz u mojej córki. Zrób coś dla mnie i zniknij. - Już miałem odchodzić, gdy usłyszałem, jak Elizabeth wypowiada w stronę dziewczyny trzy słowa. 
- Nie lubię cię. - Moja córka zawsze będzie szczera. Tego jestem pewny. Uśmiechnąłem się do siebie i ruszyłem dalej. 
               Dom. Pusty dom. Dom, w którym miała mieszkać szczęśliwa rodzina. Pierwsza noc w tej sypialni spędzona bez Annabeth u boku. Pierwsza noc, która minęła na szczerym płaczu i wspominaniu tych szczęśliwych chwil. Tej nocy wylałem wszystkie swoje emocje. 
To właśnie dziś ma zostać spalony całun Ann. Czy dam radę przy tym być? Wiem, że muszę spróbować. Wiem, że będzie trudno, ale się postaram. 


Annabeth

               Obudziłam się cała mokra na czarnym, zimnym i wilgotnym piasku. Miałam na sobie białą, a właściwie już szara od brudu sukienkę, która na samym dole była lekko podarta. W miejscu, gdzie znajdowało się moje serce, suknia była rozdarta. Czułam się dziwnie. W środku ciała było mi gorąco, wręcz jakbym się paliła, natomiast od zewnątrz czułam straszny chłód. Obok mnie płynęła czarna rzeka. Styks...właśnie. Jak to możliwe, że umarłam skoro?...Wiem! Moje serce było piętą Achillesa. 
Dobrze wiedziałam, gdzie się znajduję i co mnie teraz czeka. 
Podniosłam się i ruszyłam przed siebie. Wszędzie panował półmrok. 
Szłam nie czując zupełnie nic. Nie miałam czucia w rekach, ani w bosych stopach. Gdyby zawiał wiatr, pofrunęłabym razem z nim. Doszłam do miejsca, gdzie na ścianach powietrza pojawiły się latające pochodnie. Po chwili zobaczyłam kolejkę błąkających się dusz. Wszyscy chcieliby, by Charon przewiózł ich na drugą stronę rzeki. 
Po raz kolejny w tym tygodniu podeszłam do dziwnego, bladego mężczyzny. - O ile można go tak nazwać. 
- Żywi nie mają wstępu do Hadesu. - Powiedział, po czym odwrócił się w moją stronę i stanął w bezruchu. 
- Ale ja nie żyję. - Powiedziałam.
- To nie możliwe. - Podszedł i dokładniej przyjrzał się mojej duszy.- Rzeczywiście. Jeśli masz dramę, zabiorę cię do zamku Pana. 
Spojrzałam na czarny, żwirowany piasek. Leżała tam złota, niewielka moneta. Podniosłam ją i podałam Charonowi. 
- Zapraszam na łódź. - Powiedział, wskazując ręką na drewniany przedmiot pływający po czarnej jak smoła rzece. 
Płynęliśmy w milczeniu. Już nigdy nie zobaczę ani Percy'ego, ani Elizabeth. Umarłam. Naprawdę umarłam. Teraz jestem tylko bezradną duszą. Z tego świata, zmarłym nie da się uciec. Z tego świata, zmarłym nie da się uciec. Przepowiednia się spełniła. Dziecko Ateny umarło. 
- Tu kończy się twoja przejażdżka. Teraz tylko staniesz przed sądem. - Po tych słowach zniknął w czarnym dymie. 
Stałam pod czarnym, ogromnym pałacem samego Hadesa. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, gdzie będę toczyć swoje grobowe życie. Osobiście uważam, że nadaję się do Elizjum, ale nie wiem, czy będzie mi to dane. 
Drzwi otworzyły się, a przede mną stanął...Nico. Spoglądał na mnie z głębokim współczuciem w czarnych jak smoła oczach. Leniwie podał mi rękę i poprowadził w głąb czerwono czarnych korytarzy. 
- Teraz czeka cię sąd. Rób wszystko, aby się obronić. Jeśli odezwiesz się bez pozwolenia, będziesz żałowała. - Wrota się otworzyły, a mnie oślepił dziwny blask. 
Powoli weszłam do środka. Usiadłam na wysoki, czarno złotym krześle i czekałam na to, co ma się wydarzyć. 
- Córka Ateny. Annabeth Jackson. Żona Perseusza Jacksona i matka Elizabeth Jackson. Heros. W obozie odkąd skończyła siedem lat. Gdzie chciałabyś trafić? - Nie widziałam właściciela głosu. Trzęsłam się ze strachu oraz z zimna. 
- Chciałabym zamieszkać w Elizjum. - Odpowiedziałam, chcąc brzmieć pewnie. 
- Ha. Elizjum. Dobre. Do tego są potrzebne szczególne osiągnięcia. Wątpię byś...
- Tanastosie! - Przerwał drugi głos, również należący do mężczyzny. Po chwili zobaczyłam właściciela. Był to Hades. - Chyba nie wiesz, do kogo należy ta dusza. Annabeth Jackson to inaczej Annabeth Chase. Nie rozumiem, dlaczego stoi przed sądem, skoro Fata kilka lat temu przepowiedziały jej wybór. Droga Annabeth. - Powiedział, zwracając się do mnie. - Dziecię Ateny, córa mądrości, przez trzy dni posmakuje nicości, w Hadesie stanie jedną nogą i zmierzy się ze swą największą trwogą. Umarłaś, a przepowiednia po części się spełniła, lecz przed tobą jeszcze ostatnia część - wybór. Gaja słowa nie dotrzyma. Twoja śmierć dała jej po prostu więcej siły i dzięki temu obudziła się przed planowaną datą. Już teraz jej wojska szykują się do walki. Mogą zaatakować w każdej chwili. Możesz zostać tutaj i uniknąć rozlewu krwi lub wrócić i razem z innymi walczyć. Sama wybierz córko Ateny. - "Przez trzy dni posmakuje nicości". Thalia miała rację. Umarłam, ale mogę wrócić do dawnego życia. Mam zostać tutaj i być tchórzem, który ucieka przed problemami? O nie! Jestem Annabeth. Córka Ateny. Walczyłam w bitwie o Manhattan. Jestem herosem i wiem, gdzie jest moje miejsce. 
- Wracam do obozu. - Powiedziałam i po raz kolejny zapadłam w głęboki sen. 

Percy

               Całun był przygotowany bardzo starannie. Był on koloru złotego. Na środku wyhaftowany był sztylet tego samego koloru. Elizabeth podeszła do niego cała zapłakana i położyła mały bukiecik polnych kwiatów, które zebrała w drodze do obozu. 
Stałem przy instruktorach razem ze swoją mamą, Paulem, Fryderykiem, Ateną, Posejdonem i resztą rodziny. Nikt nie szczędził swoich łez. 
W oddali zobaczyłem Satyra, który prowadził za sobą nową heroskę. To przykre, że przybyła do nas właśnie w tym dniu. Chwila...No nie! Czy to musi być akurat ona? Świetnie. Najpierw spotkanie na ulicy, a teraz okazuję się, że jest herosem. 
- Tato. - Powiedziała dziewczynka, wspinając się na moje ręce. - Dlaczego tutaj jest ta głupia pani? - Zapytała. 
- Nie wiem, kochanie. Chyba tak po prostu musi być. 
- Uwaga! - Krzyknął Chejron, a wszyscy w jednym momencie powstali. - Każdy z was jest herosem i wiecie, że w życiu półboga bywają wzloty, jak i upadki. Chyba większość z was zna historię córki Ateny. Do obozu przybyła razem z Thalią i Lukiem, gdy miała siedem lat. Po kilku latach do obozu trafił syn Posejdona. Młodych herosów połączyła przyjaźń, która rok temu przerodziła się w miłość, a owocem i dowodem tego jest młodziutka Elizabeth. Córka Ateny była wspaniałym herosem. Zawsze potrafiła wybrnąć z trudnej sytuacji, a swoją mądrością często ratowała innych. Tak właśnie było trzy dni temu. Uratowała nas wszystkich i wykazała się wielką odwagą. Niech każdy z was zapamięta jej imię. - Annabeth Chase - Jackson. - Chejron zakończył swoją przemowę i ręką zachęcił mnie do wystąpienia na środek. Opuściłem delikatnie Lizzy na ziemię i ruszyłem przed siebie. Kilkaset płaczących oczu spoglądało prosto na mnie. Głęboki wdech i potok słów zmieszanych ze łzami. 
- Kochałem Annebth i ona kochała mnie. Zawsze przy mnie była. Jej pierwsze słowa kierowane do mojej osoby: "Ślinisz się przez sen". Uratowała nas wszystkich i to nie po raz pierwszy. Wiele razem przeszliśmy. Żałuję, że wszystko tak się potoczyło. - Nie wiedziałem, co mam mówić dalej, więc po prostu odszedłem. Chejron zamoczył pochodnie w oleju oliwnym, podpalił ją i już miał przyłożyć ją do całunu, gdy Nico zaprotestował. 
- Stać! - Krzyknął. - Nie podpalajcie! 
- Nic! Co ty wyprawiasz?! - Zapytałem zdenerwowany, ale jednocześnie zaskoczony.
- Annabeth stanęła przed sądem. Przepowiednia się spełnia. Czekajcie. 
Nagle w obozie zaczęło mocno wiać. Oczy Rachel rozbłysły na zielono. Rudowłosa dziewczyna wyszła na środek i przystanęła w bezruchu. Jedno jest pewne. Coś zobaczyła. 
Pod nogami wyroczni pojawił się zarys postaci. Szybko ruszyłem biegiem. Co się dzieję? Annabeth. Na ziemi leżała Ann. Była bardzo blada, lecz jej twarz powoli odzyskiwała koloryt. Złapałem ją za rękę. Była zimna, ale wyczuwałem puls. Żyję. Moja Annabeth żyję. To niewiarygodne. Jak możliwe? Poczułem, jak jej dłoń zaciska moją. Elizabeth i Ateną szybko do nas podbiegły. Nikt nie potrafił uwierzyć w to, co się właśnie dzieję.Przepowiednia się spełniła. "Przez trzy dni posmakuje nicości". Minęły właśnie trzy doby. Annabeth żyję. Wszystko dobrze się skończyło. Ponownie spojrzałem na swoją żonę. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia. 
Po chwili Ann otworzyła powieki. Obudziła się. Bogowie dzięki. 
- Percy. - Szepnęła. Wyglądała na bardzo zmęczoną. 
- Jestem przy tobie. - Powiedziałem delikatnie ją podnosząc i łącząc nasze wargi w pocałunku. Wszyscy wokół zaczęli bić brawa. Pomogłem Annabeth wstać. Wszystko zakończyło się dobrze. 
Nagle Rachel upadła na ziemię, a jej oczy przestały świecić. Dziewczyna skierowała wzrok na Clarisse i wypowiedziała słowa, które przeraziły wszystkich. 
- Nadchodzą. Przybędą jutro. Zbliża się wojna.

___________________________________
Rozdział jest właśnie opublikowałam. Komputer mnie wykańcza i mam ochotę go zepsuć jeszcze bardziej. Planowałam ten rozdział połączyć z kolejnym, ale za dużo przepisywania, a za mało czasu. Także jest pierwsza część. Zbliżamy się do końca. 
Nie chciałabym, by to, że bardzo chciałam się zabić miało wpływ na ocenę bloga. Gdyż, iż ponieważ Merr była napastowana na asku właśnie z powodu Mojego Bloga i Mojej Sytuacji. 
A i ten. Wiele osób jest zniesmaczonych z powodu mojej przyjaźni z Merr. Przykro mi, ale by nie będziemy sb krzyczeć do gardeł.
Kilka linków:
Story Of My Life
W świecie, gdzie wszystko się kończy, tylko przyjaźń jest w stanie przetrwać.
I chce Wam podziękować, bo dzieki Wam w tym tygodniu przeżyłam wspaniałe chwile. 
Cześć, jestem Gosia. Dżerrka poprosiła mnie, żebym opublikowała kolejny rozdział, bo jej komp nawala. :) Pozdro! :)
    

sobota, 8 lutego 2014

Percabeth Story: Rozdział 39 - "Dzień, na który wszyscy czekali. Annabeth, Percy i Elizabeth Jackson...jednak nie wszystko jest jak z bajki, gdy do akcji wkracza Gaja..."


Clarisse


               Z każdym dniem było nas coraz mniej. Każde dziecko Aresa codziennie popełniało najgorszy błąd - zabijało samo siebie. Czy to, co się teraz dzieję, ma jakiś związek z tym, że nasz ojciec był zdrajcą? Dlaczego nikt z mojego rodzeństwa nie chce rozmawiać? Przecież jestem tą samą Clarisse, tylko z nowymi obowiązkami, z nowa misją.
Wczorajszego wieczoru podsłuchałam, jak moja siostra - Amelia, mówiła do lustra w łazience: "Nie będę służyć Gai. Nie jestem zdrajczynią." Następne, co zobaczyłam, to jej śmierć. Chciałam ją powstrzymać, ale niestety nie zdążyłam. Dziewczyna leżała w kałuży własnej, czerwonej krwi. Zrobiła to, co dawniej Sandy - zabiła się ze strachu. Wtedy zaczęłam wszystko rozumieć. To przez nią. Gaja rzuciła przekleństwo na każde dziecko Aresa. Od momentu jej śmierci, każdy z nas będzie się bał i popełni samobójstwo.
Miałam wielką ochotę powiedzieć o swoim odkryciu Annabeth, ale powstrzymywał mnie fakt, że dzisiaj był dla niej bardzo ważny dzień.  W tym momencie była w domku Ateny razem ze swoją matką i przygotowywała się do ceremonii zaślubin.  Percy natomiast znajdował się w domku Posejdona razem z ojcem i matką.  Moim zadaniem była opieka nad Lizzy, co wcale minie przeszkadzało.. Dziewczynka bawiła się w pawilonie jadalnym razem z Driadami i Satyrami. Ubrana była w białe rajstopki i błękitną,  błyszczącą sukienkę. We włosy miała wpięte białe kokardki. Wyglądała bardzo ładnie,  a zarazem delikatnie. Z resztą,  jak każde,  małe dziecko.

Annabeth

            

               Jedno wielkie zamieszanie. Wszystko dotyczące mojej osoby. To fryzura, sukienka, makijaż. Miałam dość.
- Afrodyto zajmiesz się makijażem, dobrze? - Zapytała moja matka. Kto jak kto, ale ona przejmowała się wszystkim najbardziej.
- A czy mogę spojrzeć w lusterko? Zapytałam z nadzieją w głosie. - Siedzę tutaj już trzecią godzinę, a nawet na chwilę nie mogłam się zobaczyć.
- Twój wygląd ma być niespodzianką, choć twoja najpiękniejszą cechą jest rozum. - Powiedziała bogini mądrości, spoglądając mi w oczy. - Jeszcze dziesięć minut i będziesz mogła się zobaczyć.
Ten dzień miał być dla wszystkich piękny, ale osobiście czułam się bardzo dziwnie. Ludzie w obozie giną, a ja się bawię. To nie jest nic wesołego. Niestety, dzisiejszy dzień był długo przygotowywany i nie może zostać odwołany.

- Umalowana. Teraz czas na sukienkę. - Rzekła Afrodyta, ukazując swoje  białe zęby w lekkim uśmiechu. - Posłusznie robiłam to, o co prosiły mnie dwie boginie. Z trudem wciskałam się w białą kieckę, ale w końcu się udało. Po pięciu minutach byłam gotowa.
- Teraz możesz zobaczyć się w lustrze. - Szepnęła moja matka. Stanęłam w wyznaczonym miejscu. Bogini mądrości zdjęła ze zwierciadła złote prześcieradło, a moim oczom ukazała się tak piękna dziewczyna, że aż podskoczyłam z wrażenia. Makijaż był bardzo delikatny. Na powiekach namalowana była cienka, czarna kreska, która optycznie powiększała oko, natomiast rzęsy zostały lekko wydłużone za pomocą tuszu do rzęs. Policzki miałam delikatnie zaróżowione, a usta pomalowane były malinowym błyszczykiem do ust.
Włosy miałam rozpuszczone, ale pokręcone lokówką. Grzywka zaś spięta była białą spinką w kształcie sowy, czyli atrybutu mojej matki. Biała suknia na wzór greckiej togi idealnie leżała na moim lekko opalonym ciele, natomiast buty na lekkim obcasie były zakryte przez sukienkę. Po raz pierwszy śmiało mogłam powiedzieć, że wyglądam pięknie. Przynajmniej tak się czułam.
Nagle w obozie rozległ się dźwięk Konchy, a tym razem oznaczało to, że czas na uroczystość. Powoli zaczynałam się stresować, ale jednocześnie zapominać o wszelkich dotychczasowych nieprzyjemnościach.
- Gotowa? - Zapytała Atena przytulając mnie.
- Tak. - Odpowiedziałam nie będąc pewna swoich słów. Ukradkiem zobaczyłam, że w kącikach jej szarych oczu zbierają się łzy.
- Wyglądasz ślicznie. - Szepnęła mi do ucha, po czym ręką wskazała na drzwi. Już czas. To miał być dzień bez żadnych przeszkód. 

Percy

        


               Stałem  w altanie ubrany w czarny, elegancki garnitur. Za mną stała Hera - bogini małżeństwa, Zeus - ten największy sknera, a jednocześnie "najważniejszy" i Afrodyta - bogini miłości. W pierwszym rzędzie siedziała moja mama z Paulem (śmiertelnicy dostali specjalne zaproszenie, by wejść na teren obozu), Clarisse z Elizabeth, która przez cały dzień była uśmiechnięta oraz Clara z Tonym, Ateną i Tyson'em. W drugim rzędzie zobaczyłem Grovera z Kaliną, która na rękach trzymała małego satyra. To był dzień, w którym nikt nie myślał o nadchodzącej wojnie. Każdy był szczęśliwy i uśmiechnięty. Tak, jak być powinno. 
Nagle dzieciaki od Apolla zaczęły grać na harfach i fortepianach, a goście słysząc muzykę, momentalnie wstali jednocześnie obracając się w tył. W moją stronę powoli kroczyła Annabeth. Wyglądała naprawdę wspaniale. Na jej twarzy zapanował szczery uśmiech. Jestem wielkim szczęściarzem. mając u boku kogoś takiego, jak ona.
Po chwili stanęła przede mną, nadal nie przestając się uśmiechać. Złapałem ją za rękę i razem odwróciliśmy się w stronę bogów. Hera uśmiechnęła się do nas krzywo. Szczerze nienawidzę 


tej bogini. Irytuje mnie samą obecnością, z reszta podobnie, jak córkę Ateny. Oboje za nią nie przepadamy.
 - Zebraliśmy się tutaj, by być świadkami jak syn Posejdona i córka Ateny przysięgają sobie miłość przed całym Olimpem. Percy. - Zwróciła się do mnie. - Powtarzaj za mną słowa przysięgi.  
Cały świat przestał istnieć. Liczyła się tylko ta chwila. Tylko te szare, wspaniałe, prawdziwe oczy.
- Ja, Perseusz, przysięgam tobie, córko Ateny miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Obiecuję strzec cię przed wszelkim niebezpieczeństwem. Przyrzekam na Olimp i na Styks.
- Ja Annabeth, przysięgam tobie, synu Posejdona miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Obiecuję zawsze ci pomagać i być przy tobie w momentach, gdy będziesz mnie najbardziej potrzebowała. Przyrzekam na Olimp i na Styks.
Z tacy, którą trzymała Afrodyta wzięliśmy po jednej obrączce, na której po grecku wygrawerowany był cytat: "Miłość jest najlepszym drogowskazem herosa."
Spojrzałem w szare oczy córki Ateny. Lekko się nachyliłem i złączyłem nasze wargi w delikatnym pocałunku. Po chwili wszyscy zaczęli bić brawa. Lizzy zeskoczyła ze swojego miejsca i wbiegła prosto w nasze objęcia.
- Kocham Was. - Powiedziała cichutko. To była jedna z najwspanialszych chwil.
Następnie dobyło się przyjęcie, pierwszy taniec i łzy wzruszenia gości. Najbardziej łzy wypływały z oczy Ateny i mojej mamy. Wszystko było naprawdę wspaniałe, aż do pewnego momentu.
Po północy rozległ się krzyk jednej z córek Afrodyty. Przed blondynką w kałuży czerwonej mazi leżała jedna z córek Aresa. Kolejne samobójstwo. Dzieci boga wojny...w tym monecie zostało ich zaledwie sześcioro.
- Spokojnie. Tutaj nic się nie dzieję. Wszystko jest w porządku.- Mówił Chejron starając się uratować sytuację. Średnio mu się to udawało.
Do ciała dziewczyny szybko podbiegła Thalia wraz z Nico. Chwilowo nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Dziewczyna miała na sobie SPÓDNICZKĘ. Widać miłość dobrze na nią wpływa. Ze swojej torebki wyciągnęła szary woreczek, z którego na ciało zmarłej wysypała niebieski proszek. Po chwili córka Aresa zaczęła znikać.
Po dwudziestu minutach goście zapomnieli o przykrym wypadku.
- Musimy porozmawiać. - Odwróciłem się. Przede mną i Ann stała Clarisse.

Clarisse

            

               Gdy tylko zobaczyłam, jak lalka barbie  krzyczy na widok ciała mojej siostry, zrozumiałam, że muszę powiedzieć o wszystkim Glonomóżdżkowi i Mądralińskiej. - Musimy pogadać. - Powiedziałam, gdy w końcu udało mi się ich odnaleźć w tłumie gości.
- Co się stało? - Zapytali niemal jednocześnie.
- Wydaję mi się, że wiem, dlaczego dzieci Aresa biorą udział w masowych samojebkach.
- Co masz namyśli? - Spytała Annabeth, siadając przy stoliku.
- Pamiętacie, jak Sandy walczyła z Percym w obozie? Przecież wynik był taki, że ona sama się zabiła. Wydaję mi się, że Gaja mogła posłużyć się magią i rzucić klątwe, na wszystkie dzieci boga wojny. W ten sposób...
- W ten sposób tyle herosów się morduję, a ona ma mniej przeciwników. - Dokończyła córka Ateny. 
- Dobra dziewczyny. To chyba nie jest dobry moment na takie rozmyślanie. - Przerwał Percy. - Clarisse na chwilę zapomnij, że jesteś herosem i zacznij się bawić. Niczym się nie przejmuj. Elizabeth tez tańczy. - Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynkę tańczącą z Nico. To był naprawdę zabawny widok.
Odpowiedziałam uśmiechem i zostawiłam ich samych.


Annabeth

               Noc była naprawdę wspaniała. Nie ważne, że były drobne nieporozumienia. Każdy świetnie się bawił. Gdy Clarisse odeszła tańczyć, my również postanowiliśmy pójść w jej ślady. Percy podszedł do naszej córki i poprosił ją o jeden taniec. Dziewczynka z uśmiechem na twarzy, lekko kiwnęła głową,  zgadzając się. Mnie natomiast do tańca poprosił syn Hadesa. 
- A jak układa ci się z Thalią? - Zapytałam z ciekawości. Ostatnio wcale nie rozmawiam z przyjaciółką.
- Wydaję mi się, że bardzo dobrze. Wiadomo, e czasami ma swoje humory, ale kocham ja i wydaję mi się, że ona też coś do mnie czuje. 
- Uwierz mi, że ona naprawdę cię kocha. Wiesz...najpierw była łowczynią i panował zakaz spotykania się z chłopakami. Gdy Artemida zaszła w ciążę i odwołała dawne prawo, Thalia zaczęła spotykać się z Lukiem. Była szczęśliwa, ale teraz jest naprawdę szczerze uśmiechnięta. Ona naprawdę cię kocha.
- Dzięki. Chyba bardzo chciałem to usłyszeć. - Powiedział spuszczając wzrok. 
- Nie ma sprawy. 
- Annabeth? - Odwróciłam się. Za mną stała Thalia. Ubrana była w białą bluzkę w czarne czaszki, czarną ramosekę, czarną skórzaną spódnicę i buty na lekkim obcasie z ćwiekami w kolorze khaki. Wyglądała naprawdę ładnie. Przedtem nie zwróciłam tak na nią uwagi. 
- Masz gościa. - Za plecami dziewczyny stał mężczyzna, kobieta oraz dwóch chłopców. Każdy z nich ubrany był odświętnie.  Był to mój ojciec z rodziną. 
- Córeczko. - Powiedział, próbując mnie przytulić, ale nie udało mu się, gdyż się odsunęłam. 
- Dlaczego tutaj przyjechaliście? Przecież wiem, że nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego. To, kim jestem tylko rujnuje waszą idealną rodzinę. - Powiedziałam, mając łzy w oczach. 
- To nie prawda. - Tym razem odezwała się moja macocha. - Jesteś inna, ale wyjątkowa. Wielokrotnie uratowałaś naszą rodzinę. Rodzinę, do której nadal należysz. 
- To dlaczego się tak nie czuję? Jestem przez was odtrącona. 
- Przepraszam, jeśli tak uważasz. - Powiedział mój tata. W tym monecie poczułam, jak ktoś mnie obejmuję. To był Percy. Za rękę trzymał Elizabeth. 
- Mamo, czy to jest mój dziadek? - Zapytała Lizzy. Kucnęłam i spojrzałam jej w oczy. 
- Tak, kochanie. To jest twój dziadek. - Odpowiedziałam delikatnie i niepewnie się uśmiechając. - Tato. - Rzekłam odwracając się w jego stronę. - Jest tutaj ktoś, z kim powinieneś porozmawiać. Napewno jej się tutaj nie spodziewałeś. 
- Dobrze...w takim razie przyprowadź ją. - W jego głosie słychać było niepewność i niezdecydowanie.
Ruszyłam przed siebie. Wydawało mi się, że nadszedł czas, na wyjaśnienie sobie całej prawdy. 
- Claro. - Powiedziałam podchodząc do wysokiej blondynki. - Chciałabym, żebyś kogoś poznała. - Dziewczyna pokazała swoje idealnie białe, równe zęby i ruszyła za mną. Po chwili stanęła ja wryta. 
- Annabeth. - Szepnęła, stojąc przed naszym ojcem. - To nie ma sensu. Przecież on nawet nie wiem, kim ja jestem. 
- Doskonale wiem. - Wtrącił lekko siwy mężczyzna. - Wszędzie rozpoznam te oczy. Tylko Atena, Annabeth i ty takie posiadacie. Jesteś...jesteś moją córką. 
- Córką?! Czy taki ktoś, jak ty może się nazywać ojcem, Fryderyku? Proszę cię, nie żartuj sobie ze mnie. Ojciec nigdy by nie pozwolił, by jego dziecko już od małego było zdatne tylko na siebie. Ojciec stara się o swoich dzieciach wiedzieć wszystko, a ty? Ty nie wiesz o mnie nic! Jak ja mogła się czuć, będąc zupełnie sama? Nigdy nie czułam ciepła rodzinnego. Spójrz na swoich synów,  a na mnie. Oni mają wszystko, a ja nie mam nic. Moją jedyną rodziną są Annabeth, Percy i Lizzy. To właśnie oni wraz z Tonym mnie akceptują, a ty? Gdzie byłeś,  kiedy najbardziej potrzebowałam ojca? Nigdy nie przebaczę ani tobie, ani Atenie. Przez siedemnaście lat byłam dla was wyrzutkiem, ale teraz rola się zmieniła.
- Przepraszam, ale te wasze całe Fata i bitwy to...
- To, co? No słucham. - Zapadła cisza. Po policzkach Clary leciały łzy.  Nikt się nie odzywał. - Tak myślałam. Nie stać cię na nic więcej. Nie chcę cię znać. - Zapłakana odeszła prosto w ramiona swojego chłopaka. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Przecież czułam,  że Clara ma rację.
- Nie przejmuj się. Czasem już tak w życiu bywa. Zobaczysz, jeszcze kiedyś wszystko się ułoży. - Nie odpowiedziałam. Po prostu odeszłam.
Wszyscy wokół tańczyli i świetnie się bawili. Musiałam odetchnąć,  więc zagłębiłam się w las.
Nagle usłyszałam cichy szept. Był delikatny, ale jednocześnie  groźny i mrożący krew w żyłach. Towarzyszył temu mocny wiatr. Po kilku sekundach przede mną pojawiła się postać z liści i ziemi. To była Gaja. Oczy nadal miała zamknięte.
- Córka Ateny. Właśnie ciebie szukałam. Wiem o tobie więcej,  niż ci się wydaję. Dziś rano stwierdziłaś, że się zmieniłaś i chcesz wrócić do starej osobowości. Pragniesz być twarda i odważna. Chcę ci dać szansę na wykazanie się.Tylko ty możesz uratować świat i powstrzymać mnie przed wybudzeniem, ale jest jeden warunek. Musisz złożyć żywą ofiarę. Na oczach wszystkich zabij siebie lub swoją córkę. Chciałaś być odważna, więc możesz się rycerskością wykazać. Pamiętaj, że tylko w ten sposób ocalisz to, na czym najbardziej ci zależy. Jeśli już się zdecydujesz na złożenie ofiary, musi ona zginąć z broni przeklętej... - Głos i wiatr zaczęły ustawać, a ciemna zjawa zniknęła.
Gaja miała rację. Dziś rano obiecałam sobie, że wrócę do starej Annabeth. Jednak w tym zadaniu nie chodzi o moją odwagę, lecz o ocalenie życia. Czy to, że zginie jedna osoba będzie czymś okrutnym? Nie. Gdy dojdzie do wojny, to do świata podziemia przypłynie tysiące dusz. Podjęłam decyzję. Muszę się zabić. To jedyne wyjście.
Pobiegłam szybko do domku Ateny i z szuflady bukowego biurka wyjęłam kartkę papieru oraz długopis. Jeśli mam odejść, to Percy przynajmniej powinien wiedzieć, jaki jest tego powód.
Na śnieżnobiałym papierze napisałam kilka krótkich zdań, po czym chwytając swój sztylet, wróciłam do gości.

Percy

               Noc mijała powoli, ale wspaniale. Annabeth zniknęła, ale po chwili wróciła. Elizabeth powoli zaczęła zasypiać, ale gdy zapytałem, czy chce się położyć w domku Posejdona, to upierała się, że nie. Po raz kolejny tej nocy, poprosiłem swoją żonę do tańca.  Córka Ateny wtuliła swą głowę w moją klatkę  piersiową. Tej chwili nie mogło nic zepsuć. 
- Chciałabym, abyś zawsze był przy Elizabeth. - Powiedziała cicho. Przyznam, że zaskoczyły mnie jej słowa. - Przekaż jej, że zawsze mocno będę ją kochała. - W moją dłoń wsunęła małą karteczkę. Oczy wszystkich skierowane były wprost na nas. Annabeth uśmiechnęła się blado, po czym zrobiła rzecz, która mnie załamała. Nie zdążyłem jej powstrzymać. W sercu córki Ateny znalazł się sztylet, a dziewczyna powoli osunęła się na ziemię. 
- Kocham cię. - Wyszeptała, a jej ciało zamarło w bezruchu.
- Nie! - Krzyknąłem. - Nie! To nie może być prawda! 
- Percy! - W moją stronę podgalopował Chejron. Wszyscy wokół zamarli na widok Ann. Nie mogłem się opanować. Co się właściwie stało? W dłoni poczułem lekko szorstką kartkę. Odwinąłem ją, by móc zobaczyć, co się tam znajduje. Był to krótki list.
"Kochany Percy.
Ostatnimi czasy byłam zupełnie inną Annabeth niż dawniej, a było to spowodowane matczyną miłością, która przepełniła moje serce. Dziś podczas wesela przemówiła do mnie Gaja i powiedziała, że mogę ocalić świat przed jej zagładą. Mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy, gdyż warunek - moja śmierć - został spełniony.
Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, że zostawiłam ciebie i Elizabeth. 
Zawsze będę cię kochać.
Żegnaj.
Twoja Annabeth. "
- Nie! - Krzyknąłem po raz kolejny. Dlaczego Gaja mi to robi? Dlaczego po raz kolejny niszczy moje życie?
- Tato! - Odwróciłem się. W moje ramiona wpadła Elizabeth. Płakała. - Dlaczego mamusia leży i się nie rusza? - Zapytała cichutko. Nie umiałem jej odpowiedzieć. Po raz pierwszy uroniłem łzę złości. Ukradkiem zobaczyłem, że Chejron wstaje. Spojrzałem na niego niepewny.
- Przykro mi, Percy. Annabeth nie żyję. - Po tych słowach wszyscy wybuchli głośnym płaczem, a zwłaszcza Lizzy, Atena i moja mama. 
- Zginęła, by ratować nas wszystkich. - Powiedziałem tak, aby wszyscy mnie usłyszeli. Nie musiałem nikomu tłumaczyć. Szczerze to nawet nie chciałem. Spojrzałem na herosa, który podniósł ciało mojej żony.Nie mogłem wytrzymać tego całego napięcia. Podniosłem Elizabeth i pewnym, wściekłym krokiem ruszyłem w stronę auta. Było tylko jedno miejsce, gdzie mogłem się teraz udać. Dom. Mój dawny dom, ten, w którym się wychowałem.

___________________________________________
No więc rozdział 39 zakończony. Annabeth nie żyje. 
Mam błędy, bo gdzie nie gdzie spacja mi szwankowała i za pewne jest troszkę literówek, ale jestem tego świadoma, ale jednak nawet mój word się wyłącza i szlak mnie trafia. Tak więc skończyłam rozdział, komentarze - dużo. 
Pozdrawiam szeregowego - Merr i spadam na zbiórkę zastępu :D 
Liw miała mi rozdział zrecenzować, ale nie było możliwości wysłania :( 
Także czekam na komentarze, a teraz spadam.
Miłego weekendu.
Dżerrka

środa, 29 stycznia 2014

Percabeth Story: Rozdział 38 - "To były jej ostanie słowa, jakie do mnie powiedziała..."

        Percy

                   Annabeth była załamana. Niby pokonaliśmy potwora, ale czuła się,  jakby ojciec uważał ją za kogoś innego. Czuła się odrzucona, niechciana.
Obudziliśmy się w środku nocy. Ann zabrała wszystkie swoje rzeczy, pamiątki,  zdjęcia i płyty.  Ubrała Elizabeth, przygotowała dla niej jedzenie i napisała kartkę,  którą zostawiła na biurku w swoim pokoju. Ukradkiem zobaczyłem, że napisała przeprosiny. Przepraszała za to, kim jest. Wiedziałem,  że podjęła decyzje odsunięcia  się od ojca. W porównaniu ze swoim przyrodnim rodzeństwem była zupełnie innym człowiekiem,  ale według mnie nie jest to złą rzeczą, ponieważ jest to oznaka bycia wyjątkowym.
 Była druga po południu.  Powoli dojeżdżaliśmy na miejsce. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że jestem naprawdę głupi. Nie pomyślałem o najbardziej istotnej rzeczy. Gdy ja zanurzałem się w Styksie, musiałem myśleć o rzeczy, która najbardziej trzyma mnie przy życiu. Jak będzie z Elizabeth?  Dlaczego o tym nie pomyślałem? Ale...Przecież rozmawiałem z Ateną i ona uważała, że ten pomysł jest naprawdę dobry. Dlaczego nic nie powiedziała?
- Chyba jesteśmy na miejscu. - Z zamyśleń wyrwał mnie głos Annabeth.
- Tak. - Zaparkowałem samochód na poboczu tak, aby nie przykuwał niczyjej uwagi.
Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy w stronę starego, opuszczonego studia filmowego. Weszliśmy do środka.  Jak zawsze zaczęło śmierdzieć stęchlizną. Spojrzałem na Annabeth. W jej oczach widać było mądrość, jaką  odziedziczyła po swojej matce - bogini mądrości. Mimo wszelkich przeciwności losu, Mądralińska zawsze potrafiła wybrnąć z trudnej sytuacji.
Wierzyłem, że w razie komplikacji, tym razem też jej się to uda.
Otrząsnąłem się. W pomieszczeniu wszędzie panowała ciemność,  która przyprawiała o gęsią skórkę.
- Herosi. Wyczuwam półbogów. - Usłyszałem cichy głos. Po chwili zapaliły się wszystkie pochodnie, które wisiały na ścianach. Dzięki temu lepiej mogłem skupić się na otoczeniu. Przed nami stał wysoki mężczyzna o bardzo bladej karnacji. Ubrany był w długi, czarno zielony płaszcz,  podobny do pałatki. Jego włosy płonęły czarnym dymem. Stopy miał bose. Tuż za nim, pojawił się mały otwór w ścianie, w którym widniała czarna jak słoma rzeka.
- Charon. - Powiedziała Annabeth.
- Żywi nie mają wstępu do świata umarłych.- Powiedział.
- A może jednak? - Zapytałem, mając nadzieję, że Strażnik zrobi dla nas wyjątek. Na marne. - Słuchaj. Jeśli chcesz, mogę ci zapłacić cały worek złotych drachm, ale musisz nas przepuścić.  Zbliża się wojna i zrobię wszystko, by Gaja i Uranos nie wygrali. - Po chwili milczenia przewodnik wyciągnął dłoń. W swoim plecaku znalazłem worek monet i podałem je tak, jak wcześniej obiecałem.
- Zapraszam. - Powiedział jeszcze bardziej rozszerzając utwór w ścianie,  aż ku naszym oczom ukazała się drewniana łódź.
Płynęliśmy na drugi koniec rzeki. Elizabeth kurczowo trzymała się szyi Annabeth. Dziewczynka rosła niesamowicie szybko. W tej chwili wyglądała na dwulatkę, choć miała tak naprawdę zaledwie około dwóch tygodni.
Po krótkiej chwili dobiliśmy do brzegu.
- I co teraz? - Zapytałem Annabeth. Przyznam, że bałem się wyniku całego zdarzenia.
- Działamy. - Odpowiedziała stanowczo. Usiadła na brzegu i nogi zamoczyła w rzece. Na jej rękach nadal leżała nasza córeczka.
- Pamiętajcie, że was kocham. Mocno trzymaj Elizabeth. Myśl o tym, co najbardziej trzyma cię w świecie żywych.  - Powiedziałem, po czym pocałowałem obydwie kobietki.
- Ja też cię kocham, Percy.  - To były ostatnie słowa, jakie od niej usłyszałem.

Annabeth

               
    Pierwsze uczucie - ból. Ból, który mógł mnie rozszarpać na strzępy. Wszystkie moje mięśnie zaczynały robić się bezwładne. Czułam, jak Elizabeth wyślizguje mi się z rąk. Niestety, nie mogłam nic z tym zrobić. Słyszałam powolne bicie własnego serca. Tętno zaczynało słabnąć. Umierałam, choć nie mogłam na to pozwolić. Musiałam ratować siebie i córkę.  Dla obozu, dla świata...Dla Percy'ego.
Zaczęłam przypominać sobie wszystkie dobre chwile, jakie kiedykolwiek mi się przydarzyły, ale przychodziło mi to z naprawdę wielką trudnością. W mojej głowie pojawiło się kilka obrazów.
W pierwszym klęczałam na ziemi pod obozową sosną. Na moich kolanach leżała dziewczyna o czarnych włosach. Miałam wtedy trzynaście lat. To był moment, gdy Thalia powróciła do naszego świata.
Drugim obrazem były poprzednie wakacje. Był to pocałunek. Pocałunek mój i Percy'ego, który odbył się w  bańce, pod wodą w obozowym jeziorze.
Ostatnim obrazem  była Elizabeth.  Po prostu ona. Moja kochana córka.
Ból zaczął ustępować. Znów poczułam w swoich mięśniach siłę. Próbowałam wypłynąć,  jednak coś złapało mnie za rękę. Nie coś, a raczej ktoś. To była Lizzy. Nie minęła chwila, a znalazłyśmy się na powierzchni.
- Bogowie dzięki.  - Powiedział Percy, po czym mocno nas przytulił. Nagle Elizabeth zaczęła płakać. Dopiero teraz zobaczyłam, jak bardzo się zmieniła. Wyglądała na czterolatkę. Jej ciałko pokryte było złotym pyłem. Nic nie rozumiałam. Złoty pył oznacza śmierć potworów, ale jak to możliwe? Skąd w Styksie znalazły się takie niebezpieczeństwa? Jak Lizzy sobie z nimi poradziła?

Atena

 - Jak to Annabeth i Elizabeth zanurzyły się w Styksie?! - Zapytał Posejdon unosząc się.  - Jeszcze ty im to doradzałaś? Lizzy jest małym dzieckiem, Ateno.
- Bracie, uspokój się. Daj Atenie dojść do słowa. - Wtrącił Zeus.
- Dziękuję ojcze. Więc,  nie bez powodu zawołałam tę naradę. Postanowiłam odwiedzić naszą wyrocznie Delficką. Wtedy usłyszałam przeznaczenie. Przeznaczenie dotyczące Elizabeth.  Przepowiednia brzmiała następująco:
W jej żyłach złota krew płynie. 
Nigdy nie wiadomo, kiedy dziecko zginie.

Jej przeznaczeniem Uranosa pokonać. 

Z wielką zemstą musiała się uporać.  
Posejdonie, dzięki nam Lizzy się narodziła. Tak bardzo pragnęliśmy wnuczki, że poprosiliśmy o pomoc Hekate - bogini magii. - Powiedziałam, spoglądając na tron wymienionej bogini. - Jest jedno słowo kluczowe. - MAGIA. W córce Percy'ego i Annabeth drzemie moc, która może ją uratować, ale także zgubić. Lizzy została zanurzona w Styksie, ponieważ jej rodzice nie wiedzą o słowach przepowiedni. Po prostu się o nią martwili. Gdy Percy poprosił mnie o radę,  powiedziałam mu, że jest to dobry pomysł. W tej naradzie chodzi mi o jedną rzecz. Jeśli coś wyprowadzi Elizabeth z równowagi, może się to skończyć zagładą dla całego świata.
- Ateno, przecież to jest niewiarygodne.
- Ale prawdziwe, Zeusie.
-W takim razie, co mamy robić? - Zapytała bogini urodzaju.
- Musimy pilnować,  by Lizzy swojej mocy użyła tylko raz - gdy będzie zabijała Uranosa.
- Naradę uważam za zamkniętą. 

Clarisse

         
  Nareszcie. Percy i Annabeth wrócili. Wiedziałam, gdzie byli, ponieważ Percy mnie uprzedził o swoich zamiarach. Ja również uważałam, że jest to dobry pomysł.
Teraz musiałam ich poinformować o pewnej istotnej rzeczy. Dziś rano, od razu po śniadaniu, Rachel miała tę swoją "wizję" i powiedziała kolejną przepowiednie. Jednak te słowa,  które wypadły z jej ust razem z zielonym dymem mocno mnie przeraziły. Dotyczyły one Elizabeth.
Z tą dziewczynką byłam mocno zżyta. Mimo, że ma kilka tygodni, bardzo szybko się rozwija, choć dla nikogo nie jest to zaskakujące,  ponieważ od dawna wiemy, że Posejdon z Ateną maczali w tym palce. Sama byłam świadkiem,  jak zaczęła raczkować, a później wypowiadać wybrane słowa: mama, tata, babcia, dziadek, ciocia, wujek. Jednak, gdy zobaczyłam ją teraz, gdy wychodziła z samochodu, byłam mocno zaskoczona. Wyjeżdżała nie umiejąc chodzić,  a teraz?  Wyglądała zupełnie inaczej. Jakby woda z rzeki podziemia sprawiła,  że dziewczynka wydoroślała. Miała ciemnobrązowe włosy lekko za ramiona. Samodzielnie chodziła i mówiła.  Wyglądała na cztero lub pięciolatkę. Przypomniały mi się słowa Percy'dgo i Ann. Podobno, gdy będzie się zachowywała,  jakby miała pięć lat, stanie w miejscu i dopiero  po kilku latach zacznie normalnie dojrzewać.
- Ciocia Clarisse. - Usłyszałam, a po chwili dziewczynka wylądowała w moich ramionach.
- Hej maleńka. Widzę,  że przez te trzy dni sporo urosłaś. - Ta mała mnie odmieniła. Przez nią stałam się kimś innym. Nie byłam taka, jak dawniej. Przy niej nie potrafiłam być twarda.
Postawiłam Elizabeth na ziemi i podeszłam do jej rodziców. Wyczuli powagę sytuacji. Momentalnie ich miny zmieniły się i wyrażały zaniepokojenie.

Percy

         
   Po polikach Annabeth spływały łzy, choć szybko je wycierała. Nie chciała się niczym przejmować, choć teraz nie zbyt jej to wychodziło. Wiedzieliśmy, że istnieje przepowiednia dotycząca naszej córki, ale nikt z nas nie przypuszczał, że  może ona być aż tak poważna. Wiedziałem, że musimy zrobić wszystko, by chronić Elizabeth. Wiedziałem też, że Clarisse nam w tym pomoże. Nigdy nie pytałem, dlaczego jest tak bardzo zżyta z naszą córką, ale pewnego dnia słyszałem, jak rozmawiała z Chejronem o przypisanym jej zadaniu. W tym świecie Fata nie oszczędzają nikogo. 
- Mama. - Usłyszałem cichy głos Lizzy, która wchodziła do salonu z pluszowym misiem w ręku. Spojrzałem na Annabeth, Córka Ateny ponownie otarła swoje policzki.- Dlaczego jesteś smutna? - Zapytała wdrapując się na moje kolana.
- Nie jestem, kochanie. - Odpowiedziała Ann wymuszając uśmiech.
- Mogę pojechać do babci Ateny? - Zapytała cichutko.
- Oczywiście, że możesz. Zaraz cię zawieziemy. - Lizzy uśmiechnęła się, zeskoczyła z moich kolan i poszła na górę do swojego pokoju.
- Ja spadam do obozu. - Powiedziała córka Aresa. - Jak odwieziecie małą to wpadnijcie.
- Nie ma sprawy. - Odpowiedziałem, po czym odprowadziłem ją do drzwi.

***

               Staliśmy pod drzwiami Wielkiej Sali na Olimpie. W domkach nie było ani jednego boga, dlatego przyszliśmy właśnie tutaj. Po chwili ogromne, złote wrota zostały otwarte, a naszym oczom ukazały się trony, na których siedzieli nasi rodzice. Gdy tylko Atena nas zobaczyła, szybko rzuciła kartki i długopis, które wcześniej trzymała w ręce, zniżyła się do rozmiarów zwykłego człowieka i szybko podbiegła do Elizabeth.
- Hej słoneczko. - Powiedziała całując ją w policzek. Dziewczynka odpowiedziała szerokim i promiennym uśmiechem.
- Lizzy bardzo chciała was odwiedzić. Mam nadzieję, że nie sprawi to problemu ani dla ciebie, ani dla Posejdona.
- Ależ skąd.- Odpowiedziała bogini mądrości. - Plan pracy Olimpu dokończymy innym razem. - W tym momencie spojrzała na Zeusa, który nie miał zbyt zadowolonej miny.
- Plan Pracy Olimpu? - Zapytałem nieco zaskoczony.
- Tak. - Odpowiedziała. - Musimy zaplanować, jak będziemy działać. No wiecie np. przeróżne uroczystości.
- Rozumiem. - Odpowiedziałem uśmiechając się.
- To ja i Posejdon zajmiemy się naszym małym skarbem, a wy skorzystajcie z wolnego czasu. Możecie odwiedzić obóz. Czuję, że mają wam coś ważnego do powiedzenia.
- W takim razie, przyjedziemy po Elizabeth wieczorem.
- Śpieszyć się nie musicie. - Usłyszałem za plecami. Chwyciłem Annabeth za rękę i wyszliśmy z Wielkiej Sali.

Thalia

             
  Naprawdę już nie mogłam wytrzymać tego wiecznego krzyku córek Afrodyty. Latają jak upośledzone po całym obozie krzycząc:, „W co ja się ubiorę na uroczystość?", "Tylko trzy dni do ślubu, a ja zgubiłam tusz do rzęs numer tysiąc dwieście sześćdziesiąt cztery”,  ”Nie mogę znaleźć butów pasujących do mojej kreacji". No bogowie! Zlitujcie się! Jedynie Silena była w miarę normalna...No może oprócz tego, że nagminnie próbowała mnie namówić, bym założyła spódniczkę lub sukienkę na ślub Percy'ego i Annabeth. Ostatecznie, pod namową Nico, zgodziłam się. 
W obozie po prostu trwał chaos. Plan dnia zawsze wyglądał tak samo, ale mimo tego wszystkiego, było ciekawie. 
Rano: Śniadanie, trening, bitwa o sztandar. 
Popołudnie: Obiad, wolne, trening, przygotowanie ceremonii.
Wieczór: Kolacja, trening, ognisko.
Za godzinę mam spotkanie z Synem Hadesa. Cieszę się, gdy przy mnie jest, choć samotność też mi nie przeszkadza. 
Zastanawiam się, czy Percabeth (większość obozowiczów tak na nich mówi) wiedzą o przepowiedni dotyczącej Elizabeth. Co ta mała dziewczynka może zrobić? Tego nikt z nas nie może być pewny. 
Codziennie też rozmawiam z Clarą. Dziewczyna chce wyruszyć do San Francisco, by odnaleźć swojego ojca. Jednocześnie boi się tego spotkania.
               Po ciekawych rozmyślaniach położyłam się na łóżku i w internecie, do którego zasięg w magiczny sposób znajdował się w domku Zeusa, zaczęłam szukać jakiegokolwiek stroju na uroczystość. W internetowym butiku Afrodyty znalazłam biały top w czarne czaszki, czarną skórzaną spódnice, czarną ramoneskę oraz czarne buty ze złotymi ćwiekami. Czemu nie? Sileno bądź ze mnie dumna.  Włożyłam części garderoby do koszyka i kliknęłam "kup", "Hermes express".
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - Krzyknęłam. Do domku wszedł Nico.
- Hej. - Powiedział uśmiechając się. - Jego oczy były lekko podkrążone. 
- Wyglądasz na zmęczonego. - Powiedziałam przytulając go. 
- Po prostu Chejron i Dionizos wymyśli sobie, że mam roznosić zaproszenia na ślub Percabeth, razem z Hermesem, ponieważ umiem się przemieszczać metodą cienia.
- Przecież to cię wykończy. - Powiedziałam. 
- Wiem, ale teraz nie warto o tym myśleć. - Syn Hadesa położył się obok mnie i włączył horror. 

Annabeth

               Byłam zaskoczona, W obozie już wszystko było gotowe. Co więcej...Oznajmiono nam, że za trzy dni razem z Percym przysięgniemy sobie miłość. Tak, byłam szczęśliwa, choć przepowiednia dotycząca mojej córki nadal tkwiła mi w głowie. Co więcej...Chejron powiedział, że coś złego dzieje się z dziećmi Aresa. Kłócili się ze sobą, a później  popełniali liczne samobójstwa. To wszystko było jedną, wielką zagadką, której po raz pierwszy nie mogłam, a raczej nie potrafiłam rozwiązać. 

__________________________________

No, więc drodzy Demigods. 
Już po feriach, więc z wielką chęcią do Was wracam. Jestem szczęśliwa, a przede wszystkim pełna energii. 
Mam nadzieję, że rozdział, choć troszkę się Wam spodobał. 
Szczerze? Jesteśmy coraz bliżej końca pierwszej części. Na tym blogu spędziłam ponad rok i nawet teraz tego nie żałuję. 
Chciałabym, abyście licznie skomentowali ten rozdział. 
Przede wszystkim dziękuję Wam za meile i za nowych obserwatorów. Jestem Wam bardzo wdzięczna. 
Teraz chciałabym Was zaprosić na parę blogów.
1. Story Of My Life blog mój i mojej przyjaciółki. Opowiada historię siedemnastoletniej dziewczyny z pasjami, która stara się rozwiązać rodzinne zagadki, które mogą doprowadzić do tragedii.
2. Przygody Wiki blog autorstwa Sjo. Dziewczyna dopiero zaczyna i fajnie by było, gdybyście ja wspomogli komentarzami 
3. Mroczna Strona Nieba blog kochanej Liw dziewczyny, którą razem z Merr poznałam będąc w nieciekawej sytuacji. Osobiście ten blog mi się bardzo podoba i serdecznie na niego zapraszam. Myślę, że nie pożałujecie. 
To chyba tyle.
Byłabym wam bardzo wdzięczna za komentarze. 
Pozdrawiam i ściskam 
Dżerrka 
PS Mam małe problemy ze czcionką, gdyż blogger się zbuntował xd. Więc przepraszam. 
Miła niespodzianka, ponieważ rozdział pojawił się dwa dni wcześniej. 


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Spamowy post - Chętnie odwiedzę wasze blogi

Witam Was moi drodzy.
Pewnie zastanawiacie się, co dalej z tym blogiem.
Tak, jak wcześniej obiecałam, wracam do was już w lutym.
Już w piątek zaczynam ferie, ale zaczynają się dla mnie urodzinami koleżanki, zdjęciem szwów i jeszcze biegiem po całym mieście na orientację xd. Ale w sumie fajnie.
A jak u was? Jak oceny na pierwszy semestr?

No dobra.
Ten post poświęcam na spam, gdyż czasem nie nadążam. Bardzo chcę, abyście pod tym postem napisali linki do swoich, bo jestem załamana i już nie mam co czytać. Aaaaaaa!
Więc wasze blogi są moim jedynym ratunkiem, kochani :D 
Przy okazji, życzę wam spełnienia marzeń. Nie wiem czemu. Chyba po prostu wreszcie szczerze się uśmiecham
I ostrzegam Was jeszcze przed pewną rzeczą, a mianowicie osobą. 
Jak już pewnie wiecie, proszę, abyście uważali na Ci Żu. Nie ostrzegam tylko jak, ale także kilkanaście innych dziewczyn :* 
On nie zachowuje się normalnie i obiecuję, że na zjeździe się nie pojawi.
Buziaki. 
Wasza Dżerrka
Zostawiajcie linki misie!